• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[18.05.1972] "The art of eye contact."

[18.05.1972] "The art of eye contact."
Gentleman
✦Oh, these violent delights...✦
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kayden jest wysoki i szczupły, z lekkim zarysem mięśni i wyraźną linią szczęki. Czarne jak noc włosy ma rozwichrzone przez wiatr, zadziornie opadające na czoło. Oczy barwy gwiazd, srebrne i przenikliwe. Cera blada, niesamowicie ciężko ją opalić. Ubiera się elegancko, zwykle w biel i czerń, czasem kroplę czerwieni. W chłodne dni na barki narzuca czarny płaszcz. Woń cynamonu i wiśni jest zawsze obecna, dryfując wokół niego w zmysłowym tańcu.

Kayden Delacour
#21
15.08.2023, 21:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2023, 22:24 przez Kayden Delacour.)  

To "dziękuję" zabrzmiało tak subtelnie, jak jasnobłękitna farba na płótnie, malująca niebo. Nie wiedział, czy uśmiech był prawdziwy, ale chyba ta barwa spodobała mu się najbardziej. Miał wrażenie, jakby delikatna, biała płachta tkaniny opadła na tę całą wymianę słów, odgradzając ją od reszty. Kto by pomyślał, że tak ciężko jest uwierzyć w szczery komplement...

- Szukałem dobrego słowa. - Odpowiedział łagodnie. Kay widział wiele oczami tych, którzy go wychowali, a raczej chciałby nimi patrzeć. Widział, jak swobodnie można było spoglądać na piękno życia codziennego, jak jego matka artystka. Ona miała romantyczną duszę, a gdy widział jej szczęście i to, jak malowała... pragnął tego samego. Chciał poczuć to, co ona czuła. Widzieć to, co ona widziała. Te barwy, światła i cienie. Mieć tak lekką duszę, pełną czegoś głębszego w sercu... Jak Laurent pragnął być komuś potrzebny i stać się kimś, tak Kayden pragnął czegoś, co by go natchnęło do życia. Rekompensata za brak mocniejszych wrażeń w codziennym życiu, tęsknota za rajskim światem. To był romantyzm, czyż nie? Może więc miał tu rację... Może i był w środku romantykiem, zmuszonym do przyjęcia filozofii swojego ojca, który ciężko stąpał po ziemi. A może był gdzieś pośrodku, uwieszony za szyję. Ni w niebie, ni na solidnym gruncie. - Może częściowo... - Wzruszył lekko ramionami. - Myślę, że każdy musi z czegoś zrezygnować, żeby po prostu być. Jak nie z części siebie, to z całości... - Zerknął na niego z ukosa, chcąc wrócić na ścieżkę rozmowy, której to rozważanie dotyczyło, bo trochę od tego odbiegli. Pasja, szacunek i pieniądze. Święta trójca, która nie zawsze łączyła się w idealny bukiet. - Sądzę jednak, że rezygnacja pasji potrafi nieźle człowieka ogołocić z piór. Nikomu tego nie życzę... braku czegoś, w czym może się zatracić i rozwijać. Pieniądze nie powinny stać temu na drodze... - Westchnął cicho. Czy to było naiwne z jego strony? Przecież bez ambicji i marzeń... człowiek więdnie. Jest pusty. Bez polotu i ognia. Żyje dzień w dzień, po prostu istniejąc. Jest nikim, jedynie... człowiekiem. Aż tyle i tylko tyle. Wiedział to, bo często właśnie tak się czuł. Pusto i bez koloru, idąc do celu bez przesadnego zaangażowania.

Kayden uśmiechnął się kwaśno, nie za bardzo chcąc się wszystkimi przemyśleniami dzielić. Tak czy inaczej, jego słowa pozostawały bez zmian, a on pokiwał głową na słowa Laurenta. - Zmiany nie przychodzą same z siebie. Potrzebna jest idea. Idea natomiast nie wystarczy, by coś zmienić. Potrzebne są chęci i działania. To jest łańcuch, w którym każde oczko jest potrzebne. Włącznie z ludźmi, w których ta idea istnieje. - Znów skinął głową, zaplatając ręce na piersi. Słuchał jego słów i w zasadzie nie miał nic do dopowiedzenia, czy skrytykowania. Zgadzał się z nim. Tylko czy bez ogniwa, które ideę napędza, zmiana wciąż będzie trwać? Mimo tego Kayden zdecydował się nic nie mówić. Jeśli Laurent uważał, że właśnie tak było, że jego rezerwat będzie wciąż taki sam, nawet jeśli się potknie i splami swoje imię, niech i tak będzie. Nie miał prawa tego podważać, bo nie był to jego interes. Nie był też zobowiązany do martwienia się o to, bo przyjaciółmi nie byli... Mimo tego nie chciał, żeby ich relacja była utrzymana w negatywie. Uśmiechnął się więc trochę słabo, jakby to był jedynie cień jego prawdziwego uśmiechu i spojrzał na niego... życzliwie? Serdecznie? W każdym razie nie było w tym spojrzeniu chłodu. - Masz rację. - Powiedział cicho i podniósł się powoli z siedzenia, chowając ręce do kieszeni spodni. Miał nieco lepszy widok na morze, do którego podszedł z krok czy dwa. - Masz inteligentnych przyjaciół... - Znów się uśmiechnął na chwilę, nie mówiąc jedynie o tej tajemniczej osobie, ale i o abraksanach i o reszcie tych mądrych stworzeń. Skinął głową na jarczuka, który bawił się z Charliem, żeby nie było wątpliwości, o kim mówił. - Mam nadzieję, że więcej osób będzie tworzyło zmianę pod twoim wpływem.



[Obrazek: qEyGuHF.gif]

✧ The bear loved the deer, it was obvious.
It ripped the deer's throat out, and then licked the dying deer
with the most passionate affection ✧
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#22
15.08.2023, 22:31  ✶  

Coś zaskoczyło. Coś kliknęło. Puzzle zostały do siebie dopasowane i ułożone. Poczuł to niemalże fizycznie. Uczucie, które go zaskoczyło, taki hunch, jak to niektórzy mawiali. Potrzebowali się troszkę pościerać, sprawdzić ostrość swoich kantów, żeby w końcu zejść na jakąś nić porozumienia? Czy może to jednak kolejny z przykładów tego, że po prostu temat dobry się wsunął i na chwilę Kayden dał się ukoić, pozwolił się pogłaskać z włosem. Zaraz jednak zacznie się stroszyć, wystarczy jedno słowo czy dwa. Opisanie go wrażliwym z tej strony byłoby całkiem rozsądne, ale jakoś... kiedy widzisz przed sobą szablę nie uznajesz jej za "wrażliwą". Może być piękna, może cię nie ranić, ale pozostawała zimną stalą, w której mogłeś się przejrzeć niemal jak w lustrze. Laurent już mówił o broniach. Odmawianie wrażliwości romantykowi było zaś grzechem, który należało zmyć. Nie, nie rozumiał. Kolejna sprzeczność dopasowana do osoby o nazwisku Delacour. Tak, mógł być romantykiem, pewnie matka w niego to wpoiła. Co zostało mu wpojone z drugiej strony? Dzieciaki czystej krwi przesiąkały swoimi rodzicami, czasami było to upiorne. Czy z drugiej strony miał diabła, który szeptał mu prawdy o tym świecie i jak należało żyć? Że taki żywot, jaki prowadziła jego matka, zdarza się raz na milion i że trzeba wygrać na loterii? Artyści zazwyczaj byli doceniani po śmierci.

- Nie chciałem wyjść na nihilistę z podważaniem tego, co jest potrzebne, co nie... - Nawiązywał tutaj do tego, że już powiedział, że nikogo nie interesują problemy, potem w zasadzie między wierszami zadały pytanie, czy potrzebne jest w ogóle czyjekolwiek zdanie i tak dalej... Zaimponował mu Kayden, że tamto pytanie wyłapał. Bo utknęło ono mu w gardle i nie chciał go zadawać - głównie ze względu właśnie na to, że nie chciał zapaść w pamięć jako osoba, która wszystko podważa i zatapia się w ciemności tego świata. Nie taki wizerunek siebie samego chciał kreować przed ludźmi. - Niepokoi mnie, że tak gładko się ze mną zgadzałeś wcześniej i że teraz mówisz o tym, że zawsze jest cena. Cena, która brzmi w twoich ustach na zbyt drogą. - I nie chodziło o to, że przez to niewartą, nie. Po prostu zbyt drogą. Gorzką. Tak, gorycz tkwiła w Kaydenie i teraz zobaczył ją bardzo wyraźnie. Jak żółć wylała się na czarną farbę i wypaczyła płótno. Takim był człowiekiem? Kiedy przestawał lśnić stalą przesiąkał swoją dezaprobatą wobec tego świata i poddaństwem? Nie, to też nie pasowało do tej osoby - spadanie na kolana. Jego obraz, kiedy stał i spoglądał na Michaela tak mocno zapisał się w głowie Laurenta, że nie chciał o nim zapominać. To jednak nie było dobre. Człowiek powinien być sobą, nie tą jednostką, na którą go malowali inni. - Przykro mi. - Patrzył na Kaydena tak, jakby Kayden mówił o tym, że sam stracił pasję. Choć akurat nie uważał, że to mogło być powodem. Nie bardzo wiedział, co się działo w życiu tego człowieka, ale wyglądał na kogoś, kto coś stracił. Albo kogoś. I nie potrafił tego odnaleźć z powrotem. Poruszyło go to. Żaden mężczyzna nie powinien kończyć na kolanach, złamany przez cokolwiek czy kogokolwiek. Tak, mężczyzna bez celu był jak skorupa, którą należało wypełnić. Napoić. Tego szukał w ramionach tamtej kobiety? Wypełnienia? I znów dwa słowa zabrzmiały jak jedwab opadający na rozgrzane ciało. Chłodny, przyjemny jedwab przynoszący ulgę. Zapewne nie powinien się tak spoufalać, ale nie miał teraz żadnego innego, lepszego słowa. Nie, wróć. Miał. Miał słów całe mnóstwo, mógł powiedzieć wszystko. Ale tylko to wydawało mu się odpowiednie. - Zatracenie się to bardzo niezdrowe uczucie. Zostaliśmy stworzeni do szukania stabilizacji. Osoby, które rozpalają swój świat gwałtownym ogniem przeżywają mocno, szybko, ale potem pozostały popiół jest dla nich tragedią. - Laurent bardzo dużo przypatrywał się ludziom i ich słuchał. Był uwrażliwiony na zmiany w zachowaniu, w głosie - jak widać po ich rozmowach wcale nierzadko odbierał te zmiany źle, jako wycelowane w siebie. A były po prostu reakcjami na siebie samego.

- To prawda. Bez chęci nie ma niczego. - To na pewno były hipotetyczne rozważania? Laurent to podjął, ale jakoś nie wierzył, że to tylko... takie sobie gadanie. Dlatego z taką uwagą spoglądał na plecy Kaydena. - Tylko nie powtarzaj tego Michaelowi. Śmiertelnie się na ciebie obrazi za zrównanie jego inteligencji z psią. - Zażartował delikatnie. - Panie Delacour, z takimi słowami proponuję zacząć od pana samego. Brama tych włości będzie dla ciebie otwarta, jeśli przyjdziesz znowu w poszukiwaniu zgubienia Nudy. - Bo ta panienka za mocno wbija pazury w Twoje ramiona.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Gentleman
✦Oh, these violent delights...✦
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kayden jest wysoki i szczupły, z lekkim zarysem mięśni i wyraźną linią szczęki. Czarne jak noc włosy ma rozwichrzone przez wiatr, zadziornie opadające na czoło. Oczy barwy gwiazd, srebrne i przenikliwe. Cera blada, niesamowicie ciężko ją opalić. Ubiera się elegancko, zwykle w biel i czerń, czasem kroplę czerwieni. W chłodne dni na barki narzuca czarny płaszcz. Woń cynamonu i wiśni jest zawsze obecna, dryfując wokół niego w zmysłowym tańcu.

Kayden Delacour
#23
16.08.2023, 00:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.08.2023, 00:48 przez Kayden Delacour.)  

Widać nie każdy balans był tym dobrym. Nie każdy był możliwy do osiągnięcia. Z jednej strony anioł, z drugiej demon. Siedzą na ramionach i każą słuchać ich dobrych rad. Który ma rację? Ten, który każe wrażliwość stłumić, na poczet życia zgodnie z czystą krwią? Czy ten, który ją wielbi, zachęcając do podążania za marzeniami? Czyimi marzeniami? Jakimi marzeniami? Przecież wszystko już miał... Co świat mógłby mu zaoferować, żeby jakoś szturchnąć serce, by przypomniało sobie jak bić? Nie stracił pasji, miał ją... ale to nie wystarczyło. To było za mało. Zbyt subtelne, za słabe, by go poruszyć.

- Spokojnie... widzę tu rozsądek, nie negację. - Zapewnił go. - Niepokoi? - Uśmiechnął się krzywo, unosząc brew. Zaśmiał się krótko i tylko wzruszył ramionami, bo nie miał na to właściwej odpowiedzi. - Wszystko ma swoją cenę... - Jego język był słodko gorzki, gdy mówił. Jak kawa i czekolada. Zależy tylko o czym była mowa. A czy się poddał? Człowiek, który się poddał, nie dezaprobuje, tylko akceptuje rzeczywistość. Nie, nie poddał się. Nie był pewny, czy w ogóle potrafił. Milczenie nie jest ani zgodą, ani zaprzeczeniem...

Spojrzał na Laurenta z niezrozumieniem. Przykro mu? Dlaczego? Jedyne co stracił, to ogień. Wszystko tliło się słabym, spokojnym płomieniem, kiedy miał tą swoją stabilność. Daleko mu było do kompletnego załamania, a na kolana paść nie zamierzał. Parsknął cicho i pokręcił głową. - Niesłusznie. - Odpowiedział cicho. Miał ochotę powiedzieć, żeby martwił się sobą, ale się ugryzł w język. Znów byłby zbyt surowy i ostry, a wcale nie chciał. - Stabilizacja jest... - Monotonna. Niezmienna. Nużąca. Męcząca. Prozaiczna. - ...wytartą ścieżką. W życiu potrzebna jest równowaga, to prawda, ale ta właściwa. Bez jasnych płomieni, będziesz siedział w zimnej izbie. Na co ci słabe iskry? Szybko wygasną bez ciągłego dokładania drewna. Najpierw buchasz, później płoniesz... Wygasasz tylko wtedy, kiedy przestaje ci zależeć... - Zachichotał cicho, bo znów zeszło na metafory. Jakoś łatwiej było wyjaśnić pewne sprawy, posługując się alegorią. - Tak przynajmniej uważam. - Wzruszył ramionami, uparciuch jeden i w tej sprawie nie miał zamiaru dać się przekonać. Ten pogląd siedział w nim za głęboko. Uśmiechnął się lekko i pokiwał głową. - Gdzież bym śmiał? Oczywiście, że mówimy tu o różnych stopniach inteligencji... - Pociągnął żart, potem parsknął cicho. - Ah, wiesz... coś czuję, że na trzech przypadkowych spotkaniach się tu nie skończy... Nie, żeby mi to szczególnie przeszkadzało... - Powiedział i pokręcił głową z taką... prześmiewczą dezaprobatą? Niedowierzaniem? Coś w tym guście. - Jak dotychczas zdołał pan skutecznie przegnać moją Nudę, panie Prevett. Mam tylko nadzieję, że obejdzie się bez latania...

Dysputa została jako tako zakończona, przy kawie i tych jedwabnych płachtach, które opadły na ich relację. Rozejm? Ciężko było określić, bo królowie białych i czarnych pionów wciaż stali za daleko siebie. Coś jednak złapali, jakąś nić porozumienia i na tym jak na razie grę zakończyli. Pani Delacour namalowała wspaniały obraz, na którym każdy z latających koni przedstawiał się dostojnie i z niewymuszoną gracją. Zdołała uchwycić to, co najpiękniejsze w New Forest. Kaydenowi bardzo się ten obraz podobał, jak zresztą wszystkie jej prace, ale jednak ten był szczególnie wyjątkowy. Dumny się czuł ze swojej rodzicielki i cieszył się jej szczęściem, gdy promieniała cała po ukończonej pracy, wciskając mu ponownie Charliego do rąk w drodze powrotnej do domu. Rozdzielili się, każdy zajął się znów sobą. Laurent wrócił do pracy, Kayden wrócił do szarej codzienności. Jedyne co się zmieniło, to to wcześniejsze napięcie, które złagodniało nieco. Odciągnęło to trochę myśli Kaydena o tym, co zaszło w klubie jazzowym. Trudno było jednak powiedzieć, że całkiem o tym zapomniał...


Koniec sesji


[Obrazek: qEyGuHF.gif]

✧ The bear loved the deer, it was obvious.
It ripped the deer's throat out, and then licked the dying deer
with the most passionate affection ✧
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Kayden Delacour (8540), Laurent Prewett (8698)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa