02.11.2026, 17:50 ✶
Spojrzenie mężczyzny było badawcze, delikatnie podejrzliwe. Émilie odwzajemniła je, choć z lekkim rozbawieniem. Czuła jak serce waliło jej w piersi, a jednocześnie przepełniała ją euforia. Spotkała kogoś takiego, jak ona, kto robił to samo, co ona. W sekrecie. W tym spotykaniu się z nieznajomymi, w flirtach i okazjonalnych romansach bardzo się bała, że ktoś odkryje jej tajemnice. To było jednak nie tylko jak hazard, ale jedyny sposób na życie w zgodzie ze sobą. Nie mogła tak chodzić do pracy ani pokazywać się w paryskiej socjecie. Pozostawały tylko bary, gdzie przy rytmach jazzu zapominało się na chwilę o tym, że podwójne życie wiązało się z ogromnym ryzykiem.
Przystojny mężczyzna przemienił się w piękną kobietę. Metamorfomagiczne przemiany nie należały do najwspanialszych widoków. Niektórych nawet to obrzydzało, wzbudzało w nich lęk. Émilie jednak była przyzwyczajona. Nie było to dla niej bardziej obce niż oddychanie. Kobieta, która się przed nią pojawiła, naprawdę nie ustępowała urodą swemu męskiemu ciału. W jej oczach była ta sama pewność siebie, sylwetkę miała również cieszącą oko. Wyglądała, jakby wiedziała, czego chciała i co robiła.
– Winna jestem ci wyjaśnienia – rzekła Émilie, gdy skończyła leniwie przesuwać wzrokiem po zjawiskowej Angielce. Sama przemieniła się i wkrótce przybrała swe prawdziwe oblicze. Włosy skróciły się, rysy wyostrzyły, sylwetka poszerzyła. Na miejsce szczupłego brzucha i kształtnego biustu zarysowała się atletyczna, płaska klatka piersiowa. Wkrótce obok kobiety siedział przystojny, jasnowłosy mężczyzna. – Nazywam się Émile Mulciber i jestem synem Marianne Delacour. – uśmiechnął się. Przyjrzał się nieznajomej. – Zaraz, zaraz. Jesteś Fawley, prawda? Odile Fawley? Matka wspominała o gościni z Anglii, specjalistce z brytyjskiego Ministère. Mówiła o tobie z wielkim uznaniem.
Przystojny mężczyzna przemienił się w piękną kobietę. Metamorfomagiczne przemiany nie należały do najwspanialszych widoków. Niektórych nawet to obrzydzało, wzbudzało w nich lęk. Émilie jednak była przyzwyczajona. Nie było to dla niej bardziej obce niż oddychanie. Kobieta, która się przed nią pojawiła, naprawdę nie ustępowała urodą swemu męskiemu ciału. W jej oczach była ta sama pewność siebie, sylwetkę miała również cieszącą oko. Wyglądała, jakby wiedziała, czego chciała i co robiła.
– Winna jestem ci wyjaśnienia – rzekła Émilie, gdy skończyła leniwie przesuwać wzrokiem po zjawiskowej Angielce. Sama przemieniła się i wkrótce przybrała swe prawdziwe oblicze. Włosy skróciły się, rysy wyostrzyły, sylwetka poszerzyła. Na miejsce szczupłego brzucha i kształtnego biustu zarysowała się atletyczna, płaska klatka piersiowa. Wkrótce obok kobiety siedział przystojny, jasnowłosy mężczyzna. – Nazywam się Émile Mulciber i jestem synem Marianne Delacour. – uśmiechnął się. Przyjrzał się nieznajomej. – Zaraz, zaraz. Jesteś Fawley, prawda? Odile Fawley? Matka wspominała o gościni z Anglii, specjalistce z brytyjskiego Ministère. Mówiła o tobie z wielkim uznaniem.
Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.