Było w tym dla niej coś zupełnie nowego, nieznanego. Nie przywykła do tego, że ktoś na nią czekał. Powroty do pustego mieszkania nie były niczym przyjemnym. Nie niosły ze sobą żadnych emocji. Ot, po prostu otwierała drzwi, rzucała rzeczy w przedpokoju i siadała w kuchni ze szklanką whisky ciesząc się, że jest już na miejscu. Nic specjalnego.
Trochę się jednak zmieniło, nie mieszkała już sama, właściwie to chyba nie była też już samotna jak wcześniej. Czuła dziwną ekscytację, gdy znajdowała się przed drzwiami. Chyba jeszcze nigdy nie cieszyła się tak z powrotu do domu. Sama świadomość, że będzie ktoś tutaj na nią czekał była intrygująca. Zastanawiała się, jak spędził ten czas, kiedy jej nie było. Co robił, gdzie chodził, czy sobie radził sam, bez niej. Czuła się w pewien sposób za niego odpowiedzialna, szczególnie po tym, kiedy powiedziała mu, że pomoże; że wyciągnie go z tego gówna w jakim tkwił.
Kiedy znalazła się przed tymi drzwiami zastanawiała się, czy dobrze zrobiła, że wróciła dzisiaj. Nie chciała jednak czekać dłużej, może trochę tęskniła? Było dosyć późno, mogła przeczekać, pojawić się rano, w końcu nie chciała go obudzić, czy coś. Wahała się chwilę nim nacisnęła klamkę od swojego własnego mieszkania.
Weszła do środka po cichu, udało jej się to zrobić bardzo delikatnie jak na nią zazwyczaj bowiem zupełnie nie zwracała uwagi na drzwi, które trzaskały za głośno. Nie miała pojęcia, co zastanie na miejscu. Rzuciła niewielką torbę w kąt i ruszyła w stronę kuchni, jak to miała w zwyczaju.
Miała mu wiele do opowiedzenia. O tym, jak było w górach, gdzie polowanie na widłogony okazało się być dużo trudniejsze niż sie mogło z początku wydawać, nie bez powodu udało się jednemu ujebać ją w rękę. Zostały ślady na przedramieniu, ale tamten skończył gorzej - dostarczyła zdobycz do zleceniodawcy. O tym, że przed wyjazdem spotkała się z Erikiem, który wydawał się być dziwny, rozmawiał z nią o zleceniach, które wydawały jej się dotyczyć czegoś więcej niż tylko zaopatrzenia jego rodziny; dlatego chciała zobaczyć, co Mellvyn o tym myśli i czy może ona nie jest przewrażliwiona. I najważniejsze, o tym, że Giovanni wyraził zainteresowanie; chciał im pomóc, może jakoś znajdą lekarstwo na nocną marę.
Zmierzała do kuchni po cichu, zwracała uwagę na każdy krok, który stawiała. Najwyżej wypije szklankę whisky, spali peta i wsunie się pod kołdrę. Taka opcja też wydawała się być przyjemna, a wszystko opowie mu jutro.