— Skóra jako płótno – mruknęła z lekkim rozbawieniem, ale nie wypowiedziała na głos pozostałych myśli, które krążyły jej po głowie a propos tego tematu. Bo chociaż zapewne chodziło mu o dosłownie przystrajanie skóry pleców, to ona jednak nie mogła się powstrzymać i nie pomyśleć o wszystkich oprawionych w ludzką skórę księgach, o których czytała, chociaż nie miała nigdy okazji zobaczyć takiej na żywo. Albo o krwi spływającej po plecach i czy w samej Ekstazie Merlina nie było miejsca na samobiczowanie? – W takim razie proszę pogratulować pańskiemu kostiumografowi talentu i jeszcze raz powodzenia na scenie. Życzyłabym panu też połamania nóg, ale jednak artysta z połamanymi nogami, jest problematyczny zarówno dla siebie, jak i całej widowni.
Kolejny uśmiech, a gdy Hannibal już odszedł, spojrzała na Gabriela.
— To z takimi śmiertelnikami chętnie rozmawiasz? Sklamalabym gdybym powiedziała, że mnie to dziwi, ale wydaje się wpasowywać w twoje gusta. Jak na niego trafiłeś? – spytała już, gdy obok niej został deugi wampir.
Występ się zaczął i musiała przyznać, że głos Hannibala I z tej perspektywy był naprawdę czarujący. Wampirzyca w pełni skupiła swoją uwagę na młodym wykonawcy, z pewnym żalem czując jeszcze bardziej niż wcześniej, że brakowało jej takiego obcowania z muzyką. Zwlaszcza na balach. I w ładnej sukni.
Gdy występ się skończył zaczeła klaskać i nachyliła się do Gabriela.
– Poproś o bis – poprosiła, czy raczej zarządała, samej nie chcąc dać się poznać publiczności, jako ktoś, kto aż tak entuzjastycznie podszedł do dzisiejszej muzyki.