• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[08.09.1972] Z nieba sypał się popiół

[08.09.1972] Z nieba sypał się popiół
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#11
07.05.2025, 11:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2025, 11:26 przez Samuel McGonagall.)  
Otaczała go polana pełna kwiatów, a sukces w opanowaniu klątwy dodał mu pewności siebie mimo faktu, że sieć Fiu przestała działać. Kiedy pierwszy raz usłyszał o kominkach zachłystnął się tą magią, możliwością, którą mu dawała. W przeciwieństwie do Nory, był w stanie się teleportować, choć oczywiście zawsze było to ryzyko ataku gniewu Kniei czy - jak poprawnie powinien to nazywać - klątwy żywiołów. Zawroty głowy, lęk przed rozczłonkowaniem, to wszystko pompowało adrenalinę w jego żyły i sprawiało, że lądowanie mogło być tysiąckrotnie boleśniejsze przez przebijające ciało kolczaste pnącza. Zatem gdy dowiedział się o kominkach był zachwycony! Oto nie musieli wybierać, on mógł przebywać w przytulnych przestrzeniach klubokawiarni, mógł zaglądać do zakładu pana Ollivandera, mógł być w Londynie, ale tak naprawdę nie być, tak naprawdę pozostawać w ciepłych i bezpiecznych objęciach Doliny Godryka, gdzie noc była nocą, a nie roziskrzoną światłami ulicznymi i wonią miasta przestrzenią.

A teraz kominek przestał być opcją.

Sieć została przerwana.

Zapłonęła - och ten język, ileż płomieni jeszcze miało sięgnąć wszystkich i wszystko tej przeklętej nocy? - w nim potrzeba podjęcia decyzji i działania. Zawsze w bezpieczne miejsce mógł ich teleportować Thomas, choć jak na lekarstwo jego przyszłego szwagra nie było teraz w domu - przynajmniej na tyle na ile zdążył zauważyć.

Pozostawił magiczne kwiaty przy kominku, odwrócił się i przeszedł te kilka metrów by powrócić do przytulających się Nory i Mabel, intuicyjnie również obejmując kobiety swojego życia w jak na razie tylko metaforycznym niedźwiedzim uścisku.

– Udało mi się powstrzymać atak klątwy, musiałem odejść bo bałem się, że dzika magia zrobi Wam krzywdę. – Powiedział całując Norę w czubek głowy i pocierając pocieszająco plecy dziewczynki. Gdzieś pomiędzy całą trójką był również kot, ale Samuel nie chciał pchać ku niemu dłoni, wiedząc, że temu najlepiej w pieszczocie od własnej pani z którą był połączony magiczną więzią.

Samuel nieświadomy myśli, które zajmowały głowę Nory, nieświadomy jej determinacji wynikającej z przekonań, przyjacielskich więzi i poczucia obowiązku wobec mieszkańców Londynu, podjął dalej.
– Poszedłem też sprawdzić sieć Fiu, żeby otworzyć nam drogę ucieczki. Jeśli Londyn płonie, nie możemy tu zostać. Kocham Was i nie mogę dopuścić do tego, żeby stała się Wam krzywda, ale... – głos tylko na moment uwiązł mu w gardle. – Odkryłem właśnie, że kominek przestał działać. Pożar musiał zerwać sieć, albo... albo coś innego. – Nie był pewien. Chaos przypominał mu opowieści związane z Beltane, które on sam... przespał w rowie, ale były to historie zatrważające, które miał okazję słuchać u babci swojej narzeczonej Lizzy, kiedy przez moment pełnił u niej pracę lokalnego wykidajło. Niepozorna robota, bo w sumie był długi i patykowaty, ale skrywał w sobie siłę niedźwiedzia zahartowaną latami w lesie i bardzo dużą ilością fizycznej pracy, do której magowie nie byli nawykli. – Znajdziemy inny sposób, Thomas pewnie za chwile się zjawi. – dodał, po czym spojrzał w soczyste zielenią oczy swojej ukochanej z której mógł wyczytać wszystko.

I już wiedział, że nigdzie stąd nie pójdą.


Powoli odetchnął i na moment odwrócił wzrok od rodziny, którą cały czas przytulał do siebie. Rozejrzał się po kawiarni, w którą Nora włożyła tyle serca, na której zabezpieczenia i udogodnienia wydawała swoje ciężko zarobione pieniądze, która - poza oczywiście Mabel - była jej najdroższym skarbem, słodkim pączkiem w koronie magicznego Londynu. Bez trudu wspomniał ich rozmowy, których wciąż mu było mało na temat kolejnych planów rozbudowy, możliwości i ograniczeń z którymi musiała się mierzyć jako właścicielka tego interesu. Wspominał też jej zaciśnięte usta, gdy zająkiwał się, że może więcej czasu spędzaliby po drugiej stronie kominka w Dolinie. Może powinien twardo postawić sprawę, może powinien walnąć pięścią w stół i zacząć przedstawiać jej ultimatum, ale nie był tego typu człowiekiem. Zamiast tego podjął staż u pana Ollivandera, który zakład miał w sąsiedztwie, zamiast tego dokładał wszelkich starań, by stać się częścią jej życia, a nie wyrywać słodki kwiat z korzeniami i liczyć na to, że przyjmie się na choć przyjaznej to jednak obcej ziemi.

– Teraz, kiedy atak klątwy żywiołów przeminął, przez jakiś czas mamy spokój. Kiedy poczuję, że znów emocji jest za dużo, pobiegnę na zaplecze. Nie zdziwcie się proszę, kiedy będę wybiegał, to nie dlatego, że nie chcę z Wami być. Moja klątwa może zrobić nam krzywdę zwłaszcza teraz. Zwłaszcza kiedy będziemy bronić naszego zamku. – Tu zwrócił się pokrzepiająco do Mabel, z jednej strony żałując, że ich zabawa nabrała tak realnych wymiarów, z drugiej ciesząc się, że tą opowieścią będzie można jakkolwiek uspokoić dziecięce serce. Nieco mocniej zacisnął palce, absolutnie nie po to, żeby zrobić krzywdę, ale by wiedziały, by czuły że jest obok i nigdzie nie zamierza znikać. Zaraz potem jednak znów je rozluźnił i rozmasował ich ciało. – Wiem, że zazwyczaj przemieniam małe rzeczy i swoje narzędzia, ale jestem naprawdę dobry w transmutacji. Mogę od ręki też ukształtować bardzo dużo wody, wiesz że właściwie cały czas sięgam po mistrzostwo w tej dziedzinie, odkąd dowiedziałem się jak uspokoić klątwę. – zwracał się bezpośrednio do Nory, chcąc w ten sposób podnieść ją na duchu. Zdawał się mówić "masz mój miecz", "masz mój topór". Nie strugał tylko kotków i ptaszków z drewna. W gruncie rzeczy Samuel był bardzo potężnym magiem, teraz dostępnym na jej rozkazy. W końcu był rycerzem, ale to ona była tu Królową.

Zabrał ręce z ich barków i sięgnął po różdżkę

– Mam propozycję. Mogę pójść na dach kamienicy i transmutować go tak, aby stał się niepalny, jako dodatkowe zabezpieczenie. Potem mogę przesunąć stoły, ułożyć meble jak będziesz chciała. Musimy przygotować się na pomoc dla tych co będą szukać tu schronienia. – Błękitne oczy znów przeniosły się na tłoczących się coraz bardziej przy witrynie gości. Przez szyby nie widać było, żeby wszystkie budynki stały w płomieniach, ale Samuel nie zamierzał poddawać w wątpliwość słów Nory, ani też dopytywać tego na jakiej podstawie w ogóle tak sądzi. Miasto było jej terenem i tak jak wierzył, że w przypadku Kniei ona ufałaby jego ocenie sytuacji, tak samo w Londynie on bezgranicznie ufał jej. – Chyba, że wolisz, żebym zrobił coś innego Nora? Wolisz, żebym został tu na dole? Możemy nabrać wody do kadzi i pociąć prześcieradła aby je nawilżyć. Ten dym zaraz będzie nie do zniesienia, tak robiliśmy podczas wypalanie pól w sezonie, kiedy w zmęczeniu tworzenie bąbli powietrza wokół głowy nie wychodziło.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#12
21.05.2025, 21:45  ✶  

Nora nigdy nie nauczyła się teleportować, jej zdolności związane z tą umiejętnością musiały być bardzo mocno ukryte, albo wcale nie istnieć, zresztą wcale tego nie ukrywała. Wszyscy jej najbliżsi mieli tego świadomość. Miała spore szczęście, że jej brat nigdy nie sugerował, że jest jego problemem pod tym względem, albo ją gdzieś dostarczał, albo dostarczał jej jakieś rzeczy, które wymagały pilnej teleportacji.

Aktualnie jednak nie myślała ani o teleportacji, ani o kominkach, bo zdecydowanie nie miała zamiaru stąd zniknąć. Kapitan nie zostawia tonącego okrętu, Nora była miejscem w które włożyła ogrom pracy i całe swoje serce. Przez myśl jej nie przeszło to, że mogłaby je porzucić, zbyt wiele dla niej znaczyła ta cukiernia - była dowodem na to, że jest w stanie osiągnąć naprawdę wiele, jeśli tylko będzie tego chciała.

- To świetnie, brakowałoby nam tutaj tylko demonstracji siły klątwy żywiołów. - Mruknęła cicho. Może powinna przyklasnąć? Nie do końca wiedziała, w jaki sposób wypadało zareagować. Nie do końca podobało jej się to, że to miejsce mogłoby zostać zniszczone, nie tylko przez szalejący wokół ogień, ale także przez coś zupełnie innego. Nie do końca była gotowa na to, że ktoś mógłby jej to wszystko odebrać, nawet przypadkiem. Musiała zebrać się w sobie, jakoś poradzić sobie z tym, co działo się wokół niej. Nie było to łatwe, ale Figgówna nie miała w zwyczaju panikować. Wystarczył jeden głęboki wdech, krok w tył i potrafiła ułożyć sobie w głowie plan, za którym powinna była podążać.

- To nie było konieczne, nie zamierzam opuścić Londynu, jeśli nie chcesz tutaj zostać, to droga wolna, ja nie mogę tego zrobić. - Wiedziała, że brzmi szorstko, ale nie miała sobie nic do zarzucenia. Cukiernia była jej całym dobytkiem, nie przeszło jej przez myśl to, że mogłaby stąd uciec. Byli tutaj ludzie, którzy potrzebowali pomocy, jak niby miałaby się stąd ewakuować, i właściwie po co? Jeśli gdzieś chciałaby się znaleźć właśnie teraz to tutaj, bo to był jej dom, to była jej bezpieczna przystań. Nie do końca umiała pojąć podejście Samuela, które okropnie różniło się od tego jej. Zgrzyt - nie dało się nie zauważyć, że mają zupełnie inne zdanie w tym temacie.

- Nie będziemy szukać innego sposobu, bo mówiłam, że chcę tutaj zostać. - Nie miała zamiaru uciec, schować głowy w piasek, udawać, że wszystko jest w porządku. Jasne, nie była może wprawioną czarownicą, nie potrafiła walczyć, ale miała w sobie ogromną determinację, która powinna utrzymać to miejsce w ryzach. Nie zamierzała dopuścić do tego, żeby ktokolwiek odebrał jej to, co osiągnęła, a czuła w tej chwili, że Sam zupełnie nie zwracał na to uwagi. Nie przejmował się drogą, którą musiała przejść, aby znaleźć się w miejscu, w którym teraz tkwiła. Łatwo było mu mówić o tym, że powinni stąd uciekać, że liczyło się ich bezpieczeństwo, nie sądziła jednak, że tak prosto przyjdzie mu porzucić to miejsce.

- Bezpieczniej będzie, jeśli faktycznie będziesz z tym walczył na zapleczu. - Tutaj mógłby skrzywdzić ludzi, którzy znajdowali się obok. Wiedziała, że klątwy rządzą się swoimi prawami, że nie ma się wpływu na to, kiedy się demonstrują, ale nie mogła pozwolić na to, żeby on zrobił krzywdę komuś, kto znajdował się w środku cukierni. Musiała mieć na uwadze bezpieczeństwo klientów, swoich najbliższych, to było najważniejsze.

- Tak, to dobry pomysł, możesz się tym zająć. - Nie do końca wiedziała, co oznaczała transmutacja dachu w niepalny, bo wydawało jej się, że do tego służy inna dziedzina magii, ale nie miała zamiaru podważać jego kompetencji, jeśli faktycznie chciał to zrobić, to był to ten moment, w którym mógł się wykazać. Nie chciała mu przeszkadzać, zależało jej na tym, aby cukiernia stała się bastionem, bezpiecznym miejscem, w którym każdy znajdzie pomoc. Wiedziała, że wielu ludzi może szukać schronienia, no i miała świadomość, że Zakon może potrzebować jej zaangażowania.

- Ja zostanę na dole, ty zajmij się dachem. - Ten podział wydał się jej właściwy. Szkoda było jednak czasu na dyskusję. - Zobaczymy się później. - Odparła jeszcze, bo widziała, że jedna z kobiet, które chwilę temu jadły ciasto czekoladowe zaczęła panikować - musiała się nią zająć.



Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mabel Figg (730), Nora Figg (2353), Samuel McGonagall (2236)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa