• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Podziemne Ścieżki v
« Wstecz 1 2
[04/1972] Granulat dla Mellvynów - Mellvyn & Geraldine

[04/1972] Granulat dla Mellvynów - Mellvyn & Geraldine
Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#1
16.04.2023, 16:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:06 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Szybkie Eliksiry, Podziemne Ścieżki
Mellvyn Ollivander & Geraldine Yaxley

Zakaszlał sucho, zamykając za nią drzwi. Wnętrze jego warsztatu było siwe od gryzącego dymu, dopalał właśnie tłustego spliffa. Zdziwiło go, że łowczyni zjawiła się tu punktualnie, nie było to zbyt częste u jego poprzednich dostawców. Lekko zmieszany wskazał na stojącą w kącie pomieszczenia kanapę, której koloru nie sposób było zgadnąć w przyćmionym, żółtawtym świetle magicznych świec.
- Rozsiądź się, bez spiny. Też mogę ci skręcić jednego, jakbyś chciała - mówił szybko, przeciągając niezgrabnie losowe sylaby.

Odwrócił się, postawił parę kroków i schylił się za ladą. Grzebał tam w czymś, słychać było stukot szkła i szczęk metalu. Po jakichś dwóch minutach wynurzył się spod blatu z malutką, mosiężną wagą i moździerzem, które z hukiem ustawił przy sobie.
- Masz go? - zapytał, kierując na jej twarz swoje spojrzenie tysiąca jardów.
Oczy miał łzawe i zapadnięte, nos zaczerwieniony, ruchy dziwnie przyśpieszone, ręce mu się trzęsły - właściwie wyglądał, jakby już zdążył przetestować dostarczony przez Yaxley towar.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
17.04.2023, 09:40  ✶  

Stukot ciężkich, skórzanych butów zwiastował jej przybycie. Gerry nie była delikatna, matka zawsze jej powtarzała, że powinna bardziej dbać o takie szczegóły. Nie przejmowała się tym zbytnio. Pasowało jej prowadzanie się po męsku. Bywała w miejscach, w których raczej nie pojawiały się panny z dobrych domów, nie przeszkadzało jej to jednak. Przyzwyczajona była do męskiego towarzystwa, w końcu od zawsze otaczali ją faceci, zaczęło się od braci, później szkoła, no i w dorosłym życiu - zawód jakim się zajmowała raczej należał do tych, który nie był szczególnie popularny wśród kobiet.

Nim weszła do środka przygasiła jeszcze butem papierosa, którego właśnie skończyła palić. Przyniosła ze sobą zapach tytoniu, lasu, niemalże cały dzień bowiem spędziła w plenerze, miała zlecenie na jad kikimory. Udało jej się jedną złapać, jakimś cudem. Na policzku miała sporą szramę, stworzenie musiało ją delikatnie uszkodzić. Krew już jednak zaschła, Yaxley jednak nie zdążyła dotrzeć do domu zanim się tutaj pojawiła. Ceniła sobie punktualność, wolała więc przyjść nieco nieogarnięta niżeli się spóźnić.

We włosy zplątał jej się jakiś liść, poza tym jednak wyglądała zwyczajnie - ciągle chodziła w tym starym, skórzanym płaszczu, który sięgał niemalże do stóp.

Rozejrzała się po pomieszczeniu, nie wyglądało specjalnie zachęcająco, jednak bywała w gorszych miejscach, nie zraziła się więc wcale. Ruszyła w kierunku kanapy, którą pokazał jej mężczyzna. Zastanawiała się jednak chwilę nad tym, czy faktycznie chce na niej usiąść.

Nie usiadła. Póki co, obserwowała mężczyznę, spoglądała na niego, gdy schylał się za ladą, podeszła bliżej, w końcu miała jego towar. Wyciągnęła niewielkie zwiniątko, w którym znajdowały się smocze pazury. - Mam. - To było pierwsze słowo, które dzisiaj wypowiedziała, zupełnie zignorowała jego propozycję związaną ze skręcaniem. Wyciągnęła rękę z woreczkiem, zatrzymała ją tuż przed twarzą mężczyzny, po chwili jednak szybkim ruchem schowała rękę. - Najpierw zapłata.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#3
18.04.2023, 04:16  ✶  
Patrzył na nią dłuższą chwilę: oczy bez wyrazu, twarz bez wyrazu. Później wyjął różdżkę zza pazuchy, rzucił ją na ladę, po której się cicho potoczyła. Chciał, żeby pozostawała w zasięgu wzroku Yaxley.

Pochylił się w kierunku blondynki, opierając obie ręce na blacie.
- Ja tu mieszkam. - Przeskok między wcześniejszą al dente swawolą a obecną ponurą powagą był uderzający. Gość wydawał się faktycznie urażony sugestią kobiety, że mógł chcieć ją oszukać. - Gdybym spróbował jakichś sztuczek, to możesz po prostu tu wrócić i mi wpierdolić.
Myśl o tymże wpierdolu sprawiła, że poczuł się dziwnie. Zamilknął i omiótł łowczynię wzrokiem, szczególnie skupiając się na jej ramionach i ciężkich butach. Myślał o swojej pierwszej dziewczynie, Mice, która byłaby w stanie zabić go jedną ręką. Nie mogło mu umknąć, że Geraldine przewyższała ją wzrostem.

Zmarszczył brwi, zmuszając się do powrócenia do sprawy ich drobnego dealu.
- Rutyna jest taka, że ja to teraz ważę i sprawdzam autentyczność, a później płacę. Chciałbym się tego trzymać - mówił sucho. - Po wszystkim możemy wypić sobie herbatkę, zjeść ciasteczka, ojebać kreskę, cokolwiek. Co ty na to?
Wyciągnał dłoń, oczekując, że łowczyni włoży doń sakwę.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
18.04.2023, 12:47  ✶  

Gerry obserwowała go uważnie. Kiedy wyciągnął różdżkę i rzucił ją na ladę przeniosła swoje spojrzenie na przedmiot. Potoczył się cicho, powinna się poczuć bezpieczniej. Właściwie było to niepotrzebne. Miała świadomość, że i bez tego gestu byłaby sobie w stanie z nim poradzić. Nawet jeśli próbowałby użyć zaklęć, to jej sprawność fizyczna zapewniała jej poczucie bezpieczeństwa. Wiedziała, że czasem szybki strzał pięścią był dużo lepszym wyjściem od czarowania.

- Nie wiem, czy się chwalisz, czy żalisz. - Skomentowała jeszcze tę informację o tym, że on tutaj mieszka. Zrozumiała aluzję. Dostrzegła też jego zmianę nastroju, jednak jakoś jej to nie ruszyło. Nie pojawiła się tutaj po to, aby się tym przejmować. Mieli dobić targu i tyle. - Mogę, ale wolę zapobiegać takim sytuacjom. - Wybieranie przemocy zostawiała mimo wszystko zawsze na koniec, wolała stosować inne metody przy wywiązywaniu się z umów.

- Ach, sprawdzasz autentyczność... - Trochę ją to ubodło, że mógł w ogóle wątpić jej rzetelność. Prawa powieka jej drgnęła, jednak nic na ten temat nie powiedziała na głos. Skoro jej nie ufał... to już jego strata.

Otworzyła dłoń, w której miała niewielką sakiewkę, spojrzała na nią, a po chwili przeniosła wzrok na mężczyznę. Niech mu będzie. - Ciasteczka? Nie wyglądasz na kogoś kto miałby ciastka. - Skomentowała jeszcze wyciągając w jego kierunku rękę, w której trzymała zawiniątko. Była pewna swojego towaru, w końcu sama go zdobyła, dla niej to jego sprawdzanie autentyczności było więc jedynie formalnością. - Herbaty nie lubię, chyba, że z wkładką. - Dodała jeszcze, wyglądał jej na takiego, co za kołnierz nie wylewa, powinien mieć gdzieś schowaną butelkę czegoś mocniejszego. - Cokolwiek brzmi dobrze. - Im szybciej jej zapłaci, tym prędzej będą mogli przejść do tej bardziej przyjemnej części. Nie do końca zależało jej na gotówce, miała inny pomysł, w jaki sposób mógłby jej się odwdzięczyć za dostarczony towar, ale o tym wspomni później.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#5
18.04.2023, 20:22  ✶  
Przewrócił oczami na komentarz Yaxley o jego mieszkaniu, ale nie dało się ukryć, że ta szczypta infantylności rozluźniła atmosferę na tyle, aby mógł bezstresowo przejść do ważenia świeżutkich, wilgotnych jeszcze pazurów smoka.
- Oh, ciastka tu mam. I też są z wkładką. Ale tak, możemy się po prostu napić. - odparł, zręcznie pierdoląc się z malutkimi ciężarkami. - Właściwie nie spodziewałem się, nie spodziewałem się, że... będziesz chciała? To jest nora, a ja jestem szczurem w niej.
W jego głosie dało się usłyszeć całkiem szczerą pogardę do samego siebie.

Ostatecznie tych ścinków wyszło ledwo pięć uncji, ale na tyle właśnie się umawiali. Zamierzał zachować je wyłącznie na własny użytek, więc powinno mu ich starczyć na minimum miesiąc. Dłużej, jeśli przyjmowałby je jedną, wyjątkowo bezpośrednią metodą...
- Waga się zgadza. No to co? Pora na testy - obwieścił z uśmiechem, wysypując z sakiewki do moździerza ledwo-ledwo parę gram surowca. Zaklęty tłuczek natychmiast przystąpił do mielenia go na gładki proszek. - W tym czasie możesz mi opowiedzieć o tym, jak ci minął dzień. - Wyglądało, jakby mówił to całkowicie poważnie; powieka mu nie drgnęła.

Zajął się sobą: wyciągnął spod lady mosiężną tackę i mugolski banknot, dwudziestkę, z której uśmiechała się mugolska królowa. Proszek z moździerza przesypał na tackę, banknot zwinął w rulonik. Długą kreskę skomponował, spojrzał na blondynkę spode łba i schylił się z tym rulonikiem przy nosie do tacki. Później zasysał, wciągał, wdychał. Właściwym terminem było "ćpał". On teraz po prostu ćpał.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
18.04.2023, 21:04  ✶  

Nawet na moment nie opuściła wzroku, przyglądała się uważnie zwinnym dłoniom mężczyzny, które zajmowały się ważeniem składników dostarczonych przez nią. Miała nadzieję, iż nie uzna tego za nachalne, chociaż patrząc na jego doświadczenie spodziewała się, że raczej jest mu to obojętne.

- Powiedz jeszcze, że sam je upiekłeś, a nie będę w stanie odmówić skosztowania. - Uśmiech wpełznął na jej twarz, mógł zostać pomylony z grymasem przez tych, którzy niezbyt ją znali. Podeszła bliżej do blatu, oparła na nim swoje łokcie, brodę podtrzymała na dłoniach. Nadal uważnie mu się przyglądała. Nawet uspokajające to było - obserwowanie rzemieślnika podczas pracy, nawet takiej drobnej. - Gdybyś wiedział, że będę chciała, to byś nie zapytał? - Rzekła przekornie, choć usłyszała tę pogardę, trudno by było jej nie wyczuć. Nie oceniała jednak tego, gdzie przyszło mu żyć. Widziała już dużo bardziej obskurne miejsca w swoim życiu, a i świadoma była, że nie każdy jak ona urodził się w odpowiedniej rodzinie, gdzie pieniądze nie stanowiły najmniejszego problemu, a zachcianki były spełniane jedna po drugiej. - Jak widać, nie miałam żadnej ciekawszej propozycji na spędzenie tego wieczoru, a że ostatnio nie sypiam najlepiej, to myślę, że towarzystwo jest nawet wskazane. - Bezsenność się nasiliła. Po kilku niedawnych, dosyć burzliwych spotkaniach z Theonem nie mogła zmrużyć oczu. Nawiedzały ją myśli, bała się, że przyjdzie im stanąć w pojedynku, że kiedyś będzie musiała go zabić, zdecydowanie tego nie chciała - był jej bliźniakiem, ale jeśli zostanie zmuszona, to kto wie, jak to się skończy.

- Testuj, obiecuję, że będziesz zadowolony. - Nie brała pod uwagę innej możliwości. Produkt był świeży, najlepszej jakości. - Jak mi minął dzień? - To pytanie nieco wybiło ją z rytmu. Nie sądziła, że interesowałaby go opowieść o tym, jak polowała na kikimorę. - Właściwie to, jak zawsze. Byłam w lesie. Siedziałam tam cały dzień, złapałam potwora i przyszłam tutaj. - Nie uważała, żeby to była specjalnie porywająca opowieść. Każdy dzień wyglądał tak samo. Wstawała przed wschodem słońca, wyruszała na wyprawę, wykonywała zlecenia i nocą wracała do pustego mieszkania. Nie czuła, żeby było to coś szczególnego.

Nie odwróciła wzroku, gdy wciągał kreskę rozsypaną na stole. Zdarzyło jej się już widzieć podobne sytuacje, poznała w swym krótkim życiu różnych ludzi, którzy raczyli się rozmaitymi substancjami. Sama próbowała wielu, żeby zobaczyć, jak to jest. Nie odrzucało jej to wcale.

- Będę miała do Ciebie sprawę.- Zaczęła jeszcze temat, który ostatnio trochę ją męczył. Musiała załatwić sobie eliksir na sen, bo niedługo jakiś stwór zeżre ją w całości, jeśli będzie zmęczona i nieuważna.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#7
18.04.2023, 23:02  ✶  
Oderwał się od blatu, ściskając nos palcami obu dłoni. Piekło w pizdu, ale z tymi załzawionymi oczami i tak się uśmiechał. Ukontentowany wzrok skierował na twarz Yaxley - mogła oglądać, jak w przeciągu kilkunastu sekund jego źrenice rozszerzają się dwukrotnie.
Czuł, jak euforia rozlewa się po jego ciele. Czuł, jak wchodzi w nadświetlną. Strzępki ostatnich wypowiedzi łowczyni błądziły po jego umyśle, aktualnie był w nim niezły kocioł. Stracił wątek, nie potrafił go znaleźć i dobrą chwilę trwał w ciszy, w samozadowoleniu, ledwo stojąc na nogach. Nareszcie, kurwa, nie był zmęczony.

Powoli wracał do rzeczywistości, powoli składał wspomnienia z ostatnich kilku minut do kupy. Słuchał od nowa suchego sprawozdania Geraldine z dzisiejszego dnia, choć ona już dawno przestała mówić. Czas się rozmywał, przestawał mieć znaczenie; chwila trwała wiecznie, ten wieczór nigdy się nie skończy...

Ah, dawno nie był w lesie. Na samo wspomnienie Serbii poczuł znajomy zapach górskich borów i to poczuł go naprawdę, jakby właśnie tam był. Jakby nigdy nie wrócił. Jakby, kurwa, dalej był szczęśliwy.

Uśmiechnął się błogo do blondynki, drżącymi rękoma usypując kolejną kreskę.
- Ohh... Moglibyśmy iść do lasu. Razem iść do lasu - Żeby się ruchać. Nie, nie żeby się ruchać. - Nie żeby się...
To była długość węgorza odpowiednia dla fety, nie dla pazurka. Smoczy granulat kopał znacznie mocniej. Musiał się skupić i zachowywać jak człowiek. Zacisnął powieki, wytężając umysł.
- Mmmmasz tu kreskę, zobacz. - Wskazał na znacznie krótszą działkę, która zalegała właśnie na mosiężnej tacce. - I jaką sprawę? Masz?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
18.04.2023, 23:58  ✶  

Nie miał oporu, aby zająć się swoją naglącą potrzebą oderwania od rzeczywistości przy niej. Takie spotkania powinny zbliżać, wiedziała jednak, że czasem głód jest zbyt silny, aby powstrzymać się od nakarmienia go przy nic nieznaczących osobach. Nałóg był czymś, co nie pozwalało nad sobą panować, nie liczyło się nic więcej, jedynie zaspokojenie go. Wydawało jej się, że Ollivander przekroczył już granicę, którą była skłonność, musiało to już być coś silniejszego, bardziej uzależniającego, chociaż może błędnie go oceniła?

Dostrzegła moment, w którym substancja zaczęła na niego działać. Jego źrenice szybko się rozszerzyły, a i on sam nagle nabrał nieco blasku. Jakby ta krótka chwila odmieniła jego podejście.

Zamilkła na moment, nie chciała mu przeszkadzać, czekała, aż wróci. Stamtąd gdzie się udał przed chwilą. Wiedziała, że zaraz znowu będzie tutaj z nią. Znała to uczucie, choć ona sama była bardzo ostrożna, miała świadomość, że wystarczy jeden mały krok za daleko i może nie wrócić z tej ścieżki.

Nadeszła ta chwila, był z nią znowu, albo i nie. Obserwowała mężczyznę uważnie. Widziała, że usypuje kolejną kreskę. - Razem do lasu. - Powtórzyła po nim, widziała, że jest nieco nieobecny, najwyraźniej jeszcze nie do końca pozbierał myśli. Czegoś jej nie mówił, nie chciał powiedzieć. - Nie, żeby co. - Skoro już zaczął, lepiej niech skończy, nie znosiła niedopowiedzeń.

Czy powinna? Może nie. Propozycja była dość atrakcyjna. Przydałoby się jej na moment zapomnieć, odlecieć, szczególnie, gdy rzeczywistość była dosyć szara. Nic się nie powinno stać, gdyby ten jeden raz pozwoliła sobie skorzystać. Zdrowy rozsądek chyba ją opuścił. Zbliżyła się do niego, do tej srebrnej tacki. Miała pewność, że towar jest czysty, w końcu to ona była dostawcą, może nie było to wcale takie głupie. Sięgnęła po mugolski banknot, którego wcześniej używał. Poprawiła zawinięcie, nim nachyliła się jeszcze nad tacą posłała krótkie spojrzenie mężczyźnie. Po chwili już wciągała kreskę - szybko, wystarczył jeden głęboki oddech, przykryła przy tym lewą dziurkę palcem. Przymknęła oczy, czekała na moment, w którym ją to uderzy. Wiedziała czego się spodziewać. Nie trwało to długo, poczuła to praktycznie od razu. Chwilowe otępienie wymieszane z nienaturalną euforią. Mimo, że nie była to taka dawka, jaką raczył się mężczyzna dla niej była wystarczająca. Otworzyła oczy, były jednak nieco zmrużone, źrenice się rozszerzyły. Przeniosła wzrok na Mellvyna. Próbowała zrozumieć o czym właściwie do niej mówi.

- Sprawę, sprawę mam. Tak. Była. Sprawa była. - Próbowała się skupić na tym, co chwilę wcześniej miała mu do powiedzenia, szło jej to jednak średnio. Starała się zebrać myśli. - Spać. Spać nie mogę, wiesz. - Chyba o to jej chodziło. Kanapa, która na samym początku wydawała jej się być nieco wątpliwym miejscem teraz ją zainteresowała. Ruszyła w jej stronę, zamierzała na niej usiąść.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#9
19.04.2023, 00:53  ✶  
Pytała go o coś, ale nie chciał jej odpowiedzieć, więc wyciął jej pytanie z własnej pamięci, zupełnie jakby się nie wydarzyło. I dobrze, bo dzięki temu mógł natychmiast przejść do następnego, bardziej przyjemnego punktu programu - ona też wciągała, co pozytywnie go zaskoczyło. Kiedy parę lat temu spotkał ją w górach na granicy Rumunii, wydała mu się znacznie bardziej... groźna? Onieśmielająca? Był przekonany, że dzisiejszy deal będzie drogą przez mękę.

Uśmiechnięty i w pewien sposób nieobecny patrzył, jak granulat dociera do mózgu łowczyni. Wysłuchał jej z trudem, jego myśli robiły bardzo dużo hałasu.
- O, ja też! Niedługo umrę - rzucił głośno i wybuchnął nerwowym śmiechem.

Gdy spojrzała na kanapę, zaskakująco szybko zrozumiał, co chciała zrobić. Złapał ją za ramię i odprowadził na miejsce, później pomógł jej usiąść. Sam zamarł pochylony nad nią.
Wpatrzony w jej oczy, chwiejnie wyciągnał rękę w kierunku jej twarzy. Przez parę sekund się wahał, później chwycił między palce zaplątany w jej włosy liść i ostrożnie go wyciągnął.
- Idę...Idę po szklanki. Musimy dużo pić. - Jak powiedział, tak zrobił.

W jednej dłoni trzymał sporą, pustą karafkę, w drugiej ściskał wetkniętą weń różdżkę, z której czubka próbował wykrzesać strumień czystej wody. Szło mu chujowo, ale był taki szczęśliwy.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
19.04.2023, 09:54  ✶  

Tak właściwie, to teraz pewnie sama nie wiedziała, o co pytała. Może więc i dobrze, że zostało to zignorowane. Nie mogła się skupić. Czuła, że przestaje nad sobą panować, ale o to jej przecież chodziło, czyż nie? Oderwać się chociaż na chwilę od problemów życia codziennego. Cel został osiągnięty.

Yaxley, gdy tylko miała ochotę potrafiła sprawiać pozory; wycofanej, niedostępnej, nieosiągalnej. Jednak to zawsze od niej zależało, w jaki sposób się zachowa. Dzisiaj potrzebowała czegoś innego. Dlatego też nie zawahała się ani na moment przed zażyciem narkotyku. Dużo się działo, miała ochotę na chwilę zapomnieć o otaczającym ją świecie.

Wbiła w niego wzrok, kiedy zaczął zanosić się histerycznym śmiechem, trochę ją zaniepokoił. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. - Niedługo? To kiedy? - W końcu było to dość nieczytelna jednostka czasu, niezbyt konkretna.

Nogi wydawały jej się być bardzo ciężkie. Gdyby sama szła w kierunku kanapy zajęłoby jej to pewnie wieczność, na całe szczęście mężczyzna szybko zrozumiał co zamierza zrobić i jej pomógł. Kto by pomyślał, że z niego taki gentleman. Odetchnęła z ulgą, kiedy udało jej się usiąść na kanapie. - Jest dobrze. - Powiedziała bardziej do siebie niż do niego. Uniosła głowę, aby przyjrzeć się mu uważnie, nachylił się w końcu nad nią. Wzrok miała nieobecny, jednak starała się, jak tylko mogła nie uciekać spojrzeniem. Wstrzymała na chwilę oddech, gdy zobaczyła, że jego dłoń wędruje w kierunku jej twarzy. Wtedy wyjął z jej włosów liść. - Kurwa, prawdziwa baba z lasu ze mnie. - Skomentowała jeszcze i odetchnęła - głęboko, wolałaby nie zapomnieć oddychać.

Kiedy udał się po karafkę przesunęła się do tyłu, aby oprzeć się wygodnie. Uniosła głowę do góry i wpatrywała się w sufit, wydawał się jej być bardzo interesujący w tym momencie. Z zamyślenia wyrwała ją próba wyczarowania strumienia wody przez Mellvyna, szło mu to tak kiepsko, że chyba gorzej nie mogło. - Pomóc? - Zapytała, chociaż wydawało jej się, że tak dobrze się przy tym bawi, że wolałaby mu nie przeszkadzać. Suchość w ustach jednak zaczynała przeszkadzać.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (8364), Mellvyn Ollivander (5722)


Strony (5): 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa