Podniósł z przestrachem wzrok na siostrę. Ta rzadko kiedy zachowywała się poważnie, nawet w sytuacjach kryzysowych. Teraz jednak widział na jej twarzy konsternację; trybiki w jej głowie zdawały się działać na podwójnych obrotach, starając się przetworzyć ten niebywale niefortunny splot wypadków. W końcu, kto mógł przewidzieć, że coś rozwalą podczas zwykłego treningu? Robili to dziesiątki razy! Hmm... A może jak byli młodsi, to rodzice po prostu lepiej chowali antyki?
— No przecież siedzę! — żachnął się, machając rękami w powietrzu, ale posłuchał się zaleceń Brenny. Skrzywił się na dźwięk zderzenia kolejnego miecza z parkietem. Grymas na twarzy stał się jeszcze głębszy, gdy zaczęła go nawiedzać wizja krzywd, jakich mógł doznać z ręki matki. — Fakt, nie uzna tego za dobre zakończenie lata.
Pewnie wróci zadowolona z wypadu, a tutaj bum! Salon rozwalony, a ozdoby w kawałkach, zaczął dramatyzować. Kary mogłyby być różne. Od całkowite zakazu pojedynkowania się na terenie posiadłości włącznie z przylegającymi do niej terenami zielonymi, odcięcie od rodowego skarbca na nieokreślony czas, a nawet coś gorszego. Jak samodzielna organizacja balu! Erik wzdrygnął się na samą myśl. Przecież sam by sobie z tym nie poradził, a należało pamiętać, że przed Yule było parę okazji na wydanie niemałego przyjęcia!
— Ty też się nie wywiniesz — oświadczył z beznadzieją w głosie. — Ucieczka do Hogwartu niczego nie załatwi w twoim przypadku. Parę listów i miałabyś załatwione nauczanie domowe do czasu... spłacenia tej wazy. Trzeba to ukryć. Dla większego dobra. — Nie ulegało wątpliwości, że w jakiś sposób będą musieli zapłacić za swoją nieuwagę. Lub niezdarność Erika. Zależy jak na to patrzeć. — Może jakoś odwrócimy ich uwagę?
Podniósł się w końcu ziemi i otrzepał ubranie z niewidzialnego kurzu. Rozejrzał się po salonie, jak gdyby był teraz na miejscu przestępstwa, a nie we własnym salonie. Podczas śledztw zazwyczaj zajmowali się wykrywaniem śladów, a nie ich ukrywaniem. Teraz musieli po prostu odwrócić ten proces, żeby wszystko wyglądało, jakby nic tutaj nie zaszło. Musieli też zachowywać się w miarę naturalnie. Och, dobrze, że nie zaprosili żadnych znajomych czy sąsiadów. Im mniej osób wiedziało o tej wpadce tym lepiej.
— Rodzice wracają dopiero wieczorem. — Spojrzał na zegar, zastanawiając się, ile czasu im zostało. Dobrze, że mieli na podorędziu magię. Parę machnięć różdżką i salon powinien wrócić do dawnego stanu. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Po całym dniu spotkań z krewnymi matka nie powinna od razu rzucić się ku wazie. Dziadek czy ojciec tym bardziej. — Uprzątniemy pokój, poprosimy Malwę, żeby przygotowała kolację. Podamy wino i nie rozpalimy świeczek w salonie. Ograniczymy widoczność. — Zaczął chodzić w te i we wte, raz krzyżując ręce na piersi, aby zaraz je oderwać od ciała i zmierzwić sobie włosy. — Może ich zagadamy?
Może inne rodziny niekoniecznie przepadały za ich poglądami, ale wśród Longbottomów z innych linii rodu nie byli żadną wyklętą gałęzią. Poza tym lubili się ze sporą częścią kuzynostwa. Jak zaczną zasypywać rodziców pytaniami przy posiłku o to, co słychać u cioteczki i wujaszka i czy ich syn otworzył już swój zakład rzemieślniczy pod Londynem, to na pewno odwrócą uwagę od swoich psot... Prawda?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞