• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[styczeń 1968] Animals

[styczeń 1968] Animals
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
11.09.2023, 13:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 14:22 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Laurent Prewett (Ziewnięcie to bezgłośny krzyk).

The chase is on
Better run for your life
If looks could kill, we would die tonight
Am I the rabbit or am I the wolf?
We're just animals

Anioły ciągnęły za swoimi plecami niebiańskie skrzydła, a mężczyzna o włosach tak jasnych, że wpadały wręcz w platynę, ciągnął za sobą biały materiał szaty. Stąpał boso bo po czerwonym, miękkim dywanie rozchodzącym się do poszczególnych pokoi dla osób, które mogły sobie pozwolić na wkupienie się w łaski właściciela tego przybytku. Rose Noire nie było miejscem, gdzie wstęp miał każdy. I nie było miejscem grzecznych uciech. Młode kobiety i mężczyźni przeplatali się tu w skąpych strojach chodząc po tym czerwonym dywanie i brylując między bordową tapetą o wytłoczonych, ciemniejszych wzorach róż pnących się między liśćmi do sufitu. Całość podkreślona złotem, czernią i hebanem mebli nie wpuszczała tutaj nawet jednego promienia dnia codziennego. Nie było tu okien. Mimo to wcale nie było duszno, a powietrze nie było przesiąknięte wonią wina i seksu. Pachniało kadzidłem. A dla Nocholasa - sosnowym kadzidłem rozpalonym w pomieszczeniu. Sporo osób w głównym pomieszczeniu nosiło maski na swoich twarzach - by nie zostać rozpoznanym. By osoby, które tutaj przyjdą nie zapamiętały ich twarzy, nie próbowały wbić szpili dalej. Tak obrzydliwe bogactwo złota, eleganckie garnitury i piękne, bogate suknie kobiet wirowały w słodkim flircie i bardziej czy mniej odważnych dotykach. Dante, bo tak nazywali właściciela przybytku, oferował tu niemal wszystkie lubieżne doznania, których próżno było szukać w świecie otwartym dla tych wszystkich rozpieszczonych i ogarniętych niemocą szarości szlachciców, którzy pragnęli czegoś więcej. Poczuć coś więcej poza nudnym seksem ze swoją żoną, której nawet nie kochali. Przyjemność w ramionach osoby tej samej płci, starszej, młodszej, przyjemność... tą całkowicie zbereźną, tą całkowicie zboczoną.

Rose Noire oferowała coś jeszcze. Miała w sobie perełkę, której Dante ze swoich rąk nie chciał wypuścić, kiedy raz w nie wpadła. Pośród tych wyuzdanych przyjemności stąpał anioł.

Biel jego ubrania i jedwab bladej skóry kontrastowały z tym miejscem jak róża wystawiona na zrujnowaną ulicę starych kamieniczek, gdzie smród szczyn tylko odrobinę ustępował smrodowi fajek. Ta róża, przybrana jedynie w cienkie spodnie i długą szatę nie zawiązaną, odsłaniającą jego chude ciało, spoglądała na świat niezwykłymi oczami - morzem zaklętym w kryształowych oczach jak szklane oczka misia, który zaraz zostanie odstawiony na półkę. Jak laleczka z saskiej porcelany, którą można strącić jednym ruchem z parapetu i rozbić ją na amen. Stawiał ostrożne kroki po dywanie, prowadzony przez odzianego w garnitur mężczyznę, który trzymał do za ramię, jakby bez tego ciągnięcia anioł nie był w stanie się przesunąć. Bo jeśli ciągnął skrzydła po ziemi za plecami to czy nie było to oczywiste? Były złamane. I przecież o to chodziło. Ze złamanym skrzydłem nawet ptak nie był w stanie z powrotem wzbić się w powietrze.

Drzwi się otworzyły i Laurent niby wszedł, a niby został popchnięty do pomieszczenia. Obejrzał się nieco nieprzytomnie za siebie, zanim morskie oczy skierowały na siedzącego tutaj blondyna. Syrena. Dla kogoś z krwią Nicholasa było to jasne jak słońce. Selkie, która być może zgubiła się w drodze do domu, a może jak to te stworzenia miały w zwyczaju - zakochała się tak okrutnie, że nie mogła już wrócić do morza. I może w końcu ta tęsknota za domem ją zabije. Jak w każdej smutnej historii. Ale to nie śmierć pojawiła się na twarzy Laurenta a uśmiech. Ciepły, szczery uśmiech, jak skradziony z nieba promyk słońca, który muskał skórę. Niewinność nie powinna być wpisana w to miejsce, ale gdyby nie to lekko nieprzytomne spojrzenie podsycone pragnieniem doskonale to jedno słowo opisywałoby stojącego teraz w tym pokoju selkie.

- Dzień dobry. - Przywitał się dźwięcznym, ciepłym głosem, robiąc kilka kroków w kierunku Nicholasa. - Nicholas, zgadza się? Możesz mi mówić Lukrecja. - Przedstawił się, lekko rozkładając ręce na boki, dotykając palcami rąbków aksamitnego, białego rękawa materiału okrywającego jego ciało.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#2
11.09.2023, 22:07  ✶  

W takich miejscach, jak "Rose Noire", Nicholas nie pojawiał się zbyt często. Jedynie wtedy, kiedy nachodziła go taka potrzeba. Zrelaksowania się i doznania innego towarzystwa. Nie posiadał jeszcze żony, nie musiał przejmować się niczym. Jedynie może tym, żeby nikt z rodziny czy innych znanych mu osób, nie zobaczyły go tutaj. Uprzyjemniającego sobie czas nie z kobietami, ale z mężczyznami.

Aż tak bogaty nie był, lecz mógł pozwolić sobie raz na jakiś czas, na pobyt w tym miejscu. Pojawiał się tutaj najczęściej o późnych porach. Gdzie na ulicach coraz mniej ludzi przemieszczało się. Odziany w tradycyjną czerń, garnitur i szata, z narzuconym kapturem na głowę, wszedł do wnętrza "Rose Noire". Od razu skierował do pracownika, życząc sobie rozmowę z właścicielem. Yaxley dobrze zapłacił, oczekując czegoś wyjątkowego, nic zwyczajnego. Lubił nowości i wyzwania. A ów Dante, jak go zwano, miał coś do zaoferowania. Jak to mówi słynne stare powiedzenie „Klient nasz Pan”.

Yaxley zaprowadzony został do odpowiedniego pomieszczenia. Otrzymał maskę, która mogła skrywać jego tożsamość, dla bezpieczeństwa. Podziękował skinieniem głowy. Pomieszczenie przygotowywało w między czasie dwie panny, gdzie jedna przygotowała wino a druga zajęła kadzidłem jego amortencji - sosny. Miał się zrelaksować, uspokoić. Dzięki temu wszystkie napięcia i nerwy mogły zejść na bok. Zostawiony sam w pomieszczeniu, rozejrzał się badając teren. Co w nim znajduje, co może wykorzystać, czego brakowało. To miejsce jednak miało swoje zasady, którym nawet on jako klient musiał przestrzegać. Znał je. To nie był jego pierwszy raz tutaj. Jedno z tajemniczych miejsc, do których samotnie się udaje.

Na jeden z foteli postawił torbę i rzucił na niego swoją szatę. Założył maskę i rozpiął marynarkę. Pracował do późna, nie myślał o tym, aby najpierw ogarnąć sobie posiłek. Miał inną potrzebę. A późna kolacja może jeszcze poczekać. Usiadł na sofie, gdzie obok na stoliku był przygotowany napój.
Długo nie kazano mu czekać. Drzwi się otworzyły, a do środka wręcz wprowadzono interesującą osobę. O ile Yaxleyowie słynęli z wiedzy i badaniu magicznych zwierząt, Nicholas nie spodziewał się dostać na ten wieczór - Selkie.
Biel kontrastująca się z otoczeniem. Magiczne morskie oczy, mogły napotkać chłodne i zimne siedzącego na sofie czarodzieja, któremu będzie towarzyszyć.

- Zatem witaj Lukrecjo.
Przywitał się i wstał. Ton Nicholasa nie należał do ciepłych. Był bez emocji, chłodny i poważny. Rzadko kiedy się uśmiechał. Schował ręce do kieszeni i na początek postanowił sobie obejrzeć młodzieńca z każdej strony. Jasne włosy, może nawet i jaśniejsze od Yaxleya. Niczym Syrena mógł hipnotyzować głosem lub wzrokiem. A jego ciało, aż pragnęło się go dotknąć. Nicholas po zrobieniu okrążenia, stanął za nim i pomógł zdjąć mu szatę. Chciał ujrzeć więcej.
- Długo tutaj jesteś?
Zapytał go z czystej ciekawości.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
12.09.2023, 00:00  ✶  

Te maski... te nikomu niepotrzebne maski. Kryjące tożsamość, zakopujące sekrety. Nie wiesz, z kim masz do czynienia. Pozostaje tylko imię, które możesz dopasować do wielu w Londynie. A czasami nawet nie ono. Nie dla takich, jak on. Jeśli w ogóle miało to znaczenie - bo przecież Laurentowi było to już w zasadzie wszystko obojętne. Spoglądał jednak na blondyna przed sobą tak, jakby pod tę maskę chciał i mógł zajrzeć. To nie było bardzo skomplikowane - wystarczyło wyciągnąć dłoń o długich palcach, przesunąć ją po policzku, wsunąć pod nią. Przecież bardziej przeszkadza, drażniła. Zamienić ją na miękki dotyk - to tego potrzebowało ciało i dusza, nie tej cienkiej, nieprzyjemnej, chłodnej porcelany. Tak samo chłodnej jak chłodne powitanie, z którym się zetknął. I znów - przecież to nie miało znaczenia. Chłód, ciepło, brak słów jakichkolwiek. Ludzie przychodzili tutaj różni i dziwni, a umysł Laurenta był bardzo ciężki. Tylko jego ciało unosiło się na chmurce, lekko napięte. Niecierpliwe. Nie dostrzegł sympatii w niebieskich oczach wpatrujących się w niego, ale jej nawet nie poszukiwał. Nie szukał w nim niczego konkretnego prócz uwagi. A tę dostał od wejścia. To wystarczyło.

Nie poruszył się, kiedy mężczyzna wstał, lekko już rozprężony w swojej aparycji - ta rozpięta marynarka, ta codzienność, którą nosił na swoich ramionach z godzin, jakie przepłynęły już przez tę dobę zostały chyba podbite łykami wina. Albo przyjemnością płynącą z zapachu, jaki tu panował. Laurent teraz nie był w stanie określić, co to dokładnie jest, bo umysł płatał mu figle, jak słynny kitsune z legend, który macha swym ogonem by ognikami zwodzić na manowce tak on czuł się zwodzony wonią sosen. Podobał mu się ten zapach to i nabrał głębszego wdechu w płuca, pozwalając się obejść i zsunąć aksamit ze swoich ramion. Prześliznął się po jego rękach i opadł na podłogę. Laurent miał drobną budowę ciała, nienaruszoną żadnymi bliznami czy znamionami skórę, gładką i delikatną. Chciał więcej dotyku. Tylko że ta chwila przyjemności kojarzona z bezpiecznymi lasami, domem, moment delikatnego przebłysku świadomości bliskości drugiego mężczyzny została przecięta bardzo prostym i banalnym pytaniem. Co tu robisz?

- Czemu tu jestem... - Powtórzył pytanie, jakby sam teraz to pytanie zadawał - tylko samemu sobie. Z jakąś lekką nutą zdziwienia, jakby skomplikowanie tego pytania zbytnio do niego nie docierało. Przecież nawet nie miało do końca znaczenia. To było jasne, dlaczego TUTAJ był. Ale powstrzymał chęć odwrócenia się, żeby ten powód odnaleźć swoimi oczyma, skoro Nicholas życzył sobie chwilowo stać za nim. Może nie chciał teraz kontaktu wzrokowego? A może stało za tym jeszcze coś innego? - Intuicja mi podpowiada, że nie pytasz o ten pokój. - Czy to było oczywiste? Dla niego teraz mało rzeczy było oczywistych i kiedy w ogóle zagłębił się przez moment nad całym konceptem "TU" oraz "JA" to podryfował naprawdę daleko - gdzieś na meandry własnej świadomości i łączenia się ze światem. Tam, gdzie granice między otoczeniem a tobą samym rozmywały się i mogłeś stać się całym światem, zamiast być tylko jednym, małym ziarenkiem na całej plaży. - Tutaj jestem dla ciebie. I też "tutaj" przyszedłem po odrobinę przyjemności i nie mogłem wrócić. - Odpowiedział więc płynnie po swoim stwierdzeniu, że nie chodzi o ten pokój. Nie brzmiał wcale przy tym na smutnego, choć to, co mówił, smutne było. O ile słowo "smutne" było w ogóle odpowiednim określeniem. Niewiele osób wiedziało, że selkie miały bardzo słabe głowy. Wystarczyło czasem parę łyków, żeby je upić. Choć Laurent pływał teraz bardziej niż pod wpływem zwykłego alkoholu. Nawet nim nie pachniał. Jego skóra pachniała prawie jak mleko i miód. - A ty? Dlaczego tu jesteś? - Zapytał tym samym, ciepłym tonem, który teraz nabrał odrobiny intymności w swoim wydźwięku. Jakby pytał o sekret, o którym nie można było mówić na głos, pełną piersią.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#4
12.09.2023, 11:14  ✶  

Maski, mimo iż były niepotrzebne, były zabezpieczeniem tego, który przybył do tego miejsca. Wielu czarodziei czystej krwi szanowało swój ród, nazwisko, posadę w pracy, że nie chcieliby, aby prasa dowiedziała się o czymś jeszcze. Co może być gorsze? Gdy rodzina dowie się, gdzie przebywasz? Gdzie się udajesz i co robisz? W dodatku z kim? Podobno dziedzicom w rodzinach to nie przystoi. Powinni być przykładem i założyć rodziny. Czy może gorsze może okazać się bycie nakrytym przez dziennikarzy? Którzy wykorzystają sobie to co widzą, opisując tak jak widzą, aby artykuł dobrze się sprzedał. Po co to komu? Aby zawalić sobie karierę, którą się buduje od podstaw? Ta maska chroniła jego tożsamość przed tym wszystkim. Przed niewiadomym reakcji ze strony rodziny i pracodawcy. Już wystarczająco Yaxley ryzykował.
Oczywistym jest, że byłoby dobrze poczuć dotyk obcych, delikatnych dłoni na swojej twarzy. Ale tylko wtedy, jeżeli na wyrazi zgodę. Aby młodzieniec mógł ujrzeć jego twarz, musiałby na to zasłużyć. Nicholas preferował zasadę „coś za coś”.

Materiał szaty, jaką na sobie miał blondyn, zsunięta została z jego ramion na podłogę. Yaxley chciał go zobaczyć w pełnej odkrytej okazałości. Zadając mu pytanie, być może oczekiwał odpowiedzi od razu. Spotkał się jednak z rozmyślającą nad odpowiedzią istotą. Dał mu czas. Zdjął swoją marynarkę i dorzucił do swojej szaty wyjściowej. Był w koszuli, krawacie spodniach i obuwiu. Krawat poluzował. Schował dłonie do kieszeni spodni i od profilu, przyglądał się młodemu z góry. Yaxley był od Lukrecji znacznie wyższy. Bo aż około czternaście centymetrów. Plus minus. Mógł spoglądać na niego z góry, doczekawszy się odpowiedzi. Nie takiej jednak spodziewał się Nicholas. Lecz mógł domyślać się, że tak mógł tutaj zostać przeszkolony.
Dał mu chwilę do myślenia, ale nie o to pytał. Nie „dlaczego” tutaj jest, ale „jak długo”. Chłopak najwyraźniej inaczej zrozumiał jego pytanie, lub przekręcił słowa. Gdy Yaxley usłyszał wyjaśnienie, że słucha się intuicji. Szanował to. Ale chodziło mu bardziej o pobyt w tym miejscu. Ogólnie. W tym przybytku. Miesiące? Lata? A może dni? Trafił tutaj niedawno? Nicholas zrozumiał, że z nim będzie trzeba trochę inaczej i dokładniej rozmawiać.

- Pytałem ogólnie. Jak długo jesteś w Rose Noire.
Poprawił się, nim padły pytania w jego kierunku o to, dlaczego Nicholas tutaj jest. Być może po to, aby dobrze się zabawić? Na swoich zasadach? Czy może będzie ostrożniejszy, ze względu na anielskie ciało chłopaka? Mogłoby się wydawać, że stały naprzeciw siebie dwa różne światy. Dwie inne istoty. Jakby padł cień i magicznie ukształtował im skrzydła. Jednego byłyby białe, anielskie. Drugiego czarne diabelskie. Jakby wcielenie delikatnego anioła z zimnym demonem stały i rozmawiały.
- Jestem tutaj aby się zrelaksować, zaznać przyjemności z Tobą. Skoro już tutaj jesteś.
Odpowiedział bez emocjonalnie. Nicholas nie przywiązywał się do nikogo. Miał również problemy ze snem. Być może i z tego względu, pojawiał w takich miejscach?
Yaxley skierował się na sofę i usiadł na niej. Gestem ręki przywołał Lukrecję do siebie.
- Podejdź.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
12.09.2023, 12:03  ✶  

Sekrety. Kuriozum życia człowieka i jego doświadczeń. Ile osób może utrzymać twój sekret? Ilu z nich jesteś w stanie trzymać blisko siebie, by mieć pewność, że go nie wyjawią? Sekrety przeradzały się w demony. Obrastały kości skrzydeł diabła, którego Laurent teraz widział i przyoblekały je cienkim materiałem, by przypominały błonę nietoperza. W ich cieniu na pewno wiele sekretów mogłoby się schować. Nawet taki sekret jak on - całkiem żywy, całkiem niemały i całkiem świetlisty w tym obrzydliwie sprośnym miejscu. Podobno utrzymanie takich sekrecików było jak szept liści. Wydawałoby się, że jest tłem, że nawet do końca go nie słyszysz, ale wystarczyło tylko, żeby zagościła cisza. By nastąpił bezruch. odkrywasz, że wiatr przesuwał się od drzewa do drzewa, a w końcu ich ruch niknie ci z pola widzenia. Co jest gorsze? Mieć oko na to, jak się rozprzestrzenia, czy nie widzieć go wcale? Jak syndrom pająka, którego się boisz, którego nienawidzisz - ale dopóki stoisz na kanapie z podwiniętą spódnicą i go widzisz jest w porządku. Potem pająk znika pod sofą. Co się z nim dzieje? Sekrety były jak pająk, jak te skrzydła diabła, jak atrament, który może przewrócić się na książkę twojego życia i całą ją splamić. Stojący przed tobą Diabeł miał naprawdę przystojną twarz, więc jaka to szkoda, że nie można było jej zobaczyć. Tylko jego uważne oczy, ruch ust, tak mało i tak wiele jednocześnie. W końcu kiedy dostajesz prezent to zazwyczaj najlepszym momentem nie było samo ujęcie go w dłonie. Najlepszym momentem był ten, który pozwalał na poznanie jego sekretu. Chwila, w której go rozpakowujesz. Przesuwasz swoimi palcami po papierze, badasz jego strukturę. Pociągasz za wstążkę, żeby powoli odlepić jego fragmenty i zobaczyć, co jest głębiej. A może wbijasz paznokcie w piękny papier i rozszarpujesz go jak lew zatapiający pazur w miękkim ciele gazeli? Albo ujmujesz nożyczki, by z precyzją chirurga przeciąć wstążkę na pół? W ten czy inny sposób doświadczasz tego samego - poznania sekretu. A przecież sekretu mogą dotrzymać dwie osoby pod warunkiem, że jedna z nich jest martwa.

Laurent nieco przymrużył swoje oczy, próbując się skupić na kolejnym... pytaniu. Stwierdzeniu. Poprawieniu? Nie, bo do Laurenta nie dotarło, że jego umysł, który zawsze pracował jak maszyna, lotny, błyskotliwy, teraz był jak żółw pozostawiony na piasku, który nie może dotrzeć do wody, żeby tam zacząć sprawnie się poruszać. Wszystko oblane było oleistą mazią spowalaniające prace, rozmywające słowa, znaczenia, sens. Jednak próbował. I to nawet nie dlatego, żeby zadowolić samego Nicholasa, nie dlatego, że ktoś mu coś kazał - bo nie kazał. Był tak naćpany, że niczego nie musieli mu kazać, był uległy jak owieczka przy psie pasterskim. Wystarczyło ruch tego zwierzęcia, żeby owieczka się dostosowała. Czas. Laurent niemal słyszał w swoich uszach tykanie zegara, widział jego tarcze w swojej wyobraźni, jak płynął i jak się zmieniał. I nie myślał nad tym, czy to było ważne, czy nie było, miało znaczenie, czy nie. Złapanie jednak tego czasu, kiedy był wielką klepsydrą, a morze jego piasku nie miało granic, było kolejnym wielkim wyzwaniem. Ale tym razem przynajmniej dotarł do niego jego sens. Spojrzał w bok, na samego Nicholasa, kiedy ten zaczął mu się przyglądać pod innym kątem. Nie było tu żadnego okna, ale wyobrażał sobie, że jest. Że wpuszcza tutaj światło dnia, które pada na plecy mężczyzny w masce. A tam, gdzie padało światło, tworzone były największe cienie. Za oknem panowała zima. Padał śnieg. Wszystko skrzyło tysiącem diamentów i okrywało świat białym puchem. Cicho westchnął, jakby tęsknie.

- Świat nadal śni pod białym puchem Zimy, zamarza pod jej czułymi pocałunkami i dotykiem. Pocałowała i mnie w czoło, kiedy tu dotarłem. - Uśmiechnął się trochę psotliwie, trochę rozbawiony. - Chyba jeszcze nie minął miesiąc, Kaju. - Choć to nie do końca była bajka o Królowej Śniegu. - Znasz tę bajkę? O Królowej Śniegu? - A może jednak była? Życie rzadko plotło iście bajeczne zakończenia, choć miało skłonność do bajkowych początków. - Masz to w swoich oczach. Odłamek lustra Królowej Śniegu. Takie... zimne spojrzenie. - I wcale nie zabrzmiało to w jego ustach jak jakakolwiek zniewaga, bo i nią nie było. Wypowiedział to takim tonem, jakby to był komplement.

- A gdybym powiedział, że też pytałem ogólnie, byłbyś zły? - Lukrecja zaśmiał się cicho, dźwięcznie, zakrywając swoje usta dłońmi. - Chciałbym wyjąć dla ciebie to szkiełko z twojego oka. - Laurent poruszył się wolnym i nieco ostrożnym krokiem w kierunku Nicholasa. Nie ostrożnym ze względu na to, że był w nim jakikolwiek strach, jakakolwiek wstydliwość, nie. Nie czuł się wystarczająco pewnie na własnych nogach, choć nawet nie zdawał sobie z tego do końca sprawy. Usiadł obok Nicholasa, jeśli sobie tego zażyczył, albo po zbliżeniu się nadal stał obok niego w zależności od gestu strony przeciwnej. - Tylko czy ono nie dotarło już do serca?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#6
12.09.2023, 13:40  ✶  
Nie żyjemy w świecie, gdzie niczym nie trzeba się przejmować. Nie trzeba zadowalać innych. Spełniać rodowych tradycji, żyć wolnością i swoimi przekonaniami. Dzielić tym co chcemy i nie czuć się wyśmiewanym czy odrzucanym, że nie pasujemy tutaj. Ten świat, mimo iż bywa niebezpieczny, ma swoje zasady. Jeżeli chcesz pasować do niego, musisz robić to samo. To czego uczy Cię rodzina, co wpaja od małego. A gdy się dorośnie, wybierasz samemu ścieżkę rozwoju, ale nie zapominasz tego, co leży w twoim rodzinnym obowiązku. Chyba, że wyłamujesz się. Tak być może było w przypadku Nicholasa. Miał sekrety, które nie znała jego rodzina. Nie znali jego znajomi, współpracownicy, bo przyjaciół nie miał. Może jednego? Ale czy to była przyjaźń? Traktował to jako dobra znajomość. Nie ufał nikomu.
Nicholas zauważył, że Lukrecja mu przydzielony do tutejszego towarzystwa, miał chyba problemy z udzieleniem odpowiednich odpowiedzi? Czy może miał problemy umysłowe, że błądził w swoich myślach co odpowiedzieć? Może bał się? Czy był tutaj z własnej i nieprzymuszonej woli? Czy rozumiał jego język? Czy może było coś innego?
Odpowiedź znów była zaskoczeniem. Fantazjował? Nicholas pod maską, zasłaniającą twarz, uniósł brew ku górze. Czy Lukrecja był poetą?
Najprawdopodobniej, przebywa tutaj już miesiąc. Nic dziwnego, że wcześniej nie był mu przedstawiony. Cenny okaz. Interesujące wysnuł porównanie Yaxleya do Królowej Śniegu. A może poprawniej brzmiałoby, Król Śniegu, Król Lodu? Nicholas zdecydowanie miał zimne spojrzenie i zimne serce. Nie było to łatwe zadanie, jakiego chciał się podjąć Lucrecja. Dość ryzykowne, aby wyjąć wspominane szkiełko lustra.
- Nie znam tej bajki.
A może i nie pamiętał. Nie przykuwał uwagi do czytanych bajek przez kogokolwiek w rodzinie, uważając je za wybujałą fantazję. Niewiele z nich było legendami przekształconymi przez autorów. Nie były zabawne. Mimo wszystko, wysłuchał towarzysza dzisiejszego wieczoru, może i nocy. Porównanie brzmiało interesująco. Ale wyzwanie dość ryzykowne.
- A jeżeli nie chcę, abyś je wyjmował?
Zapytał, ciekaw będąc reakcji. Zajmując na powrót sofę, zaprosił Lukrecję do siebie, mógł usiąść obok. Nicholas wtedy założył nogę na nogę, siadając trochę z boku, opierając się częściowo plecami o oparcie mebla, ale też opierając o wierzch oparcia ugiętą rękę w łokciu. Obserwował młodzieńca. Po czym dotknął jego podbródka i skierował w swoim kierunku, aby móc lepiej spojrzeć mu w morskie oczy. Jakby czegoś się w nich doszukiwał. Brania jakichś prochów?
- Jesteś poetą czy brałeś coś?
Zadał mu w końcu to pytanie, które zaczęło bo trochę męczyć podczas tej rozmowy. Złościć się nie mógł. Zapach sosnowego kadzidła tak uspokoił jego umysł, że nie było miejsca na gniew. W tym wszystkim, Nicholas jakby pominął udzielenie odpowiedzi, na jego pytanie odnośnie ogółu jego pobytu tutaj.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
12.09.2023, 14:15  ✶  

Wyłamanie się oznaczało złamanie. Tutaj reputacja była wszystkim - łykałeś ją wraz z łykiem matki, potem z kaszą, której nie chciałeś jeść, ale nie umiałeś jeszcze artykułować słów i mogłeś tylko ze złością zrzucić miseczkę ze stołu. Pojawiał się krzyk, niezadowolenie i karmili cię dalej, uparcie. Masz jeść. Rosnąć. I rosnąć karmiony tymi przekonaniami, że to rodzina ma rację. Potem pożerałeś to w kanapkach i wypijałeś wraz z herbatą, która w końcu zamieniała się w kawę i tak piłeś dalej. Na samym końcu swojego życia mogłeś już pić tylko wodę i umierałeś myśląc, że od pierwszego łyku mleka matki po ostatnią kroplę tej wody ze szklanki właściwie nic się nie zmieniło. Zawsze to samo przekłamanie, piękne uśmiechy i słodkie słówka słane w różnych kierunkach, żeby kogoś zadowolić, a w innych ugryzienie jadu, żeby kogoś od siebie odepchnąć, kto już nie był ci potrzebny. A sekrety? Skarby na dnie oceanu, czy Puszka Pandory schowana pod łóżkiem, pod wybitymi deseczkami, żeby nie znaleźć jej tak łatwo. Trwały, zbierały kurz, a wraz z kurzem nabierały na ciężarze. Czasem ta skrzyneczka puchła do takich rozmiarów, że nie dało się jej już wyciągnąć. Ale to chyba nie byłoby w stylu Nicholasa, prawda? Jego zapomniany schowek dla świata parzyłby odważnych swoich zimnem - odważnych lub zwyczajnie głupich, skoro sądzili, że mogliby grzebać w jego życiu zupełnie bezkarnie.

- Opowiedzieć ci? - Zapytał zupełnie niezrażony jego tonem, jego spojrzeniem, jakby w ogóle nie dostrzegał tego chłodu. Ale przecież widział. Widział bardzo wyraźnie, bo w jego świecie wręcz stąpał teraz po zimnym puchu. Jego jednak ten puch nie mroził, nie parzył, nie odstraszał. Przysiadł się obok Nicholasa, opierając na kanapie dłońmi, usadawiając się do niego półprofilem. Tylko na moment jego uwaga została skupiona zamiast na nim to na stoliku, gdzie stała lampka z winem. Nie czuł jednak jego zapachu. Czuł tylko przyjemną woń sosny i w krótkich chwilach resztki wywietrzałych po całym dniu perfum Nicholasa - szczególnie wcześniej, kiedy ten ściągał z siebie dodatkową warstwę ubrań a jego dłonie błądziły przy krawacie. Jaki to smutny świat. Uśmiech rozpłynął się z jego twarzy, kiedy jego serce, prócz tej potrzeby, żeby zostać dotkniętym, nawiedziło to smutne ukłucie, którego nie chciał i o którym nie chciał pamiętać. Jaki to smutny i zimny świat, w którym nie było uśmiechu, nie było ciepła - tylko wieczna zima, w jakiej teraz tonął, zatapiając się razem z Nicholasem. Choć z ich dwójki tylko on to przeżywał. I nawet bez dodatków płynących w jego krwi byłoby mu tak samo przykro. Jak chyba zawsze, kiedy spotykał się z takimi ludźmi. Różnica polegała na tym, że wtedy się ich bał. Nie był bezmyślnym wojownikiem o lepsze jutro, przynajmniej sam chciał w to wierzyć. Miał instynkt, wiedział, że niektórych ludzi po prostu trzeba się bać, bo są w stanie cię naprawdę skrzywdzić. Lukrecja naprawdę bał się bólu. - Jakie to smutne... nie chcieć dojrzeć barw tego świata. - Odpowiedział na jego pytanie, choć w zasadzie to nie była odpowiedź. Bardziej spostrzeżenie tego dotyczące. Ale tym razem się trochę opamiętał. - Dlaczego miałbyś chcieć? Dla ciebie to zbroja, by zupełnie nic w tym świecie nie bolało. - Ludzie rodzili się różni - niektórzy byli naprawdę biedni w tych narodzinach. Nie doświadczyli domowego ciepła, nie doświadczyli miłości. I tak budowało się ich zimno. Tak, nie byli wtedy chłopcem z lusterkiem w oku - byli taką Królową czy Królem Zimy. To oni rozsypywali wtedy te szkła do oczu innych.

W końcu się pojawił - wyczekiwany dotyk. Laurent aż lekko zadrżał i otworzył szerzej oczy w oczekiwaniu. Zatopił się w niebieskich oczach naprzeciwko siebie tymi swoimi, z nienaturalnie powiększonymi źrenicami. I znów się uśmiechnął z sympatią, całkowicie szczerze.

- Jesteś kolejną osobą, która mi mówi, że jestem poetą. A ja jestem po prostu sobą. - Bardzo go to rozbawiło, kiedy tak o tym pomyślał. No bo - jaki poeta? Nigdy nie tworzył wierszy, nie uważał, żeby potrafił też wspaniale pisać. Chciał tylko, żeby ludzie doświadczyli czegoś przyjemnego, żeby zobaczyli te kolory, które widział on. I bardzo się starał im to przekazać. Dlaczego od razu poeta, co za głupotki! Kiwnął natomiast jednocześnie głową na drugą część tego pytania, nie uciekając przed palcami Nicholasa. Ba! Wręcz uniósł swoje dłonie, żeby jego dłoń złapać i przytulić do niej. - Kiedy się budzę chciałbym przestać... ale nie chcę przestawać... - Westchnął, wypowiadając te słowa z jakimś rozmarzeniem, kiedy jego palce, delikatnie jak dotyk motylich skrzydeł, muskały dłoń nieznajomego blondyna.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#8
12.09.2023, 23:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2023, 23:04 przez Nicholas Travers.)  

Okazywanie emocji było czymś, co zdradzało naszą osobowość. Umiejętność ich ukrywania, sprawia że nie sposób dostrzec czego się po nas spodziewać. Być tajemniczym, zagadką to zaleta. Tak przynajmniej uważa Nicholas. Im ktoś wie mniej o Tobie tym lepiej. Jeżeli wie za dużo, wkracza w niebezpieczną ścieżkę z daną osobą. Nicholas z roku na rok zmieniał. Jakby bardziej oddalał od barw kierując ku zimnym odcieniom. Może że i w tym kierunku, gdzie zimne barwy ciemniały. Ciemność i mrok. Przemoc i ból. W tej chwili siedzieli obok siebie jak totalne przeciwieństwa. Światła i ciemności. Gdyby ktoś spojrzał na ich aury, dostrzegł mocną różnicę.

- Opowiedz.
Mieli dużo czasu, aby pobyć razem. Nicholas chętnie pozna, bądź sobie przypomni bajkę, w której jest podobny do Królowej Śniegu. Bądź bohatera w niej występującego.
Yaxley zauważył, że młodzieniec spojrzał na przygotowane naczynie z winem. Było przygotowane dla Nicholasa. Nie upił jeszcze żadnego łyku. Nie spieszyło mu się moczyć w tym trunku ust i kosztować jego smak. Uwagę skupił bardziej na osobie mu dzisiaj towarzyszącej.

Spostrzeżenie w sprawie wyjmowania szkiełka z oka, aby móc dojrzeć więcej barw niż zimne, było interesujące. Ale jednocześnie nie zachęcające Nicholasa do zobaczenia więcej w kolorach. Słuszna była uwaga, że to była Nicholasa zasłona, bariera, mur czy zbroja. Niemal nikogo nie dopuszczał do swojego wnętrza. Zimne serce otoczone lodowym murem. O ile miał dobre dzieciństwo, ciepłe, to jego osobowość „marzła”. Nie ruszała go jakakolwiek i czyjakolwiek krzywda. A nawet chętnie on sam komuś ją zadawał. Jeżeli była taka potrzeba. Nikt poza jego ofiarami, wiedzieć o tym nie musiał. Magia wręcz potrafiła czynić cuda.

- Chcesz mi powiedzieć, że zrobiłbyś to, nie pytając mnie o zgodę?
Nawiązał jeszcze do jego toku myślenia, na temat wyjmowania magicznego szkiełka w oku. Lodowego, które mrozi całą osobowość Yaxleya. Czarodziej starał się podtrzymywać temat rozmowy w stylu Lukrecji. Choć z drugiej strony, taka rozmowa zdawała się niczego nie dawać. Tylko przyjemnie zaliczać czas spędzany razem.

Zastanawiając się nad obecnym stanem umysłowym chłopaka, Nicholas ujął jego podbródek i spojrzał mu w oczy, zadając pytanie o to, czy jest poetą, czy coś brał. Jedna część wypowiedzi go rozbawiła, ale nie to było ważne. Yaxley zauważył, że chłopak czekał widocznie na jakikolwiek dotyk. Jego dłonie dotknęły jego męską, która raczej do delikatnych nie należała. Ta dłoń trzymała często jakąkolwiek broń. Nie tylko różdżkę. Był szermierzem. 
Lukrecja był i jest sobą. Zapewniając to, przyznał nawet do brania czegoś co wywoływało i niego poetycki stan rzeczy. Może faktycznie tak miał? Yaxley nie zabierał swojej dłoni, czując dotyk delikatnych palców towarzysza. Pozwolił mu oswoić się z jego skórą, choć tylko dłonie miał odkryte. Resztę ręki pokrywały rękawy koszuli, którą musiałby Nicholas zdjąć. A może z pomocą młodszego od siebie blondyna?
Yaxley po chwili swoją dłoń przesunął na jego policzek, aby także wybadać jak bardzo jest on delikatny. Niczym porcelana, która boi się przemocy lub innych osób. Czy w tym przypadku, przyzwyczajał się do zimnej osobowości Nicholasa? Tej, która nie uśmiecha się ciepło? Która przyćmiewa barwy zimnem?

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
12.09.2023, 23:33  ✶  

Morskie oczy widziały kolory i łapały kolory. Nicholas również je miał - po prostu inne. To nie tak, że był pozbawiony barw. Że ich nie posiadał. Posiadał, jak najbardziej. Nadawał po prostu w zupełnie innych odcieniach, niż łapał do swojego koszyka Lukrecja. Tylko po co byłby mu ten koszyk, jeśli nie mógłby ich sypać - płatki kwiatów, które już straciły swój zapach, ale chociaż mogą coś pokolorować? Jeśli zrzucisz ten kosz kwiatów na głowę Króla Śniegu nie sprawi to, że on sam stanie się bardziej barwny. Koniec końców ktoś by tylko się skrzywił, stwierdził, że to jakieś wypaczenie, że był dystyngowany, piękny w swoim mrozie, a ktoś zupełnie głupio zamienił go na kuriozum. Nie, tak nie. Nie możesz też przylepić płatków ni przyszyć ich do szat, które nosił - równie ciemnych jak ciemna była aura tańcząca wokół niego. Więc... jak wykorzystać to, co się zebrało, jeśli chciałeś się tym podzielić? Jeśli druga strona nie miała potrzeby, żeby te kwiaty przyjmować?

- Dawno, dawno temu żył złośliwy czarodziej, który stworzył lustro, za sprawą którego wszystko co dobre i piękne znikało. Lustro pękło, a odłamki dostawały się do oczu i serc. Odbierały ciepłe uczucia, przyjaźń, miłość... pozostawiały tylko zimno. - Każda bajka zaczynała się od tego, że wszystko działo się bardzo, bardzo dawno temu. Lukrecja nigdy by nie pomyślał, że będzie siedzieć w miejscu takim jak to i snuć baśń o złej Królowej Śniegu, Gerdzie i Kayu. A jednak. Tak samo nie sądził, że jego słuchaczem będzie sam Kay - chłopiec z odłamkami lustra w oczach, które już dostały się do jego serca. Laurent wyciągnął dłoń, żeby dotknąć maski okrywającej twarz Nicholasa, ale nie po to, żeby ją ściągnąć. Musnął ją opuszkami i przesunął je na jego blond włosy, zsunął niżej, na szyję. - W pewnym miasteczku żyła dwójka rodzeństwa - Kay i Gerda. Kochali się. Odłamki rozbitego lustra dostały się jednak do oczu Kaya i do jego serca. Przestał kochać siostrę. Przestał widzieć barwy, przestał się uśmiechać i została mu już tylko... pustka, gniew i zazdrość. - Blondyn uniósł się nieco, żeby zbliżyć do Nicholasa i usiąść na jego udach, nie czując braku przyzwolenia dla swoich gestów. Oparł dłonie na jego klatce piersiowej, przyglądając się jego ciału z ciekawością kociaka, który bada nowy teren. Sięgnął do jego krawata, żeby powoli go rozwiązać. - To spodobało się Królowej Śniegu. Zabrała Kaya do siebie, do swego zamku. Lecz Gerda się nie poddała. Przebyła długą drogę do Pałacu Królowej Lodu, gdzie samotny Kay przesiadywał. Królowa Lodu trzymała go dla siebie i uczyła, że w tym świecie nie ma dobra, nie ma czułości, nie ma światła. - Zsunął krawat z jego szyi i pozwolił mu opaść na bok, żeby przejść palcami do guzików jego koszuli. Wcale się przy tym nie śpieszył. - I kiedy wydawało się, że straciła brata na dobre zaśpiewała mu piosenkę... Kay zapłakał... i odłamki opuściły jego oczy... by mógł znów zobaczyć, jak piękny otacza go świat. I jak wiele tracił w tym mrozie i pustce. - Uśmiechnął się rozkosznie, mogąc w końcu przesunąć dłońmi po ciepłej skórze Nicholasa. Zupełnie nie zimnej jak jego oczy. - Niektórych rzeczy nie da się zrobić w pojedynkę. - I czy odpowiadał teraz na to, czego dokonywały jego dłonie przesuwające się po brzuchu Nicholasa czy na jego pytanie o szkiełko wyciągane z oczu i brak zgody Nicholas już musiał zgadywać. Albo dopytywać - jeśli miał w ogóle taką fantazję. - Ale ja jestem kolorem, Nicholasie. Mogę spoglądać na ten świat za ciebie. Jeśli mi na to pozwolisz. - Skrzyżowały się ze sobą niebieskie spojrzenia.

Jakie to było dziwne, gdy Anioł i Diabeł spotykali się na tej samej wysokości spojrzeń.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#10
13.09.2023, 16:15  ✶  

Cała ta otoczka barw, była interpretowana różnie. Jak w tym przypadku widoczny był mocny kontrast między dwoma osobami, siedzącymi obok siebie. Nicholas zechciał usłyszeć jego opowieści, powoli przechodząc też do czynów. Tutaj Lukrecja go zaskoczył i postawił podczas opowiadania bajki o Królowej Śniegu, przesunąć się na jego uda. Póki nie robił nic nieodpowiedniego, Yaxley zezwolił na to. Przy czym swoje dłonie położył na jego talii. Wodził powoli, palcami masując jego skórę. W tym czasie anielski blondyn postanowił rozwiązać jego krawat. Odważnie dotykał jego klatki piersiowej. Dotknął także maski, która najwyraźniej była jedynym elementem, który może zdjąć tylko Nicholas lub wyrazić na to zgodę, aby uczynił to Lukrecja. Tej chłopak jeszcze nie otrzymał.

Opowiadana bajka wydawała się być bardzo interesująca. Jasno opisująca charakter Nicholasa. Kay. Jeżeli ten bohater tak miał faktycznie na imię, był częściowym odbiciem Yaxleya. Różnica jednak w tym, że owe szkło lustra było dość głęboko zamrożone i nie znalazłoby się w oku, ale w sercu. Jedynie miłość, mogłaby roztopić wszelkie lody. Ale nie jego. Nicholas wyzbył się miłości, uważając jej cechę za coś słabego, ograniczającego. Tak samo emocje, które potrafią blokować nasze działania lub zdradzają o nas zbyt wiele.

Nicholas słuchając słów Lukrecji, nie odrywał spojrzenia od jego twarzy, kiedy mówił. Pozwalał mu na zrzucenie krawata, oraz rozpinanie koszuli, aby móc ujrzeć zadbane ciało Yaxleya. Móc go dotknąć i poczuć ciepło ludzkiej skóry, nie musząc tego robić przez materiał. Nicholas palcami dalej wodził po jego talii, a po chwili dłońmi, przesuwają za jego plecy, cofając na brzuch. Powtarzał tę czynność, aż opowieść się zakończyła. Padły słowa zostania jego kolorem, które mogłoby być także światłem, rozświetlającym mrok. Ciemność, jaką otaczał się Yaxley.

- Chcesz podjąć się tego ryzyka?
Na odpowiedź, nie czekał. Zabrał prawą dłoń z jego talii i położył na szyi. Przysunął jego głowę bliżej siebie, że ich usta mogły się ze sobą zetknąć. Pocałował go bez zastanowienia, licząc, że nie będzie stawiał oporu. Zaczął pocałunek delikatny, aby zachęcić, zbadać czy mu się to podoba. Czy też tego chce. Po to tutaj był, aby uprzyjemnić czas. Nie trwało to długo a Nicholas przerwał, aby spojrzeć mu ponownie w oczy. Maska jaką miał na twarzy, nie była problemem za bardzo, gdyż zasłaniała jego górną część twarzy. Dolna była odkryta z możliwością choćby skorzystania z trunków, nie tylko na pocałunki. Dzięki temu, nie trzeba było jej zdejmować.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (5093), Nicholas Travers (3520)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa