• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
15.03 Nora Nory, Wielkie otwarcie klubokawiarni

15.03 Nora Nory, Wielkie otwarcie klubokawiarni
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
14.11.2022, 15:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2023, 11:25 przez Brenna Longbottom.)  
- Cześć, Erik! Zastanawiałam się, czy już tu będziesz – oświadczyła Brenna na powitanie brata. Wczoraj zapomniała go spytać, a dzisiaj rano opuścił dom przed nią.
Czy dostrzegła jego strój? Oczywiście, że nie. Nie była ślepa. A jednak, nijak go nie skomentowała, jej uśmiech nie stał się ani trochę bledszy ani szerszy. Zdawało się, że Longbottom przyjęła fakt, że jej starszy brat wystroił się w koci kostium jak coś najbardziej naturalnego na świecie. W każdym razie, nie rzuciła żadnej złośliwej uwagi.
Chociaż była pewna, że inni zrobią to za nią.

- Jasne, to miało być zadośćuczynienie za urazy na ciele i umyśle, że was tu ciągnę, ale rozumiem – zgodziła się lekkim tonem, kiedy Zeneida odmówiła poczęstunku. Nie zamierzała nalegać, świadoma, że to mogłoby Moody urazić. Nie znała w pełni jej sytuacji materialnej, ale do Brenny już jakiś czas temu dotarło, że takie oferty łatwiej czasem przyjmować, jeżeli sam masz pieniędzy aż po uszy. Ida była dumna: i Brennie pozostawało wyłącznie jej dumę uszanować.
– Oczywiście, że wiem co robię. A pączki z czekoladą są wspaniałe, ale te z budyniem też i jeszcze jagodzianki z bitą śmietaną… – westchnęła Brenna na słowa Mavelle, zaraz jednak otrząsnęła się z rozmarzenia, bo kawiarnia powoli zaczęła się wypełniać ludźmi. Na smakołyki będzie jeszcze czas, wypadało okazać minimum dobrych manier i przywitać osoby wypełniające lokal, zwłaszcza, że większość z nich znała, przynajmniej przelotnie. Nie rzuciła się na razie na ciasteczka, nie domyślając się po prostu, że to poczęstunek z wróżbą: ale było jasne, że swoje to ona tutaj zje.

Pojawienie Seraphiny trochę ją zaskoczyło. Choć chyba nie powinno, sama jej powiedziała o otwarciu klubokawiarni. Mimo wszystko... elegancka Prewettówna, zawsze tak pięknie ubrana, wystrojona, bywalczyni balów, kasyn oraz najlepszych restauracji, nie kojarzyła się jej z takimi miejscami. Niemniej: jeżeli takie osoby jak ona polubią klubokawiarnię, będzie to sam zysk dla Nory. Przywitała ją, bardzo cierpliwie zniosła ciągnięcie za policzek, a na pytanie o Erika tylko się uśmiechnęła.
– Bardziej do twarzy byłoby mu w kostiumie labradora, prawda? Lepiej oddawałby jego osobowość – oświadczyła do Prewett, ani trochę nie urażona jej komentarzem. Brennę zresztą tego typu uwagami ciężko było urazić. Do Alice, którą luźno kojarzyła jako uczęszczającą do Hogwartu ze dwa roczniki niżej, pomachała ponad ramieniem Seraphiny.

– Dziś zdołałam porwać tu dwie osoby, ale to dopiero początek – mruknęła Brenna do panny Figg. – Mam nadzieję, że upiekłaś dużo pączków. Bo chcę kupić sześćdziesiąt.
Sądząc po wyrazie jej twarzy, który trochę spoważniał… nie żartowała. Naprawdę planowała kupić sześćdziesiąt pączków, w sobie tylko znanym celu.
Sama w torbie też miała drobny prezent dla Nory, ale że gości przebywało – w tym Cecily, która chyba wykupiła pół jakiegoś sklepu – postanowiła na razie nie zasypywać gospodyni. Salemowi też zresztą nie zdążyła odpowiedzieć i przyobiecać, że będzie na popularność Nory Nory pracować z całym zaangażowaniem, na jakie tylko ją stać (a miała taki szczery plan!), bo dopadł go Silias.
Jeśli istniały jakieś osoby, które przerastały Brennę pod względem energetyczności, to prawdopodobnie byli to panna Lupin i jej partner. I napawało ją to nieodmiennym zachwytem. Zarówno to, że jacy byli, jak i to, jak doskonale się dobrali.
- Cześć, Cecily! Też już wywęszyłaś najlepsze pączki w całym mieście? Zresztą, po co ja pytam, przecież to oczywiste, że wszystkie inne pączki mogą się iść spalić ze wstydu – przywitała się, kiedy ta skończyła już witanie gospodyni.
Po czym sama Brenna wreszcie zgarnęła jednego z pączków roznoszonych przez Norę. Nie wybierała jakoś szczególnie, całkowicie pewna, że nieważne, jaki wybierze, ten będzie bardzo smaczny. Od razu wpakowała sobie kęsa do ust. Jednego, a potem drugiego i trzeciego...

Rzut 10 - 1


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
14.11.2022, 19:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2024, 22:36 przez Erik Longbottom.)  

Fakt, nie dało się pannie Figg odmówić tego, że miała talent do wynajdowania naprawdę najdziwaczniejszych fatałaszków. Erik wprawdzie czuł się, jakby przyszedł raczej na przyjęcie do swojej chrześnicy, żeby zabawić dzieci, a nie pomóc w promocji lokalu w dzień otwarcia, ale starał się nie narzekać. Po prostu zależało mu na tym, aby uzyskać od Nory konkretne informacje na temat tego, czego właściwie od niego oczekuje. Nie uzyskał ich, co nieco go ubodło.

— Aha, a więc o to Ci od początku chodziło? — Otaksował Norę zawiedzionym spojrzeniem. Gdyby nie okoliczności być może obdarzyłby ją nieco bardziej rozwiniętym komentarzem, uwzględniającym klasyczną już frazę, jak np. spodziewałem się po Tobie czegoś więcej. Sądził, że w jej pomyśle chodziło o coś więcej niż prostą zemstę, ale najwidoczniej się przeliczył. — Po prostu chciałaś mnie zobaczyć w tym wdzianku. Przyznaj.

Pokręcił głową, a jego smętna mina kontrastowała poniekąd z przebraniem, jak i makijażem, który został mu zafundowany przed przyjściem reszty gości. Chociaż tyle dobrego, że kocie wąsy nieco zakamuflowały nieprzyjemny grymas, który wziął w swoje posiadanie jego twarz. Cóż, przynajmniej Brenna udawała, że wszystko jest w absolutnym porządku. W tej sytuacji zachowanie ciszy było całkiem niezłym rozwiązaniem. To znaczy, dopóki ta nie porównała go do labradora. Gdy Mavelle zwróciła na niego uwagę, spojrzał na nią pustym spojrzeniem, w którym nie czaiło się nawet drobne światełko logicznej myśli.

— To moja kara na ten dzień. Widzisz, nawet ja nie jestem wyjątkiem, jeśli chodzi o sprawiedliwość — skomentował, starając się wykrzesać z siebie jakiś entuzjazm. Bądź co bądź, skoro już przystał na ten szalony plan, to powinien, chociaż próbować spełnić się w tej roli. Skoro potrafił udawać przed dziennikarzami, że lubi spędzać czas na wywiadach, to równie dobrze może spędzić kilka godzin w kostiumie wielkiego kota. Odszedł na moment i wrócił z tacą pełną małych ciasteczek przygotowanych przez Norę. — Częstuj się.

Uśmiechnął się szeroko do panny Moody, która w żadnym stopniu nie zawiodła jego oczekiwań względem swojej osoby. Dokładnie takiej reakcji się po niej spodziewał, więc nie miał zamiaru pozostać dłużny.

— Pracujemy razem — mruknął, odbijając w ten sposób piłeczkę w rozmowie z Idą, wskazując przy okazji szybkim spojrzeniem na kota. — Nawet nie wiesz, jak się świetnie dogadujemy. Nawet nie musi mną zbytnio manipulować. To prawdziwy dżentelmen.

Nie trzeba było długo czekać, a na otwarcie dotarli kolejni goście. I to obładowani podarkami! Erik przekrzywił głowę w bok, obserwując Silasa, usiłującego wejść z gracją do środka, nie upuszczając żadnego tobołka. Gdy tylko mu się udało, od razu zwrócił uwagę na Salema. Eh, zwierzak zawsze w centrum uwagi. Może powinien wypożyczać go na eventy organizowane przez rodzinę? W ten sposób zmniejszyłby nieco zainteresowanie dziennikarzy swoją osobą.

— A żeby tylko. Materiał jest tak gładki i przyjemny w dotyku, że musiał pracować nad tym cudem ktoś oprócz Rosierów. Może jakiś projektant z Francji? Oni chyba tam się na tym znają, co nieco, prawda? — Uśmiechnął się do Cresswella, w gruncie rzeczy ciesząc się, że zamiast próbować go wyśmiać, podszedł do tego w nieco bardziej wyszukany sposób. Podsunął mężczyźnie i jego towarzyszce tacę z przekąskami. — Chociaż tym wypieszczeniem, to nie wiem, jak to przeboleję. Kocur zawsze dostaje więcej atencji ode mnie.

Westchnął teatralnie. Może adopcja psa faktycznie była kluczem do rozwiązania dużej ilości problemów? Wprawdzie dom był w dużej mierze pełny ludzi, ale czworonóg na pewno wymagałby dużej ilości uwagi, odwdzięczając się poniekąd tym samym. Jego spojrzenie padło potem na Cecylkę i momentalnie wyszczerzył zęby w uśmiechu. Miała coś w sobie, że w jej towarzystwie od razu człowiek stawał się weselszy. Myślałby kto, że praca w aptece i ciągły kontakt ze spragnionymi różnego rodzaju mikstur i maści klientami nieco stępi jej pozytywne usposobienie, a tutaj proszę! Być może relacja z Sillym jej służyła?

— Robię to pro bono. Dla dobra społeczeństwa. I własnego bezpieczeństwa, bo gdybym się nie zgodził, to mam wrażenie, że byłbym teraz przykuty do kaloryfera w piwnicy babki Nory. — Wskazał na właścicielkę, wzruszając pociesznie ramionami. Otaksował swój strój uważnym spojrzeniem, jakby się zastanawiał, czy znalazłby miejsce dla panienki Lupin. Wykrzywił kąciki ust ku górze. — Jak będziemy otwierać kolejną filię kawiarni, to zainwestuję w kostium kangura. Będziesz siedziała w torbie jako kangurzątko. Dobry pomysł?

Kiedy Nora zaproponowała wszystkim swoje specjały, podszedł bliżej lady, odstawiając tacę z drobnymi przekąskami na bok. Jego dłoń przez moment krążyła nad pączkami, jakby nie mógł się zdecydować, którego wybrać. Koniec końców wybrał pierwszego lepszego z brzegu i szybko zatopił w nim zęby, napawając się jego smakiem.

— Hmm. Całkiem dobre — stwierdził w lekkiej zadumie, starając się zidentyfikować, co też za nadzienie było takie smaczne.


Rzut 1d10 - 3


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#13
18.11.2022, 01:08  ✶  
- … robię się głodna na samą myśl – jęknęła cicho, gdy Brenna roztoczyła przed Mav widok pączkowego raju. Budyń! Czekolada! Jagodzianki! Nic, tylko się objadać, objadać, objadać. I można umrzeć szczęśliwym czy jakoś tak.
  Otwarcie cukierni najwyraźniej nie zostało całkiem niezauważone, bo do środka zaglądnęły również i kolejne osoby. W duchu odruchowo zgodziła się z pytaniem zadanym przez Seraphinę pod adresem Brenny, po czym skojarzyła, że biedny cierpiał na tę samą przypadłość, co i jej kuzynka – znaczy się, poproś Longbottoma o przysługę, a ten poruszy niebo i ziemię, żeby ją spełnić.
  Stąd też podejrzliwe spojrzenie skierowało się zaraz ku Norze, jako prawdopodobnej winowaczyjni obecnego stanu Erika. Choć jednocześnie w jakiś sposób cała ta sytuacja Mavelle okrutnie bawiła i…
  … zapewne można się było spodziewać jakiegoś szkicu, gdy wróci do domu. A nawet kilku. Kto wie, może jeszcze porozrzuca rysunki w paru miejscach?
  - Och, chyba nie muszę zgadywać, po prostu wiem – uśmiechnęła się w stronę Nory. Tak, zdecydowanie nie posądzała kuzyna o takie pomysły, ale o spełnianie próśb wszelakich – jak najbardziej.
  - Dopiero zaczynamy – odparła Seraphinie, podając kobiecie dłoń i odwzajemniając uścisk – Mam tylko nadzieję, że jest naprawdę duży zapas słodkości, bo z tego co widzę i czuję to raczej szybko zniknie – dorzuciła jeszcze lekkim tonem.
  - Ej, ale jak to, za słodkie? – obruszyła się, zerkając na Idę. Jakoś nie mieściło się to w światopoglądzie Mavelle – ot, pączki stanowiły nieodłączny atrybut przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i koniec, kropka. Sama tę miłość do nich chyba wręcz odziedziczyła, bo nie przypominała sobie chwili, w której byłaby w stnie wyobrazić sobie świat bez tych łakoci.
Co, swoją drogą, wymuszało sporą porcję ćwiczeń, żeby samemu nie zamienić się w pączka. Raczej nie dogoni przestępcy, turlając się za nim…
  W cukierni robiło się coraz tłoczniej, co chyba stanowiło całkiem dobrą wróżbę.
  - Niech zgadnę, nie mogę wziąć po prostu wszystkich? – spytała pół-żartem, pół-serio, gdy Nora podeszła do niej z tacą. Przyjrzała się przez moment słodkościom, wahając się, który wziąć (wszak każdy pączek wręcz wołał „weź mnie!”), koniec końców któregoś złapała i nie ociągała się z wbiciem w niego zębów.

343/662

pączek nr 9
monkey business
Two sides of me can't agree
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
170 cm, gęste blond włosy, które nie są jej naturalnym kolorem i które rzadko bywają gładko uczesane to dwie rzeczy, które na pewno pierwsze rzucą się w oczy. Alice ma twarz pełną czy nawet pyzatą o regularnych, wyraźnych rysach. Jej oczy są szare, ciemne. Zwykle sprawia wrażenie osoby pogodnej i swobodnie czującej się w każdym miejscu. Ubrania nosi rożne, dopasowane do okazji - od tradycyjnych szat po ubrania mugoli.

Alice Selwyn
#14
22.11.2022, 00:57  ✶  
Wylewne powitanie ze strony Nory może ją nieco zaskoczyło, bo to jakby wróciła do lat szkolnych, ale było to przede wszystkim miłe. Odwzajemniła uścisk, uśmiechnęła się wesoło i rozejrzała się po zebranych osobach.
- Alice Selwyn - przedstawiła się. Mniej więcej prawie wszystkich kojarzyła ze szkoły, więc byli w zbliżonym wieku, to skrócenie dystansu było na miejscu.
Przeczytała swoją wróżbę z ciastka albo poradę, karteczkę schowała do kieszeni, swojej płaszczo-szaty.
- Skąd inspiracja na wróżby? - zwróciła się z pytaniem do Nory. - Przywodzi to na myśl te cytaty wykładowcy z Obrony z naszej piątej klasy, te które tak lubił rzucać na wprowadzenie. - Zwykle były one wyrazem jego dość enigmatycznych skojarzeń z głównym tematem, jak księżyc wiernym świadkiem na niebiosach, gdy omawiał klątwę wilkołactwa. Przynajmniej dopiął swego, skoro pamiętała je do dzisiaj, choć już niekoniecznie omawiane zagadnienia czy już nie wspominając o nazwisku nauczyciela, do którego w ogóle się nie przywiązywała za czasów szkolnych, w końcu co roku dochodziło do roszady na stanowisku nauczyciela Obrony przed Czarną Magią.
Jej uwaga została przyciągnięta przez parę z całą górą podarunków, może również powinna coś przynieść albo chociaż pamiętać o tym następnym razem.
- To nie najgorsza miejscówka na gnicie w niewoli - podchwyciła temat rzucony przez Longbottoma. - O ile dobrze pamiętam, pani babcia Nory ma niesamowity talent do gotowania. - Alice zdarzyło się kilka razy zawitać w progi jej restauracji, podczas nielicznych wypadów do Doliny Godryka i zapachy tam unoszące się prawie przełamały jej niechęć do mięsa.
Selwyn sięgnęła po pączka gdzieś ze środka.
- Jeszcze ciepłe - wgryzła się w pączka, bez większego namysłu, miała nadzieję, że nadzienie będzie wkładką magiczną albo chociaż alkoholową.

pączek nr 5
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#15
23.11.2022, 22:16  ✶  
Cresswell nie uważał wcale, że „się z nią miał” i momentalnie poczuł dziwne uczucie w żołądku na myśl, że ktoś mógł odebrać ich relację, a także stos prezentów w taki sposób. Oczywiście nie urodził się wczoraj i wiedział, że to żart, ale jako człowiek nieskalany jeszcze potrzebą uporczywego kłamania, nie powstrzymał odruchu zaciśnięcia ust w wąską linię, nawet jeżeli szybko zabił wrażenie dyskomfortu szerokim uśmiechem, a krótką zmianę w mimice spostrzegłby pewnie ktoś wyjątkowo rozwinięty w sztuce percepcji. Jasne, że znoszenie tutaj tylu rzeczy mogło być trochę głupkowate, ale wynikało to przecież z niezwykłej troski i sympatii. Takich przyjaciół jak Cecily trzeba było cenić, a jeżeli się ich nie miało, można było pokusić się o to, aby ich zazdrościć.

- Jezu Chryste - aż się zachłysnął powietrzem, nawet przez chwilę nie zastanowiwszy się nad tym, że nikt ze zgromadzonych nie miał pojęcia co Silas właśnie powiedział - ty mówisz! Zapomniałem zupełnie albo... a może nie wiedziałem po prostu. - Trochę głupio mu teraz było, ale jak już go zaczął drapać, to brnął w to dalej.

- Dzień dobry - przywitał się z Brenną, podnosząc kota do góry i wciąż drapiąc go za uchem. - Czy Rosier to nie jest nazwisko z właśnie z Francji? - Zmarszczył brwi, spoglądając na Erika. Nie szło dostrzec w tym pytaniu choćby cienia kpiny, pytał całkowicie szczerze, nie orientując się do końca w układach świata magicznego, acz całkiem nieźle pojmując działanie świata jako całości. W jego oczach błyszczała iskra zwyczajnej, ludzkiej ciekawości.

Całkiem zabawne - pan wilkołak z gazet, w których zaczytywał się z uwagą odwiedzając bibliotekę Parkinsonów - dzisiaj stał się kotem. Silas widziałby go bardziej w roli wielkiego pączka. Dostrzegał też dodatkową użyteczność takiego kostiumu - możnaby z niego stworzyć legowisko dla kota albo naprawdę fikuśny fotel. Nie odważyłby się jednak przedstawić tego pomysłu szerszemu gronu, bo Nora swoim jestestwem budowała niesamowicie silne wrażenie bycia jedną z tych matek wariatek, które zamiast przelać swój instynkt na dzieci, przelewały go na koty. Mówiące koty. Wielki, mówiący kotowilkołak był w klimacie.

Wątpliwe było, aby kogokolwiek z zebranych zdziwił fakt, że chudzina, jaką był Silas, nie wziął sobie nowego pączka, a zamiast tego pochylił się nad Cecily i ugryzł tego, którego wzięła sobie ona.

- Mam zajęte ręce - wyjaśnił jej, co zważywszy na puszystość Salema miało sporo sensu, jeżeli nie chciał jeść sierści.

- Silas Cresswell, miło poznać - skinął głową w stronę Alice i bardzo szybko zagaił ją pytaniem: Mam nadzieję, że wtrącenie nie będzie nieuprzejme, ale cóż to były za cytaty, jeśli można spytać? Zawsze jestem wielce ciekawy wszystkiego, co działo się w Hogwarcie, bo nie miałem szczęścia do niego uczęszczać.

Każda, nawet najbardziej oczywista opowieść, zdawała się według Silasa być czymś niebywałym.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#16
21.12.2022, 23:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.12.2022, 23:07 przez Nora Figg.)  

- Ile chcesz ich kupić?- Na pewno się nie przesłyszała, słuch miała jeszcze dobry. Zmrużyła oczy i spoglądała na Brennę, po co jej właściwie sześćdziesiąt pączków? Znała jej możliwości, wiedziała, że ma pojemny żołądek, jednak nie sądziła, że będzie w stanie zjeść aż tyle, może się myliła? Wolała już o tym nie rozmyślać. - Dostaniesz na te sześćdziesiąt spory rabat moja droga.- Kto, jak kto, ale Brenna na pewno nie będzie u niej przepłacać i tak mocno angażowała się w rozwój tego miejsca, sprowadzała znajomych - musiała się jej jakoś za to odpłacić. Longbottom wylosowała pączka z nadzieniem karmelowym, niby wszystko z nim było w porządku, kiedy jednak zjadła pierwszy kawałek przez jej usta w najbliżej kolejce nie mogły przejść inne słowa niż te, które zaczynały się na literkę N

- Tak Erik, od zawsze marzyłam o tym, żeby zobaczyć Cię przebranego za wielkiego kota, a czekaj...- Udała, że się chwilę zastanawia. - To wcale nie tak, że już wczoraj Cię w nim widziałam, prawda?- Tu chodziło o coś więcej, o to, żeby wszyscy zobaczyli go w kostiumie kota. - Wiesz jak jest, potrzebowałam czegoś charakterystycznego, nasze koty wydają się takie być, a Salem jest dość mały, nie zwraca na siebie takiej uwagi, Ty mogłeś go bardzo dzielnie zastąpić.- Posłała niewinny uśmiech do przyjaciela, cóż nie miał już wyjścia i tak widziało go dużo osób w tym cudownym stroju. - Najważniejsze, wyglądasz świetnie, zresztą, jak zawsze, baw się tym!- Łatwo było jej mówić... Erik wylosował pączka numer trzy. Kiedy go ugryzł poczuł słodki, malinowy smak. Nie musiał długo czekać, aby poza smakiem pączka poczuć, jak wyrastają mu kocie uszy, efekt będzie się utrzymywał kolejną kolejkę.

- Myślę, że warto spróbować wszystkich, jednak chyba teraz nie dałabyś rady, wybieraj mądrze!- Powiedziała jeszcze do Mavelle, gdy znalazła się przed nią z tacą z pączkami. Miała nadzieję, że trafi w swoje upodobania smakowe. Wiedziała, że są różne gusta i nie zawsze udawało jej się za pierwszym razem trafić w upodobania. - Ten będzie Ci smakował.- Przesunęła tacę tak, aby pokazać pierwszego z brzegu pączka z nadzieniem z białej czekolady. Gdy Bones wygryzła się w pączka poczuła słodycz, wszak biała czekolada naprawdę była słodka, chwilę później poza słodkim smakiem mogła poczuć, że na jej twarzy, w okolicy nosa zaczyna coś rosnąć. Były to wibrysy, którymi mogła poruszać, jej węch też się wyostrzył. Efekt będzie trwał jedną kolejkę.

Norka bardzo dobrze wspominała Alice, stąd wynikało też jej dość wylewne przywitanie. Zresztą panna Figg taka już była. - Rozgryzłaś mnie kochana, był on moją inspiracją, plus trochę ta panna...- nie mogła sobie przypomnieć nazwiska - od wróżbiarstwa, z tymi śmiesznymi włosami, zawsze poplątanymi, jakby w nią piorun strzelił.- Wiedziała, że znajdzie się ktoś, kto rozgryzie kim się inspirowała. Nie musiała długo szukać. Alice trafił się pączek z adwokatem, był on dość mocny jak na alkohol, który stosowało się przy wypiekach, Norka chyba nie żałowała spirytusu. Już po pierwszym ugryzieniu coś w pannie Selwyn się zmieniło, dowie się o tym jednak dopiero, gdy postanowi się odezwać. Nie będzie umiała wypowiedzieć ani słowa - zamiast tego zacznie miauczeć. Efekt będzie się utrzymywał jedną kolejkę.

Figg oczywiście nie miała nic złego na myśli rzucając ten krótki żart do Silasa, nie sądziła nawet, że ktoś mógł by to odebrać zupełnie inaczej. Jak widać trochę się pomyliła, jej percepcja nie należała do najlepszych także nie zauważyła tej chwilowej zmiany nastroju Silasa, może to i lepiej, bo pewnie by ją to zmartwiło.
- Oczywiście, że mówię, co w tym dziwnego?- Powiedział Salem do mężczyzny, jak gdyby nigdy nic. Wydawało mu się, że wszyscy znajomi Nory już się do niego przyzwyczaili. Zignorował jednak te niewiedzę, bo całkiem przyjemnie mu było, gdy Cresswell głaskał go po brzuszku. Mruczał przy tym dosyć głośno.
Silas ugryzł pączka, którego w ręku miała panna Lupin. Nadzienie, jakie im się trafiło to wiśnia z czekoladą, pojawiła się u ich dwójki również pewna zmiana. Kiedy otworzą usta, zdania, które będą wypowiadać muszą się rymować, inaczej nie będą mogli się odezwać, efekt trwa jedną kolejkę.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
22.12.2022, 17:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2023, 21:26 przez Brenna Longbottom.)  
- Sześćdziesiąt – powtórzyła Brenna do Nory, głośno i wyraźnie, nie pozostawiając żadnego pola do nadinterpretacji. Tak, chciała kupić sześćdziesiąt pączków. Tak, była absolutnie pewna swojej decyzji. Tak, miała doskonały plan, co z nimi zrobić, nie było mowy, aby się zmarnowały. W końcu Brenna nie zamierzała ich wyrzucić. (Ani nawet zjeść sama, nie oszalała jeszcze do tego stopnia.) – Najlepiej w trzech różnych smakach. Marmolada, budyń i czekolada będą najlepsze. Zapewniam, że znikną wszystkie, co do ostatniego okruszka. O co ty mnie w ogóle podejrzewasz? Chyba nie o to, że kupiłabym pączki, żeby je... wyrzucić? Przecież to byłoby skrajne bluźnierstwo.
Brenna nie zamierzała oczywiście tłumaczyć, po co jej aż sześćdziesiąt pączków. Ograniczyła się tylko zagwarantowania, że zostaną zjedzone, na wypadek gdyby Nora obawiała się, że Brenna planuje je kupić, by ją wesprzeć, a potem wyrzucić. Skąd! Nigdy nie posunęłaby się do czegoś takiego. Po prostu jutro każdy Brygadzista znajdzie na swoim biurku pączka. A jeśli coś zostanie, to także aurorzy. Aurorzy w przeszłości byli Brygadzistami, więc większość z nich pewnie lubiła pączki. Ludzie w Departamencie będą dzięki temu odrobinę szczęśliwsi (Brenna nie przewidziała jeszcze, że dojdzie do targów, wymian, małych sprzeczek, a nawet jednej bójki z powodu tego, że poprosiła o trzy różne nadzienia, a zrobiła to przecież, żeby jeśli ktoś jakiegoś nie będzie lubił, mógł się zamienić...) Nora sprzeda na start sporo wypieków. A dodatkowy zysk - Brygadziści i aurorzy przekonają się, jak świetne są wypieki Nory (bo Brenna zamierzała od każdego dołączać karteczkę z informacją, skąd się brały) i już nigdy nie będą chcieli innych pączków! No dobrze, może nie aż tak, ale kobieta była pewna, że przynajmniej niektórzy z nich zapragną więcej tylko konkretnych pączków z klubokawiarni i na pewno przyjdą po nie, a paru dodatkowych klientów powinno napędzić kolejne osoby, odwiedzając klubokawiarnię i tak dalej...
Nie próbowała sprzeczać się wobec zniżki hurtowej, nie chcąc niepotrzebnie panny Figg urazić. Chociaż miała nadzieję, że osiągną jakieś zadawalające porozumienie. To znaczy takie, żeby Nora faktycznie na tych pączkach cokolwiek zarobiła, a nie do nich dopłaciła. Mogły to jednak omówić później.
Chwilowo zajęła się swoim pączkiem. Karmel. Smaczne: wprawdzie nie był na liście trzech ulubionych nadzień Brenny, ale chyba nie było takiego, które mogłoby jej nie smakować, przynajmniej póki pączek nie był usmażony na tłuszczu sprzed trzech dni, a nadzienia było tyle, co kot napłakał (czego Nora nigdy by przecież nie zrobiła), więc zjadła przysmak całkiem zadowolona.
A potem Brenna otworzyła usta, by powiedzieć, że „Nora, przeszłaś samą siebie, smakują naprawdę wybornie”. I z jej ust padło tylko „Nora” oraz „naprawdę”. Brenna zmarszczyła brwi, usiłując dojść do tego, co się dzieje…  ale kiedy jej bratu nagle wyrosły uszy, a Mavelle dostały się kocie wąsy, zrozumiała, że to efekt pączka i wybuchła śmiechem. Szybka próba wygłoszenia paru słów, pozwoliła jej dojść mniej więcej do tego, jaki to figiel spłatała jej Figg.
- No, no, Nora! Niespodziewane nadzienie - oświadczyła Brenna rozbawionym tonem. Chociaż uczucie było dziwne. Nie mogła mówić tyle, ile chciała. I tak szybko, jakby sobie życzyła, bo musiała szukać słów zaczynających się na odpowiednią literę. Dlaczego to musiało być akurat N? Nagle Brennie wydawało się, że litera n jest jakaś taka trudna, że niewiele jest słów, które na n się zaczynają... Niektórzy zapłaciliby majątek, aby Brenna zjadała takie pączki regularnie. Jej bezpośredni przełożony na przykład. Uśmiechała się, chociaż miała wielką nadzieję, że efekt będzie krótkotrwały. Wyjaśnienie w Mungu, co ją spotkało, byłoby bardzo czasochłonne. To znaczy, pewnie po prostu napisałaby to wszystko na kartce, ale dla Brenny niemożliwość mówienia tyle, ile chciała, było pewną tragedią. A ona chciała powiedzieć tyle rzeczy o wystroju, pączkach i wielu innych sprawach! Na przykład o nagłej zmianie, która zaszła w wyglądzie Erika. Albo o tym, że Mavelle z tymi wąsami wygląda całkiem niexle i chyba powinna zostawić je sobie na stałe.– Niemówienie nie należy… najłatwiejszych… numerów  – stwierdziła Brygadzistka i znów parsknęła śmiechem, bo oczywiście musiała pominąć „do”, a zastąpienie słowa „rzeczy” czy „działanie” czymś na n wcale nie było proste i musiała momencik chwilę się zastanowić.
Zwróciła spojrzenie na Alice, Silasa i Cecily, wyraźnie zaintrygowana, jakie to efekty nastąpią w ich przypadku. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, słysząc miauczenie zamiast słów. Nie skomentowała, bo brakowało jej słów na N, ale chyba ostatecznie jednak miauczenie byłoby gorsze niż ich poszukiwanie. Przeniosła wzrok na Norę i uniosła po prostu kciuk do góry, chcąc w ten sposób wyrazić to wszystko, czego nie mogła opisać słowami.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#18
23.12.2022, 00:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2024, 22:41 przez Erik Longbottom.)  

— Tak, wygląda na to, że to u nich rodzinne. Chociaż niekoniecznie chciałbym być u nich zamknięty. Jeszcze by mnie za dobrze tam karmili i zwykłe przysmaki by mi spowszedniały — Wzruszył ramionami na słowa Alice, strzelając rozbawionym spojrzeniem na boki.

Na pytanie Silasa, rozchylił lekko usta, jak gdyby nie wiedział, co powiedzieć. Aż tak dokładnie nie znał pochodzenia rodu, o którym rozmawiali, więc nie mógł zapewnić, że faktycznie tak było. Nie chciał też pokazywać swojej niewiedzy, więc po prostu pokiwał lekko głową, przytakując tym samym mężczyźnie.

— Powiedzmy, że Ci wierzę, Noro. Zazwyczaj wyglądam całkiem nieźle — stwierdził z teatralną łaską w głosie, aby chwilę później wgryźć się w ofiarowanego mu pączka. — Przynajmniej jest wygodny i zbytnio nie gryzie. Do tego ogona też się nawet idzie przyzwyczaić.

Mógł wręcz powiedzieć, że miał z takowym już całkiem spore doświadczenie przez swoje comiesięczne transformacje, jednak biorąc pod uwagę dosyć zróżnicowane towarzystwo, wolał darować sobie podobną uwagę. Rzadko kiedy żartował z własnego wilkołactwa, a chociaż część zebranych tu osób było mu wyjątkowo bliskich, tak nie ze wszystkimi odważyłby się tak żartować.

Bądź co bądź, pomimo starań Ministerstwa Magii wilkołaki dalej uchodziły w pewnych kręgach za dosyć kontrowersyjne. Wprawdzie mało kto mógłby nazwać go agresywnym wilczkiem, ale przecież to właśnie to było największym przekleństwem likantropów, prawda? Na zewnątrz mogli być do rany przyłóż, ale w trakcie pełni i, Merlinie broń, bez Eliksiru Tojadowego mogli zmienić się w straszną bestię.

Erik pokręcił powoli głową. Nie powinien teraz o tym myśleć. A już na pewno nie powinien dywagować na te tematy na głos. Nie wszyscy mogli być w pełni świadomi tego, że był wilkołakiem, a dwa, że mogłoby to odwrócić uwagę od Nory. A jeśli miał wybór między wygłoszeniem wykładu o swoim futerkowym alter-ego, a świętowaniem wielkiego osiągnięcia swojej najlepszej przyjaciółki... to wybór właściwie nie istniał. To był wieczór panny Figg i taki też powinien pozostać. Zasłużyła na to.

Malinowe nadzienie nadzwyczaj mu zasmakowało, więc zanim magiczny efekt tegoż zaczął działać, zdążył już pochłonąć połowę pączka. Nie miał na co narzekać, praktycznie dziewięćdziesiąt dziewięć przecinek dziewięć procent wypieków kobiety sprawiało, że jego kubki smakowe się rozpływały i przeżywały istną ekstazę. Tym razem nie było inaczej. Huh, chyba zaczynał rozumieć, czemu jej zdaniem nie był takim dobrym testerem.

— Masz może jeszcze jedne — Przerwał i zamarł na moment, gdy poczuł dziwne łaskotanie na głowie. Machinalnie zaczął się po niej macać i cóż... Coś wymacał, a tym czymś były uszy.

Erik od razu podszedł do najbliższej szyby i wbił wzrok w swoje odbicie. Ta nagła transformacja, częściowa, bo częściowa, nieco go przestraszyła. Gdyby nie to, że wiedział, iż do pełni brakuje jeszcze paru dni, to zapewne wyleciałby na zewnątrz. Niespodziewana przemiana w wilkołaka w środku kawiarni była ostatnim, na czym mu zależało. Uszy na szczęście nie były wilcze.

— Muszę ci powiedzieć, że jest to całkiem kreatywne — rzucił do Nory z lekkim uśmiechem, klepiąc ją lekko po ramieniu, a następnie zwrócił uwagę ku własnej siostrze. — A Tobie co się stało? Na Merlina, to jakby ktoś nałożył na ciebie filtr. Podczas odpraw byłoby to nie zastąpione.

Pokręcił głową, parskając cichym śmiechem i starając się ignorować dodatkową parę uszu.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#19
25.12.2022, 15:05  ✶  
„Nie dałabyś rady” – brzmiało jak wyzwanie, nawet jeśli miała przecież świadomość, że jej żołądkowi było daleko do tych, co mieścili w sobie Longbottomowie. Ci potrafili wchłonąć niepojęte ilości jedzenia i mimo że znała ich przecież całe swoje życie, nadal widok znikającej góry żywności wzbudzał swego rodzaju podziw.
  Przerażenie zresztą też, bo wiecznie zachodziła w głowę, czy przypadkiem zaraz któreś kuzynów nie pęknie niczym balon, po szturchnięciu palcem. Niemniej lata mijał, do niczego takiego nie dochodziło i…
  … dobrze, bardzo dobrze, oby nadal Longbottomowskie brzuszki wiernie służyły swym właścicielom.
  Niemniej nie myślała teraz o kuzynach – nawet jeśli liczba sześćdziesięciu pączków niemalże dosłownie jeżyła włos na głowie (chyba Bren nie zamierzała tego wszystkiego zjeść w pojedynkę…?) - tylko o swoim żołądku. A ten… no, nie chciał się zadowolić tylko jednym, jedynym, za dużo tu było wszak zapachów, które kusiły, wabiły, skłaniały do skosztowania, czego się tylko dało. Aż nie pozostanie nic innego, jak wyciągnąć się na kanapie i stękać, jak to bardzo nie jest objedzonym i że zaraz się po prostu pęknie.
  - No nie wiem. Może jednak? – zażartowała i niuchnęła, skupiając się na zapachu podsuniętego pączka. Apetyczny, tak samo jak i każdy inny! - Sądzę, że nie będzie tu żadnego, który by mi nie posmakował – oświadczyła z pewnością w głosie.
  Wgryzłszy się zaś w wybranego pączka, dość szybko poczuła, że zachodzą jakieś zmiany. Odruchowo wolą ręką dotknęła twarzy i… dotknęła wibrysów. - Och – wyrwało się, a zaraz potem uświadomiła sobie jeszcze jedną rzecz – Ej, Bren, Erik! Nora jest genialna, teraz mogę chyba poczuć zapach każdej istniejącej cząsteczki! – wypaliła, intensywnie niuchając w powietrzu.
  W końcu i tak już miała wyostrzony węch w stosunku do innych ludzi, a co dopiero, gdy został dodatkowo wzmocniony…
  … chyba będzie musiała zamówić większą ilość. Zwłaszcza że widziała w tym całkiem praktyczne zastosowanie.

296/958
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#20
24.02.2023, 12:23  ✶  

- Brenna, słońce Ty nadal potrafisz mnie zaskoczyć.- Ilość pączków, o którą poprosiła przyjaciółka była naprawdę spora, jednak Figg oczywiście była przygotowana na taką ewentualność. Jak zawsze - gotowa na wszystko. - Takie standardowe smaki, bez żadnych udziwnień, jak sobie życzysz.- Sama Nora nie do końca lubiła prostotę w cukiernictwie, w końcu poznała już najróżniejsze tajniki jeśli chodzi o gotowanie i zdecydowanie wolała próbować nowych rzeczy, jednak klient nasz pan, a w tym przypadku panią była jej przyjaciółka.

Przeczuwała, że Longbottom chce wziąć pączki do pracy. Jakoś tak wizja aurora, czy brygadzisty zawsze łączyła się z pączkami, przynajmniej w głowie Nory, nie miała pojęcia skąd jawiło się takie przeświadczenie, ale jakoś tak już sobie to zakodowała.

Nie do końca pamiętała, które pączki nadziała jaką wkładką, także dla niej również efekty były zaskakujące, a raczej to kto jakich doświadczał. Uśmiechnęła się słysząc słowa Brenny, najwyraźniej natrafiła na te, które powodowały chwilowe zamroczenie i używanie tylko słów na n. - Przepraszam, chciałam trochę urozmaicić, mam nadzieję, że nie przesadziłam? - Rzuciła jeszcze ciszej do Bren.

- Coś Ty Erik, nie wyglądasz niźle, zawsze prezentujesz się FENOMENALNIE.- Posłała uśmiech swojemu przyjacielowi. Była naprawdę wdzięczna, że zawsze, bez słowa zawahania akceptował jej pomysły. W końcu kto inny zrobiłby dla niej to, co on, kto normalny nie miałby oporów przed tym, aby przebrać się za wielkiego kota? Obserwowała Erika, kiedy jadł pączka. Miała wrażenie, że zrobił to bardzo szybko, nie dziwiło jej to wcale, zdawała sobie sprawę, że uwielbia słodycze, był jej stałym testerem, chociaż to zbyt dużo powiedziane, bo zazwyczaj wszystko mu smakowało, a więc jego opinia nie do końca była miarodajna. Obserwowała go uważnie, dostrzegła uszy, które zaczęły się pojawiac na jego głowie. - Idealne dopełnienie Twojego kostiumu! - Rzekła do niego z uśmiechem na twarzy. - Mam jeszcze jedne, jakby coś.- Mrugnęła do niego jeszcze, nie wiedziała, czy po tej sytuacji będzie chciał zjeść kolejnego.

Na twarzy kuzynki Longbottomów pojawiły się kocie wąsy. Wibrysy na pewno wzmocniły jej węch. - Ale smakował? Mam nadzieję? - Wolała się upewnić, że Mav również pasował smak jej wypieku. - To tylko chwilowy efekt.- Rzekła jeszcze.

Otwarcie cukierni trwało jeszcze kilka godzin. Ludzie pojawiali się w środku i odchodzili. Próbowali wypieków, które przygotowała panna Figg, otwarcie przebiegło bez żadnych nieprzewidzianych zdarzeń. Nikt się nie pokłócił, chyba wszystkim smakowały słodycze, które przygotowała. Miała nadzieję, że o tyle zaciekawiło ich to miejsce, że będą chcieli tu wrócić, a Nora stanie się najbardziej obleganym lokalem na Pokątnej.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alice Selwyn (607), Bard Beedle (856), Brenna Longbottom (1898), Cecily Lupin (465), Erik Longbottom (1993), Ida Moody (500), Mavelle Bones (980), Nora Figg (2188), Seraphina Prewett (393)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa