16.06.2023, 21:56 ✶
To wszystko wyglądało komicznie, może nawet i trochę absurdalnie. Oto nikt inny jak jeden ze spadkobierców dziedzictwa rodu Malfoyów wygrywa na loterii. Zupełnie jakby świat uważał, że nie ma na tym świecie całej masy ludzi, którym te pieniądze przydałby się znacznie bardziej. Mogłyby uratować czyjeś istnienie, a miały przypaść rozpuszczonej panience z londyńskiej socjety. Czy to nie komiczne? Najgorszej jednak było w tym wszystkim to, że Megarze nawet przez myśl nie przeszło, że te pieniądze mogą się jej nie zwyczajnie należeć. Gdy okazało się, że kupon, który dostała w ramach podziękowania z udzieloną pomoc, był tym wygranym, dostrzegła w całej tej sytuacji jedynie szereg możliwości. Pierwszą z nich była oczywiście niezależność. Megara mogła pochodzić z bogatej rodziny ale cały ten majątek nigdy nie był tak naprawdę jej. Mało tego doskonale wiedziała, że pochodził on w dużej mierze nie z ciężkiej pracy rąk jej przodków ale z wyzyskiwania pracy innych. Pieniądze miały dać jej zabezpieczanie, na którym mogła budować swój własny mały świat.
Gdy dowiedziała się o wygranej nie była w stanie ukryć ekscytacji. Przez cały dzień krążyła po korytarzach Ministerstwa, zmieniając się w coś na kształt huraganu pełnego zaraźliwej euforii. Wprowadzającego pierwiastek chaosu wszędzie tak gdzie się pojawiała. Zapytana nie potrafiłaby nawet powiedzieć gdzie dokładnie natknęła się na Ulyssesa ani jak właściwie wyglądała ich rozmowa. Można było mieć jedynie nadzieję, że nie zrobiła z siebie pośmiewiska. Nie była nawet pewna czy sama prosiła, żeby jej jutro towarzysz przy odbiorze nagrody czy zaproponował to pan Rookwood. Jeśli miałaby wybierać, wolałaby chyba ten pierwszy scenariusz. W przypadku drugiego trzeba było się zastanawiać czy przypadkiem nie została uznana za mało…kompetentną do tego zadania i czy jej kobieca duma nie powinna poczuć się w tym momencie urażona. Czy Megara miała w sobie coś z feministki? Oczywiście, ale z pewnością to nie jest moment, by mocniej zagłębiać się w ten temat.
Podekscytowanie nie pozwoliło jej mrużyć oka przez większość nocy. Może właśnie dlatego pojawiła się w umówionym miejscu nieco spóźniona. Mimo że powinna wyglądać na skruszoną to nie była w stanie. Wciąż przypominała małą dziewczynkę, która wie, że zaraz dostanie swoją wymarzoną lalkę. Była ubrana w znacznie mniej formalny strój niż wymagają tego poważne i stateczne mury Ministerstwa, ale wciąż przyciągała spojrzenia mijanych przechodniów. Ciężko jednak stwierdzić czy był to efekt sukienki pełnej wiosennych kwiatów, czy też może nieco taneczny krok lub zwyczajnie wesoły uśmiech, który nie schodził z bladej twarzy. - Mam nadzieję, że się gniewasz za to drobne spóźnieni. - Odezwała się gdy w końcu pojawiła się u boku Ulyssesa. - Mówiłam ci już, że jestem wdzięczna za pomoc? - Spytała jeszcze, spoglądając na niego z niegasnącym uśmiechem. Megarze gdzieś zupełnie umkną fakt, że mimo wszystko jej dotychczasowa relacja ze stojącym obok niej mężczyzną miała bardziej formalny charakter. Prawdopodobnie jeszcze nigdy nie zachowywała się przy nim tak swobodnie. Czas pokaże, czy będzie czego żałować.
Gdy dowiedziała się o wygranej nie była w stanie ukryć ekscytacji. Przez cały dzień krążyła po korytarzach Ministerstwa, zmieniając się w coś na kształt huraganu pełnego zaraźliwej euforii. Wprowadzającego pierwiastek chaosu wszędzie tak gdzie się pojawiała. Zapytana nie potrafiłaby nawet powiedzieć gdzie dokładnie natknęła się na Ulyssesa ani jak właściwie wyglądała ich rozmowa. Można było mieć jedynie nadzieję, że nie zrobiła z siebie pośmiewiska. Nie była nawet pewna czy sama prosiła, żeby jej jutro towarzysz przy odbiorze nagrody czy zaproponował to pan Rookwood. Jeśli miałaby wybierać, wolałaby chyba ten pierwszy scenariusz. W przypadku drugiego trzeba było się zastanawiać czy przypadkiem nie została uznana za mało…kompetentną do tego zadania i czy jej kobieca duma nie powinna poczuć się w tym momencie urażona. Czy Megara miała w sobie coś z feministki? Oczywiście, ale z pewnością to nie jest moment, by mocniej zagłębiać się w ten temat.
Podekscytowanie nie pozwoliło jej mrużyć oka przez większość nocy. Może właśnie dlatego pojawiła się w umówionym miejscu nieco spóźniona. Mimo że powinna wyglądać na skruszoną to nie była w stanie. Wciąż przypominała małą dziewczynkę, która wie, że zaraz dostanie swoją wymarzoną lalkę. Była ubrana w znacznie mniej formalny strój niż wymagają tego poważne i stateczne mury Ministerstwa, ale wciąż przyciągała spojrzenia mijanych przechodniów. Ciężko jednak stwierdzić czy był to efekt sukienki pełnej wiosennych kwiatów, czy też może nieco taneczny krok lub zwyczajnie wesoły uśmiech, który nie schodził z bladej twarzy. - Mam nadzieję, że się gniewasz za to drobne spóźnieni. - Odezwała się gdy w końcu pojawiła się u boku Ulyssesa. - Mówiłam ci już, że jestem wdzięczna za pomoc? - Spytała jeszcze, spoglądając na niego z niegasnącym uśmiechem. Megarze gdzieś zupełnie umkną fakt, że mimo wszystko jej dotychczasowa relacja ze stojącym obok niej mężczyzną miała bardziej formalny charakter. Prawdopodobnie jeszcze nigdy nie zachowywała się przy nim tak swobodnie. Czas pokaże, czy będzie czego żałować.