- Świetny mam gust. - Próbowała zażartować, chociaż sama zdawała sobie sprawę, jak to wygląda. Nawet on to widział. Geraldine jednak lubiła wyzwania, doprowadzenie go do porządku, chyba się aktualnie jednym z największych na tę chwilę, bo sam mówił, że chce tej pomocy, a ona zamierzała mu ją dać. - Tutaj mam całą masę innych ciekawych narzędzi, sztylet to dopiero początek, jeśli trzeba będzie, to będę skrobać. - W końcu w sypialni znajdowała się całkiem pokaźna kolekcja broni, którą potrafiła się doskonale posługiwać. Nie, żeby chciała zrobić mu krzywdę, bo wcale nie o to chodziło, wystarczyło jednak, żeby ją poprosił, a była skłonna to zrobić, bo wiedziała, że sprawia mu to przyjemność.
Nie przestawał jej przy tym dotykać. Yaxley czuła przyjemne ciepło, które zaczęło palić jej ciało. Dawno się do nikogo nie zbliżyła, zapomniała, jakie to niesie ze sobą uczucia.
Przejęła papierosa, udało jej się jeszcze zaciągnąć się dymem. Przygasiła go zaraz po tym. - Miałam Cię o to poprosić wczoraj, w ramach rekompensaty. Nie sypiam, prawie wcale, od jakiegoś czasu. - W końcu dlatego się u niego znalazła z tym narkotykiem. - Jakoś jednak nie było okazji. - Wypadało jej to z głowy podczas tego całego ciągu dziwnych wydarzeń. - Chcę, choć nie wiem, czy pomoże, warto jednak spróbować. - Może akurat będzie to to, czego potrzebowała.