13.02.2024, 09:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2024, 12:54 przez Samuel McGonagall.)
Każdy, kto znał Samuela, wiedział, że misio powarczy, ale muchy nie skrzywdzi. Tylko, że przyjazdny go nie znał.
Możliwe, że to była kwestia wypracowanego instynktu, możliwe, że nos mężczyzny zbyt często "przebywał" w niedźwiedziej formie. Wyczuł strach Neila, wyczuł jego napięcie, to jak zdominowany drży w żelaznym uścisku, jak z trudem łapie równowagę.
Przez moment wyobraźnia uciekła ku scenariuszom dalekim od zabijania go, choć na szali śmierć i życia, agresji i miłości znajdował się wspólny mianownik, pełen walki, przyspieszonego oddechu, szumiącej adrenaliny i w końcu słodkiej przegranej.
Lecz Neil przypomniał mu o prawdziwym powodzie jego irytacji i mógł zobaczyć, że trafił bez pudła. Oblicze Sama momentalnie zmieniło się, jakby zdjął z niego czar, przywrócił jasność myśli. Jego czoło zmarszczyło się pod naporem ciągnących do siebie brwi, a uchwyt zelżał na moment.
– Ogarnij się i nie rób więcej szczurów, to nie będziesz mieć problemów – powiedział raz jeszcze, odpychając się od chłopaka i ściany, pozostawiając go bez najmniejszego zadrapania. Nie zamierzał się tłumaczyć, ani z powodu swojego samopoczucia, ani z tego, że tamten źle rysował skrzyp i chodź widać roślinę, to ona nadal jest ów notesem, tylko nieco łatwiejszym do zniszczenia. Nie zamierzał tłumaczyć się ze swojego wybuchu, po prostu sapnął, zbierając te wszystkie myśli w jedno gwałtownie wypuszczone powietrze i odszedł w kierunku zaplecza baru znikając w ciemności wraz z dziwnym, przydługim ptasim piskiem, choć to pewnie tylko zbieg okoliczności.
Na stole pozostawiony przez Neila skrzyp był już notesem. Zawsze nim był. Istnienie jako chwast zdawało mu się tylko irracjonalnym snem...
Możliwe, że to była kwestia wypracowanego instynktu, możliwe, że nos mężczyzny zbyt często "przebywał" w niedźwiedziej formie. Wyczuł strach Neila, wyczuł jego napięcie, to jak zdominowany drży w żelaznym uścisku, jak z trudem łapie równowagę.
Przez moment wyobraźnia uciekła ku scenariuszom dalekim od zabijania go, choć na szali śmierć i życia, agresji i miłości znajdował się wspólny mianownik, pełen walki, przyspieszonego oddechu, szumiącej adrenaliny i w końcu słodkiej przegranej.
Lecz Neil przypomniał mu o prawdziwym powodzie jego irytacji i mógł zobaczyć, że trafił bez pudła. Oblicze Sama momentalnie zmieniło się, jakby zdjął z niego czar, przywrócił jasność myśli. Jego czoło zmarszczyło się pod naporem ciągnących do siebie brwi, a uchwyt zelżał na moment.
– Ogarnij się i nie rób więcej szczurów, to nie będziesz mieć problemów – powiedział raz jeszcze, odpychając się od chłopaka i ściany, pozostawiając go bez najmniejszego zadrapania. Nie zamierzał się tłumaczyć, ani z powodu swojego samopoczucia, ani z tego, że tamten źle rysował skrzyp i chodź widać roślinę, to ona nadal jest ów notesem, tylko nieco łatwiejszym do zniszczenia. Nie zamierzał tłumaczyć się ze swojego wybuchu, po prostu sapnął, zbierając te wszystkie myśli w jedno gwałtownie wypuszczone powietrze i odszedł w kierunku zaplecza baru znikając w ciemności wraz z dziwnym, przydługim ptasim piskiem, choć to pewnie tylko zbieg okoliczności.
Na stole pozostawiony przez Neila skrzyp był już notesem. Zawsze nim był. Istnienie jako chwast zdawało mu się tylko irracjonalnym snem...