To "dziękuję" zabrzmiało tak subtelnie, jak jasnobłękitna farba na płótnie, malująca niebo. Nie wiedział, czy uśmiech był prawdziwy, ale chyba ta barwa spodobała mu się najbardziej. Miał wrażenie, jakby delikatna, biała płachta tkaniny opadła na tę całą wymianę słów, odgradzając ją od reszty. Kto by pomyślał, że tak ciężko jest uwierzyć w szczery komplement...
- Szukałem dobrego słowa. - Odpowiedział łagodnie. Kay widział wiele oczami tych, którzy go wychowali, a raczej chciałby nimi patrzeć. Widział, jak swobodnie można było spoglądać na piękno życia codziennego, jak jego matka artystka. Ona miała romantyczną duszę, a gdy widział jej szczęście i to, jak malowała... pragnął tego samego. Chciał poczuć to, co ona czuła. Widzieć to, co ona widziała. Te barwy, światła i cienie. Mieć tak lekką duszę, pełną czegoś głębszego w sercu... Jak Laurent pragnął być komuś potrzebny i stać się kimś, tak Kayden pragnął czegoś, co by go natchnęło do życia. Rekompensata za brak mocniejszych wrażeń w codziennym życiu, tęsknota za rajskim światem. To był romantyzm, czyż nie? Może więc miał tu rację... Może i był w środku romantykiem, zmuszonym do przyjęcia filozofii swojego ojca, który ciężko stąpał po ziemi. A może był gdzieś pośrodku, uwieszony za szyję. Ni w niebie, ni na solidnym gruncie. - Może częściowo... - Wzruszył lekko ramionami. - Myślę, że każdy musi z czegoś zrezygnować, żeby po prostu być. Jak nie z części siebie, to z całości... - Zerknął na niego z ukosa, chcąc wrócić na ścieżkę rozmowy, której to rozważanie dotyczyło, bo trochę od tego odbiegli. Pasja, szacunek i pieniądze. Święta trójca, która nie zawsze łączyła się w idealny bukiet. - Sądzę jednak, że rezygnacja pasji potrafi nieźle człowieka ogołocić z piór. Nikomu tego nie życzę... braku czegoś, w czym może się zatracić i rozwijać. Pieniądze nie powinny stać temu na drodze... - Westchnął cicho. Czy to było naiwne z jego strony? Przecież bez ambicji i marzeń... człowiek więdnie. Jest pusty. Bez polotu i ognia. Żyje dzień w dzień, po prostu istniejąc. Jest nikim, jedynie... człowiekiem. Aż tyle i tylko tyle. Wiedział to, bo często właśnie tak się czuł. Pusto i bez koloru, idąc do celu bez przesadnego zaangażowania.
Kayden uśmiechnął się kwaśno, nie za bardzo chcąc się wszystkimi przemyśleniami dzielić. Tak czy inaczej, jego słowa pozostawały bez zmian, a on pokiwał głową na słowa Laurenta. - Zmiany nie przychodzą same z siebie. Potrzebna jest idea. Idea natomiast nie wystarczy, by coś zmienić. Potrzebne są chęci i działania. To jest łańcuch, w którym każde oczko jest potrzebne. Włącznie z ludźmi, w których ta idea istnieje. - Znów skinął głową, zaplatając ręce na piersi. Słuchał jego słów i w zasadzie nie miał nic do dopowiedzenia, czy skrytykowania. Zgadzał się z nim. Tylko czy bez ogniwa, które ideę napędza, zmiana wciąż będzie trwać? Mimo tego Kayden zdecydował się nic nie mówić. Jeśli Laurent uważał, że właśnie tak było, że jego rezerwat będzie wciąż taki sam, nawet jeśli się potknie i splami swoje imię, niech i tak będzie. Nie miał prawa tego podważać, bo nie był to jego interes. Nie był też zobowiązany do martwienia się o to, bo przyjaciółmi nie byli... Mimo tego nie chciał, żeby ich relacja była utrzymana w negatywie. Uśmiechnął się więc trochę słabo, jakby to był jedynie cień jego prawdziwego uśmiechu i spojrzał na niego... życzliwie? Serdecznie? W każdym razie nie było w tym spojrzeniu chłodu. - Masz rację. - Powiedział cicho i podniósł się powoli z siedzenia, chowając ręce do kieszeni spodni. Miał nieco lepszy widok na morze, do którego podszedł z krok czy dwa. - Masz inteligentnych przyjaciół... - Znów się uśmiechnął na chwilę, nie mówiąc jedynie o tej tajemniczej osobie, ale i o abraksanach i o reszcie tych mądrych stworzeń. Skinął głową na jarczuka, który bawił się z Charliem, żeby nie było wątpliwości, o kim mówił. - Mam nadzieję, że więcej osób będzie tworzyło zmianę pod twoim wpływem.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)