• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Podziemne Ścieżki v
« Wstecz 1 2
[04/1972] Granulat dla Mellvynów - Mellvyn & Geraldine

[04/1972] Granulat dla Mellvynów - Mellvyn & Geraldine
Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#31
24.04.2023, 09:19  ✶  
Gdy słuchał, jak Geraldine opisuje swoje uczucia, wręcz wykręcało mu flaki. To, co mówiła, było doskonałe i nie potrafił uwierzyć, że mógł po prostu trafić na kogoś takiego, tak nagle i przypadkiem. Za darmo. Coś musiało być nie tak. Czuł przemożny wstyd, jakby tracił coś bezpowrotnie

Ale patrzył na nią. Patrzył, jak wyciąga rękę do jego piersi oraz jak ją niepewnie cofa. Tak nie powinno być; uwierało go to, że ona się przy nim krępuje, tylko bardziej robiło mu się głupio. Zaczynał być zły na siebie, że próbował jej utrzeć nosa z tą wiedzą na temat dawkowania pazura. Dlaczego to zrobił? To było takie grane, sztuczne.

Oparł ręce na blacie (miał je rozstawione szeroko) i nachylił się nad nim tak, żeby łowczyni mogła patrzeć, jak mięśnie napinają się pod jego raną i jak ból błyszczy w jego oczach.
- Dawno nie spotkałem tak wysokiej laski. Pewnie, uhhh, dostawałaś dużo komplementów - pierdolił, co mu przyszło na myśl, mentalnie przygotowując się do wciągnięcia działki.
Ale stres i tak było po nim widać. Byle tylko haj go nie podbił.

Błądził myślami. Zastanawiał się, kiedy był dobry moment, żeby jej zapłacić.
- Dobra, kurwa, ty od razu po mnie. Natychmiast. Nie chcę być sam nafurany, jak ty trzeźwiejesz - zakomunikował, zwijając banknot w rurkę. Szkoda, że po prostu nie miał dwóch.
Kilka razy musiał przerywać, rozmasowywać nos i zmieniać dziurkę. Mocno łzawiły mu oczy, ale parł do przodu.
Zanim zdążył wciągnąć do końca, czuł już efekty. Wszystko było takie jaskrawe, aż rozmazane, i wszystko aż drżało, bo postrzegał rzeczywistość szybciej, niż płynął czas.

Czysta przyjemność wydusiła z niego westchnięcie a ból przestawał mieć znaczenie. Nie tyle, że go nie czuł, ale wydawał się mieć nad nim większą kontrolę. Mógł go zignorować, mógł się na nim koncentrować, decyzja należała do niego.
Jebaniutki miał tyle energii, jakby był w stanie zrobić wszystko. Jakby nie istniał problem, którego nie mógł rozwiązać. Gdyby się przyłożył, to pewnie mógłby nawet zmienić pierdolony ustrój Anglii. Ale teraz skupiał się na niej, na Geraldine. Musiał doprowadzić się dla niej do porządku.

Czekał jakieś piętnaście sekud od momentu, kiedy zaczęła wciągać. Do tego czasu musiało ją chociaż częściowo uderzyć.
- Miałaś rację. - Gdy mówił, wydawał się być z czegoś cholernie dumny. - Krzywdź mnie. Tego właśnie chcę.
Kurwa, ale ulga.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#32
24.04.2023, 11:54  ✶  

- Nie. Nie dostawałam. - Powiedziała chłodno, byleby urwać ten temat. Bardziej owinęła się kocem, wróciły do niej wspomnienia, kiedy to właśnie ten wzrost był dla niej największym kompleksem. Nadal to w niej siedziało, gdzieś głęboko. Mimo, że niby się już z tym pogodziła, to jednak ukłuł ją ten komentarz, chociaż pewnie nie miał tego zrobić.

Odetchnęła głęboko, nie mogła pozwolić, żeby to spierdoliło jej wieczór. W końcu było to tylko jedno zdanie, rzucone gdzieś pomiędzy.

Podeszła bliżej. Dopiero teraz dostrzegła wielkość kresek, które usypał jej dzisiejszy towarzysz. Naprawdę były duże, teraz zrozumiała dlaczego wspominał coś o zabiciu. Nie zamierzała jednak teraz rezygnować, choć nie była wprawiona w zażywaniu takich substancji. Najwyżej odleci za bardzo.

- Jasne, nie musisz dwa razy powtarzać. - Obserwowała go uważnie, kiedy się oparł o ten blat; świeża rana była jeszcze bardziej wyeksponowana, nie mogła oderwać od niej wzroku. Ona mu to zrobiła, poczuła pewnego rodzaju dumę.

Kiedy udało mu się jakimć cudem wciągnąć do końca przejeła od niego banknot. Nachyliła się nad działką i zaczęła czynić swoją powinność. Chciała to zrobić jak najszybciej, mimo, że była laikiem w przeciwieństwie do Ollivandera, a on przed chwilą wydawał się mieć lekki problem z wciągnięciem całej zawartości.

W połowie ścieżki zmieniła dziurkę, czuła, jak narkotyk zaczyna potęgować jej uczucia. Łzy napływały jej do oczu, nie mogła się skupić, ale pojawiła się również euforia, wrażenie, że może zrobić wszystko, czego tylko chce. Jakby w jej ciele pojawiła się nieograniczona moc, a nikt nie byłby jej w stanie stanąć na drodze. Mogła zrobić wszystko.

Coś mówił do niej w między czasie. Zarejestrowała to. Powinna do tego wrócić, ale za chwilę. Na razie oparła się o blat. Miała przyspieszony oddech, musiała się uspokoić. Mimo przymkniętych oczu miała wrażenie, że atakuje ją światło, a przecież tutaj było ciemno. Migające obrazy pojawiały się jej przed oczami. Minęło kilka sekund, zanim odwróciła się w jego stronę. Starała się spojrzeć mu w twarz, jednak jej wzrok był trochę rozbiegany. Musiała się skupić, wcale nie było to takie proste, gdy przez jej umysł przebiegało tak wiele myśli. Wszystko działo się zbyt szybko.

Przetarła dłonią nos, czuła lekki dyskomfort spowodowany wciągnięciem tej potężnej kreski. Powinien minąć, za chwilę, albo o nim zapomni. - Jak zawsze, zawsze mam kurwa rację. - Powiedziała stanowczo. - Lubisz noże? - Zapytała jakgdyby nigdy nic, a jej dłoń powędrowała w kierunku paska od spodni, przy którym miała swój srebrny sztylet, jakby chciała się upewnić, że jest na miejscu. W końcu przyszła tutaj od razu po polowaniu.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#33
24.04.2023, 13:50  ✶  
Tak zaskoczył go jej chłodny ton, że aż spojrzał na nią znad talerzyka. Tu już nawet nie chodziło o to, że nie dostawała komplementów, tylko o coś więcej. Zdecydowanie nie była dumna z bycia większą i silniejszą, niż prawie wszystkie laski. Nie miał czasu ani dobrze tego przemyśleć, ani na to odpowiedzieć. Przynajmniej nie w tym momencie, bo miał wciągać.

Nie minęły dwie minuty, a już wiedział, że jego sprytny plan się powiódł - kiedy mówił do niej, wyglądała na wystarczająco oszołomioną, żeby nie być w stanie go oceniać. Chociaż w ciągu pierwszych kilku sekund nie był pewien, czy w ogóle potrafiła go zrozumieć. Nie ma chuja, żeby to powtórzył - milczał.
Zastanawiał się tylko, czy Yaxley rzeczywiście bawi się teraz dobrze, bo wyglądała na przytłoczoną i roztrzęsioną. Może przesadził z tą kreską? Nie, kurwa, wszystko było dobrze. Na pewno było dobrze. Może i była początkująca, ale przecież kiedyś musi być ten pierwszy raz. Drugą działkę wciągali na tyle szybko po pierwszej, że tolerka powinna jej się wyrobić.

Resztki jego niepokoju rozwiały się, gdy spojrzała na niego i odezwała się. Była przytomna, zrozumiała go  pamiętała, co mówił. Nie umrze, przynajmniej nie dzisiaj.

Cdy zrozumiał zadane przez nią pytanie, zalał go paraliżujący strach, który prędko wypaczył się w ekscytację. Pazur nie pozwalał mu na czucie zbyt wielu negatywnych emocji, nie na tym etapie. Pośpiesznym ruchem, bez słowa, sięgnął pod ladę i położył na blacie prosty składany nóż o drewnianej rączce.
- Tylko... nie wychodź tak po prostu, jak skończymy - poprosił, patrząc jej w oczy. - Po tym juz nie będziesz mogła. Odejść. Zostawić mnie.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#34
24.04.2023, 14:46  ✶  

Nie był to powód do dumy. Szczególnie w czasie dojrzewania, kiedy była wyższa od wszystkich dziewcząt, a i sporej części chłopaków. Wytykano ją przez to palcami, przez to też zrobiła się taka szorstka, miała wrażenie, że ludzie nadal zwracają na to uwagę, choć jako dorosła już osoba powinna zdawać sobie sprawę, że nie powinny ją w ogóle dotykać te komentarze - w końcu nie miała na to żadnego wpływu. Taka już była.

Bardzo dobrze zrozumiała jego słowa. Zamierzała spełnić jego prośbę. Chciała zobaczyć, jak to jest. Narkotyk spowodował, że nie myślała racjonalnie, chciała zaspokoić swoją ciekawość. Poczuć coś więcej. Miała wrażenie, że jej życie ostatnio wypełnia pustka, że nie ma w niej nic więcej poza czarną dziurą, która zaczęła ją pochłaniać. Egzystowała sobie, właściwie bez większego celu.

Geraldine lubiła używać noży. Gwarantowały szybki efekt, od razu mogła dostrzec konsekwencje swoich działań. Nie przeszkadzało jej to, że był to sposób za wielu uważany za prymitywny, jej podobało się nawet, to, że wydawał się być bardziej brudny, pierwotny, dziki. Zabijała zwierzynę szybko - nie czerpała nigdy przyjemności z oglądania cierpienia, chociaż widok krwi wzbudzał w niej bardzo silne emocje, zawsze chciała więcej.

Podeszła bliżej lady. Chciała zobaczyć nóż, który wyciągnął. Wzięła go do ręki i oglądała go z każdej strony. Był lekki, w porównaniu do jej sztyletu, dotknęła palcem końcówki ostrza, żeby zobaczyć, czy w ogóle nadaje się do czegokolwiek. - Nie, nie podoba mi się to, skorzystam ze swojego. - Nie ufała narzędziu, które jej pokazał.

Zrobiło jej się ciepło. Pozwoliła, aby koc, którym przed chwilą się przykrywała osunął się na podłogę. Zdjęła swój skórzany płaszcz i rzuciła go na blat. Sięgnęła do paska swoich spodni i wyjęła swój srebrny sztylet z czerwoną rękojścią, która przypominała w kształcie ogona smoka, ten który dostała na ostatnie urodziny od Eden. Miała pewność, że jest ostry. Wystarczy delikatne dotknięcie, aby pozostawił ślad.

Będzie musiała być uważna, panować nad swoją siłą, miała nadzieję, że nie zabije go tutaj przypadkiem, bo nie zamierzała reszty życia spędzić w Azkabanie, jednak chciała zobaczyć jak to jest. Z tych nawiedzających ją myśli wyrwał ją jego głos, podniosła głowę, by spojrzeć mu w oczy. - Nie będę mogła? - Nie do końca była pewna, czy jest mu w stanie to zagwarantować. Potrafiła znikać bez słowa, na długie miesiące. - Postaram się. - Tyle mogła zrobić, powolnym krokiem zbliżyła się do niego. - Jakby coś było nie tak, wystarczy tylko słowo, a przestanę. - Miała wrażenie, że wszystko może pójść nie tak, ale nie martwiła się tym też w tej chwili jakoś specjalnie. W końcu mogła wszystko.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#35
24.04.2023, 15:54  ✶  
Zdziwiony patrzył, jak bierze do ręki narzędzie, za pomocą którego mogłaby go zabić jednym bardziej zdecydowanym ruchem. Jak dobrze, że czuł się teraz nieśmiertelny. Uśmiechnął się do niej w, cóż, rozmarzony sposób i przeciągnął palcami po pole płaszcza, który właśnie zdjęła. Po dotyku czuł jakość skóry, do której jego kurtka nawet się nie umywała.

Sielanka nie trwała długo. Akurat patrzyła mu w oczy, kiedy zupełnie zmienił się ich wyraz. Wpierw na rozczarowany, później na wściekły. Wyglądał na naprawdę urażonego tym "postaram się".
- Świetnie, kurwa. - Zerwał z nią kontakt wzrokowy, gniewnie kucnął za ladą. Pukał w coś, chwilę wybijał rytm o drewno. - Bo to nie powinien być żaden problem. I tak umieram za dwa lata.

Wstając, rzucił na blat naręcze kolorowych monet. Część uderzyła w tackę, rozsypując dookoła proszek. Gwałtownie, niezgrabnie zaczął wybierać z nich galeony.
- Ile ich chcesz? - burknął, dobijając w liczeniu dwudziestki.
Odwrócił się w jej kierunku, nie odsuwał się. Miał we wzroku coś dzikiego, jakby był w każdej chwili gotowy zacząć się z nią bić. Ogólnie wydawało się, że zapomniał o tym, że trzymała w ręku broń.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#36
24.04.2023, 16:35  ✶  

Nie sądziła, że aż tak gwałtownie zareaguje na jej słowa. Wszystko przez to, że nie nauczona była kłamać. Nie miała mu zamiar składać tutaj obietnic, których nie była w stanie spełnić. Miewała zlecenia w różnych miejscach. Mogło się tak zdarzyć, że nie było by jej obok. Gdyby tego potrzebował. Wolała, żeby miał tego świadomość.

- Wolisz usłyszeć kłamstwo? Tak Mellvyn, będę zawsze przy Tobie, na każde zawołanie, kiedy tylko będziesz mnie potrzebował. - Wyśpiewała teraz to, co chciał usłyszeć. Nie było to jednak takie proste. Nie przy jej trybie życia.

Widziała, że jest wkuriwony, bo było to coś więcej niż zdenerwowanie. Zjebała, dostrzegła dzikość w jego wzroku, ale się jej nie bała. Nie mógł być bardziej dziki od stworzeń, z którymi jej przyszło walczyć codziennie. Miała świadomość, że nie będzie w stanie jej skrzywdzić, no ewentualnie zadrapać, ale to nie nudziło w niej strachu.

Zbliżyła się jeszcze o krok, zdenerwowało ją to, że nagle zaczął rzucać hajsem, po tym wszystkim. - Nie chcę Twoich pieniędzy. - Powiedziała stanowczo. Nie potrzebowała ich wcale. Jej dłoń mocno zacisnęła się na rękojeści sztyletu. - Uspokój się kurwa, przecież Cię tak nie zostawię. Coś wymyślę.  - Nie mogła patrzeć na to rozczarowanie, z każdą chwilą coraz bardziej w nią uderzało. Trochę ją ruszyło, że wspomniał o śmierci, która powoli się do niego zbliżała. Nie miała jednak pojęcia, jak wybrnąć z tego, aby obie strony były zadowolone.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#37
24.04.2023, 20:07  ✶  
Nie miał szczególnych nadziei na usłyszenie teraz z jej strony czegokolwiek przyjemnego, ale aż nie mógł uwierzyć w to, co właśnie powiedziała. Na początku łzy mu stanęły w oczach, z upokorzenia. Później zgiął się w pół i przycisnął wolną dłoń do czoła. Patrząc na gołą podłogę, rozważał, czy zasada "nie wolno bić kobiet" faktycznie miała odnosić się do każdej laski, czy po prostu do tych słabszych od niego.
- A kurwa weź wypierdalaj - ryknął, później osunął się na ziemię do siadu.

Potrzebował dłuższej chwili, żeby poradzić sobie z irracjonalnym gniewem, ale nie przestawał się zawzięcie starać. Po tylu latach doświadczenia wiedział, że granulat go podkręcał i że jak przetrzeźwieje, to będzie tego wszystkiego żałował.
Galeony wysypały mu się z ręki pod jego buty, patrzył na nie, ale nie podnosił ich. Trząsł się z emocji i z zimna. Zgrzytał zębami, wracały do niego myśli o śmierci. Nie chciał umierać.

Żeby wyrwać się ze smutku, w którym właśnie zaczynał tonąć, odsłonił oczy i poderwał wzrok na Geraldine. W międzyczasie chyba zrobiło jej się go szkoda (bo był żałosny) - brzmiała milej, zaczynała próbować go pocieszać. Jego twarzy wykrzywiła się pod wpływem nowej fali irytacji, ale walczył z nią.
- Ja nawet nie myślałem o przyszłości. Myślałem o dzisiaj albo jutrze. - Mówił sucho, zastanawiając się nad tym, jakie uczucia budziło w nim patrzenie na nią z dołu. - Po prostu. Nie wypierdalasz za drzwi i nie udajesz, że mnie nie znasz. Ani sam na sam, ani przy ludziach.

Otworzył szafeczkę przy ladzie i wygrzebał z niej małpkę taniej wódki. Nie otwierał jej jeszcze, ale wodził palcem po korku.
- Ja jestem świadomy, że jestem spierdolony. I nie nadaję się do normalnego życia - opowiadał, niby to oschle, patrząc jej w oczy i udając, że jego wcale nie są mokre. - Ale im starszy się staję, tym częściej jestem czyimś jebanym sekretem. Brudnym sekretem. Ruchać się przez cały weekend to tak, ale zapoznać mnie ze swoimi starymi to już nie-nie. Ja pierdolę.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#38
24.04.2023, 21:20  ✶  

W Gerry nie było za grosz delikatności. Nie robiła tego celowo. Tak została wychowana, zresztą jako jedyna dziewczyna z trójką braci. Zawsze musiała udowadniać, że jest wystarczająca. W tym wszystkim gdzieś zgubiła nieco empatię, stała się taka jak oni - zimna suka z niej była.

- Teraz kurwa nie zamierzam, nie dopóki tego nie wyjaśnię. - Nie znosiła niedopowiedzeń. Musiała wszystko wyprostować od razu, aby mieć święty spokój i w dupie miała to wypierdalaj.

Nakręcała się, zupełnie niepotrzebnie, zaczynała się gotować. Miała wrażenie, że wcale jej nie rozumie, że nie docierały do niego jej słowa. Wkurwiało ją to niemiłosiernie. Musiała coś z tym zrobić.

Robiło jej się gorąco, miała wrażenie, że jeszcze chwila, moment, a wybuchnie. Nie poradzi sobie z tymi wszystkimi emocjami, które zaczęły ją wypełniać. Te jego zarzuty strasznie ją zdenerwowały. Ona, ona która nie miała problemu z tym, żeby przyzwyczaić swoich konserwatywnych starych do tego, że przyjaźni się z Thesem, chociaż z początku wszyscy traktowali go jak psa. Ona, która zawsze stawała w obronie słabszych. Poczuła się urażona. Zabolało ją to dość mocno. Nie mogła powstrzymać emocji, które zaczęły przejmować władzę nad jej ciałem. Rzuciła sztyletem w ścianę, która znajdowała się nad ladą, przy której siedział Ollivander.

- Ją pierdole. Skąd Ci się to w ogóle wzięło. Nie jestem taka, nie zamierzałam nawet... - Zaczynało ją to męczyć. Te niezrozumienie, przecież nigdzie się nie wybierała, ani dzisiaj, ani jutro. To mogła mu obiecać, nawet trochę więcej.

- To chyba oczywiste, przynajmniej dla mnie. - Dotarło do niej dopiero wtedy, że może dla niego jest zupełnie inaczej. Coś ją oświeciło, kurwa, musiał sporo przeżyć, jakby wcześniej nie mogła o tym pomyśleć.

Zbliżyła się do niego, postanowiła usiąść obok. Przymknęła na moment oczy, próbowała zebrać myśli, co wcale nie było takie łatwe. Nie po tej ilości tego jebanego granulatu. - Przepraszam. - Jedyne, co przeszło jej przez gardło.

- Widziałam większe spierdoliny w swoim życiu. - Postanowiła jeszcze dodać. - Możesz być pewny, że moim sekretem nie będziesz. - Bo raczej ich nie miała i nie potrafiła ukrywać prawdy. Nie widziała też w tym większego sensu.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#39
24.04.2023, 23:05  ✶  
Patrzenie teraz na nią było praktycznie patrzeniem w lustro. Aż nosiło ją od tego smoczego gniewu, nie mogła się za chuja zatrzymać. Nie miał pojęcia, o czym teraz myślała, ale musiało być mocno nieprzyjemne. Przed chwilą sam to przeżywał, więc łatwiej było mu wykrzesać z siebie współczucie. Miał wrażenie, że ją po prostu rozumie.

Ale tak czy siak podskoczył, kiedy jej sztylet z brzdękiem odbił się od stropu. Uświadomił sobie wtedy, że naprawdę była w stanie go zabić. Nie przestawał mieć w związku z tym jakichś niejasnych uczuć. Odruchowo odsunął się, kiedy usiadła obok.

Jego twarz wykrzywiła się w uśmiechu, którego nie udało mu się powstrzymać, chociaż próbował. Zajebiście bawiło go to, że najlepszy komplement, na na jaki mogła się zdobyć, to "widziałam gorszych". Nie była w stanie zmusić się do niczego mocniejszego, nawet jak byłoby jej to bardzo na rękę. Ale przeprosić to już potrafiła. I to bez tłumaczenia się. To nigdy nie mogło jej być na rękę.
- Rozumiem - odpowiedział, odwracając do niej twarz.

Wyciągnał wolną rękę w jej kierunku, trafił na jakąś część uda.
- A wiesz. - Błądził palcami po jej udzie... Błądził, bo w tym świetle go nie widział. - Ja mówiłem tamto, o komplementach i o wzroście, na serio. Co się stało?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#40
24.04.2023, 23:29  ✶  

Gerry gdzieś się zgubiła. Nie miała pojęcia gdzie i kiedy, wiedziała jedynie, że czuje się chujowo. Zawiodła. Nie znosiła tego uczucia. Będzie to pewnie przeżywać do rana.

Sytuacja chyba była opanowana. Może i odsunął się, kiedy się do niego dosiadła, jednak nie miał teraz tego wzroku, który świadczył o tym, że chciałby ją zabić.

- Nie wiem, czy rozumiesz. - Kto by to rozumiał? Była popsuta, gdzieś, kiedyś na pewno. Najgorsze było to, że miała tego świadomość i nawet gdy próbowała, to nie do końca umiała nad tym panować. Wkurwiało ją to niemiłosiernie, powoli przestawała z tym walczyć, bo to nie miało sensu. Pozostawało jedynie przyzwyczaić się do tego, że tak już będzie.

Poczuła dotyk jego dłoni na swoim udzie. Nie przeszkadzało jej to wcale, wręcz przeciwnie. Odetchnęła głęboko słysząc to niewygodne pytanie, nie sądziła, że zauważy. Nie dzieliła się tym z nikim. Nie znosiła mówić o takich rzeczach, otwierać się, uważała to za bezsensowne. Widziała jednak dzisiaj dosyć sporo i poczuła, że chce mu dać odpowiedź na to pytanie. - Zostało to we mnie, z dzieciństwa. - Spojrzenie skierowała w ścianę, która znajdowała się przed nią. Nie chciała mu teraz spoglądać w oczy, było to dla niej niekomfortowe. - Nie łatwo jest być największym dzieciakiem na roku. - Nadal starała się ominąć sedno problemu. Nie chciała robić z siebie ofiary, a tak właśnie się czuła, kiedy rozmawiała o tym jebanym kompleksie, który pojawił się już dawno. Niby sobie z tym poradziła, ale czy tego chciała, czy nie, nadal w nią to uderzało. Nadal się z tego nie wyleczyła, pomimo tego, że minęło już tyle lat.

Miała ochotę zapalić, jej dłonie szukały szlugów, ale nie mogła ich znaleźć. Musiały być albo w kieszeni płaszcza, albo na tej nieszczęsnej kanapie, jakoś poradzi sobie bez, przynajmniej przez chwilę.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (8364), Mellvyn Ollivander (5722)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa