• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[29.06|Warownia Longbottomów] Niedaleko pada jabłko od jabłoni

[29.06|Warownia Longbottomów] Niedaleko pada jabłko od jabłoni
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#11
05.04.2024, 10:46  ✶  
Przez moment jeszcze pukał w te deski, udając, że wcale jej nie słyszy, a tak na prawdę myśląc, intensywnie myśląc. Nie było to łatwe. Kiedy Samuel myślał za dużo, wtedy nie myślał wcale, dając się porwać nurtowi zbyt dużej ilości słów. Nie chodziło o to, że był głupi, po prostu nie nawykł do potyczek słownych, ani – a może przede wszystkim – uczuć jakie zostawiały w pokonanym. Ktoś mógłby powiedzieć, że to żałosne dać się pokonać przez kota, ale McGonagall żywił głęboki szacunek do zwierząt, głębszy nawet niż do ludzi. One jednak niezwykle rzadko okazywały pogardę. Koty. Koty były inne.

Zwiesił ramiona i przysiadł obok dziewczynki, tak aby mieć oczy na wysokości jej oczu. Przeczesał sobie w nerwach włosy, gest zwykle go uspokajał, podobnie było i teraz.

– To ja przepraszam. Nie myślałem, że jesteś głupia po prostu... ja też kiedy byłem mały rozmawiałem ze zwierzętami. Uczyłem się ich mowy, gestów, które je uspokajały lub nakłaniały do zabawy. Mówiłem wtedy, że z nimi rozmawiam, chociaż one nie odpowiadały mi w mojej mowie. Kiedy dowiedziałem się, że niektóre mogą dzięki rytuałom mówić... mówić tak jak Karl, bardzo mnie to zaskoczyło i to był bardzo dobry dzień dla mnie. Chciałem, żebyś miała szansę mieć też taki dobry dzień jak ja kiedyś. – Jego łagodne oczy zapatrzyły się na drobną twarz dziecka, szukając w niej zrozumienia. Zamyślił się nad jakąś formą rękojmi, zażegnania kryzysu.
– Często tu przyjeżdżasz? Do... do wujka? Może mógłbym w tym domku zrobić coś miłego dla Ciebie, wiesz wujek zostawił mi pełnię swobody jak ma wyglądać, nie mówił nic o meblach, ale myślę, że też kilka dorobię. Już wiem, że Karl nie lubi przyjęć, ale powiedz co Ty lubisz? Może chciałabyś żeby stała tu jakaś figurka kota? – próbował trafić. – Myślałem, że Longbottomowie mają jakiegoś ogrodnika, bo chciałem z nim to skonsultować, ale em... Malwa mówiła, że nikt nie pełni tej funkcji oficjalnie. Także... możemy szaleć razem. No chyba oczywiście, że masz inne plany, ja... nie chcę Ci przeszkadzać. – nie wiedział jak ma się zachować, wielki metr dziewięćdziesiąt bez kapelusza facet wobec nazbyt rozwiniętej w stosunku do rówieśników dziewczynki.
Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#12
05.04.2024, 20:15  ✶  
Wysłuchała jego przeprosin i uśmiechnęła się nieco nieśmiało, nie do końca wiedząc, jak na nie zareagować. Tak, nie spodobało jej się, że mężczyzna założył, że Karl tak naprawdę nie mówił, ale jednocześnie nie spodziewała się tak... Szczerych i długich przeprosin od obcego dorosłego. Od bliskich tak. Od nieznajomych? Niekoniecznie.
– Dziękuję – odpowiedziała uśmiechając się, a potem od razu zmieniła temat, chcąc nieco już zapomnieć o tej całej niezręcznej sytuacji. – Czyli... Umiał pan zrozumieć czego chcą zwierzęta, nawet gdy nie mówiły po ludzkiemu? – upewniła się, czy dobrze zrozumiała, bo to brzmiało... Bardzo, bardzo fajnie. Też by tak chciała. Może mogłaby wtedy przekonać mamę, że każdy hipogryf na tym świecie na pewno chciałby z nią zostać.
– Czasami. Często przyjeżdżam tu z mamą, ale teraz jestem tutah sama z Karlem na...– Eh... Ile to miało być tygodni? I jakie były to daty, o których mówiła mama? Nigdy szczególnie nie zawracała sobie głowy pamiętaniem ich. Zawsze bezmiały strasznie abstrakcyjnie i nigdy jej nic nie mówiły. – Następnej następnej soboty.
Oczy jej się zaświeciły. To była jej szansa. Mogła go przekonać, by zrobił tutaj to co chciała, a nawet gdyby na to się nie zgodził, to może chociaż zaakceptowałby kilka elementów z jej planu. Z uśmiechem podała mu wciąż trzymany przez nią w dłoni rysunek, by zobaczył, co chodziło jej po głowie. – Co pan powie na to?
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#13
08.04.2024, 19:42  ✶  
Zamrugał kilkukrotnie patrząc na rysunek i poruszło to w nim jakieś dziwaczne struny. Nigdy jeszcze nie był po drugiej stronie barykady, nie był tym dorosłym, które rozmawiało z dzieckiem, zawsze to on był dzieckiem, a potem... potem nie miał już komu pokazywać swoich rysunków i marzeń.

Zamyślił się pamiętając o tym, jak mało w Warowni było dzieci, innych tego samego rodzaju, innych z miotu, jak przewalające się przez siebie wzajem kociaki czy szczenięta. Oczywiście był Karl, ale ten zdawał się też Bardzo Dorosłym Kotem, a nie kociakiem, który miałby ochotę się zwyczajnie bawić.

Sam nie był głupi, ale czasem nie łączył kropek, gdy jego umysł przykleił się do jakiejś myśli. Trzymając obrazek nie zastanawiał się czyim dzieckiem jest Mabel, choć miał już pełen obraz.

– Jak masz na imię w ogóle? Bo ja jestem Sam. – powiedział, a jego wewnętrzne dziecko struchlało. To nigdy nie kończyło się dobrze, prędzej czy później inne dzieciaki będą się śmiać, że jest znajdą porwaną przez Babę Jagę z Kniei, że Baba Jaga pewnego dnia go zje. Odsunął jednak swój strach. Nie o to przecież chodziło.

– No i z tym rozumieniem... tak jakby tak. Umiem wyczuć ich intencje, zrozumieć potrzeby. Umiem je poczuć i też coś tam wiem, jak się je zaspokaja. Nawet teraz, często lepiej mi zrozumieć zwierzęta niż ludzi. Wiesz czemu? Bo w sumie znam takie zaklęcie, że potrafię przemienić się w niedźwiedzia. Chciałabyś... em... chciałabyś się w ramach przeprosin przejechać na moim grzbiecie? Nie wszyscy mają tyle szczęścia, żeby spotkać miśka w lesie i przeżyć bez wspinaczki na drzewo. – dodał, nie wspominając o tym, że nie wszyscy mają okazję w ogóle spotkać miśka, skoro te w naturalnym środowisku były wytrzebione w Anglii kilka wieków wcześniej. – Co Ty na to?
Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#14
09.04.2024, 03:36  ✶  
Reakcja mężczyzny, gdy pokazała mu obrazek była... Dziwna. Nic na jego temat nie powiedział. Nie skomentował, czy przerobienie domku w ten sposób jest możliwe, czy nie. Zamiast tego zrobił minę, nieco podobną to tej, którą zrobił wcześniej, gdy Karl się odezwał, ale jednak nieco inną. Ten dorosły był nieco dziwny. A mówiąc o Karlu... Kot właśnie bez słowa wszedł do środka i obrzucił Sama spojrzeniem spode łba.
– Mabel – odpowiedziała. Zaczynała mieć wrażenie, że Sam nie skomentował jej rysunku, bo nie do końca wiedział, co na nim jest. Zmarszczyła brwi nieco niezadowolona z własnych umiejętności artystycznych i już otworzyła buzię, by wyjaśnić, co I jak, gdy temat nagle zmienił się na... Na pewno znacznie ciekawszy, ale i trochę dziwniejszy.
– Przemienić się w niedźwiedzia – wymamrotała, wyraźnie rozważając ten pomysł. Trochę się tego bała. Ogólnie to chyba nie za bardzo powinna rozmawiać z obcymi, a tym bardziej jeździć na ich grzbiecie, gdy byli pod podtacią niedźwiedzia. Co by powiedziała na to mama? Pewnie nie byłaby zachwycona. A inni dorośli? Poza jakimiś wyjątkami, potrafiła sobie wyobrazić, że mieliby podobną reakcję. I nie musiała nawet patrzeć na Karla, by wiedzieć, co o tym wszystkim myślał. Więc nie powinna mówić tak, prawda? To byłby raczej głupi pomysł. Ale, ten głupi pomysł oznaczał, że będzie mogła przejechać się na niedźwiedziu i to jeszcze takim, który by jej nie zjadł. A przecież dorośli i Karl zachęcali ją, by próbowała nowych rzeczy i poznawała świat, a to się zdecydowanie do tej kategorii zaliczało. No i głupio by było nie skorzystać z takiej okazji...
– Mabel... – powiedział Karl ostrzegawczo, ale jego przyjaciółka postanowiła go zignorować.
– Zgoda!– wykrzyknęła. Zaraz jednak zmarszczyła nos, bo coś jej przyszło do głowy. – Ale na pewno pan mnie nie zje? – Ha! Nie dość, że była otwarta na nowe doświadczenia, to jeszcze upewniła się, czy na pewno jest to bezpieczne. Teraz będzie miała jak się tłumaczyć, jeśli inni dorośli dowiedzą się o tym pomyśle i im się nie sposoba.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#15
11.04.2024, 12:29  ✶  
Rozpromienił się, niczym Piotruś Pan zupełnie nieświadom, że zabawy z nim mogły być śmiertelnie niebezpieczne. Delikatnie odłożył rysunek na jeden jedyny stołek który ostał się ze wszystkich mebli w domku ogrodnika, który już niedługo miał stać się jego domem.
–Położę to tu, jak się trochę wybawimy, to omówimy Twój projekt, mam już kilka pomysłów jak możnaby go zrealizować, ale najpierw zabawa dobrze? – sam nie wierzył, że to mówi, choć w jego domu pojęcie zabawy w ogóle nie istniało. Zabawą było życie, zabawą była praca, wszystko zdawało się naturalnym kręgiem, no ale ten podział na pracowanie i bawienie się zdążył wyciągnąć z tych dwóch miesięcy życia w Dolinie.

– Oczywiście, że Cię nie zjem, jesteś bardzo słodka, a ze słodkich rzeczy misie jedzą tylko miodek. – zapewnił ją sądząc najwyraźniej, że takie zapewnienia kogokolwiek mogą uspokoić. Jakaś jego wewnętrzna część ekscytowała się na nadchodzące rozrywki. Po sytuacji na wrzosowisku wydawało mu się, że już nigdy nie zmieni się publicznie w miśka – czarodziej którego zaskoczył swoją obecnością zemdlał najwidoczniej z przerażenia, więc źle by było tak straszyć ludzi. A tu? W Warowni? W bezpiecznej przestrzeni ludzi którzy przecież wiedzą i znają jego drugą skórę?

– Będę dość wysoki, wiesz myślę, że najlepiej jak od razu wezmę Cię na barana na barki, żebyś już była no tak jakby na miejscu. Tylko trzymaj się mocno. Nie martw się to mnie nie będzie boleć jak złapiesz za futro z całych sił. Nie mam tam unerwienia na barkach, więc nawet tego nie poczuje.– zapewnił ją. – Jak będę niedźwiedziem to nie będę mógł mówić, postaram się nie ryczeć za głośno, żeby Cię nie przerazić dobrze? Pamiętaj że to ja, to tylko ja. – uśmiechnął się szczerze, a potem, nie czekając na więcej zaproszeń złapał ją po pachy i osadził sobie na barkach. Może i miała siedem lat, ale on był bardzo silny mimo dość szczupłej budowy.

– Wysoko co? Będzie jeszcze wyżej szykuj się! – powiedział dziewczynce, po czym chwycił za różdżkę i przemiana się rozpoczęła.

To nie bolało w żaden sposób, jego forma po prostu musiała zdać sobie sprawę, że od zawsze była niedźwiedziem. Pestka. Czasami spędzał całe dnie nie przemieniając się wcale. Banalne jak zakładanie na barki wełnianego płaszcza.

Rósł i rósł, aż Mabel była na prawdę bardzo wysoko. Mogła bez trudu dostrzec Warownię i z pewnym problemem dostrzec Karla, który był gdzieś na dole. Wielka niedźwiedzia łapa oparła się o dachówkę, a jego misi łeb spojrzał krytycznie z wysokości trzech metrów na dach, który też nadawał się do wymiany. Parsknął przez luźne niedźwiedzie wargi krytycznie, po czym zaburczał starając się intonacją zadać pytanie, a może uprzedzić, że oto stanie teraz bardzo powoli i bardzo ostrożnie na czterech łapach. Ciężar Mabel był żadnym ciężarem. Przez moment w niedźwiedzim móżdżku pojawiła się pewna obawa, ze jak dziewczynka się zsunie to tego nie zauważy.

To był bardzo krótki moment.

Stanął na czterech łapach i poruszył trochę zadem na prawo lewo, barkami w górę w dół, by oswoiła się ze swoim nowym "wierzchowcem". Czekał na znak od niej czy będzie gotowa na to żeby ruszył. Czy powinien się spytać o jej doświadczenia z jazdą konno? Tam w Londynie pewnie nie miała zbyt wielu okazji.

Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#16
11.04.2024, 18:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2024, 18:44 przez Mabel Figg.)  
Skinęła głową uśmiechnięta od ucha do ucha. Najpierw zabawa, a potem poważne rozmowy. Powoli zaczynała lubić tego całego pana Sama.
Jesteś bardzo słodka – usłyszała przedzeźniający głos Karla, który najprawdopodobniej przewrócił właśnie oczami. Nie wiedziała. Wpatrywała się w swojego rozmówcę, zbyt zaciekawiona tym co miało zaraz nadejść, by zwracać uwagę na kota.
– Jasne! Rozumiem. Będę się trzymać mocno – skinęła głową i dała się wsadzić mężczyźnie na barana.
– Mabel — rzucił ostrzegawczo Karl. – Jestem pewien, że jedynym powodem czemu twoja matka nie zabroniła ci jazdy na obcym niedźwiedziu było to, że nigdy nie wpadło jej do głowy, że zgodziłabyś się na coś tak głupiego.
Ale Mabel go nie słuchała. Uśmiechnęła się tylko do niego z góry i rzuciła coś w stylu Daj spokój Karl, przecież wszystko będzie dobrze, a potem zaczęła się zabawa.
Chyba wydała z siebie cichy okrzyk, gdy jej "wierzchowiec" zaczął się przemieniać, a ona znajdowała się coraz wyżej i wyżej i wyżej Czy niedźwiedzie zawsze były takie wysokie? Jakoś zawsze w wyobraźni miała je za nieco mniejsze, a dopiero teraz zdała sobie sprawę, że były to Naprawdę Wielkie Zwierzęta. A więc to dlatego nikt nigdy nie chciał ich spotkać na swojej drodze podczas wycieczek po lesie.
Szybko złapała się z całych sił jego futra, nie zamierzając puszczać jej, ani na chwilę. Czy zaczynała mieć wątpliwości? Rzeczywiście w pewnym momencie przez jej głowę przebiegła myśl, że może powinna jednak zejść i nie robić niczego głupiego.
Całe szczęście nie trwało to długo.
Zresztą to nie był pierwszy raz, kiedy jeździłaby na "dzikim" leśnym zwierzęciu. Ciocia Brenna w postaci wilka służyła jej już kiedyś za wierzchowca i nigdy nic się nie stało, więc czemu tu miałoby się coś stać?
Poza tym, gdy tylko Sam powoli stanął na wszystkich czterech łapach, a ona umościła się lepiej i poprawiła swój chwyt, wiedziała, że nie da się ściągnąć z tego niedźwiedzia dopóki nie skończą obiecanej przejażdżki.
– Jestem gotowa! – odpowiedziała, na jego bliżej niezidentyfikowane niedźwiedzie mamrotanie, uśmiechając się bardzo szeroko. Oto właśnie młoda Figg poczuła zew przygody.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#17
11.04.2024, 20:44  ✶  
W sumie zdał sobie sprawę z tego, że ma ambiwalentny stosunek do kotów. Oczywiście w jego głowie pojawiło się to słowo, tak nieadekwatne do poziomu wykształcenia (oficjalnie żadnego) ale adekwatne do języka, który używali jego rodzice. Teoretycznie jego matka często zmieniała się w kota, głównie po to, żeby leżeć na słońcu gdy panowie szykowali obiad. Albo gdy bywał chory, i wskakiwała mu wtedy na klatkę piersiową, aby wymruczeć zarazki... Nie było to dość częste, ale zdarzało się. Zdecydowanie jednak preferowała ptasią formę, może dlatego że właśnie ptak był maledictusem z którym była połączona.

Wszystkie pozostałe zaś koty, a jak się okazywało te mówiące najbardziej, sprawiały, że Sam czuł się gorszy we własnej skórze. Komentarze Karla umykały mu gdzieś koło ucha, mało istotne, a jednak wciąż drażniące, niczym komar, który nie dość że bzyczy to jeszcze pozostawia swędzące ukąszenia.

Zignorował go na tyle, by nie spoglądać czarnymi oczyma na stworzenie, na szczęście nie na tyle, by go nie uszkodzić potężnymi łapskami. Był miły, ale chodziło tylko o Mabel. Może gdyby nie wiedział, że ów futrzak jest dla niej ważny, bawiłby się z nim teraz zupełnie inaczej. Westchnął po misiowemu. Koty budziły w nim dziwne reakcje. Alergiczne.

Ale nie to teraz powinno być przedmiotem zabawy. Trzymał na swoich włochatych barkach małą królewnę, której głos wskazywał na bezkresne zadowolenie. Z kawałkiem ulgi zdał sobie sprawę, że jednak czuje małą i będzie w stanie zareagować jeśli ta zsunie się z jego pleców... no to...

– ROARRRRRR – nie mógł się powstrzymać, zadarł głowę i zaryczał trochę, troszeczkę, może żeby Karl poszedł sobie w diabły. A potem skoczył przed siebie, na razie delikatnie, trochę jak niedźwiedzia żaba (?). Przeszedł kilka kroków spokojnie, dla zmylenia czujności Mabel, a potem mocno podskoczył i walnął przed sobą przednimi łapami, w geście zdecydowanie bardziej psim, inicjującym zabawę. A potem zaczął hasać. Bardzo łagodnie kręcić młynki i ósemki, łapami nieco orając i tak zaniedbany trawnik. Znalazł kawałek do rozbiegu i podbiegł dwa trzy kroki, a potem znowu podskok i obród. Prawie jak rodeo, tylko zamist rumaka był miś. No a zamiast kowboja była siedmiolatka. Normalna sprawa.
Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#18
12.04.2024, 18:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 14:49 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Dla Mabel Karl był jej najlepszym przyjacielem. Ale nie w ten smutny sposób, znaczący tyle, że nie była w stanie zaprzyjaźnić się z rówieśnikami. Oczywiście, że była i co więcej robiła to bardzo chętnie. W przedszkolu nie miała najmniejszego problemu z integracją. Karl jednak był przy niej od niemal zawsze i z Karlem nie zamierzała się rozdzielać. Poza tym Karl był częścią jej rodziny i Mabel wiedziała, że, nawet jeśli tak jak dzisiaj zdarzało im się, że mieli inne poglądy na jakieś sprawy, to zawsze stał po jej stronie i chciał dla niej jak najlepiej. No i nie ważne ile kot krzyczałby dzisiaj, że robi głupstwo, to Mabel była wręcz przekonana, że nie powie nikomu z dorosłych o tym pomyśle, jeśli go o to poprosi.
Gdyby znała myśli mężczyzny na temat kotów to z pewnością bardzo by się zdziwiła. Przecież koty były super. Chociaż niedźwiedzie właśnie też u niej mocno zapunktowały.
– Roaaarrrr! – zawtórowała misiowi, chociaż pewnie okrzyk, który wydobył się z jej ust, brzmiał bardziej jak roarhahahahah, bo Mabel nie mogła przestać śmiać się z zachwytu nad tą sytuacją. Z każdą kolejną sekundą zabawy śmiała się coraz głośniej. Zwłaszcza, że z każdym momentem te wygłupy nabierały coraz to większego tempa.
– Jeszcze raz! Jeszcze raz! – poprosiła wesoło, gdy miś zrobił rozbieg, a potem podskoczył i obrócił się. Karl chyba w tamtym momencie zaklął, co nigdy mu się przy niej nie zdarzało, ale jej własny śmiech i okrzyki radości zagłuszyły jego słowa. A bawiła się świetnie Była kiedyś na magicznej karuzeli z misiami. To jednak było znacznie lepsze. Iiii chyba wolała jazdę na niedźwiedziu, niż na wilku, ale w życiu nie zamierzała się do tego przyznać swojej chrzestnej.
Byle tylko niechcący nie krzyknąć wio, bo to by mogło urazić mężczyznę.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#19
15.04.2024, 00:07  ✶  
Pierwszą wskazówką co do tego, że coś niepokojącego działo na zewnątrz było to, że stado czworonogów z Warowni nie wydawało się jakoś przesadnie chętne do tego, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. W ostatnich dniach psy spędzały większość dnia na zewnątrz, ganiając się do wieczora po ogrodzie, a w rezydencji zjawiały się, dopiero gdy kompletnie opadały z sił lub naszła je ochota na jakąś przekąskę. Teraz jednak było inaczej.

Z początku Erik nawet nie zwrócił na to zbytniej uwagi; krzątał się po parterze w poszukiwaniu swoich raportów, ganiając między parterem a piętrem. Tak to się właśnie kończyło, gdy przysypiał na kanapie, bo rozsiadał się na wieczór z herbatą i służbowymi papierami. A biorąc pod uwagę, że nie mieszkał sam, trudno było domyślić się, kto konkretnie przesunął jego rzeczy. Malwa, Brenna, rodzice, wuj... Cała masa winnych! Oby tylko nie okazało się, że mi to zeżarliście, pomyślał, zerkając spod zmrużonych powiek na Ponuraka i towarzyszące mu psy.

Może dlatego leżały w drzwiach do ogrodu i wyglądały tak, jakby nie zamierzały się w najbliższym czasie ruszyć? Wyrzuty sumienia? Longbottom podszedł bliżej, rozglądając się po kątach, szukając jakichś dowodów na winę psiaków. Gdyby chociaż znalazł resztki kartek, to mógłby spróbować rzucić Reparo, ale bez głównych dowodów rzeczowych na niewiele mu się to zda. Zaklęcie przywołujące też by pewnie nie zadziałało, bo w Warowni zwyczajnie było za dużo papierów. Magia mogłaby wprawdzie przyciągnąć te, na których mu zależało, ale równie dobrze mogła ściągnąć mu na głowę masę innych.

— Czasem mam wrażenie, że wam trochę za dobrze, wiecie? — mruknął pod nosem, trącając bosą stopą grzbiet Ponuraka.

Pies spojrzał na niego z wyrzutem i odtoczył się, aby zaraz przewrócić się na drugi bok. Erik pokręcił z dezaprobatą głową. Już nawet nie chciało im się wstawać, żeby przenieść się w spokojniejszy kąt; zamiast tego dosłownie pełzały po podłodze, jakby w ten sposób chciały uniknąć jakiegoś drapieżnika lub potencjalnego przeciwnika i...

Wtedy i do niego zaczęły odchodzić dziwne odgłosy dochodzące z ogrodu. Wydawało mu się, że usłyszał cichy, a potem drugi, jednak dużo cieńszy i urywany, jakby komuś brakowało powietrza (może ze śmiechu?). Zamrugał, sądząc, że się przesłyszał, jednak potem wyczuł dudnienie, jakby coś ciężkiego krążyło zaledwie parę metrów dalej. Wiedziony przeczuciem chwycił za różdżkę i wyszedł na zewnątrz.

Wyszedł zza rozłożystych krzaków, aby większa część podwórka znalazła się w zasięgu jego wzroku i... Krew momentalnie odpłynęła mu z twarzy, gdy zobaczył swoją chrześnicę ujeżdżającą wielkie niedźwiedzia. Pierwsza myśl? Brenna go zabije za to, że jej nie przypilnował. Druga myśl? Nora go dobije, jeśli siostra nie zdoła dokończyć dzieła. Trzecia myśl? Skąd, do cholery, ona wytrzasnęła niedźwiedzia!?

— MABEL! — podniósł głos, biegnąc w stronę miejsca tego niecodziennego... zdarzenia. Cholera jasna!

Bo owszem, widok ten był niecodzienny, nawet jak na Warownię Longbottomów, a Erik mknął w tę stronę bez żadnego planu. Nie wyglądał na przygotowanego na walkę z wielkim zwierzem; nie miał butów, a krótkie spodenki i t-shirt sugerowały, że prędzej wybierał się na jogging niż na mocowanie się z niedźwiedziem. Gdy znalazł się bliżej, nieco zdziwił się, że zwierz w żaden sposób nie zareagował na jego obecność. A przynajmniej nie gwałtownie.

— Mabel, moja droga — odezwał się, wbijając wzrok w jasnowłosą dziewczynkę. — Możesz mi wyja... powiedzieć, co się właściwie dzieje? Możesz.. Możesz z niego zejść?

Zacisnął mocniej palce na rączce różdżki, nie wiedząc za bardzo, czego się spodziewać. Kątem oka zerknął na Karla, jednak zaraz wrócił wzrokiem do Mabel. Obecność niedźwiedzia w ogrodzie była dziwna, ale z drugiej strony w Kniei Godryka ostatnio odwalało się mnóstwo dziwnych rzeczy. Jak na razie nie połączył faktów, że dziki zwierz był Samuelem. Gdzieś z tyłu głowy kołatała mu myśl, że mężczyzna wspominał o tym, że był animagiem, jednak obawa o bezpieczeństwo młodszej panny Figg chwilowo było jego priorytetem.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#20
15.04.2024, 12:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.04.2024, 12:17 przez Samuel McGonagall.)  
Rozochocony śmiechem Mabel musiał zaiste bardzo się pilnować, żeby nie przeszarżować, ale jak już odkryli optymalny młynek, przy którym dziewczynka nawet się nie ześlizgiwała, to kręcił młynki i bączki, kręcił ósemki, zakreślając coraz szersze kręgi.

Trochę też podeptał to nad czym pracował. Może w płocie pojawiła się dodatkowa dziura, gdy nieopatrznie trzeba było gwałtownie zahamować i dupskiem przetrącił białe sztachetki świeżo pomalowane, zatem n lewym biodrze pozostały białe pasy, jego wina, jego bardzo wielka wina.

I musiał przyznać, że hasanie po wrzosowiskach było fantastyczne, ale nic nie było tak fantastyczne jak hasanie z Mabel. Ależ byłoby wspaniale, gdyby podobnie jemu potrafiła zmieniać się w małego niedźwiadka. Niedźwiedzie instynkty podsuwały mu mnóstwo wspólnych aktywności, niedźwiedzia samotność mocno rozepchała się łokciami przy stoliku tych fantazji wyrażając swój entuzjazm ale i wielki smutek za faktem, że w okolicy nie było jemu podobnych. Wiadomo animagia trudną sztuką, on w dodatku był kawałek dalej w tej sztuce, krwią związany z pograniczem między człowieczeństwem a naturą. Po prostu tęsknił za takimi momentami, tęsknił bardziej niż chciałby sam się przed sobą przyznać. Za zabawą nie ludzi a tych, którzy są ludźmi i zwierzętami w tym samym momencie.

Bardzo też musiał się pilnować, żeby nie zacząć się tarzać, choć perełki przeczystego śmiechu zachęcały go do coraz głupszych pomysłów. Czy podobałoby jej się na tak wysokiej gałęzi drzewa, że na pewno tak wysoko nie była? A może na dachu domku? A może dałoby radę ją podrzucać i łapać, żeby nie wspomnieć o woltyżerce i obrotach gdzie raz siedziałaby przodem, a raz tyłem do kierunku jazdy? A może by coś przeskoczyć? To brzmiło najwyborniej.

BA-DUM


BA-DUM


Kiedy Erik znalazł Mabel, ta trzykrotnie już przeskoczyła (oczywiście nie sama) półtora metrowy żywopłot. Rosła bestia miała wywalony jęzor, ziejąc próbował się schłodzić, ale nie przeszkadzało mu to, żeby zamłynkować znów po rozoranej pazurami trawie i ruszyć do nieszczęsnej przeszkody trzeci raz.

Trzeci raz, którego nie było.

Imię dziewczynki rozniosło się po ogródku, usadzając niedźwiedzia momentalnie w miejscu (no powiedzmy prawami fizyki kilkadziesiąt centymetrów dalej). Pobojowisko pięknie korespondowało ze zdemolowanym domkiem, który Sam porzucił na czas "przerwy".

Szlag

Nie chciał mieć problemów ze swoim pracodawcą, w sumie pracował tu ledwie kilka dni, ale podobał mu się teren i zadania, które dostał, łączące obie jego miłości do przyrody i stolarki. Nagle czarne oczy rozejrzały się po zdewastownej okolicy i Sam zdał sobie sprawę, że trochę nie pomyślał. Taką małą troszeczkę.

A potem wielka dzika siedząca pośrodku ogrodu w Warowni bestia podniosła łapy do góry, jakby była przestępcą przyznającym się do winy i wraz z tym gestem, kiedy pazury już sięgnęłyby dziewczynki, to nie były pazury a ręce siedzącego na trawniku wysokiego blondyna w znanej, spłowiałej kraciastej koszuli. Jego ciało momentalnie zareagowało na brak futra, a kropelki potu zrosiły jego czoło. Minę miał... zestresowaną.

– Em... ja... ee... ja to zaraz posprzątam? – stwierdził, a może zapytał, ściągając sobie Mabel z barków i pomagając jej stanąć na trawie, nie odrywając spojrzenia od Erika, choć nie dało się ukryć że zezował przy tym na wymierzoną w nich różdżkę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (2433), Mabel Figg (3243), Samuel McGonagall (3790)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa