Obrzeża Londynu - domostwo państwa Smith, 5 maja 1971 roku
Pierwsze ataki Śmierciożerców - Stanley & Ezechiel
Pierwsze ataki Śmierciożerców - Stanley & Ezechiel
Nadszedł długo wyczekiwany przez Vulturisa czas - poplecznicy Czarnego Pana zaczęli brać sprawę w swoję ręce w celu oczyszczenia magicznego świata z niepotrzebnych istot, które tylko marnowały tlen na tym świecie. Jako jedna z osób, która opowiedziała się po jedynej słusznej stronie, Borgin wybrał sobie rodzinę, która miała dzisiejszego wieczoru przypłacić najwyższą cenę za swoje pochodzenie. A to wszystko było możliwe tylko i wyłącznie dzięki hojnemu podarunkowi, który zostawił im pewien doktorek.
Z przeczytanych akt wychodziło, że najstarszy syn państwa Smith, miał obchodzić dzisiaj swoje osiemnaste urodziny. Należało więc ich odwiedzić i złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji tak wielkiego święta. W końcu nie każdy może obchodzić swoje ostatnie urodziny w towarzystwie swoich najbliższych, a Paul właśnie dostąpił takiej możliwości.
Za w czasu poinformował Johna - dziwnego, lecz całkiem skutecznego medyka, którego Stanley mógł określić aktualnie jako współpracownika czy nawet towarzysza. Ich pierwsza, wspólna robota zakończyła się sukcesem, a on obiecał Ezechielowi, że to dopiero początek. Vulturis jako osoba słowna zaprosił, a raczej wymusił stawienie się Johna pod wskazanym adresem dzisiejszego wieczora - w głębi wierzył jednak, że drugi mężczyzna pojawiłby się tutaj nawet bez tej lekkiej groźby. W końcu we dwójkę byli jak najbardziej oddani tej sprawie.
Przywdział czarny płaszcz i swoją maskę, a następnie aportował się niedaleko docelowego miejsca. Powolnym krokiem pod osłoną cieni drzew, udał się do ustalonego punktu, gdzie miał się spotkać z Johnem. Miejscówka w której oczekiwał na kompana była wręcz idealna - pozwalała na obserwację furtki od domostwa państwa Smithów.
- Witaj. Dobrze, że jesteś. Przez moment obawiałem się już, że stchórzyłeś ale jak widzę to się nie stało - przywitał się ze swoim doktorkiem, który właśnie znalazł się na miejscu - W liście mogłem Ci nie przekazać pewnej wiadomości, bo może... Zapomniałem? - przechylił głowę w prawo jakby się nad czymś zastanawiał. Może zapomniał, chociaż raczej celowo o tym nie pisał. Jeszcze Austriak by się tym przejął i na prawdę kupił jakiś prezent - Dzisiaj są urodziny jednego z tych mugolaków, więc trzeba złożyć życzenia i przekazać prezent... Jako, że nie mamy prezentu... Będziemy musieli coś im wyczarować - zaśmiał się na swój żart, wyjmując różdżkę spod płaszcza aby jej się uważnie przyjrzeć. Nie musiał wspominać Ezechielowi, że jedynym prezentem jaki Vulturis chciał przekazać solenizantowi był cruciatus - Plan jest prosty czyli tak jak zawsze. Podejdziesz i zapukasz do drzwi. Nasz jubilat zapewne podejdzie otworzyć drzwi jako, że impreza trwa w najlepsze jak widzisz... - wskazał dłonią jedyne pomieszczenie w domostwie w którym paliło się światło oraz dochodziła całkiem głośna muzyka - A ja wtedy wynagrodzę mu jego ostatnie urodziny i zajmiemy się dalszą robotą - dodał, chowając różdżkę za pasem by chwilę później przetrzeć ręce z radości - Wszystko jasne? - zapytał. Borgin wolał się upewnić, że jego kompan zrozumiał ich plan na tę bombową imprezę.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972