• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [Jesień 1972, senne mary 15.10 | Lucy & Gabriel] Róża i migdał

[Jesień 1972, senne mary 15.10 | Lucy & Gabriel] Róża i migdał
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#11
07.01.2026, 15:36  ✶  
Z zawadiackim uśmiechem odchylił głowę, tuląc wampirzycę wciąż do siebie.

Byli na szczycie wieży, znów w opactwie, znów górując nad wzgórzem, nadkrajobrazem otulonym tym razem bielą odbijającą światło gwiazd. Mroźny dymek nie leciał jednak z ich ust, jakby psychice zdało się zapomnieć o tym, że temperatura ujemna i wampirom potrafi dać w kość.

Razem jednak, w stosownych na porę roku kożuchach, mogli czuć przecież wzajemne ciepło, rozlewającą się pewność chwili w niepewności nadchodzących dni. Nadchodzących nocy. I gdy jedno ramię przyciskało ciało do ciała, zapobiegawczo, nie chcąc zgubić, uronić ani kropli tego momentu więcej, tak wolną dłonią pogładził alabastrowy policzek, kciukiem potarł słodkie usta, które w końcu udało mu się posmakować i które chciał smakować jeszcze wiele, wiele razy.

– Co za noc...– szepnął cicho, w rozkojarzeniu sięgając po starofrancuski, szukając blasku gwiazd odbitych niebieską tęczówką. Nie był to letni bal. Nie była jesienna nostalgia. Zimą wampiry królowały swym nocnym płaszczem nad innymi, a oni zdawali się panować nad tym miejscem w sposób absolutny i niepodzielny. Zachłanny znów, jak przystało na istoty pamiętające minione stulecia. – Mógłbym zaczynać tak każdy zmierzch, mógłbym wieńczyć tak każdy świt. Z Tobą. Tutaj, lub gdziekolwiek będziesz chciała nas widzieć. Moja pani. Mój aniele. – Nie musiał grzać jej zziębniętych dłoni, nie musiał kutać bardziej poły płaszcza, gest troskliwości zakradł się jednak do niego, w swym przejaskrawionym, nadopiekuńczym geście poprawiania sprzączki, równania srebrzystych szynszyli. Mając wkoło wszystko. Mając cały świat, wciąż jednak upatrując wszystko w jej drobnym istnieniu. W geście. W słowie na które czekał, a którego jednocześnie się obawiał.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#12
08.01.2026, 22:58  ✶  
Uśmiechnęła się sama, czując jak wszystko w niej napełnia się spokojem. Jej wzrok skupił się w pełni tylko na nim. Tyle lat czytania romansów, zanim nie postanowiła ich odrzucić. Tyle lat marzenia o pocałunku w na tle tak barwnej scenerii, nim nie uznała takich myśli za idiotyzmy i wreszcie tyle lat bycia wystawioną na miłość w kryminałach i sprawach, które prowadziła, a kiedy wreszcie otrzymała pocałunek, ktory wydawał się tak właściwy... Zupełnie nie wiedziała co powiedzieć.
Westchnęła cicho.
– Jesteś... – Zaczęła i oparła głowę na jego klatce piersiowej. – Naprawdę... Zdecydowanie bardziej... Strasznie lubię mieć cię w swoim życiu – powiedziała w końcu, nawet jeśli to jedno zdanie nijak nie przekazywało wachlarza uczuć, który obecnie czuła. Zwłaszcza gdy on mówił zdecydowanie ładniej, od niej samej. Uniosła wzrok ku jego twarzy, ale jej spojrzenie nie zatrzymało się na jasnych oczach, bo właśnie na niebie, ujrzała szereg gwiazd. Było ich tak wiele, że przypominało to bardziej ilustrację nieba namalowaną przez kogoś, kto gwiazdy znał tylko ze słyszenia, ale nie odejmowało to nic, a nic, z uroku tego obrazka, zwłaszcza gdy dostrzegła że największą ze wszystkich gwiazd wydawała znajdować się idealnie nad nimi.

– Spójrz – wyszeptała, wskazując podbródkiem nieboskłon. – Pięknie, prawda? O, a to wygląda trochę jak konstelacja róży. Wiesz... Jeśli chcesz... Możemy tu zostać do świtu.
W końcu chciała, aby ta noc trwała jak najdłużej. Aby nigdy się nie kończyła. Aby zawsze pozostała tak pięknie senna, jak teraz.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#13
08.01.2026, 23:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2026, 00:19 przez Gabriel Montbel.)  
Był zmęczony.

Zmęczony zbyt długim życiem, zmęczony szarpaniem, zmęczony brakiem emocji, a potem zmęczony ich nadmiarem. Był zmęczony zimą, wiosną, latem i jesienią, zmęczony osamotnieniem, zmęczony szarością otaczających go kołtunów losu.

Był zmęczony tak samo jak ona była zmęczona.

Dwoje pokonanych.

Dwoje odnalezionych...

Jego myśli błąkały się zupełnie jak dłonie błądziły po otulającym Różę, jego Różę fustrzastym chochole.

Pragnął tego pocałunku, jak niczego innego w całym świecie. Lękał się go równie mocno w strachu i przejęciu, że przekroczenie tej granicy oznaczać będzie zrujnowanie wszystkiego, tego kruchego porozumienia, tego wzajemnego zrozumienia i przyzwolenia na wzajemny pobyt w swojej egzystencji.

Ale teraz był spokojny tuląc ją do siebie, tak jak ona była spokojna, gdy tuliła się do niego.

Dwoje zwycięzców...?

– Podoba Ci się? –podążył wzrokiem za jej spojrzeniem, chcąc patrzeć gdzie ona, chcąc chłonąć co ona, smakować tego samego, smakować tym samym, wniknąć i przeniknąć do wieczności wobec faktu, wobec marzenia i snu w którym mieliby szansę tkać tą wieczność razem.

– Dawno temu... – zaczął cicho, patrząc wciąż tam gdzie mu wskazała, widząc jak niebo lśni różami, choć najpiękniejsza z nich była tuż obok. Martwe serce przy martwym sercu. – Gdy nie widziałem gwiazd, myślałem o tym, że moja dusza jest zupełnie postrzępiona wobec krwi, którą przelały moje dłonie. Teraz... – wyciągnął dłoń ku górze, ku najjaśniejszej z gwiazd konstelacji róży. Była ta gwiazda w złym miejscu.
– Teraz gdy jestem przy Tobie mam poczucie... dziwne...– westchnął, gdy w palcach obracał gwiazdę ukradzioną niebu, osadzoną w pierścieniu z białego złota, tak adekwatnego materiału do skomplementowania lśniącej, gwiezdnej egzystencji.

A potem przyklęknął, wciąż łagodnie ujmując jej smukłą dłoń.

– Pani... nie jestem w żaden sposób Ciebie godny i nigdy nie będę. Ale powiedz choćby jedno... jedno słowo... – metal dotknął skórę, paląc prośbą i obietnicą w niej zawartą, oślepiając gwiazdą, którą wraz ze swoim życiem chciał jej ofiarować.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#14
21.01.2026, 15:50  ✶  
– Podoba mi się wiele rzeczy, na które patrzę – wyszeptała cicho, nawet nie próbując pozbyć się uśmiechu z twarzy. Podobała jej się ta chwila, podobało jej się niebo i podobał jej się Gabriel, który, podobnie jak gwiazdy, mógłby być z nią przez wieki, a nie przeszkadzałby jej swoją obecnością.

Jej spojrzenie, mniej czujne niż zazwyczaj powędrowało w stronę gwiazdy, którą trzymał w dłoniach, słuchając uważnie każdego jego słowa. Dawno temu ona też zakładała rzeczy, odnośnie których najwyraźniej nie miała racji. O sobie, o nich. Dawno temu, zaczeła sądzić, że moment taki jak ten nigdy się jej nie przytafi i dopiero ostatnie kilka minut pokazało jej, że żyła w błędzie. I teraz, gdy był przy niej Gabriel, ona też czuła tę dziwną... Myśl, że chyba bezczelnie zmieniła swoją własną historię, którą sama zaczęła pisać w konkretnym, antyromantycznym tonie wiele dekad temu
A potem zaczęło być jeszcze romantyczniej i to już było dla niej za dużo. Metal na skórze otrzeźwił ją bardziej, niż jakikolwiek powiew mroźnego powietrza.
– Oh... – wymamrotała zagubiona, desperacko próbując wymyślić, jak najlepiej zareagować w tym momencie. Nie cofnęła dłoni. Nie zrzuciła pierścionka. Nie odsunęła się od niego, nie była na niego zła, ale też... Absolutnie nie miała pojęcia, co zrobić. Pierścionek na palcu! Przecież... Przecież... To było za dużo. Dopiero co się pocałowali. Dopiero co... Na bogów, oni się pocałowali! Wzięła głęboki oddech i próbując nie przerywać kontaktu wzrokowego, wreszcie zaczęła mówić.
– Ja... Gabrielu, ale my... Ja... To nie tak, że nie jestem... Po prostu... Ja nie mogę...

Tego było już za dużo. Emocje oplotły ją niczym dłonie i wreszcie wyrwały z bajkowej scenerii prosto do jej własnego łóżka, gdzie w ciemnym pokoju wampirzyca gwałtowanie usiadła wśród czerwonej pościeli. Przez chwile nie miała pojęcia co się właściwie stało, ani czemu czuła się tak... Dziwnie.  A potem zrozumiała i ukryła twarz w dłoniach zażenowana tym, jak smutno jej było, gdy zorientowała się, że to był tylko sen. I że skoro musiał się skończyć, to czemu nie mógł się skończyć przed tak niefortunnym finałem, przez który myślała o tym wszystkim jeszcze bardziej niespokojnie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (1853), Lucy Rosewood (1734)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa