• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[2.05.72, późny wieczór, Błędny Rycerz] Chłód

[2.05.72, późny wieczór, Błędny Rycerz] Chłód
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
19.07.2023, 23:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2023, 23:46 przez Florence Bulstrode.)  
To był długi dzień, który nastąpił po bardzo długiej nocy. Pierwsze z całej serii, tego Florence była pewna – podobnież jak tego, że wspomnienie Beltane i rzeczy, jakie nastąpiły potem, będą ją prześladowały jeszcze przez całe miesiące. W ich trakcie Bulstrode dręczyły różne emocje, przede wszystkim negatywne: strach o bliskich, wściekłość, gorycz, przygnębienie. Kiedy wchodziła wraz z Patrickiem do Błędnego Rycerza – obserwując Stewarda uważnie, jakby nie ufała, że ten zaraz nie padnie zemdlony u jej stóp – odczuwała jednak przede wszystkim wszechogarniające zmęczenie i pewne nieco dziwne w tych okolicznościach zadowolenie. Które zwalała na radość, że Patricka „wypisano” do domu.
Nie miała siły nawet irytować się na to, że od ponad doby ma na sobie te same ubrania, w dodatku wymięte i przybrudzone. Marzyła też o kąpieli, przebraniu się i długim śnie – chociaż ten ostatni musiał poczekać. I to nie tylko aż odstawi Patricka pod sam próg domu, oddając go w troskliwe ręce krewnych (zalecenia uzdrowicieli były jasne: nie mógł na razie zostać sam, ktoś musiał go odebrać, a Florence do zaleceń uzdrowicieli podchodziła niemalże religijnie). Wiedziała, że po co najwyżej krótkiej drzemce musi pędzić do Munga.
Chwilowo jednak całą uwagę skupiała na Patricku. Starała się nie pomagać mu, jeżeli nie wydawało się to niezbędne, by przypadkiem nie uznał, że gdacze nad nim jak kura nad kurczętami (posiadanie dwóch braci aurorów, gdy bywało się nadopiekuńczą, starszą siostrą, uczyło nieco o męskiej dumie), ale była gotowa w każdej chwili go podtrzymać, pomóc, posadzić.
– Trochę się przerzedziło – mruknęła, spoglądając na kilka pustych łóżek i ruszając do miejsca w kącie. Przez większość dnia Błędny Rycerz był zapakowany aż po same brzegi, bo teleportacja nie działała, przewożono rannych, ludzie wracali z Beltane albo jechali do lasu szukać krewnych… po kilkunastu godzinach trochę się to uspokoiło, a z racji późnej pory chyba po tym ataku kto nie musiał, nie chciał wychodzić z domu.
Nie oznaczało to, że byli jedynymi pasażerami, ale przynajmniej nikt nie będzie siedział im nad głowami. I każde z nich miało miejsce dla siebie. A raczej łóżko.
Florence nie zdołała jednak się powstrzymać i nim usiadła na „własnym” wycelowała w nie różdżką, rzucając zaklęcie oczyszczające. Tak… na wszelki wypadek…
– Przykleję je na razie do podłogi. Podejrzewam, że wolałbyś uniknąć rozbicia głowy i trafienia prosto z namiotu do Munga – powiedziała, przesuwając różdżkę, by wycelować w jego posłanie i rzucić odpowiedni czar. Na końcu języka miała sugestię, by się położył, ale nie byłaby pewna, jakby na nią zareagował.
Za oknami Błędnego Rycerza niebo już ciemniało, wygasały ostatnie promienie słońca. Zostawiali za sobą wciąż oświetlony kraniec Doliny Godryka, gdzie płonęły magiczne światła, a kolejne grupy ruszały przeczesywać las - choć z coraz mniejszą nadzieją na to, że znajdą ocalałych.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#2
20.07.2023, 00:48  ✶  
Patrick nie potrafiłby opisać stanu, w którym się w tym momencie znajdował. Z jednej strony, czuł jak z każdą kolejną chwilą wracały do niego siły – wzrok przestał mu się już rozmazywać, przestało kręcić w głowie a nogi nie odmawiały już posłuszeństwa. Z drugiej, wciąż było mu niemożebnie zimno a czekając na Błędnego Rycerza, myślał nawet że zaczął emanować zimnem i tak już chyba będzie zawsze. Z trzeciej wciąż pozostawał zagubiony a świadomość wszystkiego, co wydarzyło się w nocy przytłaczała go. Z czwartej… z czwartej cieszył się, że ma obok siebie akurat Florence.
Imię uzdrowicielki tańczyło mu w głowie przez cały dzień. Jeszcze leżąc na prowizorycznym łóżku w namiocie, szukał wzrokiem jej sylwetki, upewniając się, że gdzieś tam była, jak jakiś stały i istotny punkt w jego życiu. W innych okolicznościach chyba nawet mógłby jej powiedzieć na głos, że dobrze było ją mieć obok siebie. Wchodząc razem z Florence do autobusu, czuł przenikające go na wskroś zimno. Rozejrzał się po wnętrzu a potem ruszył za nią w stronę łóżka w kącie.
- Trochę – zgodził się. – Tylko nie każ mi się na nim kłaść – poprosił, siląc się nawet na jakiś rodzaj słabego, krzywego uśmieszku.
Cały dzień spędził na leżeniu i spaniu. Wolał nie ogłaszać własnej niemocy jeszcze tutaj, w pobliżu przypadkowych czarodziei. Czuł się zdecydowanie lepiej, póki nie wiedzieli, że był jednym z Zimnych. Nawet nie próbował wyciągać swojej różdżki i tym samym zaklęciem blokować łóżka Florence. W ogóle, najchętniej poprosiłby ją, żeby usiadła obok niego, najlepiej w taki sposób, żeby mógł poczuć bijące od niej ciepło. Przysiadł na swoim miejscu. Zapatrzył na własne dłonie. Czemu ciągle pozostawały takie zimne? Czemu nie mógł ich nijak rozgrzać?
- Ty też miałaś ciężki dzień – zagaił. – Kilkunastogodzinny dyżur pełen rannych i potrzebujących pilnej opieki pacjentów – opisał, przenosząc wzrok na twarz Florence. Wczoraj walił się świat na Polanie Ognisk, a dzisiaj Bulstrode pojawiła się na niej i zaczęła go metodycznie naprawiać. Jak tu nie cieszyć się na jej widok? I znowu przeszło Patrickowi przez myśl, że dobrze było ją mieć obok siebie. Najchętniej poprosiłby, żeby weszła do domu jego, jego dziadków i wuja, ale nie był aż takim egoistą, żeby to zrobić. Miała na głowie własne problemy, martwiła się o Atreusa, było teraz dużo ważniejszych spraw od picia gorącej herbaty w towarzystwie jego i jego rodziny. - Niewiele widziałem, ale Polana wygląda jak po przejściu tornada. Twój brat już się ocknął?

!steward1
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
20.07.2023, 00:48  ✶  
Dlaczego o tym zapomniałeś? O wyjeździe z rodzicami nad morze... Widok zachodzącego nad wodą słońca wrócił do ciebie nagle, ale był bardzo intensywny. Podziwiałeś malujące się na horyzoncie barwy, siedząc tuż obok swojego ojca. Czułeś się tutaj, jakby czas się zatrzymał, jakby cały świat kręcił się wokół tego, co czułeś - morskiej bryzy szczypiącej cię w policzki delikatnym chłodem, drapania zimnego piasku pomiędzy palcami gołych stóp, dotyku chropowatej muszli, którą obracałeś w dłoniach, a także tego poczucia bezpieczeństwa i bliskości. Twoja matka zaśmiała się szczerze, poprawiając kapelusz. Robiło się już zimno, więc zaraz wrócicie do domu.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
20.07.2023, 10:55  ✶  
- Nie jesteś moim pacjentem, więc wyjątkowo ci to podaruję – odparła Florence, uśmiechając się do niego lekko. Jej specjalnością były urazy pomagiczne i klątwy, Zimnych oddano więc w ręce innych uzdrowicieli… nie wspominając już o tym, że dwóch z nich było jej po prostu zbyt bliskich, aby mogła być w pełni skuteczna w chwili, gdy walczono o ich życie.
Mimo to kręciła się w pobliżu, kiedy tylko miała możliwość wyrwać minutę czy dwie. Jak mogłoby być inaczej? Florence może nie miała całych stad bliskich ludzi, ale troszczyła się o tych, na których naprawdę jej zależało. I nawet teraz, kiedy Steward był bezpieczny, serce ściskało się jej na myśl o tym, co przeszedł. Obserwowała go uważnie, zastanawiając się, czy naprawdę jest bledszy niż dotąd, czy to tylko wyobraźnia, bo wiedziała, jak chłodna stała się jego skóra. Sama miała ochotę przesiąść się na jego posłanie i objąć, ale rzadko uciekała się do takich gestów publicznie, a i sądziła, że Patrick nie będzie chciał teraz okazywać słabości – a czy przyjęcie takiego pocieszenia przez niektórych nie zostałoby tak odczytane?
- Wszyscy mieli ciężki dzień – powiedziała łagodnie. Tak, to był trudny dyżur, bodaj najtrudniejszy w jej karierze, ale nie odbiegał aż tak bardzo od tego, co parę razy działo się w Mungu. I miała szczęście. Miała ogromne szczęście, bo jej rodzice darowali sobie Beltane, może przez drobną sugestię daną ojcu, bo jej bracia przeżyli, nawet jeżeli Atreus był w ciężkim stanie, bo Patrick siedział naprzeciwko niej, cały i zdrowy, nawet jeżeli trochę zimny. Widziała tego dnia wystarczająco dużo osób, które nie mogły powiedzieć tego samego. – Nie wpuszczono mnie na samą Polanę, ale podobno stały się tam… dziwne rzeczy. Słyszałam coś o jakichś drzewach. Nie znam szczegółów. W lesie pojawiło się też coś… Nie wiem, co, ale znaleźliśmy rozerwane zwłoki, a potem trafiła do nas nieprzytomna kobieta. Jej rodzina twierdzi, że postarzała się o parę lat – szepnęła Florence, pochylając się ku niemu, by przypadkiem ktoś z innych pasażerów nie usłyszał tej rozmowy. Uśmiech znikł, a zamiast tego blada twarz była teraz ściągnięta z niepokoju. Nie mogła nawet sobie powiedzieć, że już po wszystkim, że najgorsze już za nimi. Voldemort zrobił coś strasznego – coś, co będzie miało swoje konsekwencje.
– Według ostatniej wiadomości, jaką miałam, jest na dobrej drodze. Ojciec napisał, że spróbuje osobiście porozmawiać z Macmillanami – odparła, prostując się. Martwiła się o Atreusa. I nawet teraz nawiedziły ją trochę wyrzuty sumienia, że ośmiela się cieszyć z towarzystwa Patricka, kiedy powinna szaleć z niepokoju o brata. Pocieszała się, że – mimo tego, że bardzo chciała być tu ze Stewardem – dobijałaby się w tej chwili do drzwi konwentu, gdyby nie to, że ojciec był po prostu lepszym kandydatem do zdobywania informacji. Miał więcej znajomości i był kiedyś aurorem.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#5
20.07.2023, 21:40  ✶  
Florence była jedną z zaledwie dwóch uzdrowicielek, którym Patrick szczerze ufał i bez problemu powierzyłby im swoje życie. Zazwyczaj bardzo poważnie traktował jej zalecenia, nawet jeśli nie zawsze chciało mu się je wypełniać.
Zamrugał, zdając sobie sprawę z tego, że miała ładny uśmiech. I nie, nie uświadomił sobie tego nagle, siedząc tego wieczoru na łóżku w „Błędnym Rycerzu”. Wiedział o tym od dawna, po prostu w tamtej chwili uderzyło to w niego jakoś… bardziej? Był taki napełniający go nadzieją na to, że kiedy jutro obudzi się w swoim łóżku i zejdzie na śniadanie, obejmujący jego wnętrzności chłód zniknie a on sam poczuje się dokładnie tak samo, jak rankiem w dniu Beltane, gdy jeszcze wierzył w to, że Zakonowi Feniksa uda się powstrzymać Lorda Voldemorta.
Uśmiechnął się nieco szerzej, choć nadal raczej takim zmęczonym uśmiechem, który tylko przypadkiem i na kilka sekund, objął jego oczy. A potem odwrócił głowę by rozejrzeć się po autobusie. To nie tak, że spodziewał się by mieli być podsłuchiwani. Raczej z przyzwyczajenia, sprawdzał otoczenie, w którym się właśnie znalazł.
Słuchał Florence, myśląc o tym, że trochę zawiódł. Zawiódł jako członek Zakonu Feniksa, zawiódł jako pracownik Ministerstwa Magii. Tylko nie miał zielonego pojęcia, jak właściwie powinien postąpić i jakie decyzje podjąć, żeby jednak udało się powstrzymać Czarnego Pana przed sięgnięciem po moc znajdującą się w Limbo.
- Kiedy tam byliśmy… - zaczął, mocno marszcząc przy tym czoło. Korciło go, żeby powiedzieć wszystko siedzącej naprzeciwko niego uzdrowicielce, ale im dłużej myślał o tym, co przeżył, co przeżyli we czwórkę, tym bardziej nie wiedział jak ubrać to w słowa. – On miał taki kamień, dzięki któremu czerpał moc z limbo – dodał po chwili, równie cicho co Florence. Nawet pochylił się ku niej, jakby dla upewnienia się, że nikt go nie usłyszy. Czuł, że jego słowa nie mają wielkiego sensu, że zaczyna tę historię od złej strony, ale chyba jeszcze nie potrafił jej opowiedzieć tak, jak należało. – Ten kamień, on chyba próbował stworzyć jakiś portal. Zniszczyłem go, ale może przez ten czas, gdy się tworzył… - urwał, patrząc bezradnie w oczy uzdrowicielce.
Może coś wtedy wyszło? Może nawet nie materialnego, ale jakaś energia, która przemieniła mieszkające w pobliżu zwierzęta? Wzbudziła w nich krwiożercze instynkty? Wpłynęła na wciąż przebywający na Polanie Ognisk ludzi? Jakaś pełna goryczy magia, bo Lord Voldemort zamordował boginię?
- Cieszę się, że nie było cię podczas ataku. Łatwiej było walczyć, gdy wiedziałem, że nie grozi ci niebezpieczeństwo.
Stewarda ucieszyła wiadomość, że z Atreusem było chyba lepiej. Zmarszczył brwi przypominając sobie nagle wyjazd z rodzicami nad morze. Zamrugał, więcej niż trochę skołowany tym wspomnieniem. Tak naprawdę bardzo niewiele pamiętał z tego okresu dzieciństwa. Najczęściej jakieś przebłyski: śmiech matki, pieczone kasztany, stukot wózka, gdy był wieziony wyłożoną kamieniami wąską uliczką. Ale teraz właściwie poczuł słony zapach morza, w uszach rozbrzmiał mu morski szum a palce prawej ręki odruchowo zacisnął w pięść, jakby spodziewał się zachować ze sobą muszlę ze wspomnienia.
Mimowolnie znieruchomiał, przeżywając na nowo wspomnienie, które musiało ulecieć mu z głowy. Może dlatego zawsze lubił wodę?
- Florence, kiedy się trochę uspokoi, może wybierzemy się nad morze? – zapytał nagle.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
20.07.2023, 22:17  ✶  
Niemal wstrzymała oddech, jakby bała się, że głośniejsze wypuszczenie powietrza wystarczy, aby w jakiś sposób zakłócić tę opowieść. Krótką, lakoniczną wręcz, pozbawioną szczegółów, a jednak wystarczającą, aby dreszcz przebiegł po kręgosłupie, aby palce mimowolnie zacisnęły się na materiale spódnicy. Niosły ze sobą straszne przesłanie. Voldemort sięgnął po moc z Limbo, Voldemort otworzył portal, Voldemort… mógł zdobyć jakieś umiejętności.
A Patrick go powstrzymał.
To nie tak, że była tym zaskoczona. Steward zawsze był, przynajmniej pozornie cichy, zawsze trzymał się na uboczu, i większość ludzi w Hogwarcie na pewno to nie jego typowała do wielkiej przyszłości – ale Florence zdawała sobie sprawę z tego, że on wiele widział, wyciągał wnioski i w dodatku umiał sprawić, że ludzie robili to, czego chciał. (I zwykle zdawało się im, że właśnie to chcieli zrobić sami.) Ale chyba nawet ona nie spodziewała się, że będzie walczył z Voldemortem, i jeżeli nie wygra to, przynajmniej, doprowadzi do remisu. Chłód ogarniał ją na samą myśl, jak było blisko. Bo ile osób stanęło przed Czarnym Panem i przeżyło?
Mógł nie wrócić. Świat bez Patricka zdawał się jej straszną wizją, dzisiaj chyba z jakichś powodów jeszcze straszniejszą niż wydawałby się wczoraj.
Wrócił w pewien sposób odmieniony, ale ważne było, że w ogóle się mu udało. Że im obu się udało.
Odruchowo wyciągnęła dłoń, by chwycić go za rękę. (Zimną: tak bardzo zimną, ale nie cofnęła palców.)
- Gdyby nie ty, być może dziś ludzie obudziliby się w świecie, którym to on by rządził – powiedziała bardzo cicho, bo kto wie, co zrobiłby ten portal, jeżeli udałoby się go otworzyć w pełni? Skoro nawet otwarcie przez chwilę… mogło wywołać tak paskudne konsekwencje?
– Chciałam tam być, ale wiem, że bym się nie przydała – odparła już nieco głośniej. Wciąż nie mówiła głośno, ale nie zniżała głosu do ledwo słyszalnego szeptu. Florence była rozsądna. Widząc rannego na linii ognia pobiegłaby do niego, wiedziała jednak, że więcej zrobi zostając z dala od frontu, i zbierając ocalałych. Nie zmieniało to jednak faktu, że zastanawiała się… czy mogłaby kogoś uratować, gdyby tam była. – Pewnie w najlepszym wypadku musielibyście mnie bronić i wszystko potoczyłoby się gorzej.
Niezbyt nadawała się do walki. Owszem, była naprawdę dobra w stawianiu tarcz, ale nie mogłaby zrobić niewiele więcej. Uczyła się zaklęć uzdrawiających, nie bojowych, poza tym nawet jeżeli spróbowałaby zaatakować śmierciożercę, wewnętrzne opory wobec przemocy mogłyby sprawić, że czary nie byłaby tak mocne, jak powinny.
Nagłą zmianę tematu Florence przyjęła ze zdziwieniem, i to zaskoczenie nawet na moment uwidoczniło się w jasnych oczach. Nie spodziewała się takiego pytania, a na pewno nie teraz, w Błędnym Rycerzu. Ale może Patrick chciał po prostu pomyśleć o czymś innym. Zaplanować coś, co nie było związane z Voldemortem i Beltane.
– Oczywiście – zapewniła więc, chociaż bała się wody, jej skóra źle znosiła nadmiar słońca, i gdy innym zalecała wypoczywanie na świeżym powietrzu, sama robiła to rzadko. Bo zawsze zgodziłaby się, jeżeli uznałaby, że Patrick tego potrzebuje. A teraz spędzenie czasu ze Stewardem gdziekolwiek, wydawało się jej doskonałym pomysłem – i była jeszcze zbyt zmęczona, żeby uznać to za odrobinę nienaturalne.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#7
22.07.2023, 00:19  ✶  
Patrick zamrugał. Chwilę trwało zanim pojął, że Florence dość opacznie zrozumiała jego słowa. Nie. Nie. Nie. To wcale nie było tak. Nie ocalił świata przed Lordem Voldemortem. Nie udało mu się. Nie miał takich możliwości a sam, gdyby nie Victoria Lestrange, nie wiedziałby nawet gdzie znajdował się portal prowadzący do Limbo. To była zespołowa praca i zespołowa porażka, nawet jeśli w jego przypadku trochę większa niż pozostałych.
To znaczy miło było widzieć to ciepło w oczach Florence i miło było czuć rękę Florence na swojej zimnej ręce, bardzo miło, jakoś wcześniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że to było aż tak miłe uczucie (wcześniej też nie było mu tak okropnie zimno), ale nie chciał jej oszukiwać. Pokręcił głową a w jego oczach rozbłysło szczere zakłopotanie.
Skupił spojrzenie na kobiecej dłoni, walcząc z chęcią splecenia ich palców. Co to za głupie pomysły? Po pierwsze to była Florence (ale jego umysł podpowiadał mu, że właśnie dobrze, że to była Florence). Po drugie, byli w Błędnym Rycerzu, niecałą dobę po ataku, a jeszcze przed południem, Patrick był przekonany, że traci wzrok. Westchnął pod nosem, zdając sobie sprawę, że mimo wszystkiego, co mówił i próbował pokazać najwidoczniej wciąż pozostawał nie tylko dość słaby, ale i rozkojarzony.
- Przeceniasz mnie. Stanowczo – zaoponował szeptem. – Nie byłem tam sam. Nawet nie wiedziałem jak tam wejść. Co zrobić powiedziała Szeptucha. A gdyby mi się nie udało, to samo co ja zrobiłaby Mavelle – wyjaśnił, znowu zdając sobie sprawę jak mętnie i niewłaściwie brzmiały te wyjaśnienia. – No i kamień został zniszczony za późno. Zdążył się już pożywić mocą Limbo.
I znowu ujął to nie tak jak należało. Powinien opowiedzieć całą historię od samego początku, by Florence mogła sama sobie wszystko poukładać i wyciągnąć wnioski. Tylko jeszcze nie był gotowy. Sam nie umiał jej ułożyć sobie w głowie a wspomnienie stojącego przed nim ojca, tylko jeszcze bardziej drażniło umysł Stewarda. I wprawiało go w konsternację.
- Jesteś rozsądna. Poradziłabyś sobie… – zaczął i urwał. Coś ściskało go w żołądku na myśl o tym, że miałaby się pojawić na polanie, miałaby biegać między ścianami czarnego ognia i walczyć. Dobrze, że jej tam nie było, bo w przeciwnym wypadku, zamiast skupiać się na walce ze snopami światła wzmacniającymi Voldemorta, próbowałby ją odnaleźć. – Ale nie chciałbym, byś kiedykolwiek musiała sobie sama radzić w takich okolicznościach.
W innej sytuacji Patrick nie zaprosiłby Florence nad wodę. Do mugolskiej kawiarni? I owszem. Prosił ją tam przecież nie raz. Na spacer po parku? Czemu nie. Ale teraz uderzyło w niego wspomnienie morza, szum fal, śmiech matki i jakoś zapragnął pojawić się na jakiejś plaży, poszukać muszelek, przespacerować się po molo. Wspomnienie było przecież ze starych, dobrych czasów. Jeszcze tych kiedy jego rodzice nie zbłądzili i nie oddali dusz w ręce groźnego czarnoksiężnika.
- Dziękuję – wymamrotał więc tylko, a potem wrócił do tematu brata Florence. – Myślę, że wszystko będzie dobrze z Atreusem. Był w środku krócej niż my. Przybył prawie na sam koniec. – Oczywiście to mogło nic nie znaczyć, ale Patrick myślał, że skoro ocalali on, Mavelle i Victoria a byli w Limbo dłużej, to tym bardziej musiał ocaleć i Atreus.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
22.07.2023, 12:29  ✶  
Zdaniem Florence to było dokładnie tak. Nie udało im się może powstrzymać Voldemorta, zanim wprowadził chaos i – być może – coś zyskał, ale nie pozwolili mu doprowadzić planu do końca. Portal, który się tworzył, został zamknięty, kamień, którym się posługiwał, zniszczono. W jej oczach Patrick po prostu był osobą, która sama nie dostrzegała swojego bohaterstwa.
Z jednej strony go za to podziwiała, z drugiej budziła się w niej nowa obawa.
Bo czy Voldemort nie spróbuje osób, które pokrzyżowały mu plany… ukarać? Czy nie zacznie na nich polować? Na Patricka, na jej brata? Na tę pozostałą dwójkę? Byli aurorami, ich główne zadanie to chwytanie czarnoksiężników i Florence zawsze żyła ze świadomością, że grozi im niebezpieczeństwo. Ale w tej chwili to zagrożenie stało się jakby bardziej namacalne.
Przez ułamek sekundy korciło ją, by spróbować spojrzeć w przyszłość Patricka. Nie zrobiła tego jednak. I nie wspomniała o własnych przemyśleniach, bo była pewna, że sam o tym pomyśli prędzej czy później – o ile już tego nie zrobił. Nie było potrzeby dokładać mu zmartwień w tej chwili.
– Powiedziała o tym właśnie tobie nie bez powodu. Ale czy to ważne? Stanąłeś naprzeciwko niego i ostatecznie zniszczyłeś kamień. Może zdążył ukraść moc, ale nie osiągnął wszystkiego, co chciał… bo ktoś był gotów z nim walczyć – powiedziała tylko łagodnie. Postać Szeptuchy znów stanęła jej przed oczami. Na Ostarze ją przeraziła, a teraz, gdy Patrick mówił, że udzieliła mu podpowiedzi… znów myślała o tamtej wróżbie… może już się jej nie podjęła? Może mogła o tym zapomnieć?
A co jeżeli nie?
– Wolałabym, żeby nikt nie musiał radzić sobie w takich warunkach – westchnęła, cofając wreszcie dłoń i prostując się. Palce miała teraz chłodne od jego dotyku. Po głowie chodziła jej myśl o tym, że to może być jakoś… związane z nekromancją, o której wiedziała nieco więcej niż w teorii powinna, i nieco mniej niż powinna w praktyce.
Nie zdołała powstrzymać lekkiego skrzywienia, wywołanego zmartwieniem, gdy wspomniał o Atreusie. Miała nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nie wiedziała, co dokładnie się tam stało. Widok Stewarda, dochodzącego do siebie, napełniał ją otuchą, bo mógł oznaczać, że i Bulstrode najdalej jutro wstanie z łóżka.
A jednak…
Skoro był tam najkrócej, to dlaczego…
– Był w dużo gorszym stanie niż wy – szepnęła. Nie miała pojęcia, że zabrakło tu jednego elementu: żaden duch nie zdążył oddać mu kawałka siebie, by mógł powrócić stosunkowo bez szwanku, za to… z pewną pamiątką. – Z jakichś powodów uznali, że musi zająć się nim sama arcykapłanka… Ale podobno pod jej opieką dojdzie do siebie. Naprawdę, większość bliskich mi osób, uczyniła z ryzykowania sposób na życie – powiedziała, uśmiechając się blado. Bodaj tylko Seraphina (nie)grzecznie siedziała w swoim kasynie, a ochroniarz gwarantował, że włos nie spadnie z jej ślicznej główki. Ojciec auror, bracia aurorzy, przyjaciel auror, kuzynka magomedyczka, która jak się okazało też nocą była na polanie i ratowała cywilów…
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#9
25.07.2023, 01:36  ✶  
Patrick przymknął oczy. Nie miał zielonego pojęcia, jak naprawdę powinien zinterpretować zachowanie Szeptuchy. W żadnym wypadku jednak nie czuł się przez nie wyróżniony. Odwrotnie, im dłużej myślał o osobliwej, starszej kobiecie, tym bardziej go spotkanie z nią uwierało. Czy rzeczywiście mogła wiedzieć, jak potoczy się los nie tylko Stewarda ale właściwie całego czarodziejskiego świata? A jeśli wiedziała, to czy nie oznaczało to, że tak naprawdę nie mieli żadnego wyboru a ich losy od początku były ustalone? Jaki to byłby straszny, marionetkowy świat, gdyby rzeczywiście tak było.
- Dziękuję – odpowiedział łagodniejszym tonem. W jakiś zaskakujący sposób, Florence potrafiła wszystko ułożyć w głowie Patricka. I robiła to tak, że nagle (tego wieczoru, z pewnością przez to straszliwe zmęczenie, była jeszcze bardziej skuteczna) dotarło do niego, że być może wcale się nie spóźnił. Nikt z ich czwórki się nie spóźnił. Lord Voldemort musiał sięgnąć po moc ognisk a oni, jedyne co mogli zrobić, to zniszczyć kamień. – Jeśli naprawdę miała jakieś… - próbował ubrać w słowa to, co chodziło mu po głowie, ale nie do końca rozumiał dar jasnowidzenia, którym szalona kobieta musiała władać. Sam był aurowidzem, ale jego zdolności obejmowały tylko to, co teraźniejsze a tu szeptucha podarowała mu wskazówkę, którą miał wykorzystać kilka miesięcy później. – Właściwie to na Beltane nazwała nas przyjaciółmi ludzi – przypomniał a jego usta zadrgały, jakby to wyrażenie nawet w obecnym stanie mocno go bawiło. – Mamy też dzielić podobny los.
Ale jakoś te słowa nie wydały mu się wcale śmieszne. Odwrotnie czaiła się w nich jakaś powaga, od której aż ścisnął mu się żołądek. Zapatrzył się w okno i zmieniające się za nim szybko obrazy. Niemal nie zareagował, gdy Florence zabrała rękę, zbyt skupiony na własnych myślach.
- Szkoda, że się tak kompletnie na tym nie znam – rzucił wreszcie, myśląc o wycieczce do limbo. – Ja nawet nie wiedziałem, że przenieśliśmy się tam tylko umysłami - przyznał się cicho. – Dla mnie to wszystko było bardzo realne. Ale skoro Atreusem zajmuje się arcykapłanka to z pewnością wiedzą, co należy zrobić – spróbował pocieszyć Florence. – Gdyby nie wiedzieli, po prostu zostawiliby go razem z nami, z przekonaniem, że się sam ocknie we właściwym czasie.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#10
25.07.2023, 09:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.07.2023, 10:00 przez Florence Bulstrode.)  
- Podczas Ostary powiedziała mi, że powinnam... spróbować jeszcze raz. Spojrzeć głębiej. Mam wrażenie, że odnosiła się do tego, co zobaczyłam wcześniej - mruknęła Florence z pewnym wahaniem. Zdawała się też wiedzieć, że Bulstrode posiada Trzecie Oko. Niby nic zaskakującego, prawda? W ich rodzinie otwierało się regularnie, obaj bracia też posiadali ten dar. - Rozmawiałam z kimś, kto ją poznał. Powiedział, że nie muszę podążać za jej wróżbą. I chyba nie podążyłam.
Odetchnęła, jakby wyznanie tego sprawiło jej trudność. Bo tak naprawdę sprawiło. Być może gdyby zrobiła to, czego chciała Szeptucha, wiedzieliby coś więcej o tym ataku.
Problem polegał na tym, że nie miała pojęcia, co mogłaby zrobić, aby "spojrzeć głębiej". Nawet nie umiała stawiać tarota.
- Cóż, może miała po prostu na myśli nasze zawody. Ostatecznie oboje pomagamy ludziom - zasugerowała. Florence była uzdrowicielką, w dodatku klątwołamaczką. Ratowała swoich pacjentów. Patrick miał za zadanie chwytać czarnoksiężników i bronić przed nimi ludzi. Obrócenie tego w ten sposób zdawało się jej prostsze, mniej przerażające niż zakładanie, że Szeptucha zobaczyła coś w ich przyszłości.
Z drugiej strony...
Milczała przez chwilę, przypatrując się Patrickowi uważnie. Nie była idiotką, domyślała się, że wiedział o Beltane więcej niż mówił. Nie pytała, nie chcąc go zmuszać od kłamstwa. Zakładała, że być może Ministerstwo otrzymało jakiś donos: a jednak Ministerstwo wydawało się absolutnie nieprzygotowane na rozmiar katastrofy, jaką stał się sabat. Nie wspominając już o tym, że ostatecznie to on walczył z Voldemortem.
Wspomnienie poczerniałych kończyn Arabelli też stanęło kobiecie przed oczyma.
Wokół niej ostatnio działy się rzeczy, których nie rozumiała.
Miała pytania. Dużo pytań. Ale musiała zastanowić się, czy chce i powinna je zadawać - i nawet jeżeli tak, to nie były odpowiednie czas i miejsce. W tej chwili pytanie byłoby wykorzystaniem zmęczenia i przygnębienia Patricka, poza tym nawet jeśli szeptali, a Błędy Rycerz nie był już aż tak przepełniony, ktoś mógłby podsłuchać zbyt wiele. Zada te pytania nad morzem albo przy innej okazji.
- Mam nadzieję, że jutro się obudzi - powiedziała więc tylko, po czym spojrzała w ciemność za oknami, gdy autobus po raz kolejny zaczął hamować. - Chyba dojechaliśmy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (2237), Pan Losu (96), Patrick Steward (2098)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa