- Bell - powtórzył cicho pod nosem wpatrując się w nią intensywnie. - Pochodzisz z cyrku Bellów, prawda? - zapytał chcąc się upewnić, że ma rację, na Merlina, czyli jednak ona była wiedźmą, a nie mugolakiem? Cóż za idealny zbieg okoliczności. Powrót będzie o wile łatwiejszy niż m się wydawało.
Nie miał pojęcia co o tym wszystkim ma myśleć, ale chyba nawet był trochę zadowolony, bo skoro oboje mieli urwany film i nie pamiętali nawet co działo się do końca w lokalu gdzie spożywali alkohol, to fakt, ze skończyli w chlewie był jakby darem od losu, bo przecież mogłoby to się skończyć o wiele gorzej.
Na szczęście las, a raczej niewielki zagajnik był niezwykle mały, dlatego też spomiędzy drzew wyszli dość szybko. Jednak nie pomogło im to ani trochę. Widoki wskazywały, zbyli daleko poza miastem, jednak nie dał się jednoznacznie odgadnąć dokąd ich powiało.
- To jest kolejna rzecz, na którą też chciałbym znać odpowiedź. Niestety, gospodarz naszego hotelu nie był tak łaskawy nam zdradzić gdzie się znajdujemy - między Merlinem a prawdą to chyba nawet nie musieli się dowiadywać gdzie się znaleźli, mogli wrócić za pomocą teleportacji. To jednak z drugiej strony, Thomas nie czuł się jeszcze na tyle dobrze, aby teleportować się bez ryzykowania rozszczepieniem się.
Kiedy wyszli spomiędzy drzew dość szybko natrafili na drogę, która zdawała się prowadzić do cywilizacji, w niewielkim oddaleniu od nich widoczny był nawet znak oznajmiający, ze jakaś miejscowość znajduje się pięć mil od tamtego miejsca.
- Wattsville... Mówi ci to coś? - zerknął na swoją wspólniczkę w niepokojeniu świń, jemu nazwa tej miejscowości nic nie mówiła, jedno było pewne, nadal byli na Wyspach.