• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[30.07.72] Friendship is a sheltering tree.. | Gio & Ger

[30.07.72] Friendship is a sheltering tree.. | Gio & Ger
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#11
22.02.2024, 01:06  ✶  

- Powinniśmy, kto oceni co powinniśmy zrobić? - Nie do końca rozumiała jego podejście. Nie uważała, żeby ktokolwiek miał prawo oceniać, co powinna zrobić, nie znosiła takich założeń. Zawsze robiła to, na co miała ochotę, nie to, czego oczekiwali inni, może dlatego ją to tak rozdrażniło.

Gerry w przeciwieństwie do Gio nie potrzebowała ruchu, ognista była zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. Dolała sobie kolejną porcję trunku i zaczynała czuć, że nie myśli racjonalnie. Ciekawe, jak wróci do domu na miotle...

- Przy całym życiu, dwa miesiące są niczym. - Chociaż w tym się zgadzali. Ciężko jej było zrozumieć punkt widzenia Gio w tej sprawie, no ale Ger nie pisała książek, ani żadnych artykułów. Jej całe życie opierało się na szybkich decyzjach.

Czuła zapach mleka, trochę ją bawiło to, że przyjaciel poi się mlekiem z miodem, a ona zaczęła się upijać. Kolejny kontrast, który między nimi istniał. Byli tak bardzo różni, a zarazem tak podobni.

Co u niej? Było to pytanie, które zawsze wprowadzało zakłopotanie. Nie znosiła mówić, co u niej. Zapewne dlatego, że jej życie nie było kolorowe, wręcz przeciwnie - pełne było niepowodzeń. Nie potrafiła w nic się zaangażować, nie licząc pracy, to zawsze jej się układało.

Nie wracała do Beltane. Wiedziała, że to, co między nimi zaszło było fałszywe, złudny rytuał, który próbował namieszać w ich życiu. Może i lepiej, że dotyczył Jonathana, on na pewno miał do tego luźniejsze podejście.

- U mnie? Nic się nie dzieje. Jak zawsze. - Co niby miała mu powiedzieć? Że zakochała się znowu, po raz kolejny zaślepiona uczuciami i że ćpun wolał chwilowe ukojenie od niej? Było jej wstyd, ogromnie wstyd, że zaufała, że próbowała mu pomóc, a on ją zostawił - z dnia na dzień. Thes też ją zostawił, wyjechał i czuła się okropnie pusta w tej chwili, ale nie był to odpowiedni moment, żeby o tym wspominać.

Profesor G
Kilku panów w jednym ciele.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm. Przeciętna budowa ciała. Brązowe włosy. Piwne oczy. Zarost.

Giovanni Urquart
#12
22.02.2024, 15:05  ✶  

Nie zawsze się zgadzali, ale na ogół jednak myśleli podobnie. Tak jak z kwestią odpoczynku. Giovanni pomyślał, że faktycznie musi odrzucić negatywne myśli w tej kwestii. Ciągłą pracą zasłużył na więcej, niż dwa miesiące wolnego. Poza tym, i tak nie był w stanie pracować. A to już się zalicza bardziej jako urlop zdrowotny.

— To prawda...

Przechylił głowę wpatrując się w Geraldine. Nie była tak wylewna jak on w zwierzaniu się, ale przecież nie widzieli się tyle czasu. Na pewno miała o czym opowiadać.

— A jednak chciałaś się spotkać. Czy tylko dlatego, żeby upewnić się, że jestem jeszcze w pełni rozumu? Bo pewnie nie marzyłaś o byciu zabawianą moimi ponadprzeciętnymi zdolnościami krasomówczymi.

Uśmiechnął się delikatnie. Miał nadzieję, że zachęci ją do jakiejkolwiek opowieści lub podzielenia się planami na najbliższe tygodnie.

— Jak tam w pracy? Z kim spędzałaś czas wolny, kiedy mnie nie było? Oh, i... Hm... — Przypomniał sobie o czymś, ale nie wiedział, czy od razu dorzucić ten wątek teraz, czy może za chwilę. Postanowił się jednak wstrzymać.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#13
22.02.2024, 15:28  ✶  

Grunt to mieć świadomość, że zawsze ma się wsparcie. Yaxley wiedziała, że może liczyć na Gio czegokolwiek by mu nie powiedziała, nie oceniał jej - nigdy. To było dla niej ważne, bo zazwyczaj łatwo innym przychodziło wrzucanie jej w pewne formy, które nie do końca jej odpowiadały. Nie chciało jej się nawet z tym kłócić, bo było to trochę jak walenie głową w ścianę.

Gerry nie umiała mówić o sobie, rzadko kiedy opowiadała o tym, co ją trapiło. Nie była wylewna, nigdy. Zresztą wychowana została w szorstki mocno sposób, do dzisiaj jej to zostało. Była raczej chłodna i zdystansowana. Próbowała uczyć się tego, w jaki sposób wspierać innych, jednak sama nigdy nie zmieniła swoich przyzwyczajeń w mówieniu o sobie, a raczej niemówieniu.

- Chciałam cię zobaczyć, po prostu. Upewnić się, że jesteś cały i zdrowy. - Listy nie zastępowały rozmowy twarzą w twarz. W przypadku ich pracy było to zdecydowanie ułatwienie kontaktu, bo inaczej mieliby problem, aby ciągle pielęgnować tę znajomość. W końcu jeśli nie jedno, to drugie wyjeżdżało.

- W pracy właściwie jak zawsze, wiesz jak jest. Zlecenia wpadają jedno za drugim, szczególnie latem, potwory wtedy wykazują szczególną aktywność. - Zachęcały je do tego dłuższe dni i łatwy dostęp do pożywienia.

Z kim spędzała wolny czas? Z nikim. Znaczy oczywiście była w jej życiu Florence, było kilkoro znajomych, jednak, czy można było o tym mówić jako o spędzaniu czasu? - Właściwie to sama, jak zawsze. - Wolała nie wracać do tematu ćpuna, któremu zaufała, któremu chciała pomóc, była gotowa zrobić dla niego wszystko, a on zdecydował się wybrać dragi. Nawet od tego nie była lepsza. - Hmm? - O coś chciał ją zapytać, widziała to. - No mów, widzę, że chcesz się czegoś dowiedzieć. - Yaxley brakowało ogłady, nie miała więc problemu z tym, żeby się w ten sposób odezwać.

Profesor G
Kilku panów w jednym ciele.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm. Przeciętna budowa ciała. Brązowe włosy. Piwne oczy. Zarost.

Giovanni Urquart
#14
22.02.2024, 21:08  ✶  

Uśmiechnął się.

— Rozumiem... Mi też było ciężko i jakoś tak dziwnie nie słyszeć twojego głosu przez tyle czasu...

Podczas wyjazdu miały miejsce wydarzenia, o których chętnie wspomniałby Geraldine, gdyby utrzymywał z nią kontakt na bieżąco. Niestety pamięć wyparła historyjki dnia powszedniego, a nie chcąc zdradzać miejsca pobytu, wstrzymywał się przed opowiedzeniem o innych przygodach.

— Czy... Miałaś może jakieś zlecenia związane z Knieją Godryka? — spytał z zainteresowaniem. W tym momencie nie wyglądał, jakby się martwił ewentualnymi zagrożeniami związanymi z tamtym miejscem. Bardziej był ciekawy, cóż za tajemnice kryły tamtejsze lasy po Beltane. Do tej pory wciąż nic w tym temacie nie wiedział.

Geraldine często czytała z niego jak z otwartej książki. Podrapał się po policzku.

— Jonathan wspominał, że... Masz jakiegoś kawalera... — Uśmiechnął się trochę niezręcznie. Gio i Ger byli ze sobą blisko, to fakt, ale wciąż pewne tematy sprawiały trochę niepokoju. Prawie w ogóle nie rozmawiali o swoim życiu uczuciowym, gdyż obydwoje preferowali indywidualną wędrówkę przez życie. Przez całe swoje życie Gio zakochał się tylko raz tak poważniej, a wszelkie jednorazowe przygody były poza zasięgiem jego dżentelmeństwa.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#15
22.02.2024, 21:21  ✶  

- Nasze prace są do dupy, przynajmniej pod względem utrzymywania jakiejkolwiek relacji. - Odparła bardzo lekko. Przyzwyczaiła się, że ciężko jej było utrzymywać kontakt, mało kto czekał na nią z otwartymi rękoma, kiedy wracała czasem z półrocznej wyprawy. Ludzie zapominali, nie potrzebowali w swoim życiu kogoś kto pojawiał się i znikał, nie był tam na stałe. Ger próbowała utrzymywać relacje, jednak nie była w tym bardzo skrupulatna, czasem nie miała czasu pisać, szczególnie po całych dniach spędzonych w dziczy. Aktualnie zweryfikowała już to, kto faktycznie był jej przyjacielem, może było to prostsze, niż oszukiwać się, że ma ich tak wielu. Z Gio było inaczej, on to rozumiał, bo sam był w podobnej sytuacji.

- Knieja Godryka. - Powtórzyła po nim. Nie dziwiła się, że go to interesuje, bo działo się tam sporo i to bardzo, ale to bardzo dziwnych rzeczy. Złych. - Miałam, lepiej się teraz nie zbliżać do lasu. Te istoty, które pojawiły się tam podczas tego zamieszania w Beltane nadal tam są. One są kurewsko niebezpieczne. - Jeśli Ger uważała, że tak jest to musiała być prawda, podczas swojego życia widziała bowiem najróżniejsze stworzenia magiczne i żadne nie wzbudziło w niej takiego strachu. - Spotkałam je Gio, udało mi się uciec, ale bałam się, wiesz, że ja się niczego nie boję. - Wspomniała o tym, gdyby zapomniał o tym małym szczególe. - Są gorsze od dementorów, widziałam co zrobiły z jednym chłopcem, który mieszkał w Dolnie, znalazłam go, postarzał się ciałem o jakieś sześćdziesiąt lat, a jego dusza została dziecięca. Wolę nie myśleć, co by było, gdyby trafiły na kogoś starszego. - Nie, żeby nieszczęście chłopca nie było ogromne, ale przynajmniej żył.

Zbliżała szklankę do ust, kiedy Gio zadał jej kolejne pytanie. Zdążyła upić już z niej trochę i się zakrztusiła, zupełnie się nie spodziewała, że poruszy ten temat. Zaczęła kaszleć i łapać oddech, jeszcze tego brakowało, żeby zdechła przez ognistą.

Profesor G
Kilku panów w jednym ciele.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm. Przeciętna budowa ciała. Brązowe włosy. Piwne oczy. Zarost.

Giovanni Urquart
#16
22.02.2024, 21:58  ✶  

Westchnął ciężko. To prawda. Obydwoje podróżowali. I dobrze im z tym było, szczególnie, gdy mieli wolny dzień lub dwa w tygodniu na spotkania z najbliższymi. Gorzej, gdy oddawali się pracy dłużej. Z przymusu lub dobrej woli. Przynajmniej zajmowali się tym, co kochali.

Giovani szczerze zdumiał się opowieścią przyjaciółki. Z początku jej zeznania nie brzmiały dobrze. Sam widział te potwory jeszcze podczas nocy Beltane. Ale skoro Geraldine spodziewając się, co zobaczy, oceniała je jako niebezpieczne... Sprawa wyglądała naprawdę nieciekawie.

— Na Merlina, cóż za biedaczyna... — Szczerze przejął się losem ofiary. — Czyli one... w jakiś sposób przyspieszają czas? Czy tylko starzenie się? Dotyczy to tylko ludzi, czy może działa to też na zwierzęta i rośliny?

To było tragiczne. Gdyby się okazało, że te potwory żerują na Kniei, a gdy wyssą wszelką energię życiową tego miejsca to... pewnie opuściłyby ją, kierując się w stronę Doliny.

— I właśnie dlatego nie mogę sobie robić wolnego! — Westchnął. — Kim jest ten chłopiec? Czy dostał odpowiednią pomoc? Cóż za tragedia...

Giovanni ociekał empatią. Krzywda ludzka dotykała go niesamowicie. Nie myślał teraz o tym, jak ciekawy byłby wywiad z tym chłopcem za kilka lat, po zebraniu doświadczenia w życiu starego ciała. Nie myślał o tym, czy został przebadany w kontekście zebrania wiedzy na temat potworów z Kniei. Martwił się, czy chłopcem zaopiekowano się, jak należy. To jasne, że potrzebował teraz długofalowego wsparcia.

Ale nie tylko on. Gdyż z kolejnym tematem to Geraldine zaczęła potrzebować pomocy.

Giovanni zerwał się z fotela, sięgnął różdżkę i szybko rzucił w przyjaciółkę zaklęcie na zakrztuszenia. Nie był w tej kwestii mistrzem, ale powinno zadziałać wystarczająco. Ćwiczył podczas wyjazdu różne sposoby pierwszej pomocy, żeby nie być aż tak bezużytecznym. Podbiegł do Yaxley, obserwując i kładąc jej rękę na ramieniu.

— Wszystko w porządku? Jak do tego w ogóle doszło? Jeszcze nie widziałem, żebyś się zakrztusiła alkoholem.

To ostatnie rzucił w połowie żartem.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#17
22.02.2024, 22:30  ✶  

- Tak naprawdę nie mam pojęcia, skupieni byliśmy na tym, żeby znaleźć tego chłopca, czas nas naglił. Byłam w lesie trzy razy od kiedy to się wydarzyło, za każdym razem coś dziwnego się działo. Dwa razy spotkałam te istoty. One przejęły Knieję. Nie chodzę tam, o ile nie jestem potrzebna, żeby komuś pomóc. - Pomocy bowiem nigdy nie odmawiała, a wiedziała, że niewiele osób może jej dorównać doświadczeniem, więc angażowała się w te wszystkie sprawy, skoro była potrzebna. Tutaj wychodziło, że wcale nie była obojętna na los niewinnych, tyle, że realizowała swoją misję pomocy nieco mniej oficjalnie, poza ciekawskimi oczami, wtedy kiedy uważała, że faktycznie jest to słuszne.

- Przekazaliśmy go BUMowcom, na pewno dostał odpowiednią pomoc. Zaangażowali się w to mieszkańcy Doliny, nie wiem, co on musiał czuć, ale było to przerażające. - Mówiła zgodnie z prawdą. Rzadko kiedyś się czegoś bała, ale istoty z Kniei budziły w niej lęk. Wolała się do nich nie zbliżać, znaczy oczywiście, że zamierzała pomóc je unicestwić, bo czuła, że może się przydać w tym temacie, tyle, że nie do końca sądziła, że to jest sprawa dla łowcy. One czerpały jakąś dziwną energię, no i nie miała pojęcia jak je zabić. W tym wszystkim było bardzo dużo niewiadomych.

Nie szukała później tego chłopca, zrobiła to co miała do zrobienia i zmyła się stamtąd, aby wrócić do swoich spraw. Nie do końca interesował ją jego los, nie mogła przejmować się tymi wszystkimi ludźmi, bo stała by się dużo słabsza, a Gerry musiała być silna, musiała sobie radzić z takimi sytuacjami.

Później wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Omal nie wyzionęła ducha przez ognistą połączoną z niewygodnym pytaniem. Na szczęście Giovanni był czujny, bardzo szybko zareagował, jednak nie umrze w taki banalny sposób. Na całe szczęście, przecież zawsze marzyła o spektakularnej śmierci. - Przepraszam. - Głupio jej było, że zrobiła takie zamieszanie. - To ten kawaler, wiesz. - Chyba wypadało mu to wyjaśnić. - Znowu zaufałam nie takiej osobie, której powinnam. - Spuściła wzrok i oglądała swoje buty, bardzo źle się z tym czuła i wolałaby do tego nie wracać, no ale musiała uchylić chociaż rąbka tajemnicy. - Najwyraźniej jestem skazana na życie w samotności. - Nawet zaczęła się z tym godzić.

Profesor G
Kilku panów w jednym ciele.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm. Przeciętna budowa ciała. Brązowe włosy. Piwne oczy. Zarost.

Giovanni Urquart
#18
23.02.2024, 17:11  ✶  

Dobrze, że chłopiec otrzymał pomoc. Ministerstwo naprawdę dobrze radziło sobie z działaniami wokół Beltane. Giovanni śledził na bieżąco wiadomości... dopóki nie wyjechał z kraju. Tego było za dużo.

Udało mu się uratować Geraldine przed zadławieniem się ognistą. Cóż za interesująca okazja do zgonu. Giovanni przyglądał się uważnie przyjaciółce, która w końcu zwierzyła się z problemu. Był mu on tak bliski...

— Nie ty jedyna... — odpowiedział smutno i objął ją, by pocieszyć chociaż trochę. Pogładził ją delikatnie po plecach kilka razy. Dopiero po dłuższej chwili odsunął się i spojrzał jej w twarz. Zebrał się na uśmiech. — Ale kto wie. Może jednak poszczęści się nam. Jesteśmy jeszcze młodzi, wszystko przed nami. A na starość zawsze możemy zaszyć się razem w jakimś spokojnym miejscu z pogodnym skrzatem, który będzie nas karmił kleikiem dyniowym.

Giovanni miał ambiwalentne odczucia w kontekście zakładania rodziny. Pragnął tego, lecz jednocześnie odsuwał. Głównie z powodu swojej przypadłości, w drugiej kolejności z powodu trybu życia. Chociaż to nie powinno być przeszkodą, w końcu jego rodzice odnaleźli siebie. Oni jednak nie byli takimi jak Giovanni... którego balans praca-rodzina nie byłby żadnym balansem.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#19
23.02.2024, 18:42  ✶  

Nie mieli szczęścia. Ich życie zawodowe kwitło, wszystko się w nim układało, w końcu każde z nich rozwijało się w kierunku, w którym miało predyspozycje. Nie brakowało im sukcesów zawodowych, tyle, że ponownie, zupełnie tak samo nie radzili sobie w tej drugiej części. Uczuciowej. Co za niefart. Życzyła Gio, aby trafił na kobietę, która odda mu swoje serce, pokocha go, bo był wspaniałym człowiekiem. Uważała, że nadawał się do stworzenia rodziny, w przeciwieństwie do niej, bo ona była dzika. Nie umiała żyć z kimś, nawet jak próbowała zawsze wszystko się psuło. Uznała, że łatwiej jej będzie, jeśli po prostu przestanie się angażować.

- Chyba już nie chcę takiego szczęścia, wiesz Gio. - Jego dotyk był przyjemny i uspokoił jej emocje, chyba tego potrzebowała. Dobrze było wiedzieć, że jest blisko i może na niego liczyć, bo mimo tej swojej szorstkości Gerry też była człowiekiem. Potrzebowała bliskości, chociaż tak okropnie się zawsze przed tym broniła i udawała, że jest przeciwnie. - Jednak wspólna starość, brzmi wspaniale. Widzę nas, siedzących w którejś z rezydencji, na takich fotelach bujanych, jak wspominamy te wszystkie śmieszne bale, na których razem byliśmy, jak ten ostatni u Longbottomów, gdzie wpadł bóbr, Thes zemdlał i działy się te wszystkie dziwne rzeczy, jak chociażby licytacja biednego Ericzka. - Kącik ust drgnął jej w uśmiechu na to wspomnienie. To nie był jedyny bal, na którym była z Gio. Jakoś tak się złożyło, że byli ze sobą w tych momentach, gdy wypadało się pokazać z kimś płci przeciwnej, nie było to wcale takie złe, bo wyśmienicie się ze sobą bawili.

Profesor G
Kilku panów w jednym ciele.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm. Przeciętna budowa ciała. Brązowe włosy. Piwne oczy. Zarost.

Giovanni Urquart
#20
23.02.2024, 20:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.02.2024, 20:30 przez Giovanni Urquart.)  

— Odpocznij sobie od od tego, ale nie mów, że nie chcesz. Każdy chce kochać i być kochanym. I znaleźć tą jedną, jedyną osobę.

Uśmiechnął się ciepło i pogłaskał ją po głowie, jak starszy brat. Gdy opowiadała o wspomnieniach z balu, roześmiał się. Podszedł do komody.

— To było niesamowite, jak się o niego bili... Zdecydowanie będziemy to wspominać na naszych bujanych fotelach...

Nad komodą wisiało lustro, w ramie którego utkwiony był list. Giovanni sięgnął po niego i otworzył kopertę. Przejechał wzrokiem kartkę znajdującą się w środku. Znał cały jej tekst na pamięć. Powoli jego uśmiech tracił na radości.

— Geraldine... Chcę ci coś powiedzieć... Możliwe, że mnie nie zrozumiesz, gdyż wiąże się to z moimi powodami do angażowania się w konflikt... Ale muszę to komuś powiedzieć, bo inaczej mnie zje w środku... — Nie patrzył na nią, gdy to mówił. Obracał w dłoniach kartkę papieru. — Beltane było wielką tragedią. Ale też informacją zwrotną. Pokazało mi, jak słaby jestem. Z wielką trudnością włączyłem się w pomoc ewakuacji kilku osób z polany. To było niesamowicie wykańczające... Tak myślałem wtedy. Ale potem pomyślałem o tym, którym przyszło walczyć. Którzy stanęli twarzą w twarz ze zwolennikami Voldemorta. Jak egoistycznie z mojej strony, że odczuwałem trud po tak błahym zadaniu. Powinienem był być silniejszy. Powinienem był tam być i walczyć... A nie potrafiłem. Ale staram się. Następnym razem nie dopuszczę, żeby moja różdżka pozostała w spoczynku. Stanę w pierwszym rzędzie, a nim to nastąpi, dołożę wszelkich starań, by stać się silniejszym... Ćwiczę, Ger, cały czas podczas tej podróży. Deportację, pierwszą pomoc, zaklęcia pojedynkowe... Dobrze wiesz, że dla mnie nauka to jak rozrywka, jak odpoczynek. Szczególnie, że nie jestem w tym sam... — Westchnął ciężko. Wciąż wpatrywał się w kartkę. — I to jest ta najtrudniejsza rzecz, o której chciałem ci powiedzieć. Nie podróżuję sam. Kim jest cały czas ze mną. Za dnia ćwiczymy, podróżujemy, spędzamy miło czas... Wieczorem zaś zmagam się z rozdartym sercem. Moje uczucia do niej są silniejsze niż zwykle. Tyle razy chciałem jej to wyznać... Ale wtedy przypominałem sobie o tym. — Tu uniósł kartkę. — To... To zaproszenie na pogrzeb Derwina Longbottoma. Owoc Beltane, który najboleśniej wbił się w moje serce. Przypomnienie o tym, że każdy uwikłany w konflikt, czuje oddech śmierci na karku. Tak wiele godzin spędziłem w żałości... Myślałem: dlaczego on? Czemu jedyny rodzic dwójki dzieci zniknął z tego świata, a ja zostałem. Miałem tak wielkie poczucie winy... Ja nie mam jeszcze własnej rodziny. Moja śmierć nie byłaby taką tragedią... Dlatego postanowiłem, że dopóki ten konflikt się nie skończy, nie będę starał się o szczęście dla serca. Nie ważne, czy potrwa on rok, czy dziesięć. Nie chcę kreować kolejnych wdów i sierot. Jeśli już mam oddać się czemuś, muszę to być ja i tylko ja.


***
Miesiąc miłości
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (3498), Giovanni Urquart (3014)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa