Norka zdawała sobie sprawę, że Brenna nie odmówi kawy, na pewno nie jej. Co, jak co, może to Longbottom znała się na łapaniu złodziejaszków, ale panna Figg parzyła najlepszą kawę w mieście. Każdy miał predyspozycje do innych czynności. - Życie to ty mi uratowałaś kochana. - Uśmiech nie schodził jej z twarzy, pomimo wydarzeń, które nieco jej dzisiaj uprzykrzyły życie - jak zawsze jednak wszystko dobrze się skończyło. Dzięki temu, że miała wokół siebie takich cudownych przyjaciół. Gdyby nie to, że Longbottom szła do jej klubokawiarni - zresztą robiła to bardzo często to miałaby spory problem, a tak sprawca został złapany od ręki.
- Jakby to, jaką masz krew miało w ogóle wpływ na to, czy pracujesz. Szczególnie patrząc na ciebie, przecież zaharowujesz się ostatnio okropnie. Mam wrażenie, że zeszczuplałaś jeszcze bardziej. Co na okropny gówniarz. - Martwiła się trochę o Brenne, bo miała wrażenie, że faktycznie niedługo będzie szczupła jak przecinek. Zapewne nie miała czasu jeść, bo żyła w ciągłym biegu...
- Tak, bywaj tu nawet codziennie! - Miała świadomość, że Longbottomówna nie miała tyle czasu, aby pojawiać się tu częściej i tak robiła co mogła, aby spotkać się z nią chociaż na kilka minut. Strasznie oropne było to dorosłe życie pełne obowiązków.
Przejęła od Brenny papiery i zaczęła je czytać. To było pierwsze takie oświadczenie w jej życiu, musiała więc się skupić, żeby na pewno wszystko dobrze wypełnić. Sięgnęła po pióro, które znajdowało się pod ladą i zaczęła pisać. Treść nie była jakoś specjalnie zawiła. Wspomniała w niej jedynie o tym, że młodzieniec wbiegł w nią z impetem, zabrał torebkę i zniknął, a z opresji uratowała ją brygadzistka Longbottom. Podpisała się jeszcze na dole strony.
- To chyba wszystko. - Wręczyła dokumenty Brennie. - Mabel jest dzisiaj u mojej mamy, musiałam zrobić te zakupy, całą masę innych rzeczy, tam przynajmniej ciągle ktoś poświęca jej uwagę. - Odparła jeszcze do przyjaciółki. Nalała sobie również kawy. Miały teraz chwilę aby pogawędzić, skoro już przyszło się im spotkać.