• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[1969r.] Marsz Praw Charłaków | Laurence i Philip

[1969r.] Marsz Praw Charłaków | Laurence i Philip
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#1
05.09.2023, 20:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2023, 09:34 przez Laurence Lestrange.)  
1969r.
Laurence Lestrange, Philip Nott

Ten dzień miał być wielkim wydarzeniem dla społeczności pozbawionej magii – charłaków. Zorganizowali marsz, aby doprosić się o swoje prawa. Aby byli postrzegani prawie na równi z czarodziejami. Może też chodziło o coś innego. Ale nie chcieli być pomijani, nie dostrzegani. Nie z ich winy stało się, że utracili moc w dniu urodzenia lub pojawiły w nich blokady, uniemożliwiające użycie magii. Ten dzień miał przypomnieć społeczności czarodziei, że oni nadal istnieją, żyją i chcą żyć lepiej.

Laurence pracował już w Ministerstwie Magii, w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof jako uzdrowiciel. Biorąc pod uwagę skalę wydarzenia, istniała obawa że może dojść do zamieszek. Ministerstwo nie powinno być obojętne na takie wydarzenia. Gdyż nie wiadomo co się wydarzy. Na miejsce wyznaczonej trasy marszu, wysłano do obserwacji aurorów. Również na miejsce ruszyła grupa uzdrowicieli wraz z Laurencem. Gdyby ktoś był jasnowidzem i przewidział co się stanie, to się stało.

Spokój na ulicach nie trwał długo, do czasu aż pojawili się przeciwnicy Marszu Praw Charłaków. Czarodzieje czystej krwi i prawdopodobnie wmieszani w tłumie przeciwnicy marszu. Cały marsz w mgnieniu oka przerodził się w zamieszki. Aurorzy ruszyli do działania. Laurence nie zamierzał stać bezczynnie, biorąc pod uwagę, że mogą pojawić się ranni. Wziął swoją grupę uzdrowicieli i wydał im polecenia aby ratowali życie każdemu, kogo znajdą i kto będzie tego pilnie potrzebować. Priorytetem także było wyciągnięcie rannych z poruszającego się tłumu. Musieli mieć bystre oczy, aby kogokolwiek takiego wyłapać. Misja ryzykowna, aby dostać się do kogokolwiek. Gdzieniegdzie przemykały się rzucane zaklęcia. Laurence, jako że był nieco wyższego wzrostu, mniej więcej mógł wyłapać co się dzieje wewnątrz. Ale przebić się do środka było szczęście w nieszczęściu.

- Zrobić przejście!
Podnosił głos, aby móc dotrzeć do pobliskich osób. Widział że ktoś macha w szukaniu pomocy. Gdzie ktoś wołał uzdrowiciela. Inni charłacy przepychali się z czarodziejami. Laurence dotarł do pierwszej swojej ofiary, pomagając jej wyjść z wnętrza marszu. Zlustrował pobieżnie obrażenia i na szczęście nie były zbyt poważne. Skaleczenie nogi, wyleczył prostym zaklęciem uzdrawiającym. Okazało się także, że mężczyzna miał skręconą kostkę. Nastawienie jej sprawiło rannemu ból, ale też i ulgę. Obciążać nogi jednak nie mógł. Lestrange musiał improwizować. Korzystając z różdżki, przywołał znaleziony w zasięgu wzroku kij, owinął jeden koniec bandażem. Pomógł rannemu wstać i podał mu kij jak podpora. W tym czasie jeden z młodszych uzdrowicieli dobiegł do nich.
- Panie Lestrange…
Laurence mu przerwał od razu, jak tylko go zobaczył.
- Odprowadź rannego w bezpieczne miejsce i jeżeli sytuacja pozwoli, do szpitala na kontrolne badania.
Wydał polecenie, a młody skinął głową i zabrał rannego. W tym czasie Laurence udał się w poszukiwanie kolejnych rannych. Ruszał tam, gdzie nawet słyszał w tłumie usłyszał swoje nazwisko, lub wołanie o uzdrowiciela.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#2
09.09.2023, 02:41  ✶  

Pomimo tego, że w jego żyłach płynęła czysta krew, tak nie widział powodu aby przynależeć do grupy konserwatywnych czarodziejów i odmawiać podstawowych praw charłakom, którzy różnili się od nich wyłącznie tym, że nie potrafili posługiwać się magią. Charłaki mogły stanowić istotny filar społeczeństwa, gdyby dano im na to szansę. Philip starał się nie głosić wszem i wobec swoich poglądów przez wzgląd na to, że jest szeroko rozpoznawalnym czarodziejem, profesjonalnym zawodnikiem Quidditcha. Starał się dbać o swoją reputację i jednocześnie działać charytatywnie (to również było dobre dla reputacji). Pozostawał też świadom, że światem rządziła czysta krew, z której wywodziła się większość jego znajomych.

Korowód uczestników Marszu Praw Charłaków miał być widoczny z okien należącej do niego kamienicy i mógłby obserwować to wydarzenie, gdyby nie to, że nie było go w domu. Właśnie do niego zmierzał ze spaceru połączonego z odwiedzeniem kilku pobliskich sklepów. Niósł torbę z zakupami. Wydawało mu się, że zdoła dotrzeć przed rozpoczęciem Marszu, jednak nie dał rady i pochód przeciął mu drogę. Postanowił poczekać aż przejdą zamiast się przepychać. O tym, że nie była to najlepsza decyzja, przekonał się, gdy sytuacja zaczęła przybierać niepożądany obrót i zapanował istny chaos, nad którym starali się zapanować przedstawiciele Departamentu Przestrzegania Prawa.

Trwające zamieszki, których stał się mimowolnym świadkiem, postawiły go w konieczności udzielenia pomocy rannym charłakom, którzy nie mieli możliwości się bronić przed miotanymi przez konserwatywnych czarodziejów zaklęciami. Postanowił wyciągnąć z tłumu starszego mężczyznę, który został trafiony zaklęciem oszałamiającym i osunął się bez przytomności na ziemię. Przeciągając go poza rozszalały tłum uchronił go przed stratowaniem. Odniesione przez niego obrażenia i tak powinien obejrzeć uzdrowiciel, jednak istniała szansa, że przeżyje.

— Uzdrowiciela! — Zawołał nie mając pewności co do tego, że przez ten harmider zostanie usłyszany. Nic więc dziwnego, że dobył różdżki i wykształtował niewielki snop czerwonych iskier do oznaczenia swojej pozycji. Tłumienie zamieszek nie było jego obowiązkiem, a na samym uzdrowicielstwie to się nie znał. Z uzdrowicielami miał jedynie styczność podczas swojej choroby albo w następstwie poniesionych kontuzji.

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#3
09.09.2023, 23:28  ✶  

Niewyrównana walka, gdzie czarodzieje konserwatywni mieli większe szanse działania, niżeli grupa organizująca dzisiejszy marsz. Mimo iż wśród uczestników wspierających charłaków byli czarodzieje, to jednak w mniejszej ilości. Najgorsze w tym wszystkim, że ma to miejsce na ulicach miasta. Gdzie nieświadomie mogą w wir niebezpieczeństwa zostać wciągnięte osoby pobliskie. Nic dziwnego, że wielu z nich zaczęło uciekać do swoich domów lub miejsc pracy, aby być jak najdalej od zamieszek. Dwa departamenty Ministerstwa musiały ze sobą współpracować. Wysłani tutaj aurorzy musieli wspomóc policję uspokojeniem tłumu. Uzdrowiciele z kolei zająć się rannymi, wyciągnąć z tego tłumu poszkodowanych i zagubionych, w tym dzieci. Kto by pomyślał, że rodzice zdecydują się je zabrać. A może to sieroty, wyrzucone ze swoich rodzin?

Laurence udzielił pomocy kolejnej osobie, opatrując rany na głowie. Gdzie się nie obejrzysz, uzdrowiciel jest potrzebny. Gdzieś w tłumie ktoś wołał kolejnego z nich. Czerwone iskry dostrzegł asystujący Lestrange’owi młodszy od niego uzdrowiciel.

- Panie Lestrange. Tam ktoś potrzebuje pomocy.
Wskazał wolną ręką kierunek, gdzie widział istry wystrzelone z różdżki. Bardzo możliwe, że w tym chaosie można było nie usłyszeć wołania. Laurence, jako że był plecami ustawiony do miejsca, gdzie wołano o pomoc, obejrzał się za wskazanym kierunkiem przez swojego asystenta.
- Zaraz tam pójdę
Zapewnił, upewniwszy się, że bandaż na głowie kobiety się trzyma.
- Zabierz panią w bezpieczne miejsce.
Polecił chłopakowi i dopilnował, aby znaleźli się w miarę daleko. Musiał oczy mieć wszędzie, gdyż zaklęcia w niektórych miejscach wędrowały w różne strony. Nie jednokrotnie je odbijał, bardziej w górę lub w ziemię. Mając świadomość tego, że wokół ma istoty ludzkie.
Natychmiast skierował się we wskazanym kierunku, mając nadzieję, że zdąży. Chyba że ktoś inny zdołał dostrzec wołanie o pomoc. Jak dotarł na miejsce, nie było innego uzdrowiciela.
- Jestem uzdrowicielem.
Rzucił od razu, aby mężczyzna, który zaopiekował się starszym, wiedział, że pomoc nadeszła.
- Co się dzieje?
Zapytał, kucnąwszy i spojrzawszy na starszego mężczyznę, który na pierwszy rzut oka wydawał się nieobecny. Nieprzytomny? Sprawdził jego oczy, otwierając powieki.
- Z Panem wszystko w porządku?
Skierował spojrzenie na czarodzieja, który najprawdopodobniej wzywał uzdrowiciela. Nie miał pojęcia, czy był uczestnikiem marszu, czy przechodził obok. Nie miało to teraz znaczenia.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#4
13.09.2023, 04:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2023, 08:13 przez Philip Nott.)  

Gdyby zdarzyło się tak, że podczas tych zamieszek sam zostałby ciężko ranny i potrzebowałby pilnej pomocy uzdrowiciela to istniałoby prawdopodobieństwo, że zanim ten pośpieszyłby ku niemu zdążyłby zejść z tego świata. W tym przypadku nie chodziło jednak o niego, tylko o nieprzytomnego mężczyznę, którego przeciągnął w względnie bezpieczne miejsce. Dla niego to była kwestia organizacji pracy magomedyków.

Jeśli było coś, czego chciał to wrócić do swojego domu, który w chwili obecnej wydawał mu się istnym bastionem pod względem bezpieczeństwa. Na dłuższą metę było to bardzo złudne przeświadczenie, jednak tego dnia nie musiałby się martwić, że stanie się przypadkowym celem ataku takich fanatyków. Było mu trudno inaczej postrzegać tych konserwatywnych czarodziejów, niż jako fanatyków.

Największą trudność sprawiało mu przejście nad tym do porządku dziennego. Takich czynów nie dopuszczali się dobrzy, a tym bardziej zdrowi na umysłach ludzie. to było nieakceptowalne. Dotąd zmartwieniem Philipa byli wchodzący w mu życie psychofani i sporadycznie napotykani partnerzy niektórych jego kochanek, przyłapujący ich w niedwuznacznej sytuacji. Teraz sytuacja była znacznie poważniejsza, gdyż w grę wchodziło ludzkie życie.

— Właśnie wzywałem uzdrowiciela... tylko co tak długo? Wysłali tylko jednego do udzielania pomocy ofiarom zamieszek? Pana godność? — Philip słynął ze swojej bezpośredniości. Za okazywaniem własnego zniecierpliwienia albo nawet niezadowolenia łatwiej było ukryć odczuwane przez siebie przerażenie. Miał przekazać hojną dotację na rzecz służby zdrowia albo odpowiedniego departamentu Ministerstwa, aby cywile nie cierpieli przez niedobór odpowiednio wykwalifikowanego personelu magomedycznego? Powinien to rozważyć. Przywykł do tego, że osoby pracujące w służbach publicznych mu się przedstawiają i zdają sobie sprawę z tego, kim jest.

— To pan jest uzdrowicielem, proszę mi powiedzieć co się dzieje... ja mogę tylko stwierdzić, że ten człowiek jest nieprzytomny. — Rozłożył ręce. Zrobił co w jego mocy aby uratować tego mężczyznę przed stratowaniem przez uciekający tłum, na czym teoretycznie kończyła się jego rola i mógłby wrócić do domu. Philip lubił mieć styczność z kompetentnymi specjalistami w swojej dziedzinie i był gotów sporo zapłacić za to korzystanie z ich usług. W przypadku uzdrowicieli preferował wizyty prywatne, na które było go stać.

— Powiedzmy. — Mruknął. Fizycznie nic mu nie dolegało. Natomiast jeśli chodzi o odczuwane przez niego przerażenie to była zupełnie inna sprawa i czuł, że nie zaszkodziłaby mu odrobina eliksiru na uspokojenie przepisana przez jednego ze znanych mu uzdrowicieli.

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#5
13.09.2023, 23:06  ✶  

Wszystko zależało od odniesionych ran i działania zaklęcia, jakim się oberwało. Pomoc nadchodziła tak szybko, jak uzdrowiciele dawali radę. Kilku musiało rannych, poszkodowanych i oszołomionych uczestników marszu odprowadzić poza niebezpieczny teren. Wielu pozostawało na miejscu i udzielało pomocy natychmiastowej. Zaalarmowano Ministerstwo i szpital Św. Munga, że potrzebują wsparcie. Jeden uzdrowiciel nie da rady być w wielu miejscach, gdzie go wołają. Dlatego Laurence i paru innych w jego pozycji, miało przydzieloną grupę do dyspozycji. Być może spodziewano się problemów, ale nie na taką skalę?

Dotarłszy na wskazane miejsce, dostrzegając nieprzytomnego człowieka, Laurence liczył, że ten który wzywał pomocy, wyjaśni co zaszło. Niektórzy potrafili powiedzieć, że widzieli jak ktoś dostał zaklęciem, albo coś na niego spadło, potknął się i przewrócił. Wiele wersji. Tutaj Lestrange spotkał się z pretensją, jakby mężczyzna nie zarejestrował obecnej sytuacji na ulicy.

- Rannych i poszkodowanych jest bardzo dużo. Staramy się jak możemy, aby szybko udzielić pomocy.
Lestrange rozumiał niecierpliwość, ale wymagał także wyrozumiałości. Skupiając się na pobieżnym przebadaniu pacjenta, nie przedstawiał się. Nie był to teraz na to odpowiedni moment. Nie zwracał nawet uwagi na to, jak popularna osoba przed nim stoi.
- Ugodziło go zaklęcie oszałamiające. Wyjdzie z tego.
Stwierdził i zaraz po tym, za pomocą różdżki wyczarował nosze, obok nieprzytomnego mężczyzny. Nie ma co ukrywać, że szybciej analiza by się udała, gdyby mężczyzna lepiej wyjaśniał sytuację. Choć nie ma co go winić, jeżeli nic innego nie widział, jak tylko leżącego człowieka w niebezpiecznie rozbieganym tłumie.
- Pomoże Pan?
Zapytał, skoro mężczyźnie nic nie było fizycznie. Licząc, że sprawnie przeniosą ciało mężczyzny na nosze. Jeżeli Laurence nie otrzyma od niego tej pomocy, będzie sam starał się go przenieść. Lestrange chwyciłby ciało pod pachami i przetransportował na nosze. Po wykonaniu tego krótkiego zadania, Za pomocą różdżki oddalił nosze na bezpieczną odległość. Uzdrowiciele kręcący się w tamtym kierunku, będą wiedzieli co czynić dalej. Tam wysłał młodszych stażem i adeptów, aby nie kręcili się w tak niebezpiecznym miejscu.
- Panu radzę wrócić do domu.
Zwrócił się go mężczyzny, szukając po chwili kolejnych sygnałów, gdzie jest potrzebny uzdrowiciel. W między czasie, starał się uchronić uciekających. W przeciwieństwie do wielu osób tutaj przebywających, których ogarnął strach i panika, Lestrange był opanowany i skupiony na swojej pracy.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#6
22.09.2023, 21:00  ✶  

Philip bardzo dobrze orientował się w obecnej sytuacji i powiązanych z nią zamieszkach. Los ofiar nie pozostawał mu obojętny. Gdyby tak było to nawet nie starałby się uratować tego człowieka przed stratowaniem, choć to na dobrą sprawę utożsamiać z działaniami podejmowanymi przez wszystkich obecnych tu specjalistów. Wszystkich tych czarodziejów i czarownic, którzy zdawali się doskonale wiedzieć co robią. Posiadali więcej możliwości od niego. Po nim, jako sportowcu, nie należało się spodziewać tego, że będzie w stanie zrobić coś więcej. Poza dobrym wrażeniem i widowiskiem podczas meczów oraz spotkań, oczywiście.

— Zdaję sobie z tego sprawę, jednak przy obecności personelu medycznego Ministerstwa i uzdrowicieli z Munga to powinno przebiegać znacznie sprawniej. — Philip w dalszym ciągu uważał, że to kwestia organizacji swojej pracy w kryzysowej sytuacji, w której wszyscy się znaleźli. Do wyrażania swojego zdania nie potrzebował posiadać magomedycznej.

— Nie zamierza pan go wybudzić? — Zapytał po chwili. Gdyby sam znalazł się w podobnej sytuacji to wolał aby uzdrowiciel wybudził go zamiast podejmować próbę przetransportowania go do szpitala w stanie nieprzytomności. Po dostaniu takim zaklęciem zdecydowanie wolałby wrócić do domu. Nie przepadał za przebywaniem w szpitalu.

— Pomogę. — Odparł jedynie. Przykucnął na ziemi aby chwycić tamtego mężczyznę za nogi i podźwignąć go razem z uzdrowicielem trzymającym nieprzytomnego pod pachami. Wspólnymi siłami ułożyli poszkodowanego na wyczarowanych przez nieznanego mu z imienia uzdrowiciela, który powierzył kolejnego pacjenta innym magomedykom.

— Mam taki zamiar. — Odpowiedział temu mężczyźnie, z zamiarem oddalenia się w stronę należącej do siebie kamienicy. Nie zamierzał zatrzymywać tego uzdrowiciela zatrzymywać dłużej, niż to konieczne. Nim jednak zdołał zrobić choć jeden krok, z tłumu wynurzył się lekko zataczający, pozostający pod wpływem alkoholu mężczyzna. Z trudem stojąc, trzymał butelkę w dłoni i wykrzykiwał nieprzychylne konserwatywnym czarodziejom czystej krwi hasła. Philip postanowił go zignorować, uznając, że nie będzie odpowiadać na zaczepki pijanego charłaka. Nie szukał przecież guza.

Charłak prosił się o kłopoty, których w końcu się doczekał. Nadbiegło ku niemu dwóch mężczyzn, z którymi wdał się w ostrą słowną przepychankę. Przeradzała się ona w zaciekłą bójkę z wykorzystaniem własnych pięści i butelki alkoholu, rozbitej na głowie jednego przeciwników. Co gorsza, do niej dołączały kolejne osoby, zdolne już używać magii. Nieznacznie opanowane zamieszki przybierały na nowo na sile.

Nie był w stanie rozdzielić wszystkich zaangażowanych w ten konflikt i nawet nie planował tego zrobić. Zamierzał dotrzeć za to do domu. Czuł się znacznie pewniej z różdżką w dłoni, którą wzniósł w dobrym momencie. W jego kierunku pomknęło zaklęcie paraliżujące, które przełamało wzniesioną przez niego tarczę. Przechylił się do tyłu, upadając na chodnik. Pozostawał jednak przytomny.

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#7
03.10.2023, 11:29  ✶  

Wielu potrafi tylko narzekać, a sami niewiele zrobią. Skoro mężczyzna uratował starszego pana, przed stratowaniem, wezwał pomoc, to czego jeszcze oczekiwał? Uzdrowiciel pojawił się tak szybko jak tylko mógł. Nie mieli na miejscu więcej personelu, nie spodziewając się takiego zbiegu okoliczności, że dojdzie do zamieszek i pójdą w ruch zaklęcia. W takiej sytuacji trzeba było także zachować zimną krew. Laurence był wołany wszędzie. Póki odratowana istota żyła, lepiej by przeszła dodatkowe badania, dla pewności, czy tylko zaklęciem oberwała, czy zdążyło jej się coś jeszcze stać. Stojący tutaj sportowiec - nie pomagał. Był zapytany wcześniej o to, co się wydarzyło. Gdyby opowiedział, że widział jak ów starszy człowiek oberwał zaklęciem i upadł, być może byłoby prościej wiadomo jak zadziałać. Kto wie, czy było to tylko jedno zaklęcie? A może już wcześniej ktoś go stratował?

Przy takich pytaniach, Lestrange też musiał zachować spokój. W tej sytuacji tylko przytomni i najmniej poszkodowani mogli wrócić do domu. Reszta rannych poważniej i nieprzytomnych, lepiej aby trafiła od razu pod specjalistyczną opiekę medyczną w Mungu. Tutejsze warunki nie pozwalały na spokojne ocucenie i zapytania „Jak się pan czuje”, „Czy chce pan wrócić do domu?” To była sytuacja kryzysowa, w której trzeba od razu działać i odsunąć wszystkich od niebezpiecznego terenu.

Na pytanie Laurence, nie odpowiedział, tylko krótko i poważnie spojrzał. Jakby może chciał zasugerować, że mając uprawnienia uzdrowiciela, wie co robi. Na szczęście stojący i narzekający obywatel pomógł z przetransportowaniem i Laurence mógł oddać pod opiekę starca innej grupie.
Laurence polecił aby mężczyzna oddalił się i wrócił do domu, gdyż jak było można zaobserwować, było niebezpiecznie.Skutecznie Pan Nott się oddalił.

Lestrange skierował się do kolejnego rannego, z raną rozciętą na ramieniu, opatrzył go dość szybko, jak na tutejsze warunki i oddelegował z innym obywatelem do szpitala. Ranę trzeba oczyścić i zaleczyć, a tutaj nie ma na to czasu. Wydawał na okrągło polecenia. Używał zaklęć ochronnych i odbijające zaklęcia, ratując charłaków. Ci w podzięce oddalali się jak to było szybko możliwe.
Gdy zdawało się, że zamieszki mogłyby zostać już stłumione, w innym miejscu się nasiliły. Aurorzy zjawili się tam natychmiast i dwóch uzdrowicieli, w tym Laurence.

Aurorzy szybko zadziałali, oddzielając bijących się, petryfikując agresywnych. Laurence z asystentem zajęli się rannymi. Wtedy dostrzegł leżące czyjeś ciało. Podszedł i cicho westchnął, kiedy rozpoznał mężczyznę. Musiał dostać zaklęciem paraliżującym, skoro nie mógł się poruszać, ale pozostawał przytomny. Laurence rzucił przeciw zaklęcie i jeżeli to była klątwa, mogło nie zadziałać.

- Pomóż mi.
Zwrócił się do swojego asystenta. Wyczarował nosze i przetransportowali ciało mężczyzny.
- Do szpitala. Tutaj nic nie zrobimy.
Polecił i młody z lewitującymi noszami, na którym leżało ciało Notta, skierował się w kierunku szpitala.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#8
25.11.2023, 03:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2023, 03:56 przez Philip Nott.)  

Starszy mężczyzna nie zasługiwał na to aby zostać stratowanym przez rozszalały tłum i wydawać by się mogło, że każdy postąpiłby na jego miejscu w dokładnie ten sam sposób. Przynajmniej miał takie wrażenie. Takie postępowanie wydawało się słuszne. Tak samo jak słuszne wydawało mu się to, żeby stawiać uzdrowicielom wymagania względem wypełnianych przez nich obowiązków. Tak jak od siebie wymagał tego aby dawać z siebie wszystko jako sportowiec i celebryta, tak aby jego kariera gwałtownie nie dobiegła końca i aby jego wypracowana przez lata reputacja nie uległa zaprzepaszczeniu. Wszystko to robił aby zapisać się na kartach Quidditcha złotymi literami.

Dotarcie do Szpitala św. Munga w obecnej sytuacji wydawało się Philipowi stosunkowo trudne, choć magia znacząco ułatwiała transportowanie wszystkich poszkodowanych do najbliższej placówki medycznej. Zawsze wydawało mu się, że uzdrowiciele powinni działać w każdych warunkach, nawet najbardziej kryzysowych. Pomyśleć, że wychodząc w domu wejdzie w sam środek zamieszek, podczas których będzie musiał samemu mieć oczy dookoła głowy i miał szansę wykonać dobry uczynek i kogoś uratować przed byciem stratowanym przez przerażony tłum. Z zadowoleniem oddalił się w stronę swojego domu, zamierzając pozostawić to wszystko za sobą.

Sprawy przybrało naprawdę niekorzystny dla niego odwrót i najgorsze było to uczucie, że pozostawał przytomny, jednak nie mógł się poruszyć. Trafił pod opiekę spotkanego wcześniej uzdrowiciela, który postanowił z pomocą swojego asystenta wpakować go na nosze z zamiarem przeniesienia go do szpitala. Postanowił także rzucić na niego przeciwzaklęcie, które zadziało tak jak należy i poczuł że może poruszyć palcami dłoni, dlatego też je zacisnął i powoli rozluźnił. Uniósł oba ramiona ku górze i postanowił się w pewnym momencie podnieść, usiąść na lewitujących noszach. Rozejrzał się wokół siebie, podnosząc spojrzenie na tego uzdrowiciela i jego asystenta.

— Wstrzymajcie konie! Mój dom nie jest w tę stronę! Rzucone przez pana zaklęcie podziało jak należy i mogę wrócić już do domu, co było moim zamiarem. A jeśli panowie nie chcą mnie puścić to mogą odeskortować mnie prawie pod mój dom. Z pewnością panowie są zbyt zajęci na to. Nic wielkiego mi się nie stało, choć oczywiście mogło. Na szczęście. — Zawołał do nich jak tylko sprawdził swoją sprawność fizyczną i zorientował się, gdzie dokładnie się znajduje i gdzie go zabierają. Nie uważał aby potrzebował hospitalizacji. Nie został poważnie ranny. Co najwyżej się trochę poobijał, co było zaledwie drobnostką w porównaniu do tego, w jakim stanie zdarzało mu się opuścić boisko Quidditcha. Philip także nie przepadał za pobytem w szpitalu. Jeśli uzdrowiciele chcieli go zabrać do Munga, mogli nie rzucać na niego przeciwzaklęć i zrobić to dopiero w szpitalu. Musieli go puścić i tak właśnie się stało, bo uzdrowiciel zatrzymał nosze i pozwolił mu zejść oraz odejść.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurence Lestrange (1604), Philip Nott (1560)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa