Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Padało. Nic niezwykłego w majowym Londynie, nic niezwykłego w maju tego roku. Krople deszczu bębniły o parapety, rozbijały się o chodniki, tworzyły kałuże na drogach, spływały po szybie mugolskiej knajpy, w której siedziała Brenna Longbottom. To był paskudny, sobotni poranek, w który nie chciało się wstawać z łóżka. Może dlatego – a może z powodu wczesnej godziny – knajpka zdawała się prawie opustoszała. Blada kelnerka przysypiała za ladą, w drugim kącie pomieszczenia dwóch mężczyzn jadło śniadanie. Dopiero niedawno wstał świt, a ciemne chmury, przysłaniające niebo, sprawiały, że na ulicach wciąż panował półmrok.
Wybrała to miejsce i tę porę, z paru powodów. Było stąd dość blisko do Dziurawego Kotła, Nora nie musiała więc fatygować się daleko, a Brenna mogła potem dość szybko skoczyć do Ministerstwa Magii (by załatwić parę drobiazgów i pobiec pracować w terenie). Nie bez znaczenia było i to, że popołudnia i wieczory były w klubokawiarni na pewno najbardziej oblężone, za to Brenna wątpiła, by rankiem, gdy odsypiano tydzień i niewiele osób szło do pracy, tłumy waliły po ciasteczka i kanapki. Nora wieczorem z pewnością będzie zajęta, zwłaszcza że (na tę myśl coś w żołądku Brenny ścisnęło się boleśnie) pewien rudy kocur nie mógł już służyć jej pomocą. Nowy kociak może z czasem zapełni dziurę w sercu, ale to wciąż bolało – i tworzyło też nie tylko emocjonalny, ale i bardziej praktyczny problem braku pracownika.
Ale przede wszystkim: tu właściwie ryzyko podsłuchania nie istniało. Niemal pusta sala, z dala od magicznego świata. Nawet gdyby jakiś mugol usłyszał to i owo, co najwyżej uzna, że ma do czynienia z wariatkami. W teorii dom Longbottomów był bezpieczniejszym miejscem, ale… tam zawsze kręciło się tylu ludzi, pewnie chcieliby przywitać się z Norą, porozmawiać z nią, a Brenna chciała porozmawiać spokojnie.
O wielu sprawach. Z których większość była mało przyjemna i niekoniecznie rozmowa ta powinna mieć jakichkolwiek świadków.
Odetchnęła i oderwała spojrzenie od swojego talerza. Zamówiła typowe, angielskie śniadanie: ogromna porcja bekonu, dwa sadzone jajka, grillowane pomidory, tost, dwie kiełbaski, wyglądały naprawdę smakowicie. Mimo to jakoś – niezwykłe na nią – nie miała apetytu. I to mimo tego, że ostatnio jadła głównie w biegu, więc taki posiłek był czymś naprawdę przyjemnym.
Upiła łyk kawy i skrzywiła się. O ile jedzenie mieli tutaj bardzo dobre, o tyle kawę przygotowywali kiepską. Chociaż Brenna nie powinna narzekać, w Biurze Brygady piło się głównie jakąś wstrętną lurę. Przeniosła wzrok na szybę, usianą kroplami deszczu i uśmiechnęła się, gdy po drugiej stronie dostrzegła Norę.