Zdecydowanie wydawało jej się, że droga jest krótsza. Poczuła zmęczenie, po tej dosyć długiej nocy. Ogarnęło ją w jakiejś połowie drogi. Miała jednak nadzieję, że spacer dobrze im zrobi, że wiatr który wieje w twarz pomoże przynajmniej jej trochę otrzeźwieć. Nie wszystko jednak zawsze szło po jej myśli.
Podjęła tę decyzję dosyć spontanicznie, jak na razie jednak jej nie żałowała. Kiedy zmierzała w stronę swojego mieszkania czuła w środku, że postąpiła dobrze, oby się na tym nie przejechała. - Dobra, tu za rogiem, już jesteśmy. - Powiedziała kiedy znaleźli się nieopodal kamienicy, w której mieszkała.
- Żeby było bardziej chujowo, to mieszkam na ostatnim piętrze. - Zawsze ją to irytowało. Musiała wspiąć się na samą górę nim znalazła się w środku.
Weszła do klatki schodowej, poczekała, aż Ollivander zrobi to samo, po czym ruszyła na górę. Szła całkiem szybkim tempem, pomimo zmęczenia, które zaczęło jej towarzyszyć. Kiedy znalazła się przed drzwiami odetchnęła głęboko. Otworzyła drzwi, klucz trzymała w dłoni, wyciągnęła go jeszcze gdy wspinała się po schodach.
Gdy tylko nacisnęła na klamkę rozległo się szczekanie. Zamarła. Zapomniała o psie. Nie przyzwyczaiła się jeszcze do tego, że go ma. - Kurwa, Pierdoła. - Powiedziała do siebie. - Chodźmy do środka. - Zaprosiła jeszcze mężczyznę za sobą. Powinna wyjść z psem chociaż na chwilę, nie miała pojęcia, czy jej się chce. Zaraz o tym zadecyduje. Najpierw wprowadzi Mellvyna do mieszkania, pokaże mu co i jak. Ewentualnie wtedy.
Mieszkanie Geraldine Yaxley było jasne. Promienie słońca atakowały ich z każdej strony. Składało się ono z trzech pokoi, dwa z nich to sypialnie, jedna (mniejsza) była zamknięta. Należała do Theseusa. Salon był ogromny. Jednak urządzony dość minimalistycznie. Znajdowało się tam bowiem jedynie kilka szafek, wielka kanapa, stół, dwa fotele. Kiedy do niego weszła od razu zasłoniła okna, to światło okropnie ją denerwowało. - Rozgość się. Zamknięte pomieszczenie to sypialnia i pracownia Thesa, reszta jest do Twojej dyspozycji. Tu po prawej moja sypialnia. - Otworzyła drzwi na oścież, żeby mógł się rozejrzeć. Całe mieszkanie wydawało się być dość surowe. Poza kolekcją broni w jej sypialni nie było też zbyt wielu rzeczy osobistych. Geraldine nie zbierała śmieci. - Jest jeszcze kuchnia, chociaż prawie nikt z niej nie korzysta. - Ona nie gotowała, Thes zresztą podobnie. - i balkon, balkon to chyba najfajniejsze miejsce. - Uwielbiała spędzać tam ciepłe, wiosenne i letnie wieczory upijając się do nieprzytomności obserwując przy tym przechodniów.
- To jest Pierdoła. - Wypadałoby jeszcze przedstawić psa. - Dostałam go od mojego brata na urodziny, jeszcze się nie do końca dogadujemy. - Pies zupełnie ich zignorował, jakby był obrażony i położył się na swoim posłaniu w przedpokoju, był wyżłem weimarskim, póki co nie wyglądał jednak jeszcze na zwierze, które miało być stworzone do towarzyszenia jej podczas polowań. - Musze z nim chyba wyjść, trochę siedział sam. Rozejrzyj się, a ja za chwilę wrócę. - Bo nie chciało jej się wcale schodzić, ale wiedziała, że powinna to zrobić. Zniknęła więc za drzwiami, wcześniej wzięła szczeniaka na ręce.