• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[Koniec maja 1972] Śpiewające myszy i karoce z dyni | Jane & Christopher

[Koniec maja 1972] Śpiewające myszy i karoce z dyni | Jane & Christopher
Królowa maskarady
I'm okay with history repeating
Tell me I'm the one you can't forget
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (bo mierząca metr siedemdziesiąt cztery) po matce, z wyglądu jednak podobna do ojca. Ciemne, długie włosy i równie brązowe oczy jako pierwsze rzucają się w oczy na tle jasnej cery. W pracy zazwyczaj pojawia się w zwiewnych, choć wciąż wygodnych sukniach, podczas gdy w terenie można ją spotkać wyłącznie w spodniach i skórzanych butach. Od zawsze fanka biżuterii, nosząca na palcach cienkie obrączki, a na szyi ledwo rzucający się w oczy łańcuszek, podarowany jej przez babcię, gdy ukończyła szkołę.

Jane Potter
#1
02.09.2023, 20:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.09.2023, 20:09 przez Jane Potter.)  
Gdyby madame Rosier ograniczała się wyłącznie do niwelacji zmarszczek mimicznych, cały proces przebiegłby w dość prosty i szybki sposób. Rzeczywistość wyglądała jednak zupełnie inaczej, gdy kobieta była klientką Jane, a nie jedynie pośrednikiem w ich pozyskiwaniu. Pozwalała sobie na więcej swobody, nie zerkała nerwowo na zegarek w oczekiwaniu na równie nerwową, przyszłą pannę młodą, która miała przybyć na przymiarki, a na domiar złego nic nie popychało jej w kierunku głównej sali sklepu. Zamiast tego raczyła Jane kolejną filiżanką aromatycznej, choć nieco cierpkiej herbaty i po raz dziesiąty w ciągu godziny wypytywała o zdanie na temat najnowszej linii lakierów do paznokci zareklamowanych w ostatnim numerze Czarownicy. I za nic nie pozwalała Potterównie na bezpieczne odpowiedzi na temat ich irlandzkiej konkurencji.
Zbawieniem okazał się dopiero rodzinny skrzat domowy Mulciberów, wzywający Analise do sytuacji alarmowej związanej z płaszczem protektorki rodu.
W przeciwieństwie do madame Rosier, Jane nie ruszyła się jednak z miejsca, zbyt otumaniona nadmiarem plotek, które przed chwilą usłyszała. Ze spokojem sączyła herbatę, ciesząc się tą chwilą spokoju w zamkniętym już sklepie należącym również do jej własnej matki. Rzadko bywała pozostawiona samej sobie, bez wszechobecnej paplaniny rodziny i przyjaciół, a w ostatnim czasie praktycznie wcale. Wydarzenia związane z Beltane ożywiły Zakon Feniksa na tyle, że wszyscy ci, którzy nie musieli dochodzić do siebie w szpitalu, pozostawali wciąż w pogotowiu. I jak tu prowadzić emocjonujące dysputy o połysku na paznokciach?
Nie dane jej jednak było nacieszyć się samotnością, bo zaraz w drzwiach pojawił się intruz. Monsieur Rosier. Cisnęło jej się to na usta wyłącznie z ironią. Często nazywała klientów z francuska, dochodząc do wniosku, że dodawało to nieco renomy i imitowało zagraniczną elegancję, która bogaczom odpowiadała. Błazenada, która zadowala ukrytych za maską makijażu błaznów.
- Myślisz, że jeśli przemienię cię w mysz i uszyjesz mi suknię, to stanę się Kopciuszkiem? - spytała, wzdychając znad herbaty i nawet nie zastanawiając się, czy Christopher zrozumie jej słowa. Większość mugolskich baśni kojarzyła wyłącznie dzięki Brennie.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#2
03.09.2023, 11:14  ✶  
Monsieur Rosier nie uważał się za błazna. Chyba faktycznie nim nie był. Nie uznawał się jednak także za bufona i snoba, a tymi był już ponad wszelką wątpliwość. Do pracowni Rosierów wszedł zamyślony, szarpiąc swoje jasne włosy, zwykle starannie uczesane i wprowadzając na nich swoisty nieład.
- Catherine! Catherine, gdzie mój szkicownik?! – zawołał już od progu, jeszcze zanim zobaczył Potterównę. Był zirytowany, bo zazwyczaj nosił przy sobie szkicownik o każdej porze dnia i nocy, na wypadek nagłego przypływu weny, a teraz, kiedy na ulicy kapelusz pewnej damy zainspirował go do uszycia idealnej kreacji, odkrył, że… obecny cały już zapełnił szkicami. Nie mógł więc od razu przenieść swojej idei na papier.
Na całe szczęście, w swoim gabinecie miał mnóstwo innych szkicowników, bloków i luźnych kartek.
Na nieszczęście, nigdzie nie mógł znaleźć swojej asystentki.
Wkroczył do sali i przystanął, marszcząc jasne brwi na widok Jane Potter.
O czym na bogów ona mówiła? Myszy? Kopciuszek? Bo Christopher z mugolskich bajek znał całą jedną – tą, która według rodzinnej legendy sprawiła, że ich rodzina zdobyła bogactwo, dzięki sprawianiu podstępem, że król wziął za żonę jedną z córek Rosierów.
- To jakaś magiczna istota? Mogę tylko zagwarantować, że gdybyś założyła suknię ode mnie, na pewno wyglądałabyś lepiej od niej, ale stanowczo odmawiam szycia jako mysz – oświadczył Christopher. Jane Potter, z której matką współpracowała jego matka, zawsze nieco zbijała go z tropu, bo wydawała się absolutnie obojętna na wszystkie próby flirtu z jego strony – a kobiety, które zaszczycał swoją uwagą, rzadko pozostawiały to bez reakcji. Christopherowi nie zgadzało się to z wizją świata, a był nieświadom, że aby mieć u Jane jakiekolwiek szanse, musiałby mieć na imię Christina. – Czyżbyś wreszcie pojawiła się po suknię szytą na miarę? Czy dalej będziesz kultywować ten barbarzyński obyczaj wybierania jakiejś z wieszaka? – spytał, bo chociaż wszystkie kreacje Rosierów były wspaniałe, to zdaniem Christophera gotowy projekt nigdy nie umywał się do tego przygotowanego na zamówienie. A Potterówna była dokładnie taką kobietą, dla których zwykle łaskawie zgadzał się je przygotowywać – ładna, czystokrwista, bogata, najstarsza córka znanych rodziców i miała swego rodzaju iskrę, bo mdławym pannom odmawiał, nieważne, ile galeonów miały w sakiewce i kim był ich ojciec.
Królowa maskarady
I'm okay with history repeating
Tell me I'm the one you can't forget
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (bo mierząca metr siedemdziesiąt cztery) po matce, z wyglądu jednak podobna do ojca. Ciemne, długie włosy i równie brązowe oczy jako pierwsze rzucają się w oczy na tle jasnej cery. W pracy zazwyczaj pojawia się w zwiewnych, choć wciąż wygodnych sukniach, podczas gdy w terenie można ją spotkać wyłącznie w spodniach i skórzanych butach. Od zawsze fanka biżuterii, nosząca na palcach cienkie obrączki, a na szyi ledwo rzucający się w oczy łańcuszek, podarowany jej przez babcię, gdy ukończyła szkołę.

Jane Potter
#3
03.09.2023, 19:25  ✶  
Czyżby jedna z przodkiń Rosierów była legendarną złą królową? Macochą pięknej księżniczki, która powinna umrzeć, by nie przyćmiewać urodą swej pani? Jane nigdy nie łączyła ich z tymi baśniami, ale gdyby się nad tym głębiej zastanowić, wiele mugolskich historii brało swoje źródła ze świata magii. Nie żeby kiedykolwiek miała ochotę to roztrząsać. Rzadko zdawała się mieć czas na zebranie własnych myśli, a co dopiero na wędrówkę po zakamarkach podświadomości, gdzie skrywały się wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości. Nic więc dziwnego, że pojawienie się Christophera sprawiło, że zadrgała jej brew, a wnętrze zdawało się kipieć ze złości, że przerwał jej te minuty delektowania filiżanką herbaty. Twarz pozostawała jednak wciąż niewzruszona, by nie zdołał się zorientować, że jego towarzystwo wpływało na nią aż tak intensywnie.
- Mugolska sierota, mająca wiedźmę za matkę chrzestną. Czarownica transmutowała warzywa w potrzebne jej przedmioty i przeklęła zwierzęta, by stworzyły dla niej najpiękniejszą kreację, by zdobyła księcia na balu - wyjaśniła mu pomiędzy kolejnymi łykami cierpkiej herbaty. - Farmazony dla dzieci, jeśli mam być szczera, aczkolwiek jako gryzoń pewnie lepiej władałbyś igłą. Dostrzegałbyś z bliska każdą wystającą nitkę - próbowała go dalej przekonać, muskając palcami drugiej dłoni różdżkę, która wciąż spoczywała na jej kolanach po zabiegach wykonanych na twarzy jego matki. Kącik jej ust wygiął się w delikatnym uśmiechu, świadczącym o tym, że (prędzej czy później) pewnie spróbuje spłatać mu psikusa tego rodzaju. Zależało to wyłącznie od tego, jak bardzo zagra jej na nerwach.
- Nie uważam sukni z wieszaka za barbarzyństwo. W końcu ktoś też włożył w to pracę - zauważyła i zlustrowała go wzrokiem, zastanawiając się nad jego reakcją. Zdawała sobie sprawę, że jego projekty były tym, czego pożądała każda czarownica, nieważne czy bogata, czy biedna. I tylko wybrane mogły się pochwalić posiadaniem w szafie jednej z kreacji Rosiera. Tyle że Jane nie chciała być jedną z tych osób.
Palce mimowolnie zacisnęły się na różdżce, gdy dopiła ostatni łyk herbaty, choć wcale nie zamierzała jej użyć na Christopherze. Zamiast tego przywołała do siebie dzbanek herbaty, na szczycie której pływał złożony z jej liści kwiat.
- Masz ochotę? - spytała, stukając różdżką w naczynie, choć zamiast na nie, patrzyła na mężczyznę. - Twoja matka mogłaby tym napoić całą Pokątną i jeszcze by zostało. Swoją drogą, nie widziałam dziś twojej asystentki, choć spędziłam z Analise dwie godziny. Może lepiej byś na tym wyszedł, mając przy sobie domowego skrzata?
Nie lubiła go, odkąd tylko go poznała. Pozostawała jednak uprzejma, bo tak ją wychowano. Poza tym nie wypadało nagle wyjść, gdy w pobliżu nie było właścicielki przybytku, a przecież madame Rosier ją tutaj zostawiła.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#4
03.09.2023, 20:06  ✶  
Jedna z córek przodka Christophera wedle baśni miała namówić pewną istotę, by ta zamieniła słomę w złoto. Sam Rosier nigdy jednak nie dawał tej opowieści wiele wiary, mając ją raczej za swego rodzaju metaforę oraz ostrzeżenie przy okazji.
Nie zorientował się, że jego pojawienie ją zezłościło. Prawdopodobnie gdyby o tym wiedział, byłby przede wszystkim zaskoczony, bo jak to, ON złościł kogoś, kogo akurat zezłościć nie miał życzenia i czyja złość nie wynikała li z prostej zazdrości? Później, po chwili namysłu, mógłby uznać, że złość jest lepsza niż obojętność – Christopherowi nie podobała się sama idea, że miałby ludziom być obojętny. Na całe szczęście, nie był jednak aurowidzem, i nie wiedział, co chodzi po głowie pannie Potter.
– Mugolska sierota? – spytał z pewnym niesmakiem. – Nie, w takim razie z pewnością nie stałabyś się Kopciuszkiem. Ale jestem pewny, że gdybyś wystąpiła w moim projekcie, z łatwością zdobyłabyś uwagę dowolnego księcia. Zgadzam się jednak, że to same farmazony, chyba że książę przegnał ją z pałacu, kiedy tylko odkrył podstęp.
Bo najpiękniejsza suknia mogła przyciągnąć uwagę do ładnej panny, zwłaszcza jeżeli ta miała odrobinę rozumu w głowie – czasem wykorzystywanego głównie po to, by wyczuć, że tego rozumu nie powinna akurat pokazywać. Ale Christopher nie był już na tyle zadufany, aby uwierzyć, że taka kreacja wystarczy, aby skłonić kogoś do ślubu z mugolką, której suknie szyły zwierzęta.
– Moje ubrania nie mają wystających nitek – zapewnił, niemalże łagodnym tonem. I nie wyłapał tej aluzji – absolutnie nie wpadając na myśl, że Jane Potter mogłaby zechcieć naprawdę zamienić go w mysz. Brał te opowieści o myszach raczej za jeden z jej wymysłów, nieco dziwacznych, ale panny czystej krwi mogły sobie pozwolić na drobne dziwactwa. Ku niewątpliwej rozpaczy Jane, zamiast ruszyć dalej, w głąb Domu Mody, ku swojej pracowni i upragnionemu szkicownikowi, przysiadł na oparciu fotela, do niedawna zajętego przez swoją matkę i zmierzył kobietę spojrzeniem.
– Są bez wątpienia dobrej jakości, a moja kuzynka i matka mają dobre pomysły. Ale różnica pomiędzy nimi a projektem na zamówienie jest jak między ziemią a niebem. Choćby dlatego, że to… – Tu Christopher obrócił się i machnął ręką w stronę wieszaków. – Może mieć każdy. Czy lubisz zadowalać się tym, co nie jest najlepsze, Jane? – zapytał, znów zwracając ku niej spojrzenie.
Irytowało go, że odmówiła ofercie sukni. Była cała masa kobiet, które twierdziły, że wcale nie chcą jego projektów, że wolą zaopatrywać się w innych sklepach. Tyle że… były to kobiety, które na założenie jego sukni nigdy nie miałyby szans – a gdyby taka się pojawiła, zapewne zaraz by się na nią rzuciły.
W swojej męskiej logice, takiej, za którą zapewne mężczyzna powinien dostać baty, Christopher uznał, że tak naprawdę Jane chciałaby tej sukni, a mówi „nie” wyłącznie po to, by go zdenerwować. Bo chyba nie mogła być aż tak pozbawiona gustu! Ta sama logika kazała mu mniemać, że Potterówna proponuje herbatę nie z uprzejmości, a dlatego, że chce z nim dłużej porozmawiać – oczywiście, że chciała. I machnął różdżką, aby z dzbanka nalać herbaty i sobie.
– Nieznośna dziewczyna. Lepiej, żeby miała dobre wytłumaczenie – mruknął z niezadowoleniem, bo od swoich pracowników za godziwą pensję wymagał perfekcji. – Wybierasz się na rejs rodziny Crouch?
Królowa maskarady
I'm okay with history repeating
Tell me I'm the one you can't forget
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (bo mierząca metr siedemdziesiąt cztery) po matce, z wyglądu jednak podobna do ojca. Ciemne, długie włosy i równie brązowe oczy jako pierwsze rzucają się w oczy na tle jasnej cery. W pracy zazwyczaj pojawia się w zwiewnych, choć wciąż wygodnych sukniach, podczas gdy w terenie można ją spotkać wyłącznie w spodniach i skórzanych butach. Od zawsze fanka biżuterii, nosząca na palcach cienkie obrączki, a na szyi ledwo rzucający się w oczy łańcuszek, podarowany jej przez babcię, gdy ukończyła szkołę.

Jane Potter
#5
17.09.2023, 13:14  ✶  
Dlaczego mugole zawsze pragnęli, by czarodzieje transmutowali im przedmioty w złoto? Ten kruszec nie dawał przecież tyle szczęścia, ile początkowo oczekiwali. Chociaż przekonać się o tym mogli dopiero bogaci… Bo jak mógł cokolwiek dostrzec człowiek głodny i przemarznięty? Jane znała ludzi posiadających pełne skarbce na tyle dobrze, by wiedzieć, że nigdy nie przyznają się do swoich życiowych niepowodzeń, ukryci za wizją posiadania wszystkiego, co znajdowało się w zasięgu ich rąk. A było tego wiele. Gdyby rzucić na nich odwrotność klątwy Midasa… taką, która przemieniała lśniące monety w popiół, dopiero wtedy człowiek przekonałby się, że nie posiadał niczego.
- Skąd masz pewność, że nie jestem mugolską sierotą adoptowaną przez czystokrwistą rodzinę? - spytała na przekór, choć fizycznego podobieństwa do rodziców nie mogła się wyrzec za żadne skarby. Prychnęła na wieść o zdobyciu każdego księcia, którego tylko by sobie wymarzyła. Zrobiła to jednak w takim momencie swojej wypowiedzi, że Rosier nie mógł domyślić się, o co konkretnie mogło jej chodzić. - Nie przegnał. Puentą tej baśni jest to, że szara mysz, na którą nikt by nie spojrzał, okazuje się osobą godną uwagi następcy tronu.
Z pewnością w planach na to popołudnie nie znajdowało się tłumaczenie Christopherowi mugolskich bajek dla najmłodszych. I nigdy w życiu by się nie domyśliła, że dokładnie tak skończy się wizyta u madame Rosier.
- Z pewnością - prychnęła ponownie na wieść o nitkach. Jane nie potrzebowała aurowidzenia, by wiedzieć, że ego Rosiera było na tyle wielkie, iż materializowało się tuż obok niego w pełnej postaci. I chociaż gdzieś w głębi siebie musiała przyznać, że zaprojektowane przez niego suknie były naprawdę piękne, stwierdzenie to nigdy nie wydostanie się z jej ust, nawet pod przymusem.
- Weź pod uwagę, że część sukni w tym salonie - tu machnęła ręką, wskazując wieszaki z odpowiednimi strojami - została też zaprojektowana przez moją matkę, choć są firmowane waszym nazwiskiem.
Irytowało ją, że był tak bardzo zadufany w sobie, by nie ważyć na własne słowa. Narcyz wpatrujący się we własne odbicie w lśniących kryształach na dekolcie sukni. Widzący jedynie swoje własne dzieło, a nie kobietę, która je nosiła. I właśnie to tak bardzo ich różniło.
- To zależy - stwierdziła, upiwszy łyk herbaty - czy ty wybierasz się na rejs Crouchów.
Zabrzmiała nieco zadziornie, by zatlił się w nim cień przekonania, że będzie mu towarzyszyła, choć było zupełnie na odwrót. Jeśli dowie się, że ten zamierza towarzyszyć Crouchom podczas ich przygody na morzu, ona sama znajdzie jakąś wymówkę, by odmówić zaproszeniu.
- Z ciekawości… ile płacisz swojej asystentce? Może bym ją przejęła dla siebie, skoro tobie wydaje się zbyt nieznośna.
Uśmiechnęła się znad filiżanki, zadowolona z samej siebie i gotowa sprawdzić, jak długo Christopher będzie w stanie skrywać irytację za uprzejmym uśmiechem.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#6
17.09.2023, 18:46  ✶  
- Takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach – ocenił Christopher. Szczerze w to wierzył – i że gdyby taką sierotę faktycznie jakiś szaleniec adoptował, to że ktoś szybko dostrzegłby, że coś jest nie tak. No cóż, najwyraźniej słabiej znał jedną z gałęzi rodziny Jane, gdzie prawdopodobnie w razie potrzeby doszłoby do adopcji całego stada mugolskich, magicznych sierot. [/b]– Takie również. Jak ta szara myszka, która nigdy wcześniej nie pojawiła się na dworze, radziła sobie w pałacu? Skąd wiedziała, jakich użyć widelców, jak zatańczyć walca i jak rozmawiać z królem, by go nie urazić? Najpiękniejsza suknia nie uczyni z żebraczki królowej.[/b]
Jane mogła myśleć, co zechciała, ale to nie tak, że Rosier dostrzegał samą suknię. Gdyby tak było, może nieco częściej niż raz w roku przygotowywałby jakiś strój nie na wymiar. Odpowiednia suknia dodawała kobiecie blasku, ale najpiękniej wyglądała na odpowiedniej kobiecie. Wszystko się ze sobą splatało. Ktoś nieciekawy, pozbawiony iskry, nie był w oczach Christophera godny jego uwagi i jego kreacji.
– Twoja matka projektuje udane kreacje, ale suknia tworzona tak, by była dopasowana do urody i charakteru danej kobiety zawsze będzie lepsza – uparł się jak osioł. I tak wykonał się jak na siebie niesamowitą powściągliwością, ponieważ nie wspomniał nic o tym, że jego projekty były lepsze. Chociaż świeże w to wierzył. Oczywiście, że pani Potter była utalentowana, inaczej matka Christophera nie zechciałaby z nią pracować. Ale Rosier wierzył, że ma tego talentu więcej. Może nawet miał w tym rację, bo jego talent był równie wielki jak ego, a to mogłoby rywalizować pod względem rozmiarów z Mount Everest.
– Rozumiem, że jeśli oznajmię, że nie planuję się tam pojawić, pobiegniesz kupować bilety? – zapytał, a na wąskich wargach zamajaczył uśmieszek. Nie dał się złapać, ale też to nie tak, że pojął pełnię intencji Jane. Był tym nieznośnym przedstawicielem narodu męskiego, któremu zdawało się, że tego typu zachowania to zaledwie gierka, że kobieta ucieka, bo chce, by ją gonić – przynajmniej przed takim człowiekiem, jak on.
Chciałby powiedzieć, że to zupełnie nie działa, ale prawda była taka, że bardzo chętnie zabrałby Jane na tej rejs. Chociaż sam nie był pewien, czy tylko dlatego, że zależało mu na złapaniu króliczka, czy że faktycznie ją lubił.
– Więcej niż jest warta. Jeżeli zechcesz, chętnie ci ją odstąpię w zamian za jakąś drobną przysługę. Możesz zabrać dziewczynę choćby dziś, jeśli tylko raczy pojawić się w pracy – zaproponował i upił herbatę, spoglądając na Potterównę zaczepnie.
Królowa maskarady
I'm okay with history repeating
Tell me I'm the one you can't forget
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (bo mierząca metr siedemdziesiąt cztery) po matce, z wyglądu jednak podobna do ojca. Ciemne, długie włosy i równie brązowe oczy jako pierwsze rzucają się w oczy na tle jasnej cery. W pracy zazwyczaj pojawia się w zwiewnych, choć wciąż wygodnych sukniach, podczas gdy w terenie można ją spotkać wyłącznie w spodniach i skórzanych butach. Od zawsze fanka biżuterii, nosząca na palcach cienkie obrączki, a na szyi ledwo rzucający się w oczy łańcuszek, podarowany jej przez babcię, gdy ukończyła szkołę.

Jane Potter
#7
17.09.2023, 19:22  ✶  
- Wiele dziewczyn wierzy w te baśnie. Że mogą stać się wielkimi damami, a cała etykieta przyjdzie z czasem - zauważyła Jane, znów obracając w palcach różdżkę. Założyła nogę na nogę, by wygodniej jej się siedziało i posłała Rosierowi zdziwione spojrzenie. - Nie sądziłam, że będziesz martwił się o to, czy mugolka poradzi sobie w pałacu. Czy raczej żal ci księcia i wstydu, jaki mu przyniosła? Może i nie uczyni na dłużej, ale może dać iluzję, że pasuje do otoczenia. W ten sposób zdobyła księcia. A czy ktoś się interesuje, co było dalej? Po co, skoro żyli długo i szczęśliwie.
Iluzja piękna. Iluzja szczęśliwego życia. Christopher postrzegał Jane poprzez pryzmat własnych doświadczeń i wyobrażeń, tak jak i ona widziała jego. W jakiejś bajce pewnie w końcu by się dogadali, ale w tej, w której brali teraz udział, ona jedynie chciała dawać mu prztyczki w nos i sprawdzić, ile szpilek może wbić, nim ten jęknie z bólu. A gdyby nie robiła tego w przenośni? Przecież znajdowali się na zapleczu sklepu, w którym pobierano wymiary pod suknie i szaty wyjściowe. Szpilek i igieł mieli w nadmiarze.
- Mam wrażenie, że próbujesz mi udowodnić, że znasz się na kobietach lepiej niż ja, będąc jedną z nich - powiedziała, znów upuszczając różdżkę na kolana, by skupić się na herbacie. Skupienie na rozmowie z Rosierem sprawiało, że jej cierpki smak nie dawał jej się tak bardzo we znaki. Gdyby ktoś ją zapytał, pewnie przyznałaby, że po Analise spodziewała się prędzej przesłodzenia z nadmiaru kostek cukru.
Nigdy nie widziała Christophera w ferworze pracy, ani tym bardziej tworzącego szkice. Nie znała błysku w jego oku, gdy na widok delikatnej tkaniny w jego głowie rodził się misterny plan połączenia kawałków materiału w arcydzieło. Jego projekty znała jedynie ze stron kolorowych magazynów i jego własnych przechwałek. Może dlatego właśnie jego ego Jane tak łatwo porównywała do najwyższej góry świata - do istniejącego tuż obok mężczyzny osobnego bytu, który niczym cień Piotrusia Pana posiadał swoją własną świadomość. Zbyt wiele legend i baśni, zbyt mało powagi. Jane, co się z tobą dzieje, mon amour?
- Aż tak łatwo mnie przejrzeć? - westchnęła. Zupełnie się nie rozumieli. Gdy ona starała się go zbyć, on zdawał się łapać przynętę do dalszych gierek. I chociaż przez moment nawet chciała to wykorzystać i dać mu popalić, nie była do końca pewna, czy ma na to ochotę. Ostatecznie, co by z tego miała? Sama satysfakcja jej tego nie wynagrodzi. Zwłaszcza że wciąż obawiała się dnia, gdy Marion uzna Christophera za na tyle uprzejmego młodzieńca, by wmówić córce, iż byłby idealnym narzeczonym. Oj tak, ten moment śnił się jej w koszmarach gorszych od rzucenia z klifu.
Zacisnęła usta w cienką linię, uświadomiwszy sobie, że jej rodzina z większym szacunkiem traktowała skrzaty domowe. Aż zrobiło jej się żal asystentki Rosiera, choć Potterówna sama pewnie dostawałaby białej gorączki, gdyby ktoś zaniedbywał swoje obowiązki i spóźniał się do pracy. Mysz? Phi! W tym momencie Christopher zasługiwał prędzej na zadek gnoma w miejscu twarzy.
- Drobna przysługa w twoich ustach brzmi jak ryzyko rychłej śmierci - odpowiedziała mu, nie odrywając od niego wzroku, choć nieco powściągnęła się z krzywym wyrazem twarzy. - Czego niby byś ode mnie potrzebował? - dopytała jeszcze i podparła twarz na dłoni, aż nazbyt ciekawa jego pomysłów. Ile była gotowa poświęcić, by wyrwać niewinną, nieznajomą dziewczynę z rąk kogoś, kto nie miał do niej krzty szacunku?
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#8
17.09.2023, 22:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2023, 02:02 przez Christopher Rosier.)  
– Może jestem altruistą, któremu żal poddanych, mających niekompetentną królową? – podsunął Christopher. Może nawet nie tak niezgodnie z prawdą, jakby mogło się wydawać. Och, co obchodziliby go chłopi, ale przecież zarząd tak marnego ministra jak Leach źle wpływał też na takich jak on, prawda?
Gdyby to była bajka, Rosier powoli zacząłby zmieniać się pod wpływem Jane. Przestałyby go interesować inne kobiety, a jego charakter uległby drobnym, ale znaczącym zmianom na skutek obcowania z Potterówną. Ona pewnie dostrzegłaby jego lepszą stronę i z czasem spotkaliby się w pół drogi.
To byłaby historia prawdopodobnie dużo ciekawsza niż to, co miało stać się faktycznie. Czy miałaby szansę na ziszczenie się, gdyby Jane Potter nie spoglądała w nieco inną stronę? Być może. Ale tu i teraz, nie było dla nich żadnego „długo i szczęśliwie”.
– Czyżbyś lubiła baśnie o miłości, Jane? – zapytał, spoglądając na nią znad filiżanki z herbatą. Może była to kolejna mała prowokacja albo jedna z wielu prób drobnego flirtu? Zważywszy na jego charakter i sposób bycia, było to całkiem możliwe. – Może po prostu doskonale znam się na sukniach? – odbił piłeczkę, chociaż w istocie uważał, że doskonale wie, czego pragną kobiety. Większość z nich zdaniem Christophera była prosta. Chciały być piękne i wyjątkowe, a tym, które uznał tego wartym, mógł tę wyjątkowość zapewnić, tkając suknie, dzięki którym na salach balowych i w galeriach sztuki ściągały na siebie wszystkie spojrzenia. A poza tym… większość pragnęła księcia z bajki i „długo i szczęśliwie”.
Trochę go to bawiło.
– Czy puentą twojej baśni naprawdę jest to, że szara mysz zasługuje na księcia, czy może to, że każda kobieta pragnie takiego poślubić? – dorzucił, i to już prawie na pewno była prowokacja wobec panny Potter.
Byłoby niewykluczone, że ich matki uznałyby, że są doskonałym materiałem na małżeństwo. Na szczęście dla Jane, Christopherowi wcale nie spieszyło się do ożenku. Lubił swój kawalerski status i chociaż wiedział, że pewnego dnia przyjdzie mu poślubić jakąś pannę czystej krwi, uważał, że może o tym pomyśleć za rok czy dwa. Nie wątpił zresztą, że znajdzie odpowiednią kandydatkę bez większego trudu.
– Rychłej śmierci? Ależ dlaczego miałbym chcieć cię zabijać, Jane? – spytał, odstawiając filiżankę i powstrzymując perfidny uśmiech, cisnący się na usta. Jego asystentka zarabiała dobrze. Nawet bardzo dobrze. W Domu Mody Rosier płacili trzykrotność tego, co oferowano w pobliskim salonie z szatami, gdzie kupowali je „zwykli” czarodzieje, a dochodziły jeszcze zniżki na produkty i dodatki uznaniowe – których Christoper nie skąpił, jeżeli był z kogoś zadowolony. Był nieznośnym pracodawcą, nie traktującym pracowników z wielkim szacunkiem i dużo wymagającym, ale też szczodrym w momentach dobrego humoru i jeżeli ktoś spełniał jego wygórowane wymagania, gotowym sypać galeonami, byleby nie musieć przyuczać od nowa żadnego żółtodzioba.
Ale obecna asystentka nie była warta więcej niż „drobna przysługa” u Potterówny.
– Przecież nie poproszę cię o twojego pierworodnego. Może kiedyś będę potrzebował na przykład pomocy w odstraszaniu nazbyt natrętnej kobiety? Albo umalowania modelek przed pokazem mody? Nic większego.
Uniósł głowę, słysząc czyjeś kroki, a potem odstawił filiżankę, widząc w drzwiach swoją matkę.
- Zdaje się, że porozmawiamy o tym kiedy indziej - powiedział, przywitał się z panią Rosier, a potem ruszył do swojej pracowni.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (1817), Jane Potter (1752)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa