Gerry zastanawiała się często nad tym samym. Pewnie nie, na pewno któreś z bliższych spotkań pierwszego stopnia z potworami zakończyłoby się dla niej śmiercią. Była okropnie wdzięczna Florence za to, że zawsze była gotowa uratować ją przed śmiercią, wyrwać z jej ramion. Gdyby nie ona, cóż... wolała nie myśleć o tym, co by się stało. Grunt, że trwała przy niej nadal, mimo tych wszystkich problemów, które ze sobą przynosiła.
- Tak, tak, kolor krwi. - Pokiwała jeszcze twierdząco głową, aby upewnić Flo, że właśnie o to jej chodziło. Na pewno.
Gerry lubiła czerwień, szczególnie tę krwistą. Widywała ją przecież tak często, bo na tym polegała jej praca, na przelewaniu krwi. Przywykła do tego. Do wszystkiego można przecież przywyknąć. Nie było to nic niezwykłego, nie dla kogoś kto widywał ją od najmłodszych lat. Można uznać, że brakowało jej wrażliwości, może tak był, przez lata się uodporniła.
- Poproszę Triss, masz rację, uzupełni mi zapasy, albo któregoś z moich darmozjadów. - Miała w końcu w domu braci, może Astaroth nie mógł wychodzić z domu w dzień, ale James miał taką możliwość. Skoro już z nią mieszkali to mogli się do czegoś przydać.
Przyjaciółka zadbała nawet o to, aby jej koszula wyglądała jak trzeba, niesamowite. Myślała zawsze o wszystkich szczegółach, mało kto wykazywał się taką umiejętnością.
- To prawda, masz rację, jak zawsze. Dziękuję za wszystko, dzięki, że jesteś i jeszcze nie zdarzyło ci się mnie wyrzucić, wracaj do spania, ja też pójdę. - Pożegnała się z Florence, po czym ruszyła w kierunku drzwi. Bulstrode miała rację, musiała być silna, musiała jakoś doprowadzić się do porządku, bo nigdy nie wiadomo, kiedy bestia znowu uderzy, kiedy będzie chciała odebrać jej życie już tak na zawsze.