Gerry nie spuszczała wzroku z jego oczu. Miała wrażenie, że coś zrobiła nie tak. Nie dostrzegła w nich bowiem tego, co wczoraj. Jakby nie spełniła jego oczekiwań, to nie zadziałało. Potwierdziły to tylko słowa Mellvyna. Była zbyt delikatna. Wynikało to z tego, że nie chciała przypadkowo go skrzywdzić. Trochę jej to zamąciło w głowie, ale tylko na chwilę. Nie miała zamiaru przestawać, nie teraz, kiedy znaleźli się w tym momencie.
Jego wzrok mówił sam za siebie. Chciał więcej, miała jego przyzwolenie, nie mogła się wahać. Musiała kontynuować, pokazać, że jest w stanie to zrobić. Przecież chodziło o to, żeby miała władzę. Zawsze jej na tym zależało. Wreszcie mogła to osiągnąć. Stać ją było na więcej, on powinien to poczuć.
Krew, która pojawiła się na jego ciele nie przyniosła satysfakcji. Było jej mało. Za mało. Złapał ją za dłoń, w której trzymała grot, pociągnął w dół, trochę ją to zirytowało. - Nie ruszaj. - Powiedziała stanowczym tonem.
Zabrała rękę. Przez dłuższą chwilę trzymała ją w powietrzu. Wybierała miejsce, w które grot wbije się tym razem. Mogła bardziej uważać na pierdolonych lekcjach anatomii, tak musiała zdać się na los. Nie do końca wiedziała, jak bardzo może to mu zaszkodzić, ale zadecydowała.
Pewnym ruchem wbiła grot w okolice mostka, z początku delikatnie, przesuwała go coraz niżej, przy okazji wbijając narzędzie coraz głębiej, robiła to bardzo precyzyjnie - widać było, że ma wprawę. Skupiona była w pełni na tej czynności. Przyglądała się krwi, która zaczęła wypływać z jego ciała, jej kolor ją zachwycał, pięknie kontrastował z jego skórą. Nie przestawała jednak sunąć dalej, dopóki nie dotarła do jego podbrzusza. Tutaj się zatrzymała. Dopiero wtedy przeniosła spojrzenie spowrotem na jego twarz, mógł dostrzec w jej oczach satysfakcję, błyszczały intensywnie. Była dumna ze swojego dzieła. Na pewno pozostanie po tym ślad, który będzie z nim do końca jego życia, będzie mu o niej przypominał.