18.09.2023, 21:18 ✶
Mavelle, Atreus, Brenna
Patrząc na stojącą przy balustradzie upiorną kobietę, Atreus widział… w sumie sam nie wiedział na co patrzy. Czy była połączona ze statkiem? Była. Była jego nierozerwalną częścią. Ale czy chłonęła ich energię? Nie. Była jak spotkany piętro niżej żywy trup. Była istotna, o wiele potężniejsza od nie dającego się pokonać nieumarłego, ale nie była centrum.
O tym o ile była potężniejsza od przeciwnika, którego spotkali niżej, mogli się przekonać, gdy Brenna i Mavelle próbowały czarować. Zaklęcie Longbottom nie przyniosło żadnych skutków. Zaklęcia Mavelle zostały rozbite nawet nie – uniesieniem różdżki i spleceniem zaklęcia – ale niedbałym poruszeniem ręki.
Skierowała na nich ciemne, matowe spojrzenie. Uniosła różdżkę. Dla Mavelle, Atreusa i Brenny czas jakby zwolnił, niemal zupełnie się zatrzymał.
- Przestań! Dość! Nie krzywdź już nikogo więcej! – krzyczał przywiązany czarną energią duch małej dziewczynki. Dalej wierzgała i próbowała się wyzwolić.
- Śmierć boli tylko żywych – powiedziała czarownica, kompletnie ją ignorując. Pełną uwagę poświęciła dwóm brygadzistkom i aurorowi. – Śnijcie.
Całą trójką poczuli, jak zakręciło im się w głowie. Oczy uciekły im do góry, świat przyśpieszył i nie poczuli nawet, jak ich ciała opadły bezładnie na posadzkę atrium.
21 CZERWCA 1907 ROKU, GDZIEŚ NA OCEANIE W DRODZE KU WIELKIEJ BRYTANII
Brenna
Brenna Sedley siedziała przy toaletce w swojej kajucie. Ubrana była w czarną, koktajlową suknię. Na jej szyi, w uszach i na lewym nadgarstku pobłyskiwały perły. Była śliczna. Tak, zbliżała się już do trzydziestki, ale wciąż jeszcze udało jej się zachować sporo młodzieńczej urody. Być może nie doceniał tego jej mąż, Neville Sedley, ale już sobie postanowiła, że albo tej nocy, podczas balu, po raz ostatni spróbuje się zbliżyć do Neville’a, albo się rozwiodą. Tak, matka z pewnością dostanie zawału a ojciec powie jej, że niczego więcej się po niej nie spodziewał, ale zrobi to. Neville był… był idealnym pozorantem. Publicznie ją adorował, trzymał za rękę, całował w policzek, chwalił jej sukcesy i pozwalał trwonić pieniądze, ale gdy tylko wracali do domu, całkowicie się zmieniał. Nie bił jej, ale jej nie widział. Traktował ją jak ładną ozdobę, ale nie obchodziło go, że ta ozdoba mogła mieć własne zdanie na jakiś temat. Zaraz po tym jak zaszła w ciążę wyprowadził się z ich wspólnej sypialni i nigdy do niej nie wrócił. Mógł z nią tańczyć na balu, ale tylko ona wiedziała, że patrzył na nią takim wzrokiem, jakby tańczył z donicą ogrodową. Czuła, że najwidoczniej coś robiła źle, bo przecież przed ślubem był inny, ale nie miała pojęcia co. Ciągle był miły, szarmancki, przystojny i zazdrościły go jej wszystkie koleżanki. To tylko dla niej i w ciszy domowego ogniska bywał okrutny.
Przed tym jak wsiadła z Nevillem i córeczką Maddie na statek, otrzymała list z wydawnictwa: przyjęto do druku jej pierwszą powieść. Jeśli wszystko się dobrze ułoży będzie miała dość pieniędzy by razem z córką zamieszkać w wiejskiej posiadłości pod Londynem i wieść wygodne życie. Zwłaszcza, że ostatnio, po poznaniu Marka Cavendisha, przypomniała sobie jak to jest stać obok kogoś, kto dotyka jej ręki, bo chce dotknąć jej ręki – a nie dlatego, że w towarzystwie wypada dotknąć ramienia żony.
Drzwi do kajuty otworzyły się i do środka wszedł Neville. Już był przebrany na bal.
- Gdzie jest Madeleine? – zapytał. – Wydawało mi się, że powinna już wrócić z niańką ze spaceru, ale w ich kajucie jest pusto. Jeśli nasza córka znowu jej uciekła, zwolnię ją jak tylko dopłyniemy do portu. - A Brenna wiedziała podskórnie, że tak naprawdę powiedział: Jesteś tak niekompetentna, że nie potrafisz zatrudnić nawet odpowiedniej niańki.
Atreus
Bycie utracjuszem nie było takie złe. Zwłaszcza, gdy kieszenie miało się pełne od wygranej w pokera i istniała spora szansa, że zanim statek dopłynie do portu, w tych kieszeniach będzie nawet kilka tysięcy funtów. Atreus Cavendish stał przed lustrem i wiązał sobie muszkę. Dzisiejszy bal miał być miłym wydarzeniem, choć nie spodziewał się raczej po nim więcej niż kilku wypitych za darmo drinków i paru tańców z kilkoma ładnymi pannami. A potem oczywiście pójdzie grać w karty, jak niemal każdego wieczoru i najpewniej, jak każdego wieczoru, wygra trochę gotówki.
Jego brat, Mark Cavendish, nakładał właśnie koszulę.
- Mam dobry plan, na którym sporo zarobię – zaczął Mark. – Ostatnio poznałem pewną damulkę. Śliczna, ponętna, całkiem miła. Ma na imię Brenna i co najlepsze: ma męża. I to takiego… - Mark skrzywił się ostentacyjnie. – Och, znasz ten typ. Najlepszy do obrobienia w karty: Moja Reputacja Jest Najważniejsza. Pomyślałem sobie, że ją dzisiaj pocałuję. A ty masz dopilnować, żeby zobaczył nas ten jej mąż.
Podniósł się z łóżka. Zajrzał do szafy i wyciągnął stamtąd muszkę. Skrzywił się, mając wyraźnie problemy z jej zawiązaniem.
- Nie wiem na ile to kwestia wyrachowania, nudy czy naiwności, ale Brenna wydaje się wyjątkowo łatwa. Jej mąż zapłaci krocie, byle jego reputacja nie ucierpiała.
Mavelle
Mavelle Bishop zdążyła zrozumieć, że życie najwięcej do zaoferowania miało ładnym pannom. A powszechnie wiadome było, że najładniejsze panny to takie, które mają największe wiano. A ona i jej siostra Anne, nie miały żadnego wiana.
Anne była jeszcze naiwna, wydawało jej się, że jak się zaprzyjaźni z Aveliną to zainteresuje się nią Augustus Arrow, ale Mavelle czuła podskórnie, że nic z tego nie będzie. I co, nie miała racji? I nic. Avelina zaręczyła się z sir Howardem a Arrow ani myślał się choćby uśmiechnąć do Anne.
- Zauważyłaś, że od kiedy popołudniu twoja siostra wróciła do kajuty to zachowuje się jakoś dziwnie? – zagaiła ich matka.
Ponieważ zbliżał się bal, miała już na sobie swoją najlepszą sukienkę. Całkiem podobną (i jak widziała Mavelle, niestety już nie tak modną) położyła dla niej na łóżku.
Natomiast Anne… Anne siedziała przy toaletce i patrzyła bez zainteresowania na swoje odbicie.
- Marianne, Marianne… - mamrotała pod nosem.
Tura trwa do 21.09.2023 roku do godziny 21.00