• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
Koniec kwietnia| Money, money, money| Megara & Ulysses

Koniec kwietnia| Money, money, money| Megara & Ulysses
Widmo
Can we dance now?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Megara Malfoy
#1
16.06.2023, 21:56  ✶  
To wszystko wyglądało komicznie, może nawet i trochę absurdalnie. Oto nikt inny jak jeden ze spadkobierców dziedzictwa rodu Malfoyów wygrywa na loterii. Zupełnie jakby świat uważał, że nie ma na tym świecie całej masy ludzi, którym te pieniądze przydałby się znacznie bardziej. Mogłyby uratować czyjeś istnienie, a miały przypaść rozpuszczonej panience z londyńskiej socjety. Czy to nie komiczne? Najgorszej jednak było w tym wszystkim to, że Megarze nawet przez myśl nie przeszło, że te pieniądze mogą się jej nie zwyczajnie należeć. Gdy okazało się, że kupon, który dostała w ramach podziękowania z udzieloną pomoc, był tym wygranym, dostrzegła w całej tej sytuacji jedynie szereg możliwości. Pierwszą z nich była oczywiście niezależność. Megara mogła pochodzić z bogatej rodziny ale cały ten majątek nigdy nie był tak naprawdę jej. Mało tego doskonale wiedziała, że pochodził on w dużej mierze nie z ciężkiej pracy rąk jej przodków ale z wyzyskiwania pracy innych. Pieniądze miały dać jej zabezpieczanie, na którym mogła budować swój własny mały świat.
Gdy dowiedziała się o wygranej nie była w stanie ukryć ekscytacji. Przez cały dzień krążyła po korytarzach Ministerstwa, zmieniając się w coś na kształt huraganu pełnego zaraźliwej euforii. Wprowadzającego pierwiastek chaosu wszędzie tak gdzie się pojawiała. Zapytana nie potrafiłaby nawet powiedzieć gdzie dokładnie natknęła się na Ulyssesa ani jak właściwie wyglądała ich rozmowa. Można było mieć jedynie nadzieję, że nie zrobiła z siebie pośmiewiska. Nie była nawet pewna czy sama prosiła, żeby jej jutro towarzysz przy odbiorze nagrody czy zaproponował to pan Rookwood. Jeśli miałaby wybierać, wolałaby chyba ten pierwszy scenariusz. W przypadku drugiego trzeba było się zastanawiać czy przypadkiem nie została uznana za mało…kompetentną do tego zadania i czy jej kobieca duma nie powinna poczuć się w tym momencie urażona. Czy Megara miała w sobie coś z feministki? Oczywiście, ale z pewnością to nie jest moment, by mocniej zagłębiać się w ten temat.
Podekscytowanie nie pozwoliło jej mrużyć oka przez większość nocy. Może właśnie dlatego pojawiła się w umówionym miejscu nieco spóźniona. Mimo że powinna wyglądać na skruszoną to nie była w stanie. Wciąż przypominała małą dziewczynkę, która wie, że zaraz dostanie swoją wymarzoną lalkę. Była ubrana w znacznie mniej formalny strój niż wymagają tego poważne i stateczne mury Ministerstwa, ale wciąż przyciągała spojrzenia mijanych przechodniów. Ciężko jednak stwierdzić czy był to efekt sukienki pełnej wiosennych kwiatów, czy też może nieco taneczny krok lub zwyczajnie wesoły uśmiech, który nie schodził z bladej twarzy. - Mam nadzieję, że się gniewasz za to drobne spóźnieni. - Odezwała się gdy w końcu pojawiła się u boku Ulyssesa. - Mówiłam ci już, że jestem wdzięczna za pomoc? - Spytała jeszcze, spoglądając na niego z niegasnącym uśmiechem. Megarze gdzieś zupełnie umkną fakt, że mimo wszystko jej dotychczasowa relacja ze stojącym obok niej mężczyzną miała bardziej formalny charakter. Prawdopodobnie jeszcze nigdy nie zachowywała się przy nim tak swobodnie. Czas pokaże, czy będzie czego żałować.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#2
16.06.2023, 23:12  ✶  
Ulysses spojrzał na zegarek by sprawdzić która była godzina. Zmarszczył brwi, ale była to właściwie jedyna reakcja, na którą sobie pozwolił. Stał wyprostowany, czekając na pojawienie się Megary. Wyglądał nienagannie, ale on zawsze wyglądał nienagannie. W ciemnym garniturze, białej koszuli, z idealnie zawiązanym krawatem i wypastowanymi butami, prezentował się jak wzorowy pracownik Ministerstwa Magii (albo jak mugolski prawnik).
Być może, z uwagi na spóźniającą się pannę Malfoy, powinien wstąpić do znajdującej się tuż obok kawiarni, by kupić sobie kawę (lub herbatę) na wynos, ale zdobycie się na taką ekstrawagancję zbyt mocno nie leżało w jego pedantycznej i nieelastycznej naturze. Umówił się o tej konkretnej godzinie na spotkanie i czekał na spotkanie.
A więc stał. Stał cierpliwie, trochę jak słup soli, zbyt nieruchomo by nie wzbudzać przelotnych spojrzeń przechodniów i jednocześnie w ten szczególny sposób, który jednoznacznie oznajmiał mijającym, że nie życzył sobie przypadkowych znajomości. Nie robił tego celowo, raczej nieświadomie sprawiał bardziej odpychające wrażenie niż sam chciałby.
W rzeczywistości, podobnie do Megary, był nawet odrobinę podekscytowany myślą, że ktoś z jego otoczenia wygrał na loterii. Nie, nie dlatego, żeby nagle zaczął rozpaczliwie potrzebować pieniędzy i liczył na to, że wygrywająca podzieli się z nim wygraną. Chodziło raczej o to, że Ulysses jak mało kto zdawał sobie sprawę z tego, jak funkcjonowały czystokrwiste rody i jakie panowały w nich zasady. Nagły przypływ gotówki dawał Megarze szereg nieznanych jej dotąd możliwości a młody Rookwood był szczerze zaciekawiony tym, czy (i z których) właściwie skorzysta.
Patrzył na Megarę przenikliwie, gdy zbliżała się do niego, gdzieś w trakcie zdając sobie sprawę, że być może wyglądał trochę zbyt formalnie na to – bądź co bądź – nieformalne spotkanie.
- Nie. W żadnym razie – zaprzeczył odruchowo. I jak sam był punktualnie (a czasem, w niektórych szczególnych przypadkach pojawiał się nawet wcześniej), tak zdążył się już nauczyć, że większość nie przywiązywała podobnej uwagi do pojawiania się na czas. – Nie – odpowiedział na drugie pytanie. Zmarszczył brwi, jakby dotarło do niego jak sucho i jak krótko zabrzmiało to zdanie, bo dodał, starając się zabrzmieć łagodniej – Nie musisz mi dziękować. Nie robię nic szczególnego. – Tylko towarzyszę ci w odbieraniu nagrody, dodał w myślach.
Ulysses często unikał kolekcjonowania nowych wspomnień wychodząc z założenia, że większość nie była wcale warta zapamiętywania. Ale nie to. Całkiem możliwe, że nigdy już nie będzie miał szans na to, by stanąć obok kogoś odbierającego wysoką nagrodę w loterii.
- Jeśli dobrze zrozumiałem, powinniśmy pójść tam – wskazał ręką w stronę wysokiego budynku z czerwonej cegły. – Zastanawiałaś się już nad tym, co właściwie zrobisz z wygraną? – zaciekawił się.
Widmo
Can we dance now?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Megara Malfoy
#3
17.06.2023, 00:07  ✶  
Gdy ruszyli w stronę wskazaną przez Ulyssesa euforia blondynki nieco się uspokoiła. Pojawiła się wątła iskierka świadcząca o tym, że należało przestrzegać bardzo konkretnych zasad i norm społecznych. Wątła iskierka.
Słysząc pytanie swojego towarzysza Megara przygryzła lekko dolną wargę udają zastanowienie. Zupełnie tak jakby nie zdążyła stworzyć kilku starannie przemyślanych planów i kilku bardziej lekkomyślnych. - Nowe sukienki, na pewno kilka par butów - uniosła nieco ręce i przeniosła wzrok na drobne nadgarstki, które zdobiło kilka cienkich srebrnych bransoletek. - i może coś z biżuterii. - Dodała, brzmiąc przy tym na tyle poważnie, że można było uznać, że taki właśnie jest jej plan. W końcu wszyscy Malfoye byli zaskakująco próżni. - Na całe szczęście jestem kobietą i nie muszą być rozsądna. - Lekkie wzruszenie ramion i nieco obojętny ton głosu. Czy ona pierwsza roztrwoniłaby wszystko na nic nieznaczące przedmioty, które uczyniłyby jej egzystencję nieco barwniejszą? Na to jednak wystarczał rodowy majątek. Megara była czymś w rodzaju chodzącej wizytówki, mogła być głupia ale zawsze miała wyglądać perfekcyjnie. Kątem oka zlustrowała swojego towarzysza. Rookwoodowi nie można była odmówić tego, że był przystojny. Reprezentował wszystkie cechy typowe dla kogoś o jego statusie społecznym. I choć nigdy nie postrzegała go w ten sposób, nie mogła zignorować myśli, że nikt nie byłby w stanie przejść obojętnie obok ich wspólnego portretu wiszącego na jednej z wielkich ścian jakiejś starej rezydencji. Na szczęście ten scenariusz zwyczajnie nie istniał i wystarczyło mrugnąć dwa razy by ta dziwna myśl zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Ojciec Megary nie był w stanie zdecydować co zje na śniadanie, a co dopiero o losie córki. Dopóki ten żył brat nie miał władzy a co się zaś tyczyło wuja Fortinbrasa to istniała nikła szansa, że w ogóle pamiętał o istnieniu kogoś takiego jak Megara. Była bezpieczna, o ile w ogóle można było to tak nazwać. Nagle figlarny uśmiech zniknął z jej twarzy i zastąpił go dziwny cień. - Albo bilet w jedną stronę gdzieś na drugi koniec świata gdzie nazwisko Malfoy jest tylko śmiesznym, nic nieznaczącym wyrazem. Gdzieś gdzie wszystko należałoby zbudować od nowa, łącznie z samym sobą. To dopiero byłoby wyzwanie. - Kiwnęła głową jak gdyby utwierdzała się w przekonaniu, że taki właśnie byłby plan. Gdyby nie targające nią emocje, gdyby mogła obejrzeć tę scenę z czyjeś perspektywy, właśnie rozbrzmiałby dźwięk dzwonów ostrzegawczych. Tego rodzaju myśli towarzyszyły każdemu, kto urodził się może nie w złotej klatce bo te czasy już minęły, ale z pewnością w jednym ze złotych pałaców. Jednak rozważanie podobnych scenariusza, a tak bezpośrednie się nimi dzielenie to dwie zupełnie inne rzeczy. Czego najbardziej boi się człowiek wychowany w złotym pałacu? Wzroku tych, którzy żyją w nim znacznie dłużej niż on. - Wiem, że dałabym radę. Ty też dałbyś radę. - Prosta myśl, która pojawiła się zbyt szybko by ją zatrzymać i nawet smak krwi spowodowany ugryzieniem się w język nie spowodowałby, że zniknie.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#4
17.06.2023, 23:23  ✶  
Ulysses zmarszczył brwi. Naprawdę myślała o kupnie nowych sukienek, butów i biżuterii? Popatrzył na swoją towarzyszkę z ukosa, przez kilka sekund nie wiedząc, czy żartowała, czy mówiła serio.
I nie, nie uważał by kupno nowych, ładnych przedmiotów było nierozsądne. Megara nie na darmo miała na nazwisko Malfoy. Dbałość o właściwą prezencję było w tej rodzinie czymś całkiem naturalnym (nie tak dawno nawet pomagał – choć to może za duże słowo - jej kuzynce w wyborze nowego domu a Eunice z tej okazji miała na sobie krwistoczerwoną sukienkę i buty na obcasach, co jak wszystko inne zawsze i wszędzie, wbiło mu się do głowy i utkwiło w niej jak kolejny, dziwny i niepotrzebny szczegół na całe życie).
Ulysses odwrócił głowę, zdając sobie sprawę z tego, że mógł najzupełniej błędnie odczytać całą sytuację. Przystanął, otworzył drzwi a potem, z wyuczoną i machinalną grzecznością, przepuścił Megarę w drzwiach.
Niektórym przecież pasowało życie, które wiedli. Może niepotrzebnie…
Znowu zmarszczył brwi, dostrzegając zmianę, która pojawiła się na twarzy jego towarzyszki. Więc jednak mogła pomyśleć o tym samym, co on?
- Myślałaś o jakimś konkretnym kraju? – zapytał takim tonem, jakby kontynuowali najzupełniej zwykłą rozmowę. I może kontynuowali, albo to byłaby zupełnie normalna rozmowa, gdyby Megarze przyszło rozmawiać z kimś, kto nie był obarczony – jak morową zarazą – chorobą Milforda. – Mnie się podoba Egipt.
Rozejrzał się po miejscu, do którego weszli. Przypominało trochę recepcję luksusowego hotelu. Podłogę i ściany wyłożono ciemnym granitem. Przy suficie unosiły się magicznie zaczarowane świece. Przy kontuarze siedział schludnie ubrany goblin z monoklem na oku. Poślinił palec i przewrócił stronę w księdze, którą z uwagą przeglądał.
- Ja też wiem, że dałabyś radę – powiedział niespodziewanie dla siebie samego Ulysses. Mówił trochę ciszej, najwidoczniej nie do końca przekonany, czy powinien w takim miejscu kontynuować rozmowę normalnym tonem, czy też szeptać, bo ktoś tu czytał. Młody Rookwood rzadko dzielił się tym, co chodziło mu po głowie, ale kiedy tak ich zrównał ze sobą, uderzyło w niego, że Megara wydawała się o wiele bardziej sprawcza od niego samego. Już samo to, że potrafiła wypowiedzieć na głos myśli, które i jemu chodziły czasem po głowie… Posłał jej żywsze spojrzenie. – Ale jakbyś chciała zostać to nie uważam by było coś nierozsądnego w nowej sukience, butach czy łańcuszku. – To chyba miało zabrzmieć jak nawiązanie do jej wcześniejszych słów, ale gdy to powiedział, uderzyło w niego, że jednak nie zabrzmiało tak, jak chciał by zabrzmiało. – Goblin czeka – zachęcił jasnowłosą by podeszła do kontuaru i odebrała swoją wygraną.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Megara Malfoy (945), Ulysses Rookwood (843)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa