I tak czy inaczej, najpierw spotkało to Brennę, a teraz Norę. Czy to był przypadek? W jakiś pokrętny sposób ktoś przez Brennę dotarł do Nory? A może było to w jakiś sposób związane z Zakonem Feniksa? Dziesiątki pytań przelatywało przez głowę kobiety, ale miała o wiele za mało informacji, aby próbować choćby stawiać tezy...
Jeżeli jednak chodziłoby o drugą opcję, Brenna chyba wolałaby, aby mężczyzna w mugolskim stroju go zabił niż odstraszył. Jeżeli ten ktoś faktycznie zagrażał Norze, to byłoby lepiej, aby odszedł na stałe, nie "na jakiś czas". Longbottom nie powiedziała jednak tego na głos. Miotała się wewnętrznie i najchętniej natychmiast zabrałaby i Norę, i Mabel do rezydencji: ale nie mogli przecież chować w posiadłości wszystkich, chroniąc w ten sposób przed całym światem. Figg miała kawiarnię, Mabel przedszkole, a człowiek ze snu przyśnił się... o ile to był sen... i Brennie, więc czary domu Longbottomów wcale nie były wystarczająco mocne, by go zatrzymać.
- Trudno powiedzieć. Może nie było żadnego "jego", a to tylko jakiś głupi dowcip. Ale jeżeli mówiłby prawdę, to raczej nie wspominałby o czasowości, gdyby kogoś zabił - przyznała ostrożnie Brenna.
Nie uważała tego, że została animagiem z powodu brata, za poświęcenie. To było w końcu przydatne. Pozwalało jej szybko się przemieszczać, było dobrym asem w rękawie podczas pościgów, nos wilka był bardziej czuły niż ludzki - a zazdrościła nosa Mavelle od małego. Poza tym po prostu lubiła przemieniać się w wilka. W ostatecznym rozrachunku to ona skorzystała najbardziej.
- Po prostu na siebie uważaj - poprosiła. - I zerknij na szkic, który ci przyślę. Rozważ jakieś dodatkowe zabezpieczenia klubokawiarni. W razie potrzeby możemy porozmawiać o pożyczce. A gdybyś zobaczyła dziwne cienie... bierz Mabel i przenocuj u nas, dobrze?
Najchętniej od razu wyłożyłaby fundusze na ulepszenie tego miejsca, ale wiedziała, że Nora nie przyjęłaby od niej pieniędzy.