• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[27.05.72, Biuro BUM] Gdzie kończą się sny

[27.05.72, Biuro BUM] Gdzie kończą się sny
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
17.08.2023, 09:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:36 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I

Brenna nie lubiła Stanleya, a Stanley nie lubił Brenny. W jej przypadku to nielubienie sięgało daleko: niechęć wobec niego stanowiła niemalże rdzeń jestestwa, i chociaż Borgin nie miał załapać się na ranking Czarownicy, to w jej prywatnym zestawieniu – osób, których nie umiała znieść – zajmował trzecie miejsce. Zaraz za Voldemortem i własnym krewnym, ojcem martwej Crawleyówny.
W ich świecie pozory były jednak ważne, a nawet jeżeli Brenna nie przepadała za maskami, nauczyła się je czasem nosić. Nadmierna niechęć z jej strony byłaby dziwna, zwłaszcza, że Brenna zasadniczo na dwadzieścia osób lubiła dziewiętnaście, i to często nawet gdy one nie przepadały za nią. W końcu nie była takim Chesterem. Pilnowała więc, aby codziennie mówić Stanleyowi „dzień dobry”, jeżeli przekazywała jakieś informacje, to by zwykle dostał dokładnie taką samą wiadomość, jak ci Brygadziści i aurorzy, z którymi nie była blisko (by jeśli faktycznie chciałaby coś ukryć, brak tej wiadomości był „niedopatrzeniem”, a nie „normą”) i nigdy nie wahała się, jeżeli musiała podejść do niego z jakąś sprawą.
Może rozdając wszystkim pączki na jego biurku zostawiła tego najmniejszego i pozbawionego posypki, ale przecież nie sprawdzała każdego z niemal pięćdziesięciu przysmaków, prawda?
Dlatego na wiadomość wprawdzie nie odpisała od razu – zwyczajnie wyjątkowo nie było jej w biurze, bo dwudziesty szósty wypadało spędzić z rodziną, nawet jeżeli ostatnio z pracy prawie nie wychodziła – ale już kolejnego dnia zawędrowała przed biurko Borgina. Bo treść listu, jaki dostała, sprawiła, że dosłownie poderwała się z krzesła, niepewna, czy się cieszyć, bo „TO TROP”, czy wręcz przeciwnie, zamartwiać, bo „o bogowie, ile osób on zabił, a my niczego nie zauważyliśmy? I jak go powstrzymać”.
Spotkał tego człowieka. We śnie. Co więcej w cudzym śnie. Koszmar.
Brzmiało to jak to, co przydarzyło się jej. I gdyby tamtej nocy nie była tak zmęczona, gdyby sen nie był tak realny, że kiedy się przebudziła nie była pewna, gdzie zaczyna się jawa i nie pobiegła do Victorii… może też uznałaby, że miała koszmary.
Choć, rzecz jasna, paranoja podpowiadała, że może Borgin tylko chce dowiedzieć się, co wie ona... musiała to sprawdzić, prawda?
- Przepraszam – powiedziała, by zwrócić na siebie jego uwagę i oderwać od rzeczy, jakie akurat robił. Wyglądała jak zwykle w Biurze: ot przepisowy mundur, włosy nieco bardziej opanowane niż po godzinach. I prawie niewidoczny magiczny puder matki, nie mający dodawać urody, ale przynieść kres pytaniom o to, czy ostatnio spała i jadła. (Brenna zupełnie tych drugich nie rozumiała: oczywiście, że jadła. Nie było mowy, by przestała jeść! Wprawdzie często robiła to na przykład biegnąc gdzieś z kanapką w ręku, ale absolutnie nie zaczęła żadnej głodówki.)
W ręku trzymała dwie kartki. Jedną z nich położyła na blacie i przesunęła w stronę Stanleya. To był ten sam szkic, który mu wcześniej posłała: ciemnowłosy, łysiejący mężczyzna o bladej twarzy i krzaczastych brwiach.
– Czy w tym śnie próbował kogoś zabić, a ty tego kogoś uratowałeś? – spytała prosto z mostu, spojrzenie brązowych oczu utkwiwszy w jego twarzy, by wyłapać najdrobniejszą zmianę mimiczną.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#2
18.08.2023, 12:22  ✶  

Trzecie miejsce w rankingu było jak najbardziej honorowe, uzasadnione i odpowiednie. Stanley musiałby się bardzo postarać aby przebić Lorda Voldemorta czy swojego krewniaka, który postąpił tak jak wymagała od tego tradycja. Borgin jednak nie był dłużny Brennie, wszak ona też zajmowała honorowe miejsce na odpowiedniku jego listy 5 takich osób. Longbottom na ten moment zamykała stawkę podium ale gdyby tylko wiedział, że maczała swoje palce w ukrywaniu Crawleyów, od razu podskoczyłaby z dwa czy trzy miejsca w rankingu, będąc zaraz za psorką od nauk przyrodniczych z Hogwartu, która otwierała stawkę.

Kultura osobista wymagała aby odpowiadać Brennie "dzień dobry", więc tak też robił. Wszystkie obowiązki, który wymagały jej współudziału były wykonywane zgodnie z procedurami i zasadami ale na tym się w zasadzie kończyło. Kiedy tylko jakiś raport, spotkanie czy inna interakcja, która wymagała obecności ich dwójki została zakończona, Stanley wstawał, żegnał się i czym prędzej wychodził na papierosa aby odtajać po tym wszystkim.

W teorii nie powinno się przyjmować słodyczy od ludzi którym się nie ufa ale z drugiej strony to był pączek. Bardzo dobry pączek pomimo tego, że mały i bez posypki. Borgin nie chciał kraść innym ich pączków, więc zjadł po prostu tego ale pozostawiło to skazę na jego pamięci na całą resztę życia, a i przypisało Longbottom +0.5 punktów do rankingu.

List z pytaniem, który do niego przyszedł, zaskoczył go. Przede wszystkim był od Brenny, a po drugie dotyczył "jego" i sytuacji sprzed dobrych 2 lat. On sam nigdy nie uważał tego za coś więcej, niż jakiś koszmar ale skoro inni też to przeżywali to musiało to być coś poważniejszego. W końcu dotyczyło to niemalże najbliższej osoby w jego życiu. I o ile w pracy zawodowej nie życzył nikomu źle, nawet Brennie, tak po tym liście był skłonny nawet przyłożyć się bardziej, niż zwykle, aby pomóc to rozwiązać.

Kiedy ktoś wpadł rano do biura, Stanley wiedział, że to musi być ona. Nikt inny nie miał tylu chęci do życia o poranku co właśnie stojąca przed nim pani detektyw. Słysząc jej głos, podniósł się od razu spod raportów, pociągnął łyk ministerialnej lury, która według definicji była kawą, a następnie spojrzał na nią. Borgin również był ubrany w przepisowy mundur, wszystko zgodnie z panującym regulaminem i jedynie jego zmęczona twarz sugerowała, że i jemu ten magiczny puder mógłby się przydać - Dzień dobry Brenno - odparł łagodnym, zaspanym głosem by po chwili przetrzeć swoją twarz. Nie dopowiedział jednak dobrze Cię widzieć, ponieważ byłoby to jawne kłamstwo - Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty? - zapytał ale nie dopowiedział drugiej części zdania o której pomyślał - ale Ty chyba tego do funkcjonowania nie potrzebujesz.... Lekko pobudzony, pozytywną energią koleżanki z pracy - którą podobno się zaraża innych - zerknął na podstawiony mu pod nos szkic. To on Westchnął ciężko, przymykając na moment oczy - Tak. Było dokładnie tak jak mówisz -  odparł, a powieka mu lekko zadrgała. Nie wiedział czym było to spowodowane - strachem? Niepewnością? Może tym, że ten znowu powróci i będzie prześladował Stelle? - Co więcej, trzy razy ratowałem. Schemat był zawsze ten sam. Ktoś, ta sama osoba, miała jakiś sen, koszmar w którym grała główne skrzypce, potem pojawiał się on - wskazał dłonią na mężczyznę, który był na szkicu - I jakimś cudem, trafem, nie wiem czym... Pojawiałem się tam ja - dodał opierając się łokciami o biurko - Czy miałaś styczność z czymś podobnym, że pytasz? Dziwne jest trochę to, że przez tyle lat nie słyszałem o podobnym zjawisku, a to zdarzyło się jakoś w lipcu 1969 roku - przyznał, sięgając po kawę, której już jednak nie potrzebował. Rysunek tego mężczyzny rozbudził go na tyle, że nie potrzebował żadnych dodatkowych stymulantów.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
18.08.2023, 12:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.08.2023, 12:52 przez Brenna Longbottom.)  
Gdyby Brenna wiedziała, jak bardzo Stanley jej nie cierpiał, może byłaby z siebie dumna. Obecnie po prostu zakładała, że za nią nie przepada: bo Longbottomowie nie słynęli z konserwatyzmu, a jej styl bycia mógł być irytujący. W końcu bezpośrednio nigdy nie mieli okazji się ze sobą zetrzeć, a nie pochlebiała sobie na tyle, by zakładać, że każdy, kto ją otacza, musi mieć wobec niej uczucia przyjaźni czy nienawiści. Wszak większości powinna być raczej obojętna, ewentualnie wywoływać jakąś tam sympatię albo niechęć. Nie znając powodów, nie mogła domyśleć się swojego zaszczytnego miejsca.
Z drugiej strony, on także nie miał pojęcia, jak wysoko znajduje się w jej prywatnym zestawieniu. W końcu nie wiedział, że to w jej domu ukrywa się Crawleyówna. W związku z czym on też zapewne tracił okazję do poczucia się dumnym z siebie.
– Dzień dobry. Nie, dziękuję – powiedziała, przysuwając sobie krzesło, by usiąść naprzeciwko niego, bo zanosiło się na to, że czy tego sobie życzą, czy nie, spędzą w swoim towarzystwie nieco więcej czasu niż minuta albo dwie. Faktycznie, nie potrzebowała teraz kawy – chociaż nie to, że jej wcale nie piła, po Beltane i tuż przed nim ratowała się nią regularnie, nawet jej organizm miał swoje granice – choćby dlatego, że list od Stanleya skutecznie przegnał wszystkie resztki senności, jakie mógłby odczuwać. Może nawet zrobiłoby się jej go szkoda, skoro sam wyglądał na tak niewyspanego i chyba był przed pierwszą kawą, ale cóż… to był Borgin. Brenna bardzo rzadko żałowała Borginów. Zwłaszcza tych, co do których była pewna, że chcą dopaść Crawleyów. A on chciał.
Wyciągnęła notatnik z jednej z kieszeni marynarki i błyskawicznie zaczęła notować hasłowo podawane jej informacje. Drgnęła, kiedy powiedział o lipcu 1969 i gdyby nie ten puder, pewnie dałoby się dostrzec, że pobladła.
Trzy lata.
Ten drań działał od trzech lat, a oni się nie zorientowali.
– 1969. Jasny szlag – mruknęła. Mogła mieć tylko nadzieję, że miał dłuższą przerwę. Albo że do akcji wkroczył mężczyzna w mugolskim ubraniu i go powstrzymał. Chyba Ministerstwo nie przegapiłoby całej serii tajemniczych zgonów, za zamkniętymi drzwiami? - Trzy sny, duszenie, nóż, czary. Świat zdawał się naginać, zmieniać, żeby stworzyć okazję do morderstwa. Rankiem wszystkie obrażenia, odniesione we śnie, były obecne na ciele – wyrecytowała, unosząc wzrok znad notatnika i spoglądając na Borgina. Nie miała problemów z patrzeniem prosto w oczy ludziom, w jego przypadku więc też nie było inaczej. I chwilowo odłożyła na bok palące pragnienie wyrzucenia Stanleya przez najbliższe okno, bo w tej chwili mieli do czynienia z bardzo poważną sprawą. – Parę dni temu zaatakowano w ten sposób osobę z biura. Znalazłam się w jej snach – przyznała na jego pytanie. Ostatecznie, gdyby Stanley był jakimś kolegą tego mordercy, prawdopodobnie nie byłby skłonny do podawania jakichkolwiek informacji. A zgłoszenie zostało złożone oficjalnie.
– Co więcej próba ataku prawdopodobnie miała się powtórzyć, ale została powstrzymana – dodała, nieświadomie potwierdzając, że obawy Borgina, że Stella nie jest w pełni bezpieczna, były słuszne. W końcu Victorii przydarzyła się podobna historia, tylko tym razem zamiast snów były tajemnicze słowa mężczyzny w mugolskim stroju i otwarte okno… – Taka przerwa i brak fali informacji o morderstwach nocą, w łóżkach, mogą wskazywać na to, że albo pierwszy przypadek był testem, a teraz wrócił… albo że ktoś na jakiś czas go powstrzymał.
Zamknęła notatnik i tym razem podsunęła mu drugi szkic. Ten przedstawiał chudego mężczyznę, ubranego po mugolsku. Z mugolską bronią w ręku. Na szkicu uśmiechał się łagodnym uśmiechem.
Dokładnie tak, jak zapamiętała go sama Brenna.
– Czy tego mężczyznę też może kojarzysz?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#4
19.08.2023, 18:28  ✶  

Brennie mógłby trochę zarzucić, jednak na samym szczycie tej piramidy byłoby opętanie Anthony'ego bo niestety o jej współudziale w ukrywaniu Crawleyów nie miał zielonego pojęcia. A szkoda, bo zyskała by wiele cennych punktów do rankingu, chociaż i bez nich była bardzo wysoko.

Bycie miłym dla Brenny mógł już sobie dzisiaj odhaczyć. Przywitał się ładnie, zaproponował kawę czy herbatę - zrobił nad wyraz więcej, niż przeważnie. Ba! Nawet się całkiem ładnie uśmiechnął w jej kierunku. Kiedy zobaczył jak Brenna się dosiada, zdał sobie sprawę, że dzisiaj to z pół paczki papierosów pójdzie po tym spotkaniu. Nie pozostało mu jednak nic innego jak kulturalnie z nią współpracować, ponieważ służba nie drużba i byli teraz w Ministerstwie.

Uniósł zdziwione spojrzenie na jej reakcje po swoich słowach. Wysłuchiwał w spokoju co ma do przekazania, układając to sobie powoli gdzieś z tyłu głowy - To się zgadza - pokiwał głową w akcie zrozumienia. To co przedstawiła mu Longbottom pokrywało się i z jego częścią snu - Duszenie, nóż. Obrażenia były obecne - powtórzył pod nosem, przypominając sobie szczegóły tego horroru. Odwzajemnił spojrzenie, sięgając po paczkę papierosów, która była schowana w jednej z szuflad. Wyciągnął również magiczną świeczkę, która miała za zadanie absorbować cały dym w ten sposób aby ten nie przeszkadzał innym współpracownikom. Wyciągnął jednego nikotynowego przyjaciela, włożył go sobie do ust, a następnie wysunął paczkę w kierunku Brenny. Kolejny miły gest w jej stronę ale zdawał sobie sprawę, że raczej nie będzie zainteresowaną i tym - Czy będzie Ci to przeszkadzać? - zapytał kiedy wspomniała o ataku na kogoś z biura - Czy to tajemnica, kto miał paść w kolejnym ataku? Może jest jakiś powtarzający się schemat w tych snach? Może coś je łączy w całość? - zaproponował, próbując się przydać i przyłożyć do całej sprawy.

W momencie w którym detektyw wspomniała o tym, że próba ataku miała się powtórzyć, Stanley się wybudził. Co najmniej jakby otrzymał śmiertelną dawkę kofeiny do swoich żył, która zaczęła działać od razu - Jak to powtórzyć? Ktoś kto przeżył to raz, może być narażony po raz drugi? - zapytał, wstając i opierając dłonie o blat biurka. Nie dało się ukryć, że w tej chwili był bardzo przejęty, a jego chęci wyjaśnienia tej sprawy wzrosły o jakieś 100% - Nie jest to najlepsza wiadomość jaką człowiek może się dowiedzieć o poranku. Nie sądzisz, że może przyjść trzeci raz? Tak jak to mawia klasyk, do trzech razy sztuka? - uderzył nerwowo palcami o blat, a następnie odszedł i zaczął krążyć po swojej stronie biurka. Raz w lewą, raz w prawą - Może to jest jakoś powiązane z miejscami, które dana osoba odwiedzała we śnie. W jakich miejscach miały miejsce ataki w Waszym śnie? - zatrzymał się na moment, widząc, że Brenna podsuwa drugi szkic.

Stanley przyglądał mu się uważnie przez kilka sekund, gładząc się po brodzie - Nie, nie. Tego nie kojarzę - puknął palcem w drugie zdjęcie - Tego pierwszego rzeczywiście, jak najbardziej. To jakiś jego wspólnik? Czy to ten z drugiej próby? - zapytał, nadal jednak będąc bardzo nerwowym. I to nie dlatego, że widział któregoś ze swoich kolegów, bo fakt, znał kilku morderców czy przemytników bardzo dobrze, wręcz był z nimi na "przyjacielu", a dlatego, że zaczął się obawiać "jego" powrotu. Chcąc, nie chcąc, musiał całe swoje uprzedzenia odstawić na bok i przyłożyć się do tego przypadku najbardziej jak tylko potrafił.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
19.08.2023, 18:49  ✶  
W oczach Brenny Anthony był po prostu owszem, miłym chłopakiem (przynajmniej pozornie, bo z Borginami nigdy nie wiadomo), ale przy tym też kobieciarzem, który odruchowo flirtował z każdą kobietą w zasięgu wzroku, przynajmniej póki była czystej krwi i przy niej zapominał wyłączyć ten tryb. Przed tymi nieczystej krwi z kolei uciekał do schowków, przynajmniej kiedyś. Także nie: o tym, ile punktów za to dostawała w rankingu Stanleya nie miała pojęcia.
– Nie, dziękuję – odparła odruchowo, kiedy wyciągnął ku niej paczkę papierosów, choć nie protestowała przeciwko paleniu. W biurze zawsze unosiły się zapach kawy oraz papierosów. – Nie wiem – przyznała, dość bezradnie rozkładając ręce. – Nie prowadzę tej sprawy. Dopiero zgłoszono ją oficjalnie, brak decyzji z góry. Nie wiem, kto ją dostanie i czy jest utajniona. Ja po prostu nie chcę czekać aż ktoś zginie.
Nie miała pojęcia co i ile może mu powiedzieć. I zasadniczo miała całą stertę własnych spraw, więc tej nie powinna tykać. Ale Brenna była sobą i ani myślała czekać, aż ktoś przewali odpowiednią ilość papierów. Po prostu przekaże później zebrane informacje – i przyspieszy całą sprawę. Dlatego zadbała o szkice, dlatego je rozdawała, dlatego przekopała akta, dlatego sprawdzała pewne rzeczy w bibliotece…
– Do tej pory wiem, że jedna osoba, z biura właśnie, raz padła ofiarą ataku i prawdopodobnie miała paść nią drugi raz. Dwie inne osoby również prawdopodobnie miały zostać zaatakowane. Jedyne, co łączy te wszystkie trzy przypadki: za każdym razem czuły się obserwowane. Wszystkie dostrzegły dziwny cień w pobliżu swojego domu – zrelacjonowała. Brenna potrafiła mówić rzeczowo i bez ozdobników, jeżeli jej na tym zależało. Albo kiedy sprawa była poważna. A ta była.
Przekrzywiła lekko głowę, choć nie pozwoliła, aby na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, kiedy Stanley zareagował na informację o tym, że atak może się powtórzyć dość… emocjonalnie. No proszę, a po tym, jak poznała jakieś pięć lat temu pełną historię, co zrobił pan Borgin własnej córce, zapewne za przyklaskiem głowy rodu, a może i z pomocą, Brenna zaczęła podejrzewać, że Borginowie usuwali sobie emocje chirurgicznie. Najwyraźniej jednak coś w Stanleyu pozostało.
– Sądzę, że to prawdopodobne – przyznała. – Jeżeli jednak ta osoba wciąż żyje, być może w tym wypadku nie wybiera konkretnych ludzi, a korzysta… z okazji. I będę wdzięczna, jeżeli podasz jej nazwisko. To już seryjność. Muszę to zgłosić – oświadczyła prosto z mostu.
A potem milczała przez chwilę, walcząc sama ze sobą. Nie lubiła Stanleya. Ale ten, kto został zaatakowany, nie był nim. Poza tym w Brennie wciąż zostało trochę z tamtej nastolatki, która naprawdę nie chciała, aby komuś stała się krzywda.
– Szukałam informacji o tym, co może powstrzymać istoty niematerialne. Podobno pieczęcie. Nie zagwarantuję ci powodzenia, ale jeżeli uznacie, że jest w niebezpieczeństwie, można poszukać specjalisty – podsunęła. Westchnęła, przypominając sobie ten sen… koszmar. – Hogwart, biblioteka, pole w Dolinie Godryka – wyrecytowała, po czym znowu otworzyła notatnik. – Nie sądzę, aby sen był wskazówką. Prędzej coś na jawie. Odwiedzone miejsca są mało prawdopodobnie, dwie z trzech osób mogły być w tych samych, ale jednak nie. Prędzej: ktoś, kogo napotkały tego dnia. Ale w tej chwili trudno to prześledzić, skoro wasz przypadek był w 1969.
Tak, sama szukała powiązań. Victorię i Norę łączyło jedno: Brenna. Ale szczerze wątpiła, aby miała cokolwiek wspólnego z człowiekiem, którego ratował Stanley – chyba że też był to ktoś z jego biura, poza tym czemu miałaby nastąpić przerwa? Sny zdawały się należeć do Victorii, wszystko było z nią powiązanie. Natomiast spotkanie kogoś… to zdawało się Brenne prawdopodobne.
Sięgnęła po szkic, by go zabrać.
– Nie jestem pewna. Gdybym miała zgadywać, to raczej ktoś, kto próbuje go powstrzymać – przyznała. Początkowo, po własnym śnie brała go za zagrożenie, ale przypadek Victorii pokazywał, że drapieżnikiem mógł być tutaj ktoś inny.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#6
20.08.2023, 23:13  ✶  

Brenna ewidentnie była trochę w gorącej wodzie kąpana. Nikt tej sprawy jeszcze nie rozpatrzył. Nikt nie został przypisany, a ona już biegała, szukała, węszyła. Oczywiście było to godne podziwu, w końcu tak powinna działać Brygada Uderzeniowa - służyć i chronić. Ale czy warto było wychylać się przed szereg?

Skoro Longbottom nie przeszkadzał papieros, sam nie omieszkał go zapalić. Jej strata, że nie chciała skorzystać z tego pięknego błogostanu ale z drugiej strony się w ogóle nie dziwił. Lepiej było nie zaczynać tego nałogu jeżeli już się go nie miało albo nie zaczęło się go rozwijać. Duży plus dla jej zdrowia, co trzeba było jednak przyznać!

- Ja na całe szczęście byłem tylko raz... pomocą? Ratownikiem? Nie wiem jak to ująć. Czy Ty te trzy osoby ratowałaś czy po prostu słyszałaś o tych dwóch pozostałych przypadkach? - dopytał, dalej próbując to jakoś ułożyć w głowie. Bo jeżeli Brenna uratowała te 3 osoby w ich snach to było znaczyło, że ta pełni nawet służbę kiedy śpi, a to już można było uznać za pracoholizm. Człowiek musiał mieć kiedy odpocząć od tego Ministerialnego grajdołka, nie można było ratować całego świata 24 godziny na dobę przez 7 dni.

Prawda też była taka, że nie podchodzili zbytnio emocjonalnie do większości rzeczy, stąd jej trop mógłby okazać się całkiem słuszny. Borgin z którym miała akurat (nie)miłą okazję współpracować nie przeszedł takiego zabiegu ale nie mógł tego powiedzieć o reszcie swojej rodziny. Pani Detektyw miała więc szansę zobaczyć go w jego unikatowej formie - tej, która potrafiła się o kogoś martwić, co było bardzo rzadkim widokiem.

- Nazwisko osoby, którą ratowałem? - zapytał, zaciągając się papierosem na dłużej. Prowadził ze sobą wewnętrzną rozmowę, zastanawiając się czy powinien zdradzić nazwisko czy też nie - Avery - odparł krótko. Nie bardzo było mu w smak dzielić się tą informacją ale skoro to mogło uchronić Stelle przed koniecznością przeżycia tego raz jeszcze, to czemu nie - niech Brenna ma tę wiedzę.

- Specjalisty? - zdziwił się lekko - Od snów? Czy od czego dokładnie? - odłożył dopalonego papierosa i od razu sięgnął po kolejnego. Zło czy nawet jakakolwiek próba wyrządzenia krzywdy Avery działała na niego jak płachta na byka - No to prawda. Sen nie jest wskazówką. U nas był las, mieszkanie i chyba zaułek... Jeżeli mnie pamięć nie myli - odparł, przedstawiając ich lokacje - Sądzisz, że każda z poszkodowanych osób musiała go przypadkiem spotkać w ciągu tego dnia? Może zerknąć na niego? Może coś mu się nie podobało w tychże osobach? - rzucał w eter pomysłami na które nie oczekiwał odpowiedzi - po prostu głośno myślał.

- Próbuje go powstrzymać? - skupił swój wzrok na Brennie. Nie brał udziału w zdarzeniu z drugim jegomościem, więc ciężko mu było się odnieść - Ten drugi zawsze po prostu obserwował? Jakby przyglądał się z dziwnych miejsc czy też te osoby czuły się obserwowane wcześniej? - dopytał, próbując jakoś rozdzielić jednego od drugiego. W głębi duszy chyba chciał jednak wierzyć, że ten drugi był dobry niż na fakt, że najpewniej ze sobą współpracowali.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
21.08.2023, 10:22  ✶  
Brenna powinna siedzieć i czekać. Ale nie leżało to w jej naturze. Poza tym – chodziło o Victorię, o Norę, może o jej rodzinę, skoro ci dwaj mężczyźni w jakiś sposób znaleźli się w pokoju Brenny nocą, mimo wszystkich osłon posiadłości. Tamto otwarte okno zaniepokoiło ją, bo bariery powinny zatrzymać każdego, kto próbowałby wejść do domu bez zaproszenia.
A ktoś je jednak otworzył.
Zresztą, sądząc po pewnym zaaferowaniu Stanleya, on też w tej chwili patrzył na sprawę trochę inaczej.
Raz. Była we śnie raz. Ale w gruncie rzeczy Brenna ostatnio nocami dość często robiła „nadgodziny”, na przykład aresztowując jego kumpla, biegając z koleżanką po Nokturnie, znowu bijąc się z jego kumplem albo dla odmiany po nocy w pracy szykując się do dnia w krypcie potwora… To wszystko pozostawało jednak jej słodką tajemnicą.
- Pomagałam tylko raz. W dwóch pozostałych przypadkach atak prawdopodobnie został udaremniony właśnie przez niego. Właściwie to interweniował trzy razy, bo też przy osobie, której pomogłam, kolejnej nocy. To wszystko jest skomplikowane, a że komuś grozi naprawdę duże niebezpieczeństwo dowiedziałam się trzy dni temu temu – powiedziała, wskazując na rysunek ratownika. Nie bez powodu nie pokazała go od razu. Gdyby Borgin był w to wszystko zamieszany, nie chciałaby wydać mu kogoś, kto przychodził z pomocą. Miała wielką nadzieję, że się nie myli i nagle poczuł się zainteresowany sprawą, bo niebezpieczeństwo groziło komuś mu bliskiemu, a nie że sypał się jakiś misterny plan.
Kiwnęła głową, kiedy podał jej nazwisko i je też zanotowała. Miała zamiar to wszystko posłać jeszcze dziś do Moody.
– Od pieczęci, Stanley – uświadomiła go łagodnym tonem, nie unosząc przez chwilę głowy znad notatnika, bo dopisywała las, mieszkanie, zaułek, obok lokacji, które odwiedziły z Victorią. – Gdyby czuła się znowu zagrożona, to może być dobry pomysł. Krąg pieczęci, postawiony przez specjalistę, może podobno zatrzymać nie tylko to, co żywe, ale też to, co niematerialne. Jeżeli ten człowiek podróżuje przez sen, być może to go powstrzyma. Jeśli rzuca jakieś zaklęcie na odległość, prawdopodobnie nie. W tej chwili nie wiem, bo tylko oficjalny śledczy będzie mógł złożyć wniosek do Departamentu Tajemnic – stwierdziła. To Departament Tajemnic zajmował się wszelkimi „dziwnościami”, a ostatecznie to, co działo się teraz, było bardzo dziwne. Obrażenia, do których dochodziło w snach, a które przekładały się na realny świat? Człowiek, wciągany do snu drugiej osoby? Może to, co ich atakowało, nie było nawet człowiekiem, a niesklasyfikowaną osobą? – Jeszcze jedno. Czy morderca wydawał się zaskoczony twoją obecnością? To tylko teoria, ale mam wrażenie, że wcale mnie tam nie chciał. Że to śniąca osoba w jakiś sposób… nieświadomie przyciągnęła mnie na pomoc.
Mógł oczywiście urządzać sobie jakieś chore igrzyska, ale Brenna miała wrażenie, że wcale nie podobało się mu, kiedy zaatakowała go jako wilk. Szybko się wtedy ulotnił.
– Postawiłabym taką wstępną hipotezę. Spotkali go, w jakiś sposób przyciągnął ich uwagę, śledził ich do miejsca zamieszkania, i tam doszło do ataku. Nie pasują mi teorie o wzajemnych powiązaniach ofiar, skoro twój atak był parę lat temu, polowaniu w konkretnym miejscu albo atakowanie całkiem przypadkowej, śpiącej osoby, bo wtedy nie czułyby się obserwowane. Czy mam rację? Nie wiem. Wciąż za mało danych – mruknęła Brenna, prostując się i spoglądając wprost na twarz Borgina. Ostatecznie ciężko było od niej oczekiwać lepszych rezultatów, skoro a) zaczęła działać naprawdę na serio trzy dni temu, a jednak musiała raz na dwa dni trochę się przespać b) nie mogła zrobić niektórych rzeczy, gdy wciąż rozpatrywano oficjalne zgłoszenie. – Masz jeszcze jakieś pytania albo uwagi? Zamierzam rzucić te informacje do Harper. Może przyspieszy to postępowanie, gdy ktoś je dostanie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#8
21.08.2023, 23:04  ✶  

Stanley zdawał sobie sprawę, że Brenna mówi dużo ważnych rzeczy ale to było na tyle dziwne, że z każdym kolejnym słowem, wiedział coraz mniej. Czy ta dwójka podejrzanych bawiła się w jakiegoś kotka i myszkę po snach i domostwach niewinnych ludzi? Dziwne hobby mieli ci podejrzani.

O ile rozumiał, że mógł być tym złym i w ogóle... Ale od razu być oskarżanym o całe zło, które aktualnie miało miejsce na świecie? Zwłaszcza, że był dopiero na 3 miejscu w rankingu! Inni mieli dużo więcej za uszami, niż on sam. Była pewna granica dobrego smaku i może zabrzmi to dziwnie ale to właśnie Borgin ją sobie wyznaczał. W końcu w życiu by nie zrobił krzywdy narzeczonej swojego przyjaciela bo to było nie do zaakceptowania.

Mogli, wręcz nie zgadzali się w wielu kwestiach ale w tym dniu, Brenna, zyskała jego całkowitą uwagę. Zwłaszcza, że przyszła do niego i nawet mu pomogła, doradziła. Stanley wiedział, że za kilka, bądź kilkanaście minut dojdzie do kulminacyjnego momentu kiedy przez jego gardło będzie musiało przejść - Brenna, dziękuje. Nie bardzo chciał to mówić ale czy miał większy wybór? Cel - jakim było bezpieczeństwo Stelli - uświęcał środki.

No przecież, że też na to nie wpadłem... Uniósł palec do góry jakby to było jakieś przełomowe odkrycie, a następnie pochylił się nad biurkiem i zapisał sobie poradę Longbottom na rogu jakiegoś raportu. Będzie musiał go zacząć od nowa ale trudno - to nie było teraz ważne - Możesz kogoś polecić? - zapytał aby wiedzieć kogo odwiedzić. Nie ma co się oszukiwać - sprawdzony specjalista był na wagę złota - Wydaje mi się, że tak. Na pewno nie chciał abym się tam znalazł. Uciekał, a wszelkie moje próby pogoni za nim, zawsze spełzały na niczym. Był po prostu... szybszy, zwinniejszy? - przyznał, nie bardzo wiedząc jak powinien to określić - W pierwszym śnie go próbowałem gonić ale się nie powiodło. W drugim to go chyba... przypadkiem jakby przegoniłem? Przewróciłem się jeżeli mnie pamięć nie myli, a że byłem bardzo blisko to go spłoszyłem - przymknął oczy, a następnie poklepał się po brodzie - A w trzecim wdałem się z nim w bójkę i kiedy już go prawie miałem ale wyskoczył przez okno... Kiedy spojrzałem w dół z piętra to ślad po nim zaginął. Zupełnie jakby się rozmył - wyjaśnił z ciężkim westchnięciem.

- Wydaje mi się, że tu musi być jakiś element wspólny o którym jednak nie wiemy. Może da się go jakoś sprowokować do ataku? Wtedy można by na niego zrobić jakaś pułapkę albo chociaż spróbować taką zrobić - rzucił pomysłem kiedy na niego spojrzała - Może warto puścić jego porter w świat? Wiesz... Prorok i inne tego typu gazety? Może ktoś się zgłosi, chociaż czy to go nie spłoszy na stałe? - zasiadł z powrotem przy biurku, załamując twarz w rękach - Nie. Po za tym nie mam chyba żadnych innych pytań. Sądzę jednak, że tak łatwo tego nie rozwiążemy... Nikt tego tak łatwo nie rozwiąże. To może być sprawa na lata, a na sam koniec okaże się, że nic z tego nie wyszło - stwierdził, podnosząc wzrok na Brennę.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
21.08.2023, 23:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2023, 23:42 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna niezbyt się mu dziwiła, że rozumiał coraz mniej. Sama niewiele z tego rozumiała, a im więcej grzebała w sprawie, im bardziej próbowała ją uporządkować, tym więcej dziwności znajdowała.
- Znam Delecoura, zna się na pieczęciach i runach. Kiedy szukałam jakichś specjalistów, dowiedziałam się, że zajmują się też tym niejaki Xenophilius Lovegood i jeden z Shafiqów. Ale uprzedzam, póki nie wiemy, jaki to rodzaj magii, nie wiem, czy to podziała – podsunęła. Ciężko jej było ocenić, który z nich był najlepszy, tak samo, jak nie mogła zagwarantować powodzenia. Brenna była jednak pod pewnymi względami bardzo prostym człowiekiem: uważała, że trzeba próbować. Stojąc w miejscu i czekając, niczego nie osiągniesz. Próbując przynajmniej potem wiesz, że nie czekałeś z założonymi rękami.
– Zgadza się. Odepchnęłam go zaklęciem i znikł. Rzuciłam się na niego, zwalił się na nas regał i przepadł. A kiedy wreszcie go trafiłam… sen po prostu się rozpadł. Obudziłam się – mruknęła z pewnym zamyśleniem. Brała pod uwagę, że ten mężczyzna urządzał sobie „igrzyska”, ale historie jej i Stanleya były podobne, i wskazywały raczej na to, że wcale nie chciał zostać powstrzymany. Czy w samej naturze jego magii było coś, co sprawiało, że we śnie były dziury, że ktoś mógł się do niego wślizgnąć? A może to śniąca osoba w jakiś sposób mogła wezwać kogoś na pomoc?
Machinalnie kiwnęła głową. Może istniał jakiś punkt wspólny, ale na razie nie umiała go znaleźć. Ona i Nora były w innych miejscach, robiły różne rzeczy. Co postępowanie Victorii mogło mieć wspólnego z rokiem 69? Dane, potrzeba więcej danych, ale więcej danych niosło ze sobą zagrożenie…
– Puściłam ogłoszenie o tym mugolu. Już wcześniej. O tym mężczyźnie ze snów… to już będzie decyzja śledczego – powiedziała.
A potem uśmiechnęła się do Stanleya. Szeroko, promiennie, chociaż do Borgina wbrew swojej naturze uśmiechała się rzadko, a temat pozornie nie sprzyjał żadnym uśmiechom.
– Och, zaufaj mi. Jeżeli można go sprowokować, na pewno to zrobię – przyrzekła. Bo w całej jej bieganinie, krzątaninie, od początku był jeden, dodatkowy cel, poza pomocą w sprawie. Niezależnie od śledztwa, które pewnie będzie prowadzić Biuro Aurorów, bo wątpliwe, aby oni – działając zgodnie z procedurami – zdecydowali się na taką prowokację.
Chciała, żeby ją zaatakował.
Już próbował wziąć ją na cel, wiedziała, jakie są oznaki nadchodzącego ataku i jeżeli pojawiał się osobiście bądź używał widocznej magii, istniała całkiem spora szansa, że zostanie to zauważone, gdy poprosi kogoś, aby obserwował, kiedy zaśnie. Oczywiście, wiedziała, że mógł po prostu wnikać w sny: i że w tym śnie mogła zginąć. Ale on próbował wciąż od nowa i był zagrożeniem. Dla Victorii, dla Nory, dla Mabel. Może dla innych z jej domu – kto wie, czy Brenna nie padła ofiarą przypadkiem, czy jednak nie miał to być ktoś inny?
– Pewnie. Może nigdy tego nie rozwiążemy, ale próbować na pewno warto – przyznała, a uśmiech znikł z jej ust. Potem odepchnęła się od blatu i podniosła, krzesło odstawiła na miejsce. Tak, to był ten szczęśliwy moment, kiedy zostawał uwolniony od jej obecności mógł uspokoić się za pomocą papierosa, dwóch albo dziesięciu. – Dziękuję za informację – rzuciła, bo chociaż nie cierpiała Stanleya organicznie, podziękować potrafiła i nawet nie musiała specjalnie się starać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#10
22.08.2023, 09:52  ✶  

Zanotował. Trzy nazwiska, trzy osoby, trzy szanse. Trzeba będzie ich poszukać Pomyślał, zginając raport z informacjami aby schować go do kieszeni munduru - Jasne. Rozumiem. Ale lepiej mieć cokolwiek, jakieś propozycje niż pustą głowę - zapewnił. To już dawało jakieś pole do manewru. Nawet jeżeli żaden z nich miał nie pomóc, można było zastosować efekt 'placebo', nie mówiąc drugiej osobie, że to może do końca nie działać. Ot, takie kłamstewko w dobrej wierze.

Pokiwał głową na zgodę w zrozumieniu, że nie tylko jemu nie udało się go złapać ani nawet zrobić nic więcej pomimo szczerych chęci w tamtym momencie. Może tak naprawdę to ten jegomość nie bawił się w kotka i myszkę z drugim podejrzanym, a Ministerstwem Magii? Albo urządzili sobie jakiś nieśmieszny żart? Im dłużej o tym myślał, tym więcej pomysłów mu do głowy przychodziło, chociaż zdawał sobie sprawę, że najpewniej żaden z nich nie będzie trafny. Z drugiej strony co osoba to kolejne dziesiątki czy setki wizji odnośnie motywu tej dwójki.

Wzywanie pomocy przez ofiarę było bardzo dobrym punktem zaczepnym do całej sprawy. Tylko czym się sugerował umysł atakowanego w tym momencie, że przyzywał akurat daną osobę, niczym do jakiegoś przestępstwa? I zresztą jak to robił, że z takiego ogromu osób, akurat ta jedna wiedziała, że to jest jej czas. To wszystko wyglądało jak jakaś hardkorowa wersja magicznych szachów, w których nie wszystkie zasady rozgrywki są znane, a reguła za regułą jest wyjawiana co kilka tur.

No tak, to będzie jego decyzja za jakieś pół roku przy dobrych wiatrach... Pomyślał, zdając sobie sprawę jak niepokojące było to, że zaczęło mu zależeć na rozwiązaniu tej sprawy. Co gorsze, musiał przyznać, że to właśnie przez... Brenne. Stanley przeważnie podchodził z pewną dozą nie zaangażowania w sprawy, które go nie dotyczyły, a ta przecież taką była. Nikt mu jej nie przypisał. Nikt nie przyniósł teczki z dokumentami, mówiąc - "Borgin, zajmij się tym". A jednak teraz coś przeskoczyło, jakiś jeden trybik się przełączył i zmienił jego postrzeganie na ten dziwne wydarzenia.

- W to akurat nie wątpię i jestem jak najbardziej skłonny w to uwierzyć. Nie musisz mnie nawet specjalnie do tego przekonywać - zapewnił ją. Kto jak kto ale Longbottom nie rzucała słów na wiatr. Z tego wszystkiego zaczął niepokoić go fakt, że potrafił bez zająknięcia się z nią zgodzić.

W jej uśmiechu było coś... Niepokojącego? Jakby cieszyła się, że będzie mogła go złapać, narażając przy tym swoje zdrowie czy życie. Czy z drugiej strony to było, aż tak dziwne patrząc na to z kim teraz rozmawiał? Może trochę. Nie znał chyba nikogo kto mógłby się tak cieszyć na myśl, że może stać mu się krzywda.

- Prawda - zgodził się. Kiedy zobaczył jak detektyw się podnosi, wiedział, że czas się zbliża. Puknął palcami w opakowanie papierosów, chowając je po chwili go kieszeni munduru i również wstał. Przez krótki moment przyglądał się jak przysuwa krzesło, aż odchrząknął aby te słowa mogły mu przejść przez gardło - Brenno, dziękuję - rzekł szczerze, bez zbędnej sztuczności, pozwalając sobie unieść lekko kącik ust. Nie czekał jednak ani chwili dłużej - zerwał się do biegu w kierunku wieszaka gdzie wisiał jego płaszcz. Miał bardzo ważną sprawę teraz do zbadania, sprawę nie cierpiąca zwłoki. Raporty mogły poczekać, bezpieczeństwo Avery nie.

Ubrał szybko odzienie wierzchnie, wpadając przy okazji na innego z funkcjonariuszy - Przepraszam - odparł szybko i po chwili zniknął za drzwiami, zostawiając biurko w takim stanie w jakim było kiedy Longbottom złożyła mu wizytę.


Koniec sesji


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2827), Stanley Andrew Borgin (2742)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa