• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu

[2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
16.08.2023, 09:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:08 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Trzymał się dzielnie. I chyba to było najlepsze określenie, jakie można było położyć na stanie Laurenta Prewetta, kiedy jechał przy boku Elaine - nieznajomej mu tak naprawdę kobiety, która trzymała go i mówiła do niego ciągle, żeby tylko nie zasypiał. Starał się. Minuty przeciekały przez palce - cenne, mogące przyprowadzić ze sobą zmianę zarówno na lepsze jak i na gorsze. Dzięki bogom kierowca tego magicznego autobusu był na tyle szalony, że dotarcie z nim gdziekolwiek zazwyczaj było kwestią paru chwil.

Ciężko było mu stawać na prawej nodze - była złamana czy tylko skręcona, sam nie wiedział. Wiedział tyle, że stanięcie na niej powodowało taki ból, że darował sobie jakiekolwiek próby. Trzymał rękę, tą całą, ledwo podrapaną i poobijaną, na ramieniu Elaine, tej drobnej kobietki, która wzrostem mogłaby uchodzić za jego córkę, podpierając się na niej, chociaż wcale nie chciał. Szok wydarzenia już przeminął. Pozostała tylko chęć pozbycia się bólu i ponura akceptacja. Bo nawet nie zdziwienie. Zupełnie jakby diabeł mu szeptał do ucha zasłużyłeś. Och? Czyżby? Nie tracił energii na mówienie, a nawet formułowanie zdań stało się dla niego odrobinę problematyczne przez pulsujący i przyćmiewający ból rozbitej głowy. Szpital nagle wydawał się o wiele za duży, zbyt wielki, żeby szukać tutaj kogokolwiek i żeby dotrzeć do jakiejkolwiek z sal. Chyba gdyby nie to ciastko, które w niego czarownica wmusiła, to nie dotarłby nigdzie. Zostałby już na tym fotelu Błędnego Rycerza, dopóki by go nie wynieśli.

Mówić, że wyglądał źle, byłoby wielkim niedopowiedzeniem. Elaine starła część brudu i krwi z jego twarzy, ale ta ciągle zlepiała jego jasne, platynowe włosy i skapywała z jego ręki, przesiąkając przez kawałek materiału, który kobieta zacisnęła na ranie. Żeby pomóc jakkolwiek. Żeby pomogło cokolwiek. Był cały poobijany i podrapany, kurz zlepił się do jego marynarki, a krew paskudnie zdobiła białą ongiś koszulę. Podniósł zmęczone spojrzenie na budynek, kilka zdziwionych czarodziei odsunęło się od ich dwójki, która wytoczyła się z Błędnego Rycerza. A kiedy już Munga zobaczył to poczuł, że zadanie wykonane. To już. Nerwy, stres, napięcie i adrenalina jakoś go puszczały. Wszystko, co utrzymywało go na nogach i uparcie kazało iść, nakazywało funkcjonować, rozpłynęło się w poczuciu wykonanej misji. W poczuciu bezpieczeństwa. Nie chciał Elaine niczego utrudniać, ale czuł, że bardziej ciąży w jej ramionach, bo bardziej ciążyło mu jego własne ciało. Dotarł tak do schodów Munga.

- Nie mogę... - Wyszeptał, opadając kolanami na schodki. Jego ręka ześlizgnęła się z ramienia Elaine i odnalazła podparcie w ziemi. Och, jakie to żałosne... A jakie zamieszanie! Tego tylko mu brakowało, żeby to, jak Laurent Prewett pojawił się w takim stanie przed Mungiem poszło w świat. Teraz o tym nawet nie myślał. Tak wdzięczny, że tutaj dotarł. Że w ogóle jeszcze był.

Zamieszanie eskalowało bardzo szybko, bo i nie trzeba było czekać długo, żeby naprawdę pojawił się ktoś, kto będzie w stanie pozbierać Laurenta, który uparcie ciągle ściskał różdżkę w rannej ręce. Żeby tylko jej nie zgubić. Żeby tylko nie upuścić. Żeby móc się bronić. Ktoś mu tą różdżkę wyjął z dłoni, nawet się nie opierał. Pojawiły się jakieś pytania, ktoś coś do niego mówił, ale w tej wrzawie ledwo już kontaktował. Jak masz na imię, a skąd jesteś, wszystko to w końcu zostało skierowane i wycelowane w Elaine, która go tutaj przyprowadziła.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
16.08.2023, 11:58  ✶  
Florence miała przerwę. Czasem wykorzystywała ją na kawę, czasem na rozmowę, jeśli na oddziale był ktoś znajomy – ale równie często postanowiła zrobić coś produktywnego. Jak tym razem: chciała omówić dwie sprawy w recepcji i...
...natknęła się na dość osobliwą scenę.
Oczywiście, że poznała te charakterystyczne, bardzo jasne włosy. Rozpoznałaby je wszędzie. Mimo tego, że ktoś się przy nim kręcił, bez większego problemu dostrzegła także krew i to, że młody Prewett wyglądał, jakby miał zamiar zaraz zemdleć.
– Wyczaruj nosze, a nie wypytuj, Dorian – nakazała ostro, ruszając w stronę Laurenta i stażysty, który miał za zadanie pomagać w "selekcjonowaniu" pacjentów. Wzroku nie odrywała od Laurenta. Tak, zainterweniowałaby, gdyby był tutaj także ktoś całkowicie obcy, ale teraz o wiele bardziej się martwiła.
Właśnie dlatego magomedyk nie powinien zajmować się członkami rodziny. Tyle że nie było mowy, aby po prostu zostawiła chłopaka samego sobie, póki ktoś się nim nie zaopiekuje.
– Parter, Wypadki przedmiotowe, sala badań. Pójdę z nim – zarządziła, kiedy stanęła przed Prewettem i zmierzyła go spojrzeniem, szybko oceniając obrażenia. Nie dostrzegła na pierwszy rzut oka żadnych śladów niebezpiecznych klątw, nieudanej transmutacji czy – czego się spodziewała – urazów, które wyglądałyby jak dokonane przez magiczne stworzenia. Tak, zdecydowanie, wypadki przedmiotowe – chociaż to nie był wypadek, to wyglądało na zaplanowany atak.
To nie był też jej wydział, ale Rhynda i Doyle z dyżury na wypadkach przedmiotów dwie minuty temu dostali całą rodzinę, która padła ofiarą tajemniczego wybuchu kociołka. Florence nie zamierzała ryzykować, że pomoc do chłopaka dotrze choćby o sekundę za późno.
– Laurent, mój drogi, połóż się proszę i spróbuj jak najmniej się ruszać – powiedziała, do niego zwracając się już zupełnie innym tonem. O ile do Doriana mówiła chłodno i rzeczowo, o tyle do Prewetta łagodnie, i zaraz znalazła się przy jego boku, gotowa – na miarę swoich marnych możliwości – pomóc mu usiąść i ułożyć się na noszach. – Wszystko będzie dobrze. Gdzie boli najbardziej?
Nie zadawała pytań o tożsamość, wszak ją znała. Nie miała też zamiaru pytać, co się stało: w tej chwili młody Prewett wyraźnie nie był w stanie rozmawiać. O to zapyta później, kiedy chłopak dojdzie do siebie, a potem natychmiast ściągnie tu któregoś z braci, aby zebrał zeznania i dopadł drania, który ośmielił się podnieść rękę na Laurenta.
Machnęła różdżką, transmutując opatrunek na ramieniu w coś porządniejszego. Kolejne machnięcie i rana na twarzy się zaleczyła. Cała reszta musiała poczekać aż przewiozą chłopaka na salę, gdzie będą mikstury oraz warunki do obejrzenia wszystkich obrażeń rannego.
– Eliksir wiggenowy, eliksir uzupełniający krew, eliksir przeciwbólowy, trzy dawki – rzuciła jeszcze do Doriana, zanim wraz z magicznymi noszami skierowali się na właściwy wydział. Na całe szczęście, był to parter. Nie poświęciła wiele uwagi Elaine, acz powód był prosty: ta nie wydawała się ranna, a Florence całkowicie skupiła się na swoim kuzynie. O jej udziale w całej sprawie na razie nic nie wiedziała i wszelkie podziękowania miały pojawić się dopiero później.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#3
17.08.2023, 11:17  ✶  

Starała dać z siebie wszystko, aby Laurent przeżył drogę do szpitala. Miała nadzieję, że jego urazy nie były zbyt poważne, że nie stracił zbyt wiele krwi, że materiał, który trzymała przy jego głowie zatamuje krwotok, że wszystko się ułoży, a ona zapanuje nad swoimi emocjami na tyle dobrze, aby nie wybuchnąć i nie zrobić mu większej krzywdy. Gdy wylądowali pod Mungiem, a chłopak upadł na ziemie, upadła obok niego szepcząc mu, aby szedł dalej, że zaraz ktoś im pomoże, że będzie cały, że przeżyje. Martwiła się, że nie da rady go przenieść, a przecież jej czary, jej magia nie była silna, nie była potężną wiedźmą z Hogwartu, była sierotą z cyrku, ale w końcu ktoś do nich dotarł; nie rozumiała pytań, które leciały w stronę Prewetta, a potem do niej. Widziała jak chłopak traci na siłach, a oni zadawali pytania jakby odpowiedzi na nie miały mu pomóc. Gołym okiem widać, że nie to było teraz najważniejsze. Starała się jednak wydusić z siebie jakieś odpowiedzi, ale wtedy wpadła pani Rycerz z aurą spokoju i profesjonalizmu. Ustawiła każdego kto próbował pomóc chłopakowi. Elaine patrzyła na nią z lekko otwartą buzią, z podziwem w oczach. Elka nie  potrafiła aż tak się rządzić, ale w sumie czasami się jej to zdarzało wśród rodziny, gdy zachowywali się głupio, ale w takim miejscu? Taka osoba była dla niej niesamowita.

Słowo nosze w ustach Rycerki sprawiły, że po chwili obok się pojawiły i chłopak leżał na nich bezpiecznie. Kobieta zadała mu pytanie, ale to Elaine na nie odpowiedziała.

– Laurent mówił, że boli go noga, utykał na nią, ma z tyłu głowy otwartą ranę i na ramieniu – wyrzuciła bez namysłu drżącym głosem. Uspokój się!

Rudowłosa dziewczyna nie zamierzała porzucić chłopaka dopóki nie dowie się, czy on przeżyje. Nie miała pojęcia, czy ktokolwiek będzie chciał jej coś powiedzieć, ale była uparta jak trzeba było. Podreptała za nimi ignorując fakt, że powinna się wycofać, uciec i zniknąć na zawsze. Gdzieś z tyłu głowy miała tę myśl, że nie powinna tu wchodzić, że lepiej niech zaopiekuje się nim ktoś kto go zna, ale musiała się dowiedzieć, czy będzie cały i musiała powiedzieć, co się wydarzyło, aby ktoś złapał tych nicponi.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
17.08.2023, 13:25  ✶  

Znajomy głos był jak balsam. Ulga. Tak, teraz już na pewno wszystko musiało być w porządku. Pod kontrolą. Podniósł głowę, spoglądając w kierunku Florence z ulgą. Jakby wiedziała. Albo jakby opatrzność czuwała akurat nad tym momentem, kiedy stażysta chciał zbierać z ziemi Laurenta, żeby pomóc mu dotrzeć do osoby, która była w stanie mu pomóc. Lub na korytarz, gdzie być może poczekałby na swoją kolej, bo przecież nie wyglądało, żeby miał na sobie obrażenia zagrażające życiu. Mówiło się, że zawód magimedyka to jak zawód profesora - zawody z powołania. Pomagasz ludziom, więc na pewno jesteś dobrą osobą, na pewno tego chcesz. Masz jakąś wyższa moralność, czy może inne bzdety. Łatwo zapominało się, że przecież medycy też byli ludźmi - i niektórzy byli bardzo rozczarowani pracą, w jakiej przyszło im funkcjonować.

Laurent grzecznie i bez nawet mrugnięcia wykonał polecenie Florence. Spojrzał na noszę i musiał się przez drobny moment zastanowić, czy raczej - zebrać myśli i równowagę. Przejść na nosze. Tak. Znowu cały się zaczął trząść, kiedy oderwał ręce od stygnącego już kamienia schodów prowadzących do szpitala. Letni, późny wieczór odtajał po całym dniu smagania ognistą kulą zawieszaną na niebie, majacząc ostatnimi barwami nieboskłonu. Przesunął się na noszę specjalnie czekającą na niego nisko, żeby nie musiał walczyć ze wstawaniem. I dzięki Bogu, bo nie miał za grosz zaufania do własnej stabilności, czyli do błędnika, który sprawiał, że płyywał. O ile to był błędnik. Położył się, ale nie na plecy - na boku. Głowa z tyłu za mocno go bolała, żeby był skłonny do opierania potylicy o cokolwiek. I gdziekolwiek. Głos Florence był jak przewodnik rysujący drogę, którą należało podążać i gdzie chciało się iść. Każdy krok był powtórzeniem prostego zdania, że będzie dobrze. Jeszcze chwilę i naprawdę przestanie boleć.

Wystarczyło się zresztą położyć i zrobiło się tak jakoś... spokojniej. Już całkowicie. Był wdzięczny Elaine, że uzupełniła tę treść za niego. Przytaknął słabo głową i wyciągnął jeszcze lewą rękę w kierunku Florence, która mocniej nie krwawiła chyba tylko dzięki temu, że jednak Elaine była na tyle przytomna, żeby ją ucisnąć materiałem. Teraz zresztą poprawionym przez samą Florence, chociaż to jakoś średnio zarejestrował. Prawdę mówić - nie zarejestrował wcale. Tak jak jeszcze parę chwil temu, kiedy szedł dzielnie razem z Elaine wiedząc, że muszą dostać się do Munga, że on musi się tu dostać, był napędzany adrenaliną, tak teraz robiło mu się sennie. Tylko zamieszanie wokół i powtarzający się nawrót bólu i mdłości trzymał go w ryzach. Spać... Chciał zasnąć. Chciał się wyłączyć. Teraz już chyba mógł, prawda? Bo przecież - przy Florence nic złego nie mogło mu się stać.

Rana na głowie była mocno rozcięta, ale na szczęście nie rozbił sobie czaszki. Tym nie mniej był to mocny uraz głowy, który w połączeniu z paskudną raną z drzazgami, które tam pozostały po starym drewnie, zagrażał życiu. I była to kwestia szybkości reakcji. Gdyby nie interwencja Elaine Laurent zapewne nie dożyłby świtu. Nie z jego mizerną kondycją i kruchym ciałem. Noga złamana na szczęście nie była, jedynie skręcona kostka nie pozwalała swobodnie się poruszać. Rzeczywiście nie było śladów żadnej magii - bo magia była jedynie tym, co pchnęło serię wydarzeń, nie tym, co bezpośrednio zaszkodziło. Bezmyślnie użyte zaklęcie napastników, którzy woleli uciec z miejsca zdarzenia, zamiast naprawić wyrządzone szkody.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#5
17.08.2023, 17:29  ✶  
Florence niekoniecznie zawsze wiedziała, co zrobić, na pewno nie miała racji w każdym wypadku i to nie tak, że wszędzie każdy chętnie podporządkowałby się jej rozkazom. Ale w Mungu była „na własnym terenie”, należała do osób szalenie pewnych siebie, a poza tym przywykła, że jeżeli wydajesz polecenia odpowiednim tonem, to na ogół ludzie nie wiedzący do końca, co zrobić, odruchowo cię słuchają.
Nie kazała Elaine zostać w poczekalni wyłącznie dlatego, że ta zaczęła relacjonować, co dokładnie dolegało Laurentowi. Kiwnęła na jej słowa głową, nie poświęcając im jednak większej wagi, po czym przeniosła nosze nad łóżko w sali, do której trafili, ostrożnie składając na nim rannego.
– Nie zasypiaj, mój drogi. Wytrzymaj jeszcze chwilę – poleciła dokładnie tym stanowczym tonem, na moment ściskając palce Prewetta, ale zaraz wypuszczając jego dłoń. Nie mógł teraz zasnąć: mógł mieć wstrząśnienie mózgu, rana na głowie i osłabienie potencjalnie na to wskazywały. Inne obrażenia sprawiały jednak, że na razie nie mogła tego zweryfikować pytając o światłowstręt, mdłości czy sprawdzając, jak działa wzrok. Machnęła różdżką, tak że górna połowa łóżka odrobinę się uniosła, pozwalając Florence znów się pochylić, by ostrożnie przyjrzeć się głowie.
Miała ochotę syknąć, gdy zobaczyła te wszystkie drzazgi. Nie zrobiła tego, bo nie chciała straszyć pacjenta. W głębi ducha była jednak pewna, że gdyby młody Prewett nie trafił do szpitala szybko, mógłby nawet umrzeć.
Noga, choć na pewno bolesna, mogła poczekać. Opatrunek na ręce chronił przed wykrwawieniem, a eliksiry załatwią sprawę błyskawicznie. Inaczej jednak sytuacja przedstawiała się z głową. Tą raną trzeba było zająć się natychmiast, chociaż na całe szczęście, wyglądało na to, że nie doszło do żadnych uszkodzeń czaszki, a rzucone zaklęcie nie alarmowało o żadnym obrzęku albo krwiakach wewnątrz niej.
– Mam eliksiry! – zawołał Dorian, nieco zadyszany. W rękach trzymał kilka fiolek. [i] – Pan Lestrange wciąż ma pacjentów, ale panna Rhynda Torens zaraz tu przyjdzie.[/b]
Bulstrode skinęła głową, odsuwając się, by przyjąć mikstury.
– Wypij, proszę – nakazała, ostrożnie podstawiając Laurentowi do ust eliksir przeciwbólowy, przyniesiony przez Doriana. Wiggenowy i powstrzymujący krwawienie musiały poczekać aż usuną te wszystkie drzazgi, tkwiące w tej chwili w ciele, inaczej mogłyby utknąć w środku. – Dorian, będę jeszcze potrzebowała eliksiru oczyszczającego rany. Czy wiesz, kto go zaatakował?
Wypowiedziała oba zdania jedno po drugim, i wciąż patrzyła na Laurenta, ale było raczej pewne, że skierowała to pytanie do Elaine. W końcu wątpliwe, aby stażysta z Munga był świadomy, co spotkało chłopca ściągniętego ze stopni przy Mungu.
Florence przesunęła się za Laurenta, by mieć widok na głowę. Powinna poczekać, aż pojawi się Rhynda, ale po prostu nie mogła zostawić chłopaka w tym stanie – poza tym akurat te obrażenia nie wymagały specjalizacji. Przesunęła różdżką, usuwając po kolei drzazgi: jedna po drugiej wypadały, a potem kierowane magią przelatywały wprost do pojemnika ustawionego tutaj właśnie w takich celach.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#6
17.08.2023, 18:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2023, 18:15 przez The Little Fox.)  

Starała się nie przeszkadzać, stanęła gdzieś z tyłu pod ścianą, ale tak, aby wszystko widzieć. Cały czas miała oczy szeroko otwarte i momentami zapominała nimi mrugać. Wszystko wokół działo się tak szybko, ludzie biegali, Florence rozkazywała jak królowa, a Elaine czuła się nieprzydatna, ale może to dobrze? Nie była lekarzem, nie powinna być w tym miejscu przydatna. Została tutaj tylko po to, aby powiedzieć co się stało, co widziała i jak starała się mu pomóc, aby w razie czego można było złapać sprawców tej sytuacji. Trzymała swój koszyk w dłoni zaciskając ją tak, że knykcie wręcz jej bielały. W głowie powtarzała sobie, aby być spokojną, bo w końcu wszystko było na swoim miejscu. Laurent bezpieczny, przy lekarce, a ona cała i nie straciła nad sobą panowania.

Obserwowała mężczyznę, który wbiegł z eliksirami do pomieszczenia lekko zdyszany. Gdzieś w głowie miała myśl, aby zobaczyć skąd je zabrał, może mogłaby je ukraść dla rodziny. W cyrku często były wypadki i takie eliksiry dobrej jakości na pewno się przydadzą. Gdy Florence znowu się odezwała, Elaine pierwszy moment nie mogła pojąć jak pracownika Munga mógłby wiedzieć, co się stało, a potem dotarło do niej, że to pytanie było skierowane do kogoś innego. Do niej!

– Aea… a – zająknęła się – Nie, znaczy tak. Jak szłam ulicą to z tego miejsca, gdzie znalazłam Laurenta wybiegło trzech chłopaków, potrącili mnie i mówili coś, że muszą stąd wiać – odpowiedziała szybko, ale szczegóły zmywały się jej jedynie w plamy krwi, które otaczały wtedy chłopaka. – Gdy weszłam do tej uliczki to Laurent leżał przygnieciony przez belki i deski, jakby coś się na niego zawaliło, ale nie rozglądałam się za bardzo. Próbowałam mu pomóc – powiedziała tyle na ile pozwalał jej stres. – Nic mu nie będzie, prawda? – krzywiła się widząc te drzazgi w jego głowie.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
17.08.2023, 18:46  ✶  

Królowa, jakże trafne określenie wobec Florence. I gdyby Laurent je usłyszał to nawet by się uśmiechnął. Bardzo mocno wypychał na wyżyny postać, która teraz naprawdę zachowywała się, jakby to miejsce należało do niej. A to tylko kwestia odpowiedniego tonu i spora dawka zaufania, jaką ludzie wokół do niej mieli. Chodziło o to, że wiedziała, co robi i że nie zrobi jakiejś głupoty. Więc słuchały osoby niepewne co do tego, co mają ze sobą robić jak i te, które wiedziały, ale które być może same z siebie zachowywałyby się inaczej. Były też osoby takie jak Laurent, które zazwyczaj jak ktoś zaczynał do nich mówić tonem ostrzejszym to traciły rezon i wtedy już nie wiedziały tak na dobrą sprawę, co ze sobą zrobić i jak się zachować, chociaż jeszcze chwilę temu był na całkowicie dobrej drodze. Teraz był jednak w stanie słuchać wszystkiego. I nie zastanawiał się nad tym, co robi ani po co - po prostu to robił. Poruszył palcami, odpowiadając na uścisk Florence. Nie zasypiać. Rozumiał. Był w stanie to chyba zrobić. Poszukiwał we śnie ulgi, ukojenia. Chciał się temu poddać, ale skoro najpierw Elaine mu tłukła do łba, że zasypiać nie mógł, a teraz robiła to Florence, to w nici zrozumienia kwitła wizja o tym, że sen mógł przynieść ze sobą sporo niebezpieczeństwa. Jak to, że rzeczywiście ciężko było kogoś przebadać, żeby wykluczyć niektóre dolegliwości organizmu.

Przytrzymał zdrową ręką eliksir przy ustach i wypił grzecznie to, co mu podawało. Nie smakowało dobrze, ale nie miało. Ważne było to, że wystarczyła tylko chwila, żeby odetchnął głębiej, swobodniej, czując, że teraz już nie zasypianie stanie się prawdziwym wyzwaniem, a nie po prostu koniecznością utrzymania pionu zgodnie z życzeniem ciotki. Okropnie zaczynały mu ciążyć powieki, kiedy zaczynało się robić coraz bardziej błogo, bo ból puszczał i jego mięśnie też zaczynały się odprężać. Nie chciał, żeby Florence się tym interesowała. Żeby dopytywała. To był wypadek. Tak to powinno pozostać. Ale nie mogło. Zresztą, ha... Akurat Florence by mu uwierzyła, że chodził po jakimś starym budynku, dlatego tak skończył...

- To... ni-emm... teraz... nie... wy-wypadek... El-aine...- Próbował coś wydukać, coś mówił, ale słowa się nie kleiły, w zgrabne zdania. A chciał powiedzieć, żeby to zostawić teraz jako wypadek i że Elaine mu pomogła. Że mogą o tym porozmawiać później, ale wysławianie się już przestało mu zupełnie wychodzić. Automatycznie sięgnął dłonią za plecy, do głowy, po eliksirze czując bardziej, że coś mu przeszkadza, swędzi i drapie niż że naprawdę boli. Nie chciał celowo Florence przeszkadzać, był trochę jak dziecko we mgle, które się zapomina w tym, co robi i nie do końca posiada koordynację między ciałem a myślą.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
17.08.2023, 19:40  ✶  
Może dobrze, że Florence ich myśli nie słyszała – i tak miała o sobie dość wysokie mniemanie, na tyle, że zdaniem niektórych sięgało to już niezdrowej pychy. Królową zdecydowanie nikt jej do tej pory nie nazywał: za to niektórzy stażyści, jak choćby Fernah Slughon, przywykli do nazywania ją Generał Ład i Porządek.
Chcieli ją zapewne obrazić, ale Florence ze swoją nerwicą natręctw uznawała to za komplement.
Wybiegło trzech chłopaków.
Mówili, że muszą wiać.

Bulstrode zamarła na moment, bo te słowa w połączeniu z obrażeniami Laurenta układały się w pewną historię i budziły w niej gniew. Właśnie dlatego – między innymi – uzdrowiciel nie powinien zajmować się swoimi krewnymi. Ciężko było zachować obiektywność i wykonywać rutynowe czynności. Oczywiście, że nie uwierzyła, że to żaden wypadek. A jednak, kiedy Prewett sięgnął ku tyłowi głowy, ręka Florence natychmiast wystrzeliła do przodu, mimo wewnętrznego wzburzenia. Uścisk nie był mocny, bo i panna Bulstrode nie należała zdecydowanie do atletek, ale pewny.
– Postaraj się nie ruszać. – poprosiła, pośpiesznie zakładając rękawiczki, wyciągnięte z kieszeni paskudnej, uzdrowicielskiej szaty. Miała ochotę wypytywać Elaine dalej, ale były pilniejsze sprawy. W dodatku Laurent koniecznie chciał dodać coś od siebie, a próby mówienia wyraźnie mu nie służyły. Florence machnęła różdżką, rzucając kolejny czar, tym razem na głowę, po czym pochyliła się, by podać mu eliksir wiggenowy. – Porozmawiamy o tym później. Wypij do dna. Za moment będziesz w lepszym stanie – obiecała, po czym zabrała się do usuwania opatrunku z ręki i oczyszczania rany. Należało to zrobić, zanim mikstura wiggenowa zacznie działać. Jeżeli szło o nogę… tu już konieczne było nastawienie, ale postanowiła zostawić to na koniec.
– Dziękuję, że go tutaj przyprowadziłaś. Byłoby dobrze, gdybyś zostawiła w recepcji swoje nazwisko oraz adres, pod który może dotrzeć sowa – rzuciła do Elaine, nie spoglądając jednak na nią. Spojrzenie jasnych oczu miała utkwione w nieładnej ranie, którą ostrożnie polała miksturą. Mimo wcześniej podanego środka przeciwbólowego musiało to trochę zapiec, więc Florence starała się przytrzymać rękę Laurenta, by przypadkiem nim nie szarpnął. Chłopak nie miał najlepszej tolerancji na ból.
Rana na głowie zaczęła powoli się zaleczać. Miała jeszcze pobolewać przez jakiś czas i zagwarantować Laurentowi konieczność spędzenia pewnego czasu na odpoczynku, bez wykonywania gwałtownych ruchów, ale już nie krwawiła, a jej brzegi pod wpływem czaru i eliksiru się zrastały. Po chwili ten sam proces zaczął działać na ramię: krwotok ustąpił. Florence ściągnęła rękawiczki, ubabrane krwią i zaklęciem posłała je do pojemnika na odpady.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#9
19.08.2023, 17:40  ✶  

Gdy chłopak zaczął mówić o wypadku Elaine zmarszczyła brwi w zastanowieniu, a może nawet delikatnym gniewie. Jaki wypadek? Nie było wypadku. To ewidentnie nie był wypadek, dlaczego wtedy z tamtego miejsca wybiegłoby tych trzech nicponi? Nie rozumiała o co chodziło chłopakowi, ale nie odpuści tej sprawy. Elaine była często uparta jak baran, ale nigdy tego nie zauważała. Może majaczył? Może to uderzenie w głowę sprawiło, że coś mu się poprzewracało? Nie wiedziała, ale miała nadzieję, że doprowadzą go do stanu poczytalności. Czuła, że powinna już iść i nawet chciała się pożegnać i zniknąć, ale wtedy Florence dała jej zadanie – zostawić nazwisko i adres do sowy. Tylko po co ma wysyłać jej sowę, nie potrafiła czytać, więc raczej nie widziała w tym sensu. Nikt jej nigdy nie wysłał listu, nigdy z nikim nie prowadziła korespondencji.

– Po co? – zapytała głupio zapominając, że rozmawia z Królową, Rycerką tego wielkiego zamczyska. Nie powinna z nią dyskutować, powinna zostawić ten adres i rozpłynąć się jak lis w zaroślach.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
19.08.2023, 18:36  ✶  

Uścisk Florence posłał dreszcz po całym jego ciele. Łącznik ze światem, którym stał się ten dotyk na kilka chwil był najbardziej realną rzeczą ze wszystkich się tu dziejących. Nawet obraz przez moment przestał tak pływać, albo tylko mu się wydawało. Światło przestało być tak mdląco mocne, od którego chciało się uciekać, ale powiek nie można było zamykać. Miał nie zasypiać. Chciał być przytomny, chciał zabrać się do rozmowy, ba! Chciał zapewnić Florence, że z nim jest wszystko w porządku, że to tylko trochę boli, ale zaraz na pewno przestanie. Bo przecież przy niej zawsze przestawało. Wiedziała, co robi. Znała się na tym, co robi. Nie musiała się tak przejmować. A Elaine? Wykonała kawał bardzo dobrej roboty. Uratowała czyjeś życie - zamiast się denerwować powinna zaufać profesjonalistce i dać sobie odpocząć. Już wypełniła bohaterski obowiązek. Teraz był czas, żeby zadbał o dalsze kroki ktoś inny. Ktoś, kto był w stanie. I uśmiechałby się jak, zawsze, żeby zapewnić, że wszystko jest okej. Ale nie mógł. Nie mógł się podnieść - a może mógł, tylko nie miał odwagi? Za mocno mu się kręciło w głowie, żeby próbować. Przymykał oczy co chwilę i zamiast się uśmiechać to spoglądał przymroczonymi oczami na osoby, na otoczenie, niekoniecznie je widząc. Jego twarz przecięta była bólem, choć teraz już odpływającym. Poczuł się już dużo lepiej. Pozostawała głównie ta oszałamiająca niepewność co do tego, którą zdusił ten jeden dotyk.

Złapał eliksir drugą ręką, skupiając się na niej. Było lżej. O wiele lżej. Wszystko się tak przyjemnie uspakajało, nawet zaczął normalnie oddychać. A kiedy znikał ból, znikał też strach. Wypił eliksir do dna. Jak było mówione - pewnie zrobiłby teraz wszystko, niezależnie od tego, kto by go poprosił. Po prostu gdyby to nie była Florence pewnie do problemów doszłaby jego panika. Bo tak - bardzo źle reagował na ból. Na ból, na krew, na przemoc. Laurent potrafił się rozpłakać, kiedy widział jaskółkę ze złamanym skrzydłem, co dopiero mówić o czymś takim? Gdyby Florence go nie przytrzymała to rzeczywiście cofnąłby rękę. Niespecjalnie. Odruchowo. Syknął z nieprzyjemnego uczucia i cały się napiął, bo jak to? Nie działało jak miało działać? Spojrzał na to... i zaraz wzrok odwrócił czując, że zbiera mu się na wymioty. Na szczęście do niczego takiego nie doszło. Pilnował, żeby trzymał odwróconą głowę od okropnego widoku, dopóki nie poczuł, że Florence go puściła.

Zawroty głowy powoli mijały. Obraz się powoli wyostrzał. Wszystko, krok po kroku, wracało na swoje miejsce.

Laurent nie miał najmniejszego pojęcia, gdzie dokładnie jest, gdzie leży, ale leżał. I odetchnął z ulgą, nie poruszając się nawet o milimetr, kiedy ta ulga powoli przychodziła. Nie czując tego smrodu krwi, nie widząc tej nieprawidłowości własnego wyglądu, przestając odczuwać ból i jakąkolwiek niepewność.

- Dziękuję... - Szepnął zmęczonym głosem. Tak, Florence też dziękował. Jednak głównie te słowa skierował do Eliane, której niepewne i wystraszone "co?" usłyszał w tle.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (2145), Laurent Prewett (2495), The Little Fox (992)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa