Woda działała cuda. Jej lepkość, jej chłód, który sprawiał, że jeszcze bardziej człowiek zdawał sobie sprawę z tego, jak płonie. Niemalże skóra do skóry, stan nieważkości przez wyparcie wody, potęgował uczucie odrealnienia w głowie.
Wyglądała jak nimfa z opowieści. Mokre kosmyki przyklejone do jej twarzy, szkliste oczy zapatrzone w niego, chłopaka, który dotarł do swojego zatracenia, stracił umysł, oddał w jej słodkie dłonie serce.
Gdy pozwoliła sobie na delikatną pieszczotę, zdecydowanie zapomniał, jak się oddycha. Jej opuszki był zdecydowanie odmienne od jego szorstkich paluchów. W bezmyślnym obłoku postanowił solennie, że nigdy jej nie dotknie, aby nie kalać istoty piękna, którym lśniła.
Ale wargi... nawet spierzchnięte, nerwowo teraz polizane, gdy próbował oczyma śledzić każdy jej ruch, a jednak wciąż tonąć w jej oczach i nie myśleć o tym czy czuje w uścisku jak bardzo jego ciało porwane jest tą sytuacją. Jakby się tak pochylić, jakby wszystkie niewypowiedziane słowa uwielbienia złożyć w jednym pocałunku... Czy sprawiłoby to jej przyjemność? Czy jego boginii przyjęłaby ten dar?
Był tylko jeden sposób, by się przekonać, by odpowiedzieć sobie na to pytanie, by zaryzykować, choć okoliczności były tak bardzo jednoznacznie pozbawione ryzyka.
Pochylił się więc, jak we śnie, ociężale, z trudem pamiętając jak zginać kręg po kręgu ku małej istotce dzierżącej teraz w dłoniach jego szczęście. I już... już miał jej dotknąć gdy nagle...
– Znajdźcie pokój dzieciaki, a nie tu świntuszyć w jeziorze! – ochrypły ryk Berty'ego pijaka rozniósł się echem po płaskiej tafli, płosząc kilka śpiących już kaczek. Najwidoczniej ocknął się z pijackiej drzemki i postanowił udawać, że nadal łowi ryby.
Sama zmroziło, jego oczy były szeroko otworzone, zawstydzone, a potem parsknął zażenowanym śmiechem nie wiedząc za bardzo cóż mu pozostaje zrobić innego. Przygarnął Norę do siebie, podciągnął ją ku górze, tak by mogła zarzucić ręce na jego ramiona i okręcił ją w wodzie jak zwykł to robić normalnie w poprzednich latach, gdy odkryli jak wielka różnica wzrostu zaczyna się między nimi dziać. Znajomy ruch, kojący ruch. To nic nie zmieni, będzie tylko piękniej... – powtarzał sobie w duchu, a jego policzki nie przestały płonąć.