• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[16.06.1972] Gdzie się podziała Elaine Bell?

[16.06.1972] Gdzie się podziała Elaine Bell?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
28.08.2023, 17:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2023, 15:49 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Laurent Prewett - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty

Cmentarze nie były miejscem, które Laurent odwiedzałby często. Czasami jednak należało pozdrowić krewnych, których już między żyjącymi nie było. Położyć im kwiaty na grobie, zapalić świecę. Jeśli to w ogóle cokolwiek znaczyło. Potrafił komunikować się z tymi, którzy odeszli, a mimo to nadal nie zapytał nikogo, czy zapach kwiatów na nagrobku i ten marny płomyczek cokolwiek dla nich znaczyły, czy coś zmieniały. Czy było im lepiej, kiedy tkwili w tej pustce? Zimnej i przerażającej? Może kiedyś, jeśli będzie okazja, zapyta o to. O ile będzie miał odwagę. Pytania łatwo jest zadawać, gorzej potem przychodziło znoszenie konsekwencji odpowiedzi, które się usłyszało. Laurent brał prawie zawsze poprawkę na to, co opuszczało jego usta, kiedy przychodziło do dobierania słów, układania z nich zdań. Bo te słowa potrafiły tak zranić jak i przynieść coś dobrego. Poprawka na "prawie zawsze" leżała w punktach takich, gdzie nie był w stanie myśleć odpowiednio trzeźwo. Jak na przykład wtedy, kiedy Elaine wyciągała go z ruin starem stodoły.

To jednak nie cmentarz przygnał go tutaj przede wszystkim a poszukiwania Elaine Bell. Ślicznego anioła, który wtedy zesłało mu Niebo wraz z promieniami gasnącego słońca. Szukał. Podpytywał, czy ktoś nie widział takiej a takiej kobiety, a chociaż wydawało mu się, że wyłapał jej twarz, to właściwie kiedy próbował się skupić na szczegółach ciężko było mu to powiedzieć. I też takim sposobem równie ciężko było kogoś znaleźć. Little Hangleton było najlepszym tropem, jaki posiadał. Niestety kobietka mogła być przyjezdną, mogła być odwiedzającą, mogła po prostu być na wakacjach równie dobrze u swojej babki. Nic dziwnego, że wtedy nikt by jej nie kojarzył. I oczywiście, koniec końców, Laurent mógł mieć po prostu aż takiego pecha, że nie mógł trafić na kogokolwiek, kto by ją rozpoznawał. W gruncie rzeczy trochę spodziewał się, że te poszukiwania właśnie tak się skończą, ale trochę się łudził co do tego. Miał jakąś mizerną nadzieję. Opcją pozostawało jeszcze wynajęcie detektywa, który by ją znalazł, w końcu. Tutaj jednak problem był ten, że nie potrafiłby stworzyć dokładnego opisu jej twarzy, żeby chociaż osoba odpowiedzialna za taki rysopis mogła ją narysować. Gdyby ją zobaczył - rozpoznałby ją! Na pewno! Ale... właśnie - ALE. Ale jej nie widział. A w miejsce zdarzenia, prawdę mówiąc, miał bardzo małą odwagę iść.

Będąc więc w tej okolicy poszedł na cmentarz, by położyć tu kwiaty. Nawiedzony - o tym słyszał. Więc i obecność ducha, który się pojawił, przyuważając jego obecność, wcale go nie zdziwiła.

- A pan tutaj odwiedza babeczke? - Zagaił mężczyzna w fedorze, ciekawsko spoglądając na Laurenta, potem na nagrobek.

- Nie, nie... babeczkę... - Co miał przez to na myśli? Że babcię? Czy że babeczkę, że... ukochaną? Laurent spojrzał na przejrzyste, unoszące się obok niego stworzenie. Dłuższe, lokowane włosy, brzydka twarz, spalona skóra. Aż dreszcz go przeszedł i odwrócił wzrok od nieszczęśnika.

- A pan to na mnie nie patrzy. - Duch obleciał go z drugiej strony, ku jego zdziwieniu. Laurent podniósł się z ławki i znów wzrok obrócił. Zgrozo, duchy potrafiły być tak strasznie atencyjne... - A pan mnie w ogóle słucha? Proszę pana...

- Tak, słucham pana... - Chciał zapewnić, ale właściwie duch nie dał mu dojść do słowa.

- Pan to mnie nie słucha, a ja mam coś do opowiedzenia. Pan się zatrzyma, proszę pana... - Duch mówił ciągle tym samym, jednostajnym tonem, podobnym do ruchu fal. Bardzo spokojnym, bardzo niskim, bardzo gładkim. Podobnym trochę do szeptu, ale szeptem nie był. To nie był jeden z tych głosów, które słucha się z przyjemnością. Laurent miał ochotę zakryć sobie uszy, ale zatrzymał się na poruszeniu rękoma w kierunku głowy.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#2
28.08.2023, 20:25  ✶  

Jabłka! Miała ochotę zrobić jabłecznik. Wiecie jak trudno jest zdobyć mega dobre jabłka do tego ciasta? Nie chodzi o jakąś zwykłą szarlotkę, a o prawdziwy jabłecznik, z prawdziwych jabłek z cynamonem, bo najlepiej pasuje do tych owoców. Niedawno zdobyła świetny przepis, który przeczytała jej jedna z sióstr z trupy. Zapamiętała wszystko od razu, ale to nie było istotne. Istotne było to, że powinna znaleźć naprawdę wyśmienite jabłka, a nie znajdzie takich w zwykłym sklepie, czy rynku. Wiedziała doskonale, gdzie rośnie jabłoń z soczyście słodkimi, czerwonymi jabłkami. NA CMENTARZU. Ma w sumie bardzo dobry nawóz pod postacią martwych ludzi rozkładających się w drewnianych trumnach. Nie, Elaine nigdy o tym w ten sposób nie myślała. Dla nie te jabłka po prostu były świetnie, bo były błogosławione przez dusze zmarłych ludzi spoczywających w spokoju. Tradycyjnie miała przy sobie koszyk, który był powiększony w środku, aby mogła w nim trzymać więcej rzeczy. Ubrana była w żółtą sukienkę poniżej kolan i wygodne, lekkie buty, w których mogła sobie przemierzać świat bez zamartwiania się o odciski. Rude włosy były w połowie związane w małego warkocza, a druga część falami opadała jej na plecy. Dziewczyna w podskokach przemierzała cmentarz nie myśląc za wiele o tym, że nie powinno się tutaj tak robić, że powinno się oddać hołd zmarłym, a nie skakać jak sarna wśród poziomek. Gdy dopadła drzewa usłyszała, że ktoś niedaleko rozmawiał, ale nie rozglądała się za bardzo. Jej wzrok pełen gwiazd skupił się na jabłkach. Były takie piękne, takie czerwone i na pewno bardzo smaczne. Na ziemi leżało sporo ogryzek i tylko parę jabłek, ale potrzebowała ich trochę więcej. Postanowiła użyć swoich zdolności cyrkowych i wspiąć się na nie, aby potrząsnąć jedną z obficie obrosłych w owoce gałęzią.

Elaine często myślała o uratowanym chłopcu, ale nigdzie nie dotarło do jej uszu, aby zmarł, więc uznała, że lekarka sobie z nim świetnie poradziła i jest on cały. Nie chciała też go spotkać, aby nie tłumaczyć dlaczego nie zostawiła swojego adresu. Nie chciała kłopotów, nie chciała przesłuchiwania. Chciała spokój z dala od stresu i nerwów. Wolała być beztroska, radosna i dziecinna. Wolała udawać, że świat jest dobry i nie ma w nim zła, bo tak było łatwiej, bo tak miała pewność, że zapanuje nad swoją lisią bestią. Czuła się teraz jak lis, gdy wspinała się zwinnie po drzewie. W końcu zaczęła trząść gałęzią robiąc przy tym ogromny hałas spadających jabłek. Gdy uznała, że jest ich odpowiednia ilość zeskoczyła na ziemię niczym pantera i krzyknęła uradowana czując skok adrenaliny. Zaczęła zbierać je do koszyka.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
28.08.2023, 23:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.08.2023, 23:09 przez Laurent Prewett.)  

Niektóre spotkania były po prostu meant to be. Nie mogłeś uciec przed splotami przeznaczenia, kiedy te owijały się wokół twoich kostek, nadgarstków, kiedy trzymały cię i ciągnęły w jedną i określoną stronę. Elaine po prostu musiała znaleźć Laurenta, tak było zapisane w gwiazdach, których nikt nie odczytał. Laurent po prostu poszedł w złym kierunku - nie powinien był szukać Elaine Bell poprzez pytanie ludzi, liczenie na to, że ktoś będzie ją znał, albo nawet mieszkał obok niej. Powinien był zapytać gwiazd. Udać się do tego, który widzi przyszłość, albo przynajmniej potrafi rozczytywać znaki. Jednak o tym nie pomyślał. Był tutaj, tak przy okazji i takim sposobem przepowiednia sama z siebie mogła się spełnić.

- Jestem dość zajęty, drogi...

- A pan to nie ma czasu. Żaden pan nie ma już czasu dla staruszka. - Jęknął duch, westchnął, wzruszył swoimi ramionami, dosłownie przelatując przez Laurenta, przez co ten się zatrzymał, zadrżał cały i objął się ramionami. Ku swojemu utrapieniu - przez to spoglądając na tego, który tak pragnął jego atencji. Szkoda mu było tego ducha. Nie chciał mu przecież robić na złość, to nie tak, że nie chciał z nim porozmawiać. Ale było bardzo frustrującym, kiedy ktoś ci nawet nie pozwala dokończyć zdania. Bo Laurent gotów mu był nawet obiecać, że tutaj wróci i go posłucha. Teraz zaczynał być gotów tylko skłamać, że tu wróci, bo tak naprawdę przestawał chcieć go słuchać.

- Nie dajesz mi nawet dok...

- Pleplpele... - Wydał z siebie dziwaczny dźwięk duch, wywrócił oczami i wyglądało to trochę tak, jakby się położył. Tylko w powietrzu. Na jakimś wyimaginowanym hamaku, którego tutaj wcale nie było. Laurent wybałuszył na niego oczy, wytrącony trochę z równowagi, jaką posiadał. Ale ten szok odrobinkę, na momencik, ostudził jego irytację. - A pan może jednak zgodzi się posłuchać, co? - Laurent zacisnął szczęki. Jeśli jeszcze sekundę temu irytacji nie czuł tak teraz, dzięki bogom, powróciła. Dzięki bogom, bo przynajmniej wiedział, na kogo mógł się gniewać. I za co!

- Nie jestem tu...

- Plepelple! - Laurent spoglądał na tego ducha z niedowierzaniem i odrobinką właściwie oburzenia. - O! A co to? - Duch przekrzywił głowę, patrząc od dołu na buszującą w koronie lisicę.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#4
29.08.2023, 16:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.08.2023, 16:44 przez The Little Fox.)  

Elaine nigdy nie potrzebowała szukać ludzi. Była niczym liść pchany przez podmuchy letniego wiatru. Jeśli ktoś jej potrzebował zawsze sama znajdowała się w centrum zdarzeń przyciągana przez niewidzialne siły. Można było to nazwać zrządzeniem losu lub po prostu pechem – w zależności od tego, co kto do niej czuł. Teraz liczyły się jabłka najlepsze w mieście, jedyne w swoim rodzaju, nie myślała o przeznaczeniu, o tym, że ktoś ją zgubił i ktoś ją poszukiwał i przede wszystkim, że ktoś zaraz pomyśli: o znalazłem ją!

W końcu jej nogi dotknęły ziemię, a przed jej nosem wyrósł przezroczysty, brzydki człowiek, którego można było określić mianem duch. Elaine słyszła o ich istnieniu, niektórzy, ci co ukończyli Hogwart mówili o tym, że one wypełniają szkołę po brzegi, ale Bellówna nigdy nie miała okazji uczęszczać i poznać duchy. Jej jasne oczy rozszerzyły się w niemym zaskoczeniu, że spotkała ducha. Rozdziawiła usta, a po chwili wydostał się z nich niekontrolowany pisk. To, co teraz zobaczyliście to była radość w czystej postaci.

– Na brodę Merlina! – zawołała, a jej krzyk mógł obudzić zmarłych. – Pan jest duchem? Jak długo jest pan duchem? Dlaczego stał się pan duchem? Czy mogę pana dostknąć? Był pan w zaświatach? Jak tam jest? Dlaczego tylko niektórzy wracają na ziemię? Jak pan umarł? Czy jeśli przynosi się na pana grób kwiat to czy czuje pan zapach kwiatów i polepsza się panu nastrój? Czy może pan czuć zapachy? Czy czuje pan zmianę nastrojów? Czy te pytania pana urażają? Jeśli tak to jak mogę pana przeprosić? Czy potrafi pan zjeść ludzkie jedzenie? Czy duchy potrzebują jeść? Gotuje pan sobie jedzenie? Czy w zaświatach mają kuchnie? Czy może pan przechodzić ze świata żywych do świata zmarłych? Jest jakiś świat zmarłych? – zadawała pytania obchodząc ducha z każdej możliwej strony, nawet spróbowała dotknąć go i jeśli jej pozwolił to z przyjemnością wsadziła mu rękę w brzuch. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że obok był też Laurent. Była zbyt podekscytowana tym, że znalazła zamiast jabłek ducha. Ciekawe czy mogła go sobie zabrać. – Czy można zabrać sobie ducha do domu? – zapytała nim pomyślała.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
29.08.2023, 22:17  ✶  

Laurent podskoczył, kiedy małe, drobne, rude stworzenie pojawiło się tuż przy nich. On jej wcześniej nie zauważył, duch - jak najbardziej. I tak oto tajemniczy duch podpytujący go o różne rzeczy przez moment był o wiele bardziej zaciekawiony samą Elaine i zapomniał o Laurencie. Na "moment" było tylko zapomnienie. Zaraz ciekawskie spojrzenie ducha powędrowało z powrotem do blondyna, kiedy okrążył on małą wiedźmę niczym zimny, mały zefirek, podnosząc do tańca jej letnią sukienkę i burzę włosów.

- A pani to nie widzi, że duchem jestem, no przecież..? - Zaintonował dalej. Laurent ani myślał zrobić kroku. Oto i spadła mu z nieba - dosłownie! - poszukiwana Elaine Bell, o którą wypytywał, nad którą dumał i się zastanawiał. Jest. Jakby to było absolutnie oczywiste, że musiała i miała się tutaj pojawić, że nie było żadnego innego miejsca na tym świecie, w jakim być mogła. Blondyn po prostu odetchnął, objął się ramionami i zrobił jeden ledwo kroczek w tył, żeby między nimi a nim była jakaś przestrzeń. Nie było to komfortowe. Ani ten irytujący duch, ani Elaine, która chyba bardziej niż żywymi była zainteresowana martwymi... z jakiegoś powodu. Różne dziwne istoty jednak kroczyły po tym świecie, nie chciał oceniać. Jego mogli wyzywać od dziwaków, bo słyszał i rozumiał zew morza. Trudno. - Słuchasz? - Dopytał duch Laurenta, kiedy zaczął słyszeć pytania, BARDZO zadowolony ewidentnie z tego, że ktoś mu chcianą uwagę poświęca. Dokładnie tego dzisiejszego dnia potrzebował! Blondyn nie odpowiedział już na głos, żeby znowu mu bezczelny duch nie przerwał. Był troszkę w kropce. Nic nie przeszkadzało temu, żeby stąd wyszedł... ale w końcu znalazła osobę, której zawdzięczał życie.

- To jakieś 60 lat, rudzielcu. Spłonąłem, spłonąłem tragicznie. Pracowałem z małymi dzieciaczkami, wyniosłem wszystkie, wszystkie dzieciątka... i co mi z tego, co mi z tego... teraz nawet słuchać mnie nie chcą dorośli, dziatki mi uciekają... - I mimo tego, jakim tonem mówił, na jego twarzy pojawiała się ta nostalgia. Znowu kontrolnie zerknął na Laurenta. - Nie byłem w zaświatach i nie możesz mnie dotknąć. A panienka to ma takie pomysły, niemądra kobietko, gdzie cię uczono magii? - I czarodziejstwa, chciałoby się powiedzieć. - Tak, tak! A pani taka dobra, tak trafiłaś! Kwiaty. Chciałbym kwiaty na mój grób, dawno nie odwiedzany. Moja rodzina już chyba czeka na mnie tam... po drugiej stronie... czy zapomnieli... - Akurat tutaj duch przesadzał. Tak grubo przesadzał. Bo na jego grobie, który właśnie pokazywał palcem, były kwiaty. Może nie dzisiejsze czy wczorajsze, ale były. - Dobrze, dobrze, że chcesz nadrabiać niewiedzę i zastępować ją wiedzą. - Duch wyprostował się, zamknął oczy, wypiął dzielnie pierś. Kiedy Elaine włożyła swoją dłoń w jego klatkę piersiową mogła poczuć tylko przeraźliwe, okropne zimno nieprzypominające niczego innego. Sam duch się trochę skrzywił, ale zrobił tylko "hm" pod nosem. W końcu nie będzie dziecka ganił za to, że jest ciekawe. - Zmarli nie piją, nie jedzą. Nie ma we mnie pragnienia. Tylko pragnienie serca, uwagi... A żyłem dobrze, a dobrze żyłem, miła pani. Byłem młody, miałem żonę, Carmelitę. Z Włoch do mnie przyjechała. I uczyła ze mną włoskiego, chociaż niewielu chciało się tego pięknego języka uczyć. - Zaczął mówić. Laurent temu niedowierzał. Ewidentnie jakby Elaine znalazła po prostu swojego ducha bratniego... w duchu. Już miał od tego migrenę. Jakaś niepotrzebna partia trzecia. - Nie, nie, ja tutaj zostaję, mnie nie można zabrać. - Nie zgodził się na żadne przenosiny ani wynosiny duch.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#6
31.08.2023, 20:22  ✶  

Elaine, gdy się czymś zaczęła mocno cieszyć zapominała o świecie, zapominała o kulturze, o tym, aby za wiele nie mówić. Z jej ust wydostawał się potok słów, a oczy zmieniały się w lazurowe ogniki szczęścia. Teraz poznała ducha, którego nigdy nie widziała, a chciała zawsze poznać. Ciekawił ją świat zmarłych, ale nie potrafiła czytać, więc nie wiedziała jak zdobyć takie informacje, jak się nauczyć, aby zaspokoić wiedzę. Nauka pisania i czytania była kolejną rzeczą z jej listy marzeń, której chciała się nauczyć.

Gdy duch opowiadał zaczęła przestępować z nogi na nogę, aby mu przypadkiem nie przerwać. Jej uwaga była totalnie skupiona na istocie, którą spotkała pierwszy raz w życiu i nie chciała go urazić. Brzmiał jak prawdziwy człowiek, więc pewnie nie lubił jak mu przerywano. Nikt nie lubił, gdy ktoś przerywał innej osobie w mówieniu, więc rudowłosa dziewczyna dzielnie stała na swoich niespokojnych nogach i słuchała. Gdy poczuła chłód przebijając mu brzuch ręką poczuła dreszczyk czegoś nieprzyjemnego. Nie potrafiła objąć tego swoim umysłem.

– Nigdzie się nie uczyłam – wyszczerzyła ząbki uradowana – nigdy nie poszłam do szkoły, ale potrafię gotować i potrafię zrobić o tak – odwróciła się do nich tyłem, zrobiła szpagat na trawie, odchyliła się w tył dotykając jednej z nóg głową i popatrzyła na nich. Dopiero potem dostrzegła Laurenta, który czaił się za duchem. Rozszerzyła oczy w zaskoczeniu i podniosła się z gracją z ziemi. – To ty! – krzyknęła obserwując go uważnie, a potem minęła ducha i spojrzała mu w twarz. – Jesteś cały! – dotknęła jego ramienia, aby upewnić się, że nie jest duchem. W końcu cmentarz było nietypowym miejscem na spotkanie żywej osoby.

Gdy duch powiedział, że nigdzie nie idzie zwróciła swoją uwagę na niego – ponownie.

– W cyrku nie mamy duchów, a taki, który mówi po włosku to już byłby wielki hit! – spróbowała go przekonać.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
01.09.2023, 11:01  ✶  

Dokładnie tak, sedno sprawy: nikt nie lubił, kiedy mu przerywano. To było frustrujące, niepoważne. Ludzi należało słuchać, skoro mieli coś do powiedzenia, a jeśli temat cię nie interesował, wystarczyło przeprosić i powiedzieć, że [tutaj wstaw cokolwiek]. Nawet marna wymówka była lepsza od zwykłego wtrącania się co chwilę. Nawet marna wymówka była lepsza od bezczelnego, słynnego angielskiego wyjścia. Pewne rzeczy przecież obowiązywały i nie trzeba było się wychować na salonach, żeby wiedzieć, jak nieprzyjemnym było, kiedy okazywano wobec ciebie ignorancję. Laurent był jednak za bardzo zdumiony tym, co widział i za mocno wbity w ziemię, żeby jego szare komórki były w stanie poruszyć się i popracować trochę szybciej. Niedowierzanie. Obejmowało go niedowierzanie, które prowadziło jego mózg do czarnego pudełeczka zwanego pustką. I czemu ten duch ciągle na niego zerkał?

- Och, uhm, bardzo ładnie... A panienka może by pouczyć się chciała, to nie wypada, żeby bez edukacji spacerować po tym świecie... - Zaproponował właśnie były nauczyciel, zakładając ręce na plecy i unosząc podbródek.

Laurent był na tyle oszołomiony, że nawet nie zareagował na magiczne "to ty!", kiedy kobietka wyłapała, że jednak nie jest tutaj z duchem sama i że ktoś jeszcze jest tu obecny. Tak, był, cały czas - on! Rozmowy z duchem - jakie absurdalne, jakby kobieta była dzieckiem - potem szpagaty, namawianie ducha, żeby występował w cyrku... tak. Laurent był naprawdę lotny i potrafił szybko się dostosować do tego, co się dzieje, ale to było odrobinę za dużo jak na jego mózg. Poruszył się z jakimś takim odrętwieniem, kiedy Elaine do niego podeszła i fizycznie upewniła się, że nic mu nie jest. Już mu nic nie było. Nawet mimo tego, że dwa dni później miał kolejny wypadek.

- Oczywiście, że jestem. Przecież pomogłaś mi się dostać bezpiecznie do szpitala. - Zauważył z niepewnym teraz uśmiechem, bo musiał się przywoływać do porządku, przywracać swój własny umysł do jeszcze bardziej własnego ciała, co by się upewnić, że jego inteligencja nie została uwsteczniona do poziomu ameby przez to, czego był świadkiem. Miał takie odczucie, że została.

- A panienka wie, że całe życie uczyłem, nie w cyrku występowałem? - Upewnił się duch, przepływając obok obecnych, żeby znaleźć się za ich plecami, ale zaraz znowu znalazł się przed nimi, okrążając ich z drugiej strony. - A czy w cyrku panienki to chcą się uczyć? Mogliby słuchać moich historii i się uczyć. Włoskiego również. - Ewidentnie mężczyzna nabrał na pewności siebie i chyba jednak gotów był zmienić zdanie w zależności od zasłyszanych odpowiedzi.

- W cyrku pan również mógłby się uczyć. - Zauważył Laurent, włączając się do tej konwersacji. Tym razem duch mu nawet nie przerwał. Duch wyglądał na absolutnie zszokowanego w pierwszym momencie.
- Taak. Taaak! Nauka, mógłbym uczyć i być uczonym. Ach, wspaniały pomysł..!


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#8
03.09.2023, 17:16  ✶  

Zmrużyła oczy patrząc na ducha z wnikliwością oraz ciekawością. Nie rozumiała do czego miała być jej potrzebna edukacja – nie ukończyła żadnej szkoły i żyła, a także chodziła, więc w czym jej miało to przeszkadzać? Kto miał jej zabronić poruszać się po świecie? Czemu nie wypadało spacerować bez wiedzy po świecie? Jej głowa nie mogła tego pojąć, ponieważ do tego czasu nigdy jej to nie przeszkadzało. Czasami niektóre znaki z informacjami były dla niej niezrozumiałe i pakowała się w uliczki, na których nie powinna być, ale też rzadko opuszczała swój dom. Jedynie, gdy trzeba było coś kupić.

– Nie rozumiem – odpowiedziała – Przecież potrafię spacerować, po co mi do tego nauka? – zapytała ducha nie mogąc się powstrzymać. Nie podobało jej się to, że duch mówił jej co jej wypada, a czego nie. Sama ustalała swoje zasady istnienia i czemu miała pozwolić na to osobie, która już teoretycznie nie istniała? Już się jej ten duch nie podobał, a wręcz zaczynała zapominać o jego egzystowaniu. Zainteresował ją Laurent. Była w niebo wzięta widząc go takim ładnym i zdrowym. Uśmiechała się do niego radośnie i z ulgą wymalowaną na twarzy, że był cały.

– Złapali tych nicponi, co ci to zrobili? – zapytała nie patrząc już na ducha. Słyszała jego pytania, ale teraz interesował ją Laurent. Chłopiec, którego uratowała, a który był w naprawdę opłakanym stanie, który wywołał u niej obawę o jego życie i o to, że nie uda jej się go doprowadzić do lecznicy. – Cieszę się, że cię znowu spotkałam. – Wiedziała, że to iż wcześniej się nie spotkali było jej winą, bo nie zostawiła mu swoich danych, ale nie chciała o tym wspominać.

W końcu nie mogła wiecznie ignorować tego ducha, w końcu zaproponowała mu żeby dołączył do trupy cyrkowej. Spojrzała na niego ponownie i przekrzywiła głowę na bok jak ciekawski kot.

– Uczymy się codziennie, ale niekoniecznie wiedzy szkolnej – zauważyła przyglądając mu się uważnie – Jesteśmy raczej ludźmi artystami niż naukowcami.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
03.09.2023, 18:46  ✶  

Dla Laurenta wiedza była wszystkim. Od samego początku nauki w Hogwarcie dzielnie rył z nosem w książkach i starał się wieść prym w swojej dziedzinie. Kiedy był dzieckiem, a potem zmienił się w tego legendarnego "dorosłego" okazało się, że książki jedno, rzeczywistość drugie, a w tym wszystkim jeszcze była jedna niewiadoma - ludzie. Ich też należało się nauczyć. Poznać ich schematy zachowań, działania, sposób myślenia, odczuwania. Cały czas się uczył i nie przestawał. Bez tej wiedzy nie byłby tu, gdzie jest. Tak jak Elaine nie znajdowałaby się pewnie jako akrobatka w cyrku, tak giętko wyginając swoje ciało, że Laurent nie był pewien, czy bardziej to podziwiał, czy bardziej go to przeraziło, co zobaczył. Czy ty posiadasz kości? Takie pytanie nasuwało się samo na siebie, ale go nie zadał. Jeszcze nie. Bo jeśli ta znajomość potoczy się dalej, to zobaczenie, co potrafi z tym ciałem robić... Och... Gdyby sytuacja i spotkanie było bardziej sprzyjające pewnie Laurent by pobiegł swoimi myślami tam, gdzie być może nie powinien. Na razie był zbyt zdumiony, zszokowany i próbował jakoś swoją rzeczywistość poukładać w odpowiedniej formie. Hm, nie. W JAKIEJKOLWIEK formie. Jego twarz przyozdobił zdziwiony, delikatny uśmiech, kiedy Elaine jak gdyby nigdy nic wypaliła, że przecież potrafi spacerować - nauka jej do tego nie potrzebna. I może to było całkowicie proste, dziecinnie proste wręcz myślenie, a jednak dotknęła serca Laurenta w tej prostocie. Jaki człowiek byłby wolny, gdyby nie musiał tyle pracować na to wszystko? Jak wiele kroków mógłby zrobić, nie tonąc w nauce, nie tonąc w papierach? Co za piękna wizja... Chyba widział przed sobą fenomen wśród ludzi.

- A panicz rozumie? - Zwrócił się duch do blondyna, przefruwając bliżej niego. - Nauka to potęgi klucz. Każdy młody człowiek powinien się uczyć. - Laurent nie był pewien, czy ten duch był o pełnych zmysłach. Ale... jaki duch był? Dziesiątki lat już nie żył, kręcił się po cmentarzu, kto wie, komu zatruwał jeszcze życie? Pewnie nie jemu i nie jej pierwszej.

- Owszem, edukacja jest istotna, ale najwyraźniej panienka sobie świetnie radzi bez niej w spacerowaniu po świecie. - Duch nie był zbyt uprzejmy, a chociaż Laurent nie wyznawał zasady pod tytułem "traktuj drugą osobę jak ona cię traktuje" to trzeba przyznać, że był dość zirytowany tym, co mu tutaj zgotowano tego dnia. I zmęczony. Na przejrzystej, poparzonej twarzy mężczyzny pojawiło się niezrozumienie, a nawet - poszukiwanie odpowiedzi na jakieś pytania, które zaczęły krążyć w jego głowie.

- Za moich czasów inaczej to wyglądało, inaczej...

- Nie... niestety ich nie...

- Aaaplpeleple... ja jeszcze nie skończyłem mówić! - Duch wyciągnął palec w kierunku Laurentego, usiadł na... usiadł na czymś, może na krześle? Cholera wiedziała, krzesła żadnego tu nie było. A szczególnie żadnego lewitującego. I zaczął opowiadać. O tym, jak się narodził, jak to jego życie mijało, a co się działo, a że żona, a dzieci, a... pełno wszystkiego. Zalew kompletnie bezużytecznej, niepotrzebnej mu do niczego wiedzy. I Elaine pewnie też nie.

- ... nie złapali. - Powiedział ciszej do Elaine, pochylając się do niej, żeby duch mógł po prostu mówić. Najwyraźniej tego potrzebował. Frustrujące, ale... ach. Nie kosztowało go wiele wysłuchanie tego, prawda? - Szukałem cię... Elaine. Dobrze pamiętam, prawda? - Utknęło mu to dźwięczne imię w pamięci, choć chyba nazwisko też podawała. Gdyby je miał, znalezienie jej pewnie byłoby trochę łatwiejsze, ktoś może w końcu by go naprowadził na ich cyrk. - Chciałem ci podziękować. Uratowałaś mi życie i... nawet nie wiem, jak mógłbym się odwdzięczyć. - Ach, szukał jej, a nawet nie wziął żadnej bombonierki, kwiatów... jakie to tanie w zamian za to, co otrzymał od niej - druga szansa. Możliwość, żeby żyć dalej i walczyć.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#10
03.09.2023, 19:57  ✶  

Elaine lubiła wiedzę, którą ktoś jej przekazał, lub przeczytał, ale nie czuła ujmy na honorze, że nigdy nie chodziła do szkoły, że nie nauczyła się czytać. Przeszkadzało jej to, że nie mogła sama zdobyć wiedzy przez brak znajomości liter w słowach pisanych, ale nie było to coś przy czym załamałaby się i nie wychodziła na spacery. Szkoła nigdy nie była jej potrzebna, aby poznawała ludzi, aby się czegoś nowego nauczyła. Uczyła się na ulicy i nauczyciele nie byli jej potrzebni. Była sama swoim nauczycielem – nie koniecznie lotnym, ale była. Poznawała świat na swój własny sposób i na swój sposób się go uczyła. Duch też jej szczególnie mocno nie zranił wypominając jej, że nauka jest potęgą. Jakby poszła do szkoły nigdy nie nauczyłaby się tych wszystkich rzeczy, które robiła ze swoim ciałem, widziała nie raz zazdrość w niektórych oczach kobiet i podziw w oczach mężczyzn zapewne nie taki jaki młoda dziewczyna chciała poznawać w okresie swojego dorastania. Teraz jednak nie była już dzieckiem, potrafiła swoją urodę przekształcić w potęgę i nauka nie była jej do tego potrzebna. Gotowania nauczyła się od innych osób, przepisów uczyła się na pamięć, robiła notatki za pomocą rysunków. Może kiedyś uda jej się poznać osobę, która nauczy ją czytać i pisać, a wtedy zrobi dania ze swojej starej księgi kucharskiej, którą ukradła z biblioteki i zrobi te przepisy tak jak powinna, a nie tylko patrząc na rysunki.

Wzruszyła ramieniem na niezrozumienie ducha. Widocznie sam nie był zbyt mądry skoro nie potrafił pojąć, że ludzie mogą spacerować bez wiedzy o tym, że dana Starożytna Runa oznacza to, a jakiś lelek bolelek może ci zrobić krzywdę (tak wymyśliła tego bolelka, ale denerwowała ją hipokryzja innych osób).

– Ale ja się uczę, nie potrzebuję do tego szkoły, ani czytania – dodała jeszcze, a potem duch zaczął gadać i nie pozwolił im dojść do słowa. Dziewczyna stanęła obok Laurenta unosząc brew ku górze. Cóż za zadziwiająca istota, gdy chłopak pochylił się do niej i powiedział jej cicho o tym, że nie złapano nicponi spojrzała na niego z lekką obawą. Szkoda, mogą teraz zrobić komuś innemu krzywdę.

– Masz kuchnie? – wypaliła szeptem, aby duch nie zwrócił uwagi, że go nie słuchali. Patrzyła na blondyna z taką prostotą w oczach jakby to było najbardziej normalne pytanie na świecie, jakby ludzie zawsze chodzili po ulicy i zamiast dzień dobry pytali o posiadanie kuchni w domu. Elaine była w tym pytaniu całą sobą, prostą i szczęśliwą osobą, prostą i pewną siebie istotką, małą akrobatką, która ratuje chłopców z opałów. – Pozbierajmy trochę tych jabłek i chodźmy stąd. Zrobię nam jabłecznik – powiedziała równie pewnie co wcześniej. W głosie Elaine była prostota płynąca z serca i umysłu. Była idealnym  przykładem osoby, która wiedziała czego chciała i jak chciała spędzić czas z obcym chłopcem nie myśląc o konsekwencjach. Może to właśnie były te braki w edukacji? Nie zasiano w niej nieufności wobec obcych?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (3815), The Little Fox (2324)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa