• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[04/1972] Oswajanie | Geraldine & Mellvyn

[04/1972] Oswajanie | Geraldine & Mellvyn
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#11
27.04.2023, 15:45  ✶  

- Świetny mam gust. - Próbowała zażartować, chociaż sama zdawała sobie sprawę, jak to wygląda. Nawet on to widział. Geraldine jednak lubiła wyzwania, doprowadzenie go do porządku, chyba się aktualnie jednym z największych na tę chwilę, bo sam mówił, że chce tej pomocy, a ona zamierzała mu ją dać. - Tutaj mam całą masę innych ciekawych narzędzi, sztylet to dopiero początek, jeśli trzeba będzie, to będę skrobać. - W końcu w sypialni znajdowała się całkiem pokaźna kolekcja broni, którą potrafiła się doskonale posługiwać. Nie, żeby chciała zrobić mu krzywdę, bo wcale nie o to chodziło, wystarczyło jednak, żeby ją poprosił, a była skłonna to zrobić, bo wiedziała, że sprawia mu to przyjemność.

Nie przestawał jej przy tym dotykać. Yaxley czuła przyjemne ciepło, które zaczęło palić jej ciało. Dawno się do nikogo nie zbliżyła, zapomniała, jakie to niesie ze sobą uczucia.

Przejęła papierosa, udało jej się jeszcze zaciągnąć się dymem. Przygasiła go zaraz po tym. - Miałam Cię o to poprosić wczoraj, w ramach rekompensaty. Nie sypiam, prawie wcale, od jakiegoś czasu. - W końcu dlatego się u niego znalazła z tym narkotykiem. - Jakoś jednak nie było okazji. - Wypadało jej to z głowy podczas tego całego ciągu dziwnych wydarzeń. - Chcę, choć nie wiem, czy pomoże, warto jednak spróbować. - Może akurat będzie to to, czego potrzebowała.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#12
27.04.2023, 17:40  ✶  
Obserwował, jak dopala papierosa i jak gasi go w popielniczce. Widać było w jego oczach dziwną tęsknotę. Bał się teraz czegoś, cholernie, i nie potrafił określić czego, więc był bardzo wdzięczny temu, że jego zwierzęcy umysł dał się rozproszyć czymś tak... subtelnym.
- Myślę, że będziesz potrzebowała następnego - rzucił swawolnie, jakby wcale nie rozmawiali właśnie na wybitnie bolesne tematy. - A produkować tobie eliksiry mogę. Ile tylko chcesz. Wiem, że materiały zdobywać umiesz. Tylko nie uzależnij się, niektóre są gorsze niż opium.

Niechętnie wyciągnał rękę spomiędzy jej nóg i oparł łokcie na stole. Chciał dopić dolewkę, której się nie spodziewał. Jako że pił szybko, udało mu się poczuć minimalnie wstawionym.
- Ale, naprawdę, bardzo mi zależy na tym, żebyś nie robiła rzeczy dlatego, że ja ich chcę, tylko dlatego, że ty ich chcesz. Ja się dostosuję. - Podjął temat z wcześniej, bo nie chciał się bać. Wolał się ruchać. - To jest właśnie to, to jest cały sens. Że możesz robić wszystko, co tylko ci się podoba, wszystko. Też te rzeczy, których z innymi byś nie mogła.

Odstawił pustą szklankę wgłąb stołu.
- Nie wiem, lubię cię słuchać. Masz taką energię. Że dominujesz atmosferę - kontynuował trochę niewyraźnie, jakby z oporem. - Przyjemnie jest być ci posłusznym. Wierzę, że nie zrobisz mi krzywdy i to jakby. Test. Test zaufania. I jak go zdajesz, to jest to satysfakcjonujące.
Pochylił się nad stołem, szczękając zębami z zimna. Uśmiechał się głupio, ze wstydu prawdopodobnie, i gapił się na blat.
- Nie wiem, jakiego mężczyznę to ze mnie robi, ale tak jest. Już mniejsza o te wszystkie narzędzia, broń. Chciałabyś mieć władzę?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#13
27.04.2023, 18:27  ✶  

- Skoro tak mówisz. - Upiła kolejny łyk whisky ze szklanki. Miała wrażenie, że dosyć szybko dzisiaj zaczyna na nią działać. Nie ma się co dziwić, nie jadła od wczoraj, a noc była niespokojna. Zbyt wiele wrażeń. Jakoś prościej jej było to zaakceptować kiedy świat powoli zaczynał się rozmywać. Kiedy piła granice zaczynały się zacierać, mogła je przekraczać dowoli, jej sumienie wtedy przestawało istnieć.

- Nie wiem, czy uzależnienie nie byłoby lepsze od tej bezsenności. - Myśli, które ją wtedy niepokoiły nie były przyjemne. Powracały wszystkie rozmowy z bratem, pojawiał się strach, z niepewnością spoglądała na drzwi, czekała, aż się w nich pojawi, gotowy ją zabić.

Kiedy zabrał swoją rękę odetchnęła głośno, jakby z rozczarowaniem. Dobrze jej było, kiedy jej dotykał. - Spokojnie. Nie zdarza mi się robić rzeczy wbrew mojej woli. - Nie leżało w jej naturze to, aby działać przeciwko sobie tylko po to, żeby komuś zrobić dobrze. - Próbuję to zrozumieć, znaleźć jakieś granice, bo to dla mnie nowe, aczkolwiek przyjemne. - Przyznała. Przypomniała sobie to dziwne uczucie, które pojawiło się wczoraj, gdy przypaliła go papierosem.

- To miłe. - Całe życie musiała wszystkim wokół coś udowadniać. Mało kto brał ją na poważnie, ze względu na jej płeć, co wcale nie było takie łatwe, gdy przebywała głównie w towarzystwie mężczyzn. Lekceważyli ją i jej siłę, dopiero kiedy demonstrowała swoje umiejętności, to się zmieniało. Tutaj póki co zbyt wiele jeszcze nie pokazała, a on odnosił się do niej z szacunkiem. - A jak nie zdaję, umierasz? - Była śmiertelnie poważna. Tego się bała najbardziej, że ją poniesie, że nie będzie potrafiła się zatrzymać i zrobi mu krzywdę trochę bardziej niż by chciała.

- Chciałabym. Zawsze chciałam. Dążyłam do tego we wszystkich dziedzinach życia. - Bo nie znosiła ulegać.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#14
27.04.2023, 23:19  ✶  
Z lekkim niepokojem patrzył, jak jej ruchy stopniowo stają się coraz mniej skoordynowane. Na szczęście jeszcze mówiła wyraźnie, nie mogła być aż taka pijana. Miał nadzieję, że jak spróbuje wstać z krzesła, to nie załamią się nagle pod nią nogi. Mieli dzisiaj rzeczy do zrobienia.

Uśmiechnął się gorzko, gdy stwierdziła, że wolałaby uzależnienie od bezsenności. To dosłownie było to, co on sam kiedyś stwierdził i podług czego żył ostatnie miesiące. Z biegiem czasu zrozumiał, że się mylił, ale był już za głęboko, żeby po prostu zmienić zdanie. Tak czy siak, wyglądało na to, że faktycznie byli do siebie zaskakująco mocno podobni.

Ale on nie był taki ładny. Nie uśmiechał się tak słodko, nie różowiały mu tak policzki od whisky i nie iskrzyły mu tak oczy, gdy słuchał komplementów. Kurwa, zdecydowanie już był sprzedany. Byle tylko nie pożałował tego, tak jak za każdym razem dotąd.
- Jak umrę, to umrę. To i tak niedługo się stanie. Śmierć od zaruchania byłaby na pewno lepsza, niż taka w szpitalu. - Starał się nie śmiać z jej całkiem poważnej obawy, ale był naćpany i myślał już o swojej śmierci na tyle dużo, że mu trochę spowszedniała. - Ogólnie tu nie chodzi tylko sferę seksu. Chodzi o wszystko w życiu.

Ostatecznie zgodziła się, aż nie mógł w to uwierzyć. Gdy mówiła, że zawsze chciała władzy, wyglądał na skrajnie szczęśliwego, nawet z tymi cholernie podkrążonymi oczami i zupełnym brakiem ubrań. Gdyby miał wytłumaczyć, dlaczego tak go to cieszy, nie potrafiłby tego zrobić. Po prostu było to wszystko dla niego niezwykle autentyczne, pierwotne, zwierzęce może. Nigdy nie spodziewał się, że ktoś go tak zrozumie.
- No i mamy wszystko ustalone - rzekł, podnosząc się z krzesła. Był uśmiechnięty od ucha do ucha. - Jesteś moją... Panią. Czy dobrze ci to brzmi?
Jeśli też wstawała, to ostrożnie jej z tym pomagał. Nadgorliwie czy nie, wiedział, że popiła i nie chciał, żeby coś jej się stało.

Naprawdę musiał się, kurwa, doprowadzić do porządku. I to jak najszybciej. Tak bardzo nie chciał, żeby się za niego wstydzilia.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#15
28.04.2023, 08:34  ✶  

Ger potrzebowała tego alkoholu. Potrzebowała go, aby wszystko przetrawić, na trzeźwo miałaby pewnie z tym większy problem, jednak kiedy wypiła, nawet te dwie szklanki, to zmieniała punkt widzenia. Jej umysł robił się wtedy bardziej otwarty, granice przestawały istnieć. Łatwiej jej przychodziła akceptacja i przyznanie sobie, czego chce naprawdę.

Wzięła do ręki papierosa. Zaczęła obracać go między palcami, nie odpaliła jednak jeszcze. Chciała czymś zająć ręce, bo trochę się wydarzyło. Skupić się na czymś przez moment, żeby nie zacząć tego przeżywać, żeby się nie przejmować, że tak się przed nim obnażyła; chyba za mało wypiła. Nie była przyzwyczajona do tego, aby mówić na głos o swoich pragnieniach.

- Co racja, to racja. Na pewno bardziej spektakularna. - Zauważyła jego niechęć do szpitali. Najwyraźniej nie tylko ona tak na nie reagowała. Bardzo dobrze rozumiała te uprzedzenia, sama w życiu nie dałaby się w żadnym zamknąć. - Wszystko w życiu brzmi nawet lepiej, seks to przecież tylko dodatek do reszty.- Chociaż czasem miała wrażenie, że nie do końca tak było. Zdarzało się, że czuła takie przyciąganie czysto fizyczne, że mogłaby nie robić nic więcej tylko się pieprzyć. Dniami i nocami; ale ono mijało. Po jakimś czasie zaczynała się nudzić, potrzebowała czegoś więcej. Tyle, że do tej pory sama nie wiedziała, co to jest, w końcu nadal nikogo nie miała u swego boku na dłużej. Uciekała za każdym razem chcąc czegoś, próbując to znaleźć, tylko sama nie do końca zdawała sobie sprawę, czym to jest, co tylko wszystko komplikowało.

Zauważyła uśmiech na twarzy Mellvyna kiedy wstawał z krzesła. Dogadali się chyba, najwyraźniej każde z nich mogło dostać z tej relacji coś, czego potrzebuje. - Bardzo dobrze to brzmi. - Czuła, że to jest prawdziwe. Dziwna ekscytacja zaczęła jej towarzyszyć, bo było to dla niej trochę jak podążanie w nieznane. Coś, czego jeszcze nie miała szansy spróbować. Nim wstała dopiła zawartość swojej szklanki. Kiedy podnosiła się z krzesła nieco się zachwiała. Na całe szczęście był tuż obok i jej pomógł, nie przywykła jeszcze do tego, dotychczas raczej sama musiała się ogarniać. - Chodźmy. - Powiedziała jeszcze cicho, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że oboje tego chcą.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#16
28.04.2023, 17:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2023, 17:46 przez Mellvyn Ollivander.)  
Jak powiedziała, tak zamierzał zrobić. W jedną rękę wziął popielniczkę z paczką fajek, w drugą - moździerz z prochem i pamiątkowym banknotem, później ruszył do jej sypialni. Wierzył, że sama sobie z resztą poradzi, więc tylko posłał jej uśmiech, otwierając niezgrabnie drzwi.

Droga nie była daleka, może ze dwadzieścia kroków. Ale podczas stawiania ich, już zaczynał planować. Był jak dzieciak wpuszczony do sklepu ze słodyczami - nie mógł ani się zdecydować, ani nawet skupić. Chciał spróbować wszystkiego, najlepiej na raz. Nie było to fizycznie możliwe, więc, kurwa, może chociaż coś mocnego? Wiedział, że to głupi pomysł, ale pazur mu nie pomagał. Byle tylko jej nie odrzucił.

Rozłożył niesione przedmioty na szafce nocnej, pośpiesznie wsunął się pod kołdrę. Musiał szybko nagrzać ręce. I najlepiej też przestać szczękać zębami, to mogło wybijać z nastroju.
Przez chwilę zastanawiał się, jak może optymalnie rozłożyć ból, żeby był w stanie jak najdłużej się nim cieszyć, ale prędko uświadomił sobie coś istotnego... Wystarczyło, żeby spojrzał po niej od stóp do głów, gdy wchodziła do pokoju, by zrozumiał, że mu wcale nie chodziło o ból.

W tym zwiewnym, połyskliwym szlafroku wyglądała szczególnie majestatycznie, jak arystokratka z renesansowego obrazu. Przez okna wpadało pogodne, wczesnopopołudniowe światło, którego ciepłe, skośne promienie dramatycznie oświetlały jej sylwetkę, pozwalając mu dostrzec zarys mięśni na jej ramionach. Zatrzymał się przez chwilę, obserwując je. Podobały mu się, pociągały go. Chciał ich dotknąć, poczuć ich siłę, zobaczyć, jak wyglądają napięte, w pełnej okazałości.
Spojrzał po jej obojczykach, podążał w dół. Badał wzrokiem, jak mięśnie jej klatki przechodziły miękko w niewielkie piersi. Nagle oderwał od niej wzrok. Poczuł ukłucie wstydu, bo nie pozwoliła mu tam spojrzeć. Pewnie śmiałaby się z jego zakłopotania, ale on nie chciał niszczyć tej, cóż, czci, którą żywił do jej kobiecości. Nie chciał zobaczyć jej nago.

Wrócił do jej oczu i już wiedział. Chodziło mu o służbę. Chciał jej służyć, jakby czcił boginię łowów. Boginię śmierci i obfitości. Tę, która dzieliła, na słabych i silnych. Tę, która zabijała i karmiła. Tę, która raniła i która obdarowywała.
- Chciałbym przed tobą klęczeć. W którymś momencie - odezwał się zachrypniętym głosem, odruchowo ukrywając erekcję. - Moja Pani.

Zastanawiał się, czy kiedyś będzie miał szansę oglądać, jak zabija jakąś bestię. To byłoby bardzo... ekscytujące.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#17
28.04.2023, 23:11  ✶  

Nie myślała zbyt wiele, kiedy podążała za nim w stronę swojej sypialni. Wiedziała jedynie, że tego chce. Od samego początku miała świadomość, jak się to potoczy. Te kilka wspólnie spędzonych godzin zmierzało ku temu, będzie mogła wreszcie pozbyć się całego napięcia, które ogarniało jej ciało. Chciała dostać więcej niż dotyk, chciała w pełni zaspokoić pragnienie, które narastało z każdą minutą.

Gdy mijała przedpokój dostrzegła śpiącego psa, to jej dopiero przypomniało o jego istnieniu. Cały czas o nim zapominała. Kiedy przekroczyła próg sypialni cicho zamknęła za sobą drzwi. Odwróciła się i dostrzegła, że mężczyzna znajduję się już w jej łóżku. Czekał na nią, posłusznie. Widziała jak mierzy ją wzrokiem, nie umknęło jej też to, jak uciekł spojrzeniem. Zbliżała się powoli w kierunku łóżka, lewą ręką pociągnęła za pasek od szlafroka, powinna go już zdjąć. Przystanęła na moment, aby pozwolić mu się zsunąć ze swoich ramion. Stała już teraz przed nim zupełnie naga. Nie czuła jednak wstydu. Mógł dostrzec kilka blizn na jej żebrach, były dosyć spore, rzucały się w oczy nawet ze sporej odległości, szczególnie, że wyróżniały się na tle jej alabastrowej skóry. - Spójrz na mnie. - Powiedziała jeszcze, bo nie chciała, żeby uciekał wzrokiem, miał na nią patrzeć.

Mijała szafkę, która służyła jej jako miejsce, w którym trzymała swóją kolekcję broni. Złapała w rękę niewielki przedmiot i zacisnęła go w dłoni. Mógł się jej przydać. Chciała sprawdzić jak zareaguje na nieco inny rodzaj bólu, taki, jaki zdarzyło jej się zadawać jedynie zwierzętom.

Towarzyszyła jej ogromna ciekawość, bo właściwie to nie do końca wiedziała jak się to wszystko potoczy, nie planowała nic, raczej wierzyła temu, że instynkt ją poprowadzi. W końcu miała to we krwi. Była łowcą, potrafiła zająć się ofiarą. - Może będziesz miał szansę, jeśli Ci pozwolę. - Bo w końcu to ona miała władzę.

Udało jej się wreszcie dotrzeć do łóżka. Na jej twarzy malował się uśmiech, było w nim jednak coś niepokojącego. Oczy jej błyszczały. Postanowiła ściągnąć z niego kołdrę i odrzucić ją na bok, zrobiła to delikatnie, nie gwałtownie. Usiadła wtedy na nim okrakiem. Otworzyła dłoń, znajdował się w niej srebrny grot od strzały, mienił się urokliwie pod wpływem tych wpadających do pokoju promieni słonecznych. Yaxley przyglądała się przez chwilę mężczyźnie, wpatrywała się w jego twarz, chciała zobaczyć coś w jego oczach, coś więcej niż jedynie rozszerzone źrenice przez zażyty wcześniej narkotyk. Zbliżyła grot do jego klatki piersiowej, w okolice miejsca, w którym wczoraj przypaliła go papierosem. Zrobiła to jednak delikatnie, jak na razie mógł poczuć jedynie chłód srebra, wystarczył jednak jeden silniejszy ruch dłoni, aby ostrze wbiło się w ciało.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#18
29.04.2023, 06:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2023, 18:37 przez Mellvyn Ollivander.)  
Ulga. Pierwszym, co poczuł, była ulga. Wbrew sobie miał cichą obawę, że będzie rozczarowany. Ale to nie było możliwe. Nie z nią.
Wystarczyła sekunda, żeby upewnił się, że weszła w rolę. Jej gesty były mocne, zdecydowane, niemal teatralne. Używała swojego ciała jako narzędzia, którym mogła sprawować nad nim władzę. Robiła to  z taką łatwością, jakby było to dla niej naturalne.

Na pewno zauważyła zmianę w jego twarzy, kiedy zrozumiał, co zamierza zrobić. Miał strach w oczach i z tym strachem obserwował, jak supeł paska szlafroka, jej szlachetnej togi, powoli rozplątuje się. Raptownie spuścił głowę uderzenie serca przed tym, jak materiał zsunął się z jej ramion.

Przeszedł go dreszcz, gdy kazała mu na siebie spojrzeć. Czas stanął na parę sekund, kiedy lęk rozchodził się po jego skórze. Czuł go na całym ciele. To było przyjemne. Jeszcze przyjemniejsze było to, jak zmuszał się do wypełnienia jej rozkazu. W ciągu krótkiej chwili zdążył przeżyć bunt, katorgę i wyzwolenie.

Gdy podnosił wzrok, zastanawiał się, czy będzie zadowolona z jego posłuszeństwa, ale szybko o tym zapomniał. Całą jego uwagę pochłonęło przyglądanie się jej ciału z tym bojaźliwym szacunkiem, który do niej poczuł, gdy pierwszy raz wymierzyła mu ból. Te kształty będzie widział w snach i w koszmarach.
Jej piersi, jasne sutki, czuł taki wstyd. Zszedł niżej, podbrzusze, łono, srom. Skupił na nim wzrok. Czy mógłby kiedyś...? Nie. Nie mógłby. Mógł patrzeć. Im lepiej będzie znał jej ciało, tym lepiej będzie rozumiał z braku czego cierpi. Nie chciała z jego strony wstydu, tylko pożądania i tęsknoty.

Gdy podnosiła kołdrę, obserwował to w bezruchu. Gdy siadała na nim, wstrzymał oddech. Chyba nie była świadoma tego, jak dobrze było nareszcie poczuć jej ciężar na sobie. Zamruczał, zaciągając się później jej zapachem. Nie śmiał teraz drgnąć.
Nerwowo rozstrząsał to, jak zareagowała na jego wyznanie. Był zaskoczony, spodziewał się z jej strony uśmiechu, radości. To było pochlebstwo, cholernie mocny komplement. Dlaczego tym razem potraktowała go inaczej? Czuł, jak jego serce przyśpiesza nawet ponad to, jaki pęd narzucił mu pazur. Nagle stracił grunt pod nogami, przestał rozumieć zasady ich gry.

Coś się zmieniło, widział to wyraźnie. Gdy metal dotknął jego skóry, nareszcie zrozumiał. Jęknął, chociaż próbował się powstrzymać. Przełom - nie był już człowiekiem. Był zwierzęciem.
Nie mógł uwierzyć, jak ciężkiej sceny stał się teraz częścią. Nie był w stanie przemyśleć tego, co się właśnie działo, było tego za dużo. Czuł na swoim podbrzuszu ciepło i miękki nacisk jej skóry, czuł chłód warg mniejszych jej wulwy. Harmonizował on z chłodem grotu, który kluczył właśnie wokół rany z poprzedniego wieczoru. Jego Pani była taka delikatna, ledwo muskała jego skórę. Czuł to, czuł oba te bodźce, zlewały się w jeden.

Był gotowy, żeby zabolało bardziej. Chciał, żeby przebiła skórę. Chciał, żeby uczyniła jego ciało swoim. Chciał poczuć ją wewnątrz siebie.
Oddychał ciężko, z półotwartymi ustami patrzył na nią obłąkanym wzrokiem. Miał w oczach paniczny strach, ekscytację i coś jeszcze, coś miękkiego i ciepłego. Zaufanie.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#19
29.04.2023, 16:38  ✶  

Bardzo łatwo przychodziło jej odnalezienie się w roli, którą miała pełnić w tym całym rytuale, bo wydawało jej się, że jest to coś więcej niż zwykły seks. Wiązało się to z dziwną celebracją tego zbliżenia. Nigdy jeszcze nie działała z taką dokładnością, zazwyczaj wszystko działo się zupełnie przypadkowo.

Spojrzał na nią, kiedy go o to poprosiła, choć właściwie czy to była prośba? Brzmiało bardziej jak rozkaz, a on od razu go wykonał. Poczuła dziwną satysfakcję. W ogóle się nie krępowała, nie czuła wstydu, szczególnie gdy spoglądał na nią, jakby była kimś więcej niż zwykłym człowiekiem. Nikt jeszcze nie patrzył na nią w ten sposób. Było w tym coś niesamowitego.

Gdy na nim usiadła, nie mogła zignorować przyśpieszonego bicia jego serca. Dotknęła wolną ręką klatki piersiowej, aby się upewnić, czy faktycznie tak jest, czy tylko jej się wydaje. Chciała poczuć ten rytm. Nie przestawała obserwować przy tym jego twarzy. Była zafascynowana tym całym zjawiskiem, do którego teraz między nimi dochodziło.

Przesunęła dłoń na ranę, którą wczoraj sama mu zrobiła. Dotknęła jej palcem wskazującym, była świeża, jeszcze trochę minie zanim się zasklepi. Chciała to zrobić już wczoraj, sprawdzić, jak bardzo jest głęboka. Po chwili przesunęła rękę niżej, wędrowała po jego klatce piersiowej, chciała poznać jego ciało nieco dokładniej.

Przesunęła grot od strzały spowrotem w górę, ku jego szyi, robiła to bardzo delikatnie, nie mogła sobie pozwolić nawet na krótkie drżenie ręki, bo mogła mu zrobić krzywdę.

Poczuła, że jest to odpowiedni moment, że teraz chce to zrobić. Docisnęła mocniej narzędzie, które znajdowało się w jej dłoni. Tak, że przebiło ono skórę, jednak niezbyt głęboko, najważniejsze było to, aby rana nie była zbyt groźna, musiała to robić umiejętnie. Nie chciała go trwałe uszkodzić i wylądować u uzdrowiciela. To wszystko miało być tylko powierzchowne.

Przyglądała się dokładnie jego twarzy, kiedy ostrze przebijało skórę. Chciała zobaczyć jego reakcję. W końcu to było tym, czego pragnął. Ciekawa była, czy udało jej się zaspokoić jego potrzeby. Ona sama czuła, że wypełnia ją gorąc, spełnienie. Nie spodziewała się, że uderzy w nią tak gwałtownie.

Przesunęła się niżej, i wyprostowała, obserwowała krew, która powoli zaczęła wypływać z rany którą sama spowodowała. Miała wrażenie, że może wszystko, jakby była kimś więcej niż zwykłym człowiekiem.

Pożądanie zaczęło wypełniać jej ciało. Chciała, żeby wreszcie połączyli się w jedno, aby ta więź, która ich połączyła faktycznie stała się namacalna. Ważna była dla niej i duchowość i fizyczność, bo pragnienie zaczynało domagać się zaspokojenia.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#20
29.04.2023, 20:31  ✶  
Ciepła, szorstka dłoń spoczęła tuż przy oparzeniu pod jego obojczykiem. Z początku cieszył się tym, że Jego Pani go dotykała, później jednak jej palec wsunął się wgłąb rany i wtedy też ścisnął go lęk, że zabrudzi go jakąś wydzieliną swojego ciała. Nie chciał jej obrzydzić. Ale czy mógł tak naprawdę? Czy faktycznie był w stanie? Ona zdążyła już zabić tysiące takich jak on. Patroszyła ich i rozbierała na części bez mrugnięcia okiem. Nie, nie musiał się o nic bać. Miał na nią mniejszy wpływ, niż mu się wydawało. Był dla niej nikim i niczym. Zwierzyną.

Faktycznie pozostała niewzruszona, przesunęła dłoń w dół. Sierść miał rzadką, mogła wyczuć pod nią każdą bliznę, choć większość była raczej drobna i o nieregularnym kształcie.
Ta ostrożna eksploracja jego ciała dała mu chwilę, żeby się uspokoić, więc nagły ruch dłoni dzierżącej grot zaskoczył go. Z trudem zmuszał własne ręce do pozostania na prześcieradle, gdy metal zniknął pod jego brodą. Od tamtego momentu patrzył wyłącznie na jej twarz. Czytał z niej, tak jak wczoraj.

Wstrzymał oddech, kiedy dostrzegł w jej oczach sygnał. Dzięki temu mógł w pełnym skupieniu doświadczyć chwili, gdy przebiła skórę. Lekkie ukłucie - praktycznie nie poczuł bólu. Krew pociekła, czuł jej letnią lepkość. Jęknął, ale w jego jęku głównie było słychać frustrację.
Zsuwała się z jego brzucha w kierunku krocza, tracił ją. Nie chciał ruchania, chciał więcej. Chciał głębiej. Nie chciał kończyć. Nie zamierzał. Widziała to w jego oczach. Nie obchodziły go konsekwencje.

Złapał za jej dłoń i siłą ściągnął ją w dół, do siebie. Grot celował teraz w jego podbrzusze. Przy każdym wdechu metal ocierał się o jego skórę.
- Wejdź we mnie.
Nie miała litości dla zwierząt, nie powinna mieć jej dla niego.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (5466), Mellvyn Ollivander (4640)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa