• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[Lato 1960] Patrząc wstecz

[Lato 1960] Patrząc wstecz
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
06.09.2023, 14:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2024, 20:07 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III

Każde miejsce było pełne ech i widm.
Brenna nie była pewna, jak długo zdawała sobie z tego sprawę – być może od zawsze. Na pewno od zbyt dawna, aby była w stanie wskazać początek albo żeby kiedykolwiek, choćby przez sekundę to co jej towarzyszyło uznała za dziwnie. Na początku to nie była wiedza ani świadomość, jedynie ulotne przeczucie. Sny o chłopcu, co do których nie wiedziała nawet, że to wspomnienia, i że ten chłopiec dawno dorósł i umarł. Czasem przedziwne uczucie deja vu, głos rozbrzmiewający za plecami, choć była sama w pokoju, cień, wyłapywany kątem oka. Albo emocje: z niewyjaśnionych przyczyn źle czuła się w pokoju, w którym dopiero co ktoś się kłócił i wiedziała, że ta kłótnia miała tutaj miejsce, chociaż nie była jej świadkiem. Albo wręcz przeciwnie, niektóre lokalizacje dobrze się jej kojarzyły, chociaż nie było ku temu żadnego racjonalnego powodu. Nie panowała nad tym - nie mogła, zwłaszcza że długo nikt nie miał pojęcia, co dzieje się w głowie małej Brenny, co przekazano jej we krwi babki.
Była szczerze zdziwiona, kiedy pierwszy raz wspomniała o tym komuś i okazało się, że to nie jest normalne.
Miała jakieś dwanaście lat, gdy babka, żona Godryka, zrozumiała, co się dzieje i zaczęła ją uczyć podstaw, i trzynaście, kiedy pierwszy raz usiadła w kręgu widmowidza. Pod okiem najpierw babci, potem Alfreda, sny powoli znów stały się tylko snami, echa umilkły, widma przestały się pojawiać w najmniej właściwym momencie. Trzecie Oko nie groziło już Brennie wciągnięciem w otchłań szaleństwa.
Jeżeli jednak chciała kiedyś używać tej magii w naprawdę świadomy sposób, bo widmowidzenie ustabilizowano, ale jeszcze nie opanowała go w pełni – a oczywiście, że chciała, Brenna miała tendencje do bycia aż nazbyt ciekawą – musiała uczyć się dalej. Ta nauka, z konieczności, była okrojona głównie do wakacji i ewentualnie ferii, gdy ona przebywała poza Hogwartem, a Alfred znalazł dla niej czas. Tak jak dzisiaj.
(Ewentualnie do... cóż, jej własnych eksperymentów, na które pozwalała sobie po kryjomu, ale do tego przecież nikomu nie zamierzała się przyznawać.)
- Ja zupełnie tego nie ogarniam – oświadczyła piętnastoletnia Brenna Longbottom, palcem popychając jedną ze świeczek, które przygotowano w pokoju w rezydencji Longbottomów. Pomieszczenie służyło zwykle do różnego rodzaju treningów, było więc niemal puste i całkiem nieźle nadawało się do ćwiczenia transu widmowidza. – Po kiego nam te świeczki? Dlaczego tylko my potrzebujemy świeczek? To absolutnie niesprawiedliwe. Danielle widzi aury bez żadnych głupich kadzideł, a podobno jasnowidz tylko na kogoś patrzy… i bufff! Już wie, co ta osoba planuje zjeść na kolację. Albo że przejdzie ją dzisiaj Błędny Rycerz – stwierdziła, obracając się do Alfreda.
Nie wyglądała tak, jak na młodą damę z bogatego, wpływowego domu czarodziejów przystało. W wakacje nosiła się po mugolsku, po części dla wygody, po części, bo w Dolinie Godryka mugoli nie brakowało. Krótkie włosy Brenny miały tendencje do sterczenia na wszystkie strony, a na nosie miała przyczepiony plaster, pamiątkę po tym, jak wczoraj potknęła się w Kniei i walnęła rzeczonym nosem centralnie w korzeń. Matka uznała, że jeśli pomęczy się dzień lub dwa, zamiast pić eliksir, następnym razem będzie ostrożniejsza.
Elise Potter – Longbottom zwykle nie była naiwna, ale w przypadku córki czasem się jej zdarzało.
Pozwalała jednak na córce na całkiem wiele, przynajmniej póki ta zachowywała się jak należy w towarzystwie.
– To co mam z tego próbować zobaczyć? – spytała Brenna, unosząc medalion, na którym miała spróbować widmowidzenia.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Alfred Bagshot Jr
#2
06.09.2023, 17:11  ✶  
Czasem to bezgłośny chichot oddalającego się echa łechtający zakamarki podświadomości. Czasem — dojmujący płacz, który wdziera się do uszu niby krzyk banshee, domagając się sprawiedliwej uwagi. To wszystko, co po nas zostaje; widma minionych wydarzeń, które rezonują w Czasie i Przestrzeni, osiadając z kurzem na strukturach ówczesnego świata i tkając swe dzieje na kartach historii. Tylko nielicznym jest dane usłyszeć ich podszepty. Dla niektórych to dar odsłaniający nową perspektywę. Dowód, że każda decyzja odbija się echem i niesie długofalowe konsekwencje; że nic nie dzieje się bez przyczyny.
Lecz dla tych, którym nie udało się opanować swej mocy — to istna klątwa. Schizofreniczne zwidy są niczym w zestawieniu z widmem cudzych wspomnień, których nie można wytłumić.
Brenna miała to szczęście, że w relatywnie wczesnym wieku udało jej się znaleźć profesjonalną pomoc w okiełznaniu tegoż daru, nim doszło do rzeczonego przebodźcowania. Alfred nie miał tego komfortu, by w rodzinnym i przyjaznym gronie zrozumieć tę przypadłość. Wciąż pamiętał spotkania w chłodnych gabinetach Ministerstwa Magii, w których równie oziębli oficjele przeprowadzali nań skomplikowane badania, a proces nauki transu przypominał terapeutyczne sesje w psychiatrycznym skrzydle Świętego Munga. Tym bardziej cieszył się, że panna Longbottom mogła odkrywać swój dar w bardziej przystępnych warunkach. Momentami z uśmiechem na twarzy wspominał ich wspólne lekcje, bo w swym nieugiętym uporze i ciekawości przypominała mu samego siebie.
— Nawet nie próbujesz — skwitował, uśmiechając się z politowaniem. — Wśród mugolskich naukowców istnieje pewne urządzenie, które nazywają mikroskopem. Dzięki niemu są w stanie powiększyć widziany obraz do takich rozmiarów, by widzieć, z czego składają się różne przedmioty i organizmy. Weźmy za przykład wodę z jeziora - w najmniejszej kropli kryje się wiele mikroorganizmów, których nie byliby w stanie dostrzec gołym okiem. Kiedy Danielle korzysta ze swojego daru, możesz sobie wyobrazić, w przenośni rzecz jasna - że pod taki mikroskop wkłada czyjąś duszę. Aury, które się jej ukazują - są odzwierciedleniem teraźniejszości, która w przypadku aurowidzów wizualizuje się w barwach emocji i ukrytych pragnień — poprawił swoje okulary. Wyglądało to dość zabawnie, bo i na nich znajdował się teraz plaster, który zdawał się sklejać ich ramę w całość — więc obydwoje mieli za sobą najwyraźniej ciekawe przygody. — A jasnowidz... może instynktownie przewidzieć następstwa przeszłości zapisane w gwiazdach. Ale czy może zrozumieć, dlaczego ułożyły się w takie konstelacje, by przynieść przewidywane rezultaty? — podniósł świeczkę, która upadła i sturlała się pod naporem pchnięcia Brenny. — Zgodzisz się ze mną, że należy zadać sobie większy trud, by przeanalizować coś, co już miało miejsce i czego skutków nie da się odwrócić — wtedy, kilkanaście lat wstecz, nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że to właśnie pragnienie zmiany biegu zdarzeń stanie się jego największą życiową ambicją. — Możesz to sobie tłumaczyć w ten sposób, że świece są przekaźnikiem, dzięki któremu potrafimy porozumieć się z widmami przeszłości. Nie jest to dalekie od prawdy, wybitni widmowidzowie są w stanie nawiązać kontakt z duszami zmarłych. No, ale o tym porozmawiamy sobie, jak powiesz mi, co podpowiada Ci ten amulet — zamilkł, stwarzając odpowiednią atmosferę dla skupienia.
Tym samym Brenna miała czas, by przypomnieć sobie nauki Alfreda.
Wycisz nęcące myśli. Okiełznaj emocje. Otwórz się na echo przeszłości, a ukaże się przed Tobą prawda.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
07.09.2023, 00:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2023, 18:44 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna ogólnie miała w życiu sporo szczęścia. Jej rodzina była bogata, wpływowa i czystej krwi – co może nie powinno mieć znaczenia, ale w ich świecie otwierało mnóstwo drzwi – ale przy tym jednak jej członkowie kochali siebie nawzajem mocniej niż tradycję. Nie musiała martwić się o to, że z widmowidzeniem zostanie porzucana sama sobie. Albo że będzie musiała żebrać o pomoc w Ministerstwie. Gdyby nie miała widmowidza w rodzinie, rodzice poszukaliby kogoś wśród przyjaciół, a nie mogąc znaleźć wśród nich, wyciągnęliby pieniądze ze skrytki bankowej i kogoś zatrudnili. Nawet gdyby Jeremiah miał wyszukać takiego nauczyciela z podziemi, to na pewno by to zrobił.
Brenna jeszcze nie zdawała sobie w pełni pojęcia z tego, jaką była szczęściara, ale zawsze kochała swoją rodzinę i zaczynała też powoli to rozumieć - gdy słuchała półsłówek wypowiadanych przez kolegów.
Przekrzywiła lekko głowę, wysłuchując jego wyjaśnień. Nie miała pojęcia, czym jest mikroskop (miała to przyswoić w pełni zresztą dopiero za parę lat, czytając komiksy o Spider Manie, bo Parker miał w końcu aspiracje na naukowca). Ani po co poznawać skład wody. Była w końcu dzieckiem z czarodziejskiego domu i nawet jeśli mieszkała w miejscowości, gdzie mugole żyli tuż obok, i bardzo kochała mugolską literaturę, pewne pojęcia przekraczały jej pojęcie.
– Zaklęcie mistrza Skarpina jest na pewno skuteczniejsze… – zamarudziła z głębokim westchnieniem. Z czystego uporu, bo to nie tak, że zupełnie nie rozumiała, co takiego Bagshot chce przekazać, ale miała piętnaście lat i Musiała Ponarzekać. – Jak mówisz takim tonem, wiesz, nie pytającym, nie zostawiasz mi pola do niezgody – wytknęła, ale na jej ustach zamajaczył uśmiech. – Och, chyba nie chcę rozmawiać z duszami zmarłych. Zdaje mi się, że to byłoby bardzo dziwne. Duchy są takie… oderwane od rzeczywistości? W Hogwarcie jeden siedzi w damskiej łazience. I ma jakieś czternaście lat. Od pięćdziesięciu lat. A Prawie Bezgłowy Nick? Sądząc po stroju, to on od dobrych kilku wieków nie poradził sobie jeszcze z tym, że nie ucięli mu głowy dostatecznie dobrze – stwierdziła, bo oczywiście nie mogła sobie podarować powiedzenia kilku dodatkowych zdań tam, gdzie dało się wszystko zamknąć w jednym. – Ale… dobrze, przeszłość jest stała i nie zmieni się na naszych oczach – mruknęła jeszcze, bo Danielle faktycznie widziała… w pewnym sensie to, co działo się w czyjejś duszy. A jasnowidz to, co ten zamierzał.
Brenna sięgnęła po zapałkę i odpaliła świeczki, jedna po drugiej. Syknęła, kiedy sparzyła sobie palce, trochę niezadowolona – w myślach przeklinała właśnie głupie, hogwarckie regulacje, według których nie mogła tego zrobić magią. A potem sięgnęła po amulet i weszła do kręgu, by usiąść w nim po turecku.
Była gadatliwa. Nadmiernie wręcz gadatliwa. Była uparta jak stado osłów. Bywała też wyjątkowo bezczelna, chociaż ta wada z wiekiem zaczęła zanikać, zamieniając się po prostu w bezpośredniość. Ale umiała się skupić i wbrew pozorom naprawdę bardzo zależało jej na tym, aby osiągnąć sukces i nauczyć się w pełni panować nad widmowidzeniem. Ciągnęło ją to. Zawsze była ciekawska, a widmowidzenie mogło dać odpowiedzi na pytania. Przeszłość w oczach Brenny kształtowała teraźniejszość oraz przyszłość. Poza tym - w gruncie rzeczy - była typową nastolatką. I marzyło się jej, by być choć trochę niezwykłą. A jedynym, co było w niej niezwykłe, była niestety ta umiejętność. Nie wspominając już o tym, że właśnie jakiś czas temu Brennie przyszło do głowy, że przecież widmowidzenie może być przydatne w Brygadzie, a ona bardzo chciała być Brygadzistką...
Przymknęła powieki, wciągnęła w płuca zapach rytualnych świec, palcami zbadała fakturę medalionu. Był chłodny pod jej dotykiem, nieco chropowaty tam, gdzie wyryto wzór. Zastanowiła się, kto dotykał go przed nią i…
…zamrugała.
Nie widziała już dymu, Alfreda ani pomieszczenia w posiadłości Longbottomów. Przez chwilę spoglądała na siwowłosą kobietę, w błękitnej sukience. Medalion wisiał na jej szyi. Gładziła go, chyba bezmyślnie, bo spojrzenie wyblakłych oczu skierowała ku oknu…
Mrugnięcie.
– Kobieta? Starsza. Siwowłosa. Jasne oczy. Chyba słabo widziała. Błękitna sukienka. Patrzyła przez okno. To znaczy kobieta patrzyła przez okno, nie sukienka. Nie znam jej. Ani kobiety, ani sukienki – wyrecytowała Brenna, marszcząc brwi. – Czy mam spróbować zobaczyć coś konkretnego? – zapytała, bo w tej chwili sięgnęła ku losowemu obrazkowi, wyciągniętemu na podstawie jej myśli o tym, kto jeszcze mógł wcześniej mieć w rękach ten medalion…

Spojrzała pytająco na Alfreda, czekając na to, czy potwierdzi albo zaprzeczy. Kiedy potwierdził, że zobaczyła widok faktycznie związany z medalionem, uśmiechnęła się mimowolnie. Nie musiał jej chwalić - nie oczekiwała pochwał - sama z siebie była bardzo zadowolona i to, że się udało, w zupełności Brennę satysfakcjonowało.
Ponownie obróciła medalion w dłoniach, tym razem próbując "zadać" mu konkretne pytanie.
Gdzie byłeś wczoraj?
Przez chwilę widziała w dymie czyjeś ręce, tym razem męskie, zaciśnięte na przedmiocie. Wydawało się jej, że trzymał go Alfred, tyle że... dalej coś poszło nie tak. Obraz wymykał się, zamazywał. Próbowała się go uchwycić ze wszystkich sił, ale nie mogła. Wizja umknęła, znikła, jak woda, przemykająca między palcami. Brenna zamrugała, raz, drugi. Wszystko straciło ostrość. Nie straciła wzroku, ale obraz zamazywał się jej przed oczyma, nie widziała już Alfreda, a tylko dym. W dodatku straszliwie kręciło się jej w głowie. Zwalczyła przypływ paniki, bo przecież babcia mówiła, że takie rzeczy się zdarzają... Na pewno za godzinę znowu będzie widziała w zupełności normalnie. Musiała tylko odpocząć.
- Wiesz co? Chyba koniec lekcji - powiedziała dość żałosnym tonem. - Tak jakby ledwo widzę - westchnęła, bardzo ostrożnie podnosząc się, i próbując nie wpaść na żadną ze świec. Pozostawiła ich zgaszenie nauczycielowi: sama wyszła z kręgu i podparła się na moment o ścianę. Czekała aż odzyska widzenie chociaż częściowo, aby móc wrócić do swojego pokoju i tam godzinę posiedzieć. Chociaż Brenna naprawdę nie cierpiała siedzieć, nic nie robiąc, a teraz była rozczarowana, że nie osiągnęła tego, co sobie zaplanowała
Tak już bywało.
Raz wychodziło, raz nie.
Widmowidzenie wszak było kapryśne...
Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alfred Bagshot Jr (523), Brenna Longbottom (1521)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa