• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[5 maja 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | Stanley & Ezechiel

[5 maja 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców | Stanley & Ezechiel
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#11
24.05.2023, 19:30  ✶  

Do pełni satysfakcji w tym momencie brakowało mu tylko drineczka z palemką. Ten strach w oczach wszystkich gości, te strużki krwi, te zdemolowane pomieszczenie - aż Vulturisowi się serce radowało na taki widok.

Stwierdzenie Johna trochę go zszokowało ale kim on był aby mu odmówić. Byli wspólnikami w tej zbrodni, towarzyszami w walce o słuszną sprawę, którzy ramię w ramię rozsławiali imię Czarnego Pana. Stanley nie zamierzał jednak obserwować tych pięknych wydarzeń w pojedynkę, wszak zbliżała się główna nagroda - niespodzianka - Jasne, idź. Tylko wracaj szybko. Mamy jeszcze coś do zrobienia - rzucił, a następnie odprowadził go wzrokiem na piętro. Kiedy jego kompan zniknął za rogiem, odwrócił się ponownie w stronę całego zgromadzenia i zaczął krążyć między nimi, tłumacząc im co zrobili w życiu źle. Skupił się na tym aby uświadomić im, że zrobili wszystko źle - jak na przykład urodzenie się w tragicznej, mugolackiej rodzinie. Nie obchodziło go to, że tak naprawdę żaden z nim nie miał wyboru miejsca w którym się urodzi, a tym bardziej rodziny. Liczyło się tylko to, że Borgin był czysto krwisty i miał teraz nad nimi przewagę.

Schody zaczęły się ponownie trząść, a to mogło znaczyć tylko jedno - John powracał. Nie czekając ani chwili dłużej, podszedł do głowy i kopnął ją w jego kierunku aby przeleciała mu pod nogami kiedy ten będzie przy samym dole - John, powiedz mi jedną rzecz... O czym my zapomnieliśmy - zapytał go, wycelowując w jego stronę różdżkę. Austriak miał akurat szczęście. Był jedyną osobą w tym pomieszczeniu, której Vulturis nie chciał skrzywdzić, a swój oręż wykorzystał raczej jako swego rodzaju wskaźnik - Przyszliśmy na urodziny, daliśmy prezent, złożyliśmy życzenia... Wydaje mi się, że brakuje jednej rzeczy... Nieodłącznego elementu wszystkich imprez tego typu. Przychodzi Ci może coś na myśl? - wywinął różdżką, jednak nie wykonał żadnej inkantacji. Wpatrywał się w mężczyznę, oczekując odpowiedzi na swoje pytanie, która według Borgina była bardzo prosta, a przede wszystkim oczywista. Nie było ciasta ale świeczki mogli zapalić zawsze. Szkoda tylko, że nikt nie będzie w stanie ich zgasić...



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Lekarz śmieciojadów
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz na mnie? Na pewno? Nie wyróżniam się z tłumu, taki o czarodziej o wiecznie zgubionym i strachliwym spojrzeniu.

Ezechiel von Jundegingen
#12
24.05.2023, 22:36  ✶  

Ezechiel zrelaksował się trochę będąc z dala od Śmierciożercy. Mógł odetchnąć, popatrzeć na coś innego niż miażdżone ludzkie ciała. Wracając do salonu obawiał się niestety kolejnych tragicznych widoków. Ale niestety nic się nie zmieniło.

Śmierciożerca poczekał na niego.

POCZEKAŁ NA NIEGO.

Ez z radością spędzał czas na wymiotowaniu i sikaniu, który w innym przypadku musiał spędzić na oglądanie tortur... i okazało się, że ten czas wcale nie przeminął. Śmierciożerca postanowił być fajnym ziomeczkiem, super współpracownikiem i równym ziomkiem. I poczekał. Silverstein prawie się popłakał, ale zachował kamienną twarz.

Zbladł jednak potężnie, gdy Vulturis wycelował w jego stronę. Jak dobrze, że jednak poszedł do łazienki, bo spodnie miałby mokre. O czym teraz była mowa? O szampanie? Torcie? Czyżby Śmierciożerca chciałby się zabawić w klauna i rzucić Paula ciastem?

— T-tort... z-ze świeczkami...? — wydukał starając się brzmieć spokojnie, co nie do końca wyszło. Ale dokończywszy wypowiedź poczuł lekką pewność, że trafił. Czyli jednak ogień rozpali się w tym domu.

Momentalnie doznał dziwnej wizji. Obrazy z koszmarów w sekundę przewinęły mu się przed oczami. Rozejrzał się. Czuł się obserwowany, co tylko wzmacniało niepokój.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#13
25.05.2023, 22:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.05.2023, 22:52 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Słysząc poprawną odpowiedź na swoje pytanie, rozłożył ręce z zadowoleniem - I to jest poprawna odpowiedź John. Zapomnieliśmy podpalić świeczek na torcie - oznajmił, a następnie zaczął się za czymś ostentacyjnie rozglądać. Vulturis poszukiwał tego ciasta, które zapewne stało kiedyś wcześniej na stole. Teraz jednak nie było ani stołu, ani ciasta - No cóż... Paul jak mogłeś... Nie zadbałeś o tort na własne urodziny? - odwrócił się w kierunku nadal bezwładnego solenizanta, ruszając po chwili w jego kierunku - Nie poprosiłeś też swojej parszywej matki aby Ci go zrobiła? I widzisz, tak to właśnie z wami jest. Mugolackie ścierwa, które nic nie znaczą i nawet nie potrafią uszanować takiej okazji... Odrażające, aż mnie krew zalewa jak patrzę na was - dodał, wyciągając różdżkę przed siebie aby po chwili przy pomocy magii przenieść kilkanaście kawałków drewna na środek salonu, montując je w swego rodzaju stos ofiarny.

- Obawiam się, że w takim razie nie będziemy mieli jak tego dokonać ale nie martwcie się... Mamy dla was kolejną niespodziankę - spojrzał na Ezechiela, a następnie ruchem dłoni zachęcił go aby ten podszedł bliżej. Wyglądało to bardziej jak swego rodzaju przywołanie, niż zachęta - John podejdź no tu bliżej. Zdaje mi się, że zapomniałem zapalniczki. Mógłbyś odpalić naszemu jubilatowi świeczkę? - zapytał, wskazując na swój artystyczny nieład, który wykonał kilka sekund wcześniej. Stanley wiedział, że von Jundegingen go nie zawiedzie i wykona to zadanie perfekcyjnie. Sam stanął prosto i zaczął wpatrywać się przed siebie, bacznie obserwując całą salę jak i głównego piromante dzisiejszego wieczoru. John mógł się czuć po raz kolejny wyróżniony. W końcu Borgin pozwolił mu podpalić ten "znicz" jakby był co najmniej na jakiejś olimpiadzie i właśnie otwierałby korowód sportowców. Tutaj była tylko jedna różnica - podpalenie tego otwierało korowód śmierci, a nie olimpijczyków...



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Lekarz śmieciojadów
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz na mnie? Na pewno? Nie wyróżniam się z tłumu, taki o czarodziej o wiecznie zgubionym i strachliwym spojrzeniu.

Ezechiel von Jundegingen
#14
26.05.2023, 16:48  ✶  

Oczywiście. Oczywiście! A cóż by innego! Wynikało z tego jednak coś dobrego — Śmierciożerca kończył przyjęcie. Niedługo będą mogli wracać do domu.

Gdy Vulturis rzucał wiązankami na "mugolackie ścierwa", Ez zastanowił się, co by było, gdyby ten dowiedział się, że do jego towarzysza również pasuje to określenie. Zlikwidowałby go na miejscu? Poddał torturom? Udał, że nie słyszy? To właściwie nie było aż tak interesujące jak myśl o tym, jak by się poczuł i co pomyślał. Zdradzony? Oszukany? Wściekły na pannę Rookwood za sprowadzenie do ich grona kogoś takiego? Oczywiście Austriak nie był na tyle ciekawy, by sprawdzić, co by się stało.

Ezechiel wyrwał się z zamyślenia, gdy go przywołano. Do czego jeszcze go tu chciał? Miał zaśpiewać "Sto lat" albo bić brawo? Nawet nie podejrzewał, że przypadnie mu zaszczyt podpalenia "tortu".

Spojrzał Śmierciożercy prosto w maskę z niedowierzaniem na twarzy. Następnie wrócił spojrzeniem na stos. I co on miał teraz zrobić? Rzucić Incendio? Przecież to się nie zajmie. Ez zdał sobie sprawę, że nie zna żadnego innego zaklęcia z ogniem, poza tym najprostszym do podpalania kociołków. Powinien chyba rzucić je na siebie i posłużyć jako rozpałka. Nie mógł powiedzieć Vulturisowi, że nie umie spełnić jego życzenia. Że uczył się magii krócej niż czas trwania nauki w Hogwarcie. A w ciągu tych sześciu lat nie odczuwał potrzeby posługiwania się więcej niż jednym ogniowym zaklęciem. Wiedział o Szatańskiej Pożodze, ale to byłby już zupełny nadmiar wrażeń, pomijając fakt, że Ezowi nie udałoby się jej wyczarować.

Może mógł poprosić Śmierciożercę o "przypomnienie" inkantacji? A wtedy wpadł na cudowny pomysł. Zrobi to, co wychodziło mu najlepiej — bycie człowiekiem beta, który nie potrafi przejąć inicjatywy nawet do tego zmuszonym.

— Zastanawiam się, którym zaklęciem stworzyłbym najoptymalniejszy dla pańskich oczekiwań płomień.

To było to! Wypowiedział to bez zająknięcia, jakby faktycznie rozważał problem dokładnie w takim kontekście.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#15
28.05.2023, 18:31  ✶  

Pokiwał tylko przecząco na słowa Ezechiela - John, John, John... - powtórzył jego imię, a raczej ksywkę kilkukrotnie, a następnie zabrał się za robotę sam. Podszedł krok bliżej w kierunku stosu, rozglądając się wokół aby mieć pewność, że nikt nie przeoczy tak pięknej ceremonii. Większość grupy, o ile nie była martwa, nie była w stanie się ruszyć albo przedsięwziąć żadnej interakcji przeciwko nim. Kilku było nadal pod wpływem specyfików, które podał im Austriak - No to Paul. Raz jeszcze, wszystkiego najlepszego z okazji Twoich ostatnich urodzin. Pomyśl życzenie, chociaż świeczki i tak nie będzie w stanie zdmuchnąć - zaśmiał się widząc w jakim stanie znajdował się aktualnie solenizant. Nie czekając ani chwili dłużej, wymówił krótką inkantację aby sprawnym ruchem różdżki wyczarować mały pilar ognia w miejscu ułożonej sterty.

Kolejne płomienie łapczywie atakowały połamany drewniany stolik, który zajmował się w ekspresowym tempie. Zanim Stanley zdążył się cofnąć do Ezechiela, cały stos już płonął, znacząco podnosząc temperaturę w pomieszczeniu, powoli przenosząc się na okoliczne szafki i ludzi - Ahh.... Czujesz to? - zapytał się Johna, rozkoszując się zaistniałym zapachem - To zapach dobrze wykonanej roboty - wytłumaczył mu w akompaniamencie krzyków i lamentów, jeszcze żyjących mugolaków, którzy zdawali się błagać o pomoc kogokolwiek. To był ich pechowy dzień. Los tak niestety chciał i dzisiaj przyszła na nich kolej.

Borgin ruszył w kierunku drzwi aby tym razem już na poważnie opuścić to domostwo, ponieważ ogień buchał już niemiłosiernie w ich kierunku, pochłaniając cały salon w tym śmiercionośnym żywiole. Chwycił za klamkę, otworzył drzwi, a następnie wyszedł powolnym krokiem na zewnątrz, nie spoglądając nawet za siebie jakby to był dla niego chleb powszedni. Za nim pozostał tylko dźwięk trzaskanego szkła oraz drewna, które pod wpływem temperatury nie było w stanie dłużej wytrzymać. Płomienie zajęły już cały parter o czym świadczyła jasność, która nastała w tych pomieszczeniach.

Wyszedł za furtkę i dopiero wtedy się odwrócił aby przez krótką chwilę napawać się tym widokiem. Może chciał się upewnić, że nikt z zebranych gości nie ucieknie? Chociaż czy byli w stanie zrobić cokolwiek niż modlić się o to aby śmierć była szybka i bezbolesna? - No John... Dobra robota jak zwykle. Nic tu dłużej po nas - poklepał Ezechiela po plecach, ruszając w głąb lasu. Misja zakończona sukcesem. Kilku mniej mugolaków na drodze do nowego porządku świata. Gdyby tylko wszystkie ataki szły tak łatwo i sprawnie jak ten, to Czarny Pan przejąłby władze bardzo szybko.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Lekarz śmieciojadów
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz na mnie? Na pewno? Nie wyróżniam się z tłumu, taki o czarodziej o wiecznie zgubionym i strachliwym spojrzeniu.

Ezechiel von Jundegingen
#16
28.05.2023, 19:03  ✶  

Zamarł w miejscu słysząc swój pseudonim powtórzony trzykrotnie. Czyli jednak. Sam zostanie podpałką.

Na szczęście nie. Na szczęście Śmierciożerca zbliżył się tylko po to, by samemu podpalić "tort". Czy to tyle? Czy teraz mogli udać się do domu? Zrobił kilka kroków w tył.

Kiwnął tylko głową na słowa Vulturisa. Dobrze wykonana robota? Zależy od perspektywy. Najważniejsze, że to koniec.

Ezechiel udał się do wyjścia za Śmierciożercą. Obejrzał się jeszcze ten ostatni raz. Wtedy dostrzegł już w pełni uformowanego ducha zamordowanej kobiety, która lamentowała nad ciałem nieprzytomnego syna. Gdyby nie to, że już szedł, zamarłby bez ruchu.

Na zewnątrz spojrzał na bezchmurne niebo. To było dotychczas najbardziej przerażające wyjście z domu w jego życiu.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ezechiel von Jundegingen (1883), Stanley Andrew Borgin (3061)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa