• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9.07.1972] Nicholas & Laurent | Goldwing

[9.07.1972] Nicholas & Laurent | Goldwing
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
21.09.2023, 10:46  ✶  

Miał teraz na swojej głowie zbyt wiele. Przynajmniej tak uważał, że to było zdecydowanie za dużo. Mógł dźwigać widma, mógł podejmować się wojaży o lepsze jutro i mógł próbować pomóc swoim Zimnym przyjaciołom. Mógł to robić. Ale nie mógł jeszcze ciągle żyć w napięciu przed anonimowym mordercą, którego nie mogli złapać, Śmierciożercami, którzy mogli zapukać do drzwi i Dante, który... którego spojrzenie czuł na sobie przez cały czas, a i tak przepowiedziała mu Guinevere - że ten się pojawi. Że będzie dane im się spotkać. Mogło się wydawać, że wszystko było świetnie, że radził sobie z tym absolutnie śpiewająco i, cholera, może tak w zasadzie było? Ile istot na jego miejscu nadal stałoby prosto i z uśmiechem, kiedy bicz przeznaczenia smaga raz po raz ciało i zostawia na nim swoje znamiona? Człowiek, widzisz, to całkiem krucha istota. Laurent odmawiał przyjęcia rzeczywistości, w której ktoś rodziły się oziębły czy skrajnie zły. Nawet jeśli wiedział, zdawał sobie sprawę, z istnienia chorób, które wpisane były w człowieka od urodzenia, to trwał w jakimś swoim zupełnie głupim i naiwnym świecie, że niemal każdego dałoby się uratować. Gdyby tylko zareagować odpowiednio szybko. Niektóre jednostki były skazane na porażkę - tak jak Śmierciożercy. I nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jakim niebezpieczeństwem cechował się człowiek naprzeciw niego.

Nie wszystkie abraksany odbiegły. Michael stanął parę kroków za Nicholasem. Czekał. Dwa inne ogiery zatrzymały się od ich boku, jeszcze dalej, stojąc na drodze stada, które odeszło. Zapanował ten dziwny bezruch w oczekiwaniu na coś niedobrego. To 'niedobre' odczuwalne było jednak tylko i wyłącznie przez Laurenta. Gdy napięcie wspięło się po żyłach i sparaliżowało mięśnie, sięgało mózgu i rozbrajało. Nawet przy tym rozbrojeniu był gotów się jednak bronić. Przed zepsuciem, które znowu pukało do jego drzwi i bez prób pokus, czystą agresją, chciało wedrzeć się do z powrotem do jego świata. Tylko jeszcze nawet nie wiedział, czego chciało dokładnie. Ani jaka cena pojawi się, żeby spłacić grzechy i błędy przeszłości.

Spoglądał z pełną nieufnością na Nicholasa, naprężony teraz jak struna po pierwszej niemocy strachu i szoku. Czy mógł mu ufać? Wierzyć? Och, oczywiście, że nie. Michael nie wiedział, o co chodzi ani co się dzieje - i nic dziwnego. Była tylko jedna osoba, jakiej powiedział o tej tragedii. W co jednak wierzył na pewno, to w to, że gdyby Dante chciał się tutaj pofatygować, albo kogoś pofatygować, to na pewno nie zasłaniałby się jakimś kiczem. Kłamstwem, że wcale nie po to tutaj jest. Dlatego się rozluźnił. Trochę. A kiedy to nastąpiło i kiedy przyszły kolejne zapewnienia Nicholasa to umysł Laurenta ruszył jak błyskawica. Jak brzytwa. Wszystko po to, by w razie czego móc kąsać jadowitymi kłami i uzbroić się w ten jad. Tylko... po co w zasadzie to wyznanie? Skąd ono się pojawiło w tym mężczyźnie? Zapamiętał. Po tylu latach zapamiętał - i nawet nie chodziło o twarz. Chodziło o bajkę. Słowa. Ludzie nie zapamiętywali takich rzeczy, jeśli nie odcisnęły na nich odpowiedniego mocnego piętna. Nastała przeciągająca się cisza, kiedy Laurent badał spojrzeniem Nicholasa.

- Dobrze... wierzę ci. - Powiedział to trochę ostrożnie, tak jak i nie do końca pewnie spoglądał na Nicholasa. Był fatum przeszłości. Przypomnieniem o czymś złym. Ale jednocześnie... hmm, coś się tu nie zgadzało? Jego słowa? Postawa? Zabawne, że przed momentem rozmawiali o tym, że magiczne stworzenia kierują się intuicją. Tymczasem on sam się tą intuicją kierował. - Michaleu, zabierz proszę Rafaela i Gabriela. Chcę zostać z Nicholasem sam. - Nie chciał, żeby abraksany ich słuchały. Nie odrywał oczu od lodowej tafli tęczówek Kaia.

- Jeśli taka jest twoja wola... - Słychać było niechęć, ale Michael nie zaprotestował. Słychać było jego ciężkie kroki, kiedy zwrócił razem z pozostałą dwójką abraksanów i skierował się do stada. Pozostawiając ich tu rzeczywiście samymi... poniekąd. Albo raczej - do czasu. Dopóki nie odeszli Laurent się nie odzywał, stojąc wyprostowanym naprzeciwko mężczyzny. Tylko na chwilę obrócił głowę w bok, w kierunku stajni, żeby spojrzeć na czarny pocisk biegnący w ich kierunku przez murawę.

- Czy jesteś świadom moralnej niepoprawności tamtego wydarzenia. I nie mam tu na myśli miłości między dwójką mężczyzn. - Pytał całkowicie poważnie, tak jak i poważnie teraz patrzył na Nicholasa. Dostawał sprzeczne bodźce od drugiej strony. To nie tak, że strach całkowicie zniknął, albo że zniknęło napięcie. Ale kiedy powiedział, że wierzy, że nie jest od Dantego, to światło jakby... wróciło. Przynajmniej w minimalnej ilości, sączone przez to, jaki ciężar doświadczeń niosło wydarzenie między nimi. Nie czekał jednak na odpowiedź. - Podawali mi taką ilość narkotyków, że w większości nie pamiętam nawet, co się tam działo i nie chcę pamiętać. 'Więzienie' to niedomówienie. - Laurent miał przeczucie, że Nicholas nie do końca zdawał sobie w zasadzie sprawę, co działo się za kulisami tego miejsca. Jak większość osób je odwiedzające, ale to nie miało znaczenia - nie dla nich. Oni byli się tam pobawić. - Nie wiem, czy na twoje szczęście czy też nie - nasze spotkanie pamiętam. Skoro wychodzisz z tym tematem podejrzewam, że nie masz w planach szantażu. - Byłby on bezskuteczny, bo Laurent nie zamierzał się dawać tak łatwo zaszantażować komuś, na kogo ma tak samo silnego haka. Lecz jeśli wtedy Nicholasowi spodobała się intuicyjność blondyna, to cóż - teraz miał jej pełne doświadczenie. - Muszę cię jednak zawieść, Kaiu. Nie rzucam klątw. Jeśli tak to odczułeś to ośmielę się nawet wysnuć przypuszczenie, że po prostu ci czegoś... brakowało. - Wraz z przesuwaniem i ogniskowaniem swoich myśli Laurent zaczął starać się o stabilność gruntu dla siebie samego. Dla zrozumienia tej sytuacji i pojawienia się Nicholasa. Prędkie dopasowywanie się do sytuacji, nawet krytycznych, akurat zawsze było jego atutem. I tak na jego ustach pojawił się nawet uśmiech. Choć delikatny.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#12
21.09.2023, 14:27  ✶  

Z tego wszystkiego co zapewne analizował Laurent, jedno się zgadzało. Lecz o tym nie wiedział. Śmierciożerca stał przed nim i rozmawiał. Nicholas jednak umiał ukrywać przed innymi swoje prawdziwe oblicze. Rozmawiając teraz, nawiązywał do tego, jak tamtego pamiętnego dnia zachowywał się Prewett. Potrafił utrzymać z nim kontakt i rozmawiać w jego „tonacji poezji”. Co miało być efektem wzbudzenia zaufania. To jednak w tym momencie prysło jak bańka mydlana. Przed sobą Nicholas miał innego Lukrecję. Nie nafaszerowanego narkotykami. Tamten był bardziej uległy. Ten? Wydawał się być bardziej ostrożniejszy.

To nieufne spojrzenie, które spoglądały w chłodne oczy śmierciożercy. Yaxley nie przyszedł po to aby mu zrobić krzywdę. Nie miał takiego zamiaru, potrzeby i zlecenia. Nie kłamał, że zjawił się z własnej woli i prywatnych sprawach. Abraksany się poruszyły i Nicholas zerknął przez ramię, widząć za sobą Michaela. Zaraz za nim dwóch kolejnych. Uniósł dłonie jakby chciał zapewnić, że nie ma złych zamiarów, nie trzymał w żadnej dłoni różdżki, ani innej broni. Szanował magiczne stworzenia. Znał ich siłę i spryt.

- Nie zrobię mu krzywdy.
Zapewnił abraksany, choć był świadom temu, że żadne z nich mu nie ufa. Nie muszą. Ten świat jest już wystarczająco zakłamany. Gdyby miał za cel zrobić krzywdę Laurentowi, zabić go czy cokolwiek innego, nie stałby i nie rozmawiał. Tylko zaczął działać, znajdując odpowiedni ku temu moment. Nie miał powodu tego czynić. Ani też szantażować. Uwierzył mu, ale w doborze słów i tonie głosu brzmiał z zachowaniem ostrożności. Nicholas to doceniał. Obejrzał się za siebie, aby upewnić, że abraksany postanowiły się oddalić. Wtedy mógł na spokojnie porozmawiać z Prewettem.

Zwrócił się ku niemu, kiedy młody zaczął konwersację, opuszczając ręce wzdłuż ciała. Pozwolił mu się wypowiedzieć, robiąc przerwę aby później dokończyć, wyjaśniając co tam zaszło.

- Domyśliłem się, jak zacząłeś mi poetyzować. Utrzymywałem z Tobą ten sam poziom, abyś nie czuł się bardziej krzywdzony. Spełniony. Choć może nie kontrolowałeś tego, bo byłeś na jego lekach.
Odparł. Pamiętał, jak wtedy zadał mu to pytanie, czy jest poetą, czy coś bierze. Laurent tamtego dnia nie potrafił określić się konkretnie.
- Przy mnie tamto miejsce tak nazywałeś. Więzieniem. Uszanuję jednak, że nie chcesz do tego wracać.
Wyjaśnił. Bo może owe słowo było przez Nicholasa źle interpretowane, ale to tak bywa, jak się współżyje z naćpanym aniołem. Kiedy Laurent kontynuował, Nicholas skrzyżował ręce na klatce piersiowej i przeszedł się parę kroków, aby oprzeć tyłkiem o fragment niskiego ogrodzenia.
- Nie mam powodu do szantażowania Cię. Spotkanie nasze pamiętasz, ale mnie chyba nie do końca. Dlatego musiałem sięgnąć do przeszłości, co widać, dla ciebie jest bolesnym tematem. Mimo wszystko widzę, że udało Ci się uciec.
Stwierdził rozglądając się po okolicy, rzuciwszy też na chwilę spojrzenie w kierunku abraksanów. Nie miał powodów, aby szantażować Laurenta. Niczego sobie nie obiecywali. Nicholas nie zabrał go z tamtego miejsca. Zostawił. Niczemu sobie dłużni nie byli. A skoro większości Laurent nie pamiętał, tym lepiej. Nie będzie próbował go zmienić i bawić w wyjmowanie jakiegoś lodowego szkiełka z jego zamrożonego serca.
Na słowa wyjaśnienia o klątwie, Nicholas uniósł lekko kącik ust, jakby ten temat trochę wydawał się chory, zabawny. Uwierzyć w klątwę słów. Może to wina amortencji w tamtym miejscu, kiedy się zabawili.
- Zwalmy na to, że tamtego dnia zapach kadzidła zaburzył mi myślenie.. Ale tak. Odebrałem twoje słowa jak rzucenie klątwy. Gdyż bywały momenty, że nie mogłem przestać o Tobie myśleć. Gdy przeczytałem o zamknięciu Rose Noire, zastanawiałem się, jak do tego doszło. Czy jesteś cały. Nie szukałem Cię. Stwierdzając, że jeżeli żyjesz, to zapewne radzisz sobie jakoś.
Ponownie rozejrzał się po okolicy, aby ostatecznie spojrzenie ulokować na twarzy Laurenta. Wyglądał inaczej niż wtedy, z powagą i ostrożnością. Nie wydawał się być uległy jak dawniej.
- Jestem skłonny przystać na to, że to, co miało tam miejsce, pozostaje między nami.
To raczej było priorytetem dla Nicholasa. Jeżeli jego obcowanie z tą samą płcią ujrzy światło dzienne, zaburzyć może dobre nazwisko ich rodziny. Jest dziedzicem, na którego ciąży nacisk znalezienia żony i spłodzenie potomka. Miał nadzieję, że Laurent też tego chce.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
21.09.2023, 15:20  ✶  

Z jednej strony nie chciał do tego wracać, z drugiej strony... miał przed sobą człowieka, z którym o tym rozmawiał i... nie miał napadów paniki. Nie wybuchał jego umysł, nawet jeśli serce zaczęło mocniej bić, a jego oddech przez moment był mniej regularny. Człowiek, z którym łączyła go przeszłość, od której chciał się odciąć i jednocześnie przeszłość, której wcale do końca nie przerobił. Bo jak coś takiego przepracować w ciszy własnej głowy? Przed lustrem, albo spoglądając w swoje odbicie w tafli wody. Dopiero niedawno odważył się ledwo o tym napomknąć Florence, a chyba zniszczyłaby go, gdyby kazała mu opowiadać o szczegółach. Być może w tym tkwił brzydki czar tego spotkania - że tutaj wcale nie trzeba było wszystkiego tłumaczyć. Nie trzeba było mówić o szczegółach. Bo przecież wszystko było jasne, znane obu stronom. Więc nie chciał - a jednak teraz gorączkowo szukał szczegółów.

- Podobno czasem brzmię jak poeta. - Uśmiechnął się łagodnie. - Kiedy zależy mi, by druga osoba mogła zobaczyć piękny świat poza kurtyną własnych powiek. - Tak było? To nie było złe spotkanie. Było przyjemne i pozostawiało dobry smak na języku, nawet pomimo całej tej otoczki. Laurent bardzo uważał po prostu na to, żeby nie wpaść w sidła syndromu Sztokholmskiego. Niewyraźne obrazy łatwo było przekręcić, a człowiekiem zbyt łatwo zmanipulować, kiedy niedokładnie pamiętał wydarzenia. Ze złoczyńcy łatwo było zrobić z siebie bohatera. Tak jak samego siebie usprawiedliwiać, żeby "komuś było lepiej", bo samemu chciało się poużywać. Ale ponieważ Nicholas rozmawiał z nim w sympatycznym tonie to Laurent nie sięgnął po przykre i kąśliwe słowa. Ale to równie dobrze mogły być pozory. Sprytnie zastanowiona pułapka. Nicholas był... trudny do rozczytania.

Czemu niby ten mężczyzna miał się zastanawiać, czy jakaś dziwka uciekła czy nie uciekła..?

- Tworzysz bardzo sprzeczną opowieść ze swoich słów i intencji. - Powiedział, kiedy Nicholas dokończyło tym, że udało mu się uciec. Och tak, udało. Tylko szkoda, że w ogóle istniała taka potrzeba. - Pragniesz usprawiedliwiać siebie, tłumaczyć się przede mną czy może coś udowodnić? Sobie lub mi? - Ten mężczyzna wziął, czego chciał i teraz też zrobił do pewnego stopnia to samo. Choć rzeczywiście - Laurent nie rozumiał. Nie tak do końca, a jego przeczucie go zwodziło w różne kawałki między jego naiwnością i pragnieniem dostrzeżenia w każdym dobra a tym, w jakich okolicznościach się poznali. I że teraz się spotkali. Nie mówił tego jednak tonem z wyrzutami, zimno, z dystansem. Pytał spokojnie, bo chciał zrozumieć. Bo skoro już Nicholas chciał wywołać te wspomnienia, choć teraz twierdził, że uszanuje granice, to chyba musiał mieć jakiś cel. Tak przynajmniej wydawało się Laurentowi - że to nie była osoba robiąca rzeczy przypadkiem czy bez pomyślunku. Z drugiej strony jego słowa brzmiały, jakby... naprawdę był dotknięty. Choć Laurent nie do końca był pewien w jaki sposób.

- Mogę uchylić dla ciebie rąbek tajemnicy. - Zaoferował po jego słowach o upadku tego przeklętego, chorego miejsca. - Znalazłem odpowiednie osoby, które nie przepadały za Dante. I... rzuciłem na nie klątwę. - Delikatne rozbawienie pobrzmiało w jego głosie, kiedy to powiedział. Nigdy nie życzył nikomu źle, nie chciał niczyjej krzywdy. Choć rzeczywiście przez moment się bał, że przez niego Dante zginął. To dopiero było popieprzone, co? Martwić się, że przez ciebie zginęła osoba, która wyrządziła ludziom tak wiele złego... - Cóż, mamy impas pod tym względem. Żaden z nas nie chce zrujnować sobie życia. - Tęczowe, wężowe łuski między anielskimi piórami. Albo to anioł z łuskami węża..? Mamiącymi jego naturę. Tak, Laurent nie był tak uległy. To nie znaczyło, że nie chciał ulegać. Chciał. Ale nie zamierzał ulegać temu, albo tej osobie, która mogłaby mu wyrządzić krzywdę. - Dziękuję za szczerość. Choć zapewne się nie dowiem, na ile było w tym szczerości, ile przemilczeń, a ile kropelek manipulacji. - To było... naprawdę dziwne spotkanie. I jeszcze dziwniejsza rozmowa.

Laurent spojrzał w dół, kiedy dobiegła do nich istota pieszczotliwie mogąca zostać określona jako piesek. Przypominała dobermana z pestką na czole. Tylko jego prawie dwa razy większą wersję. Prawie metrowy potwór z pestką na czole wyglądał, jakby chciał skoczyć na Laurenta i było tylko kwestią wyobrażenia sobie, jak łamie silną szczęką kark drobnej Lukrecji. Ale wcale nie skoczył. Radosny jarczuk przeleciał za jego plecami, szczeknął cicho, podskoczył parę razy w miejscu machając swoim ogonem ze szczęścia, kiedy jego pan wyciągnął do niego dłoń z uśmiechem i pogładził jego łeb. Przywołanie Dumy było odruchem. Kiedy tylko jego myśli leciały do Dantego... Poszczułby jego wysłannika psem. Albo przynajmniej byłby gotów do bronienia się. Mijały minuty i wszystko ulegało ukojeniu. Rozjaśnieniu. Roztopieniu. Spokój powoli wracał, a wraz z nim znikała podejrzliwość i Laurent przestał się wpatrywać w Nicholasa tak, jakby ten miał zaraz wyjąć nóż i wbić mu w gardło.

- I jak szkiełko w twoim oku, Nicholasie? Dotarło już do serca? - Podniósł wzrok na mężczyznę, nawiązując kontakt wzrokowy z jego lodowatymi oczami.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#14
22.09.2023, 22:48  ✶  
- Tu się zgodzę. Brzmisz jak poeta, potrafisz słowami kogoś oczarować.
Przyznał Nicholas, bo być może sam przez wspomaganie amortencji wpadł prawie w sidła poetyckich słów Laurenta. Do takiego stopnia, że mimo świadomości jego bycia pod wpływem narkotyków, obawiał się iż mógłby go zmienić. Wejść z butami do jego zimnego, lodowego i czarnego śmiercią świata, aby dokonać zmian, wpuścić światło i kolory. Nicholas się tego obawiał. Dlatego, nie zabierał go z Rose Noire. Nie dał mu wolności a mógł tego dokonać bez problemów.
To zdecydowanie nie był ten Laurent jakiego poznał tamtego dnia. Szkoda, że nie znał go wcześniej niż w Rose Noire. Miałby pewność, który jest prawdziwy. A ten wydawał się lepiej myśleć, analizować i rozmawiać.
- Nie wiem.
Wzruszył ramionami. Czy miał potrzebę usprawiedliwiania się? Czy było mu obojętne? 
- Interpretuj to jak chcesz.
Odparł, jakby dla niego to jednak nie było takie ważne, ale co chciał, to powiedział. Gdyby Laurent pamiętał wszystko, takich pytań by nie zadawał. Z drugiej strony, nie chce on tego pamiętać. Więc w sumie nie muszą drążyć tego tematu.
A więc znalazł Laurent kogoś, kto pomógł mu rozprawić się z Dante, ale pewnie nie do końca skutecznie. Ten człowiek żyje nadal. Nicholas pamięta jego wcześniejsze przerażenie , myśląc że Yaxley jest tutaj z polecenia. Gdyby wyeliminowali tego Dante skuteczniej, chłopak miałby spokojne życie. 
- Rozumiem.
Odparł krótko na tę informację. Cóż więcej miał mówić? Ważne w tym, że Laurent, znany jako Lukrecja żyje sobie wolnością. Dostał motywację, skorzystał z niej dobrze.
Na moment ich rozmowa została przerwana pojawieniem się innego stworzenia, łaszącego się do Laurenta. Jarczuk. Pytanie o szkiełko, było znów powrotem do tych rozmów z przeszłości.
- Dotarło już dawno i zagnieździło się.
Odpowiedział szczerze. Niekoniecznie musiało chodzić o to, czego dokonywał. Co robił. Ale jego zawód był ciemny, mroczny i zimny. Mógł nawet i to wchłonąć do siebie. Nicholas udzielając odpowiedzi, obserwował Laurenta i jarczuka mu towarzyszącemu.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
23.09.2023, 11:40  ✶  

Zastanawiał się, czy robił coś niepoprawnego. Wszedł w grę z Nicholasem, albo raczej on sam tutaj stworzył grę. Bardzo zachowawczą grę. W tej grze obawiał się konsekwencji i bardziej niż samego blondyna obawiał się siebie samego. Swoich reakcji. Nie ufał swojemu ciału i swoim odruchom. Czuł się przyciągany jak magnes i całe to uczucie, jakie pojawiło się na samym początku - strachu i napięcia - zaczynały się przeradzać w jakąś chęć zasmakowania tych ponurych emocji. Czemu? Nie chciał się tak czuć i nie chciał tak myśleć. Jakby jego umysł był przełamany i ciągle mu czegoś brakowało. Doznań? Miłości? Jedno z drugim było przecież powiązane. To nie była miłość opiewana w romantycznych książkach, nie miała opiewać o Romeo i Julii. Przecież już wiedzieli, jakie mieli tutaj role przypisane. To złe. Niepoprawne. Na pewno złym jest to, czego się gdzieś tam podświadomie chciało? Nieustannie zadziwiało cię, jak działał ludzki mózg, jaki był skomplikowany i jak człowiek potrafił być podatny na najmniejsze zmiany w otoczeniu zależnie od otaczających go ludzi. Niektórzy byli po prostu bardziej świadomi tych zmian w nich zachodzących od innych. Zaraz za tym delikatnym uczuciem przyciągania miał myśl, że to go wcale nie uszczęśliwi. Jego samego. Miał przed sobą obcego człowieka poznanego w nieszczęśliwych okolicznościach, z jakiegoś powodu zatrutego myślą o nim. I teraz - co takiego dokładnie zrobił, że jednak naprawdę Nicholas nie zapomniał? Czy to było bezpieczne? Nie powiodłoby do jakiegoś nieszczęścia, gdyby wyciągnął do niego dłoń i okazał mu zainteresowanie..? Co się kryło pod lodem, z którego był skuty i czy szkiełko dało się wyciągnąć? Miał masę pytań. Ta masa zalewała jego głowę i nieszczęśliwie prowadziła do tego, że sam rozmiękał i się temu poddawał. Jesteś głupi, Laurencie. Taki głupiutki... Co potem prowadziło do nieszczęścia. Bo gdyby był o wiele bardziej ostrożny sytuacja z Dante nie miałaby miejsca.

- Dziękuję. - Czy to miał być komplement? Nie był pewien. W stosunku do tego człowieka był bardzo wielu rzeczy niepewny. I może... sam Nicholas nawet nie był pewny do końca. Ani tego, dlaczego temat podjął, ani... ach. Nie wiem. Niczego nie ułatwiało. Było kłamstwem? Prawdą? Wydawało się szczere. Zobojętniały człowiek, który nie jest pozbawiony zupełnie emocji, wyssany z nich do cna. On je po prostu zamykał w stalowej klatce. Schował tę klatkę tak głęboko, że była zakopana pod ziemią, przykryta deskami i... pewnie jeszcze trupami chowanymi pod łóżkiem. - Moja interpretacja wydaje się w tym wszystkim najmniej istotna. Szczególnie, że człowiek ma w zwyczaju dla własnej wygody przyjmować najmilszą dla niego wersję. - Ale dobrze, nie zamierzał dalej dopytywać i ciągnąć tematu, skoro Nicholas w ten sposób go uciął. Chyba naprawdę minimalnie go to obchodziło. Gdzieś podświadomie być może myślał o tym inaczej, bo chyba taki był z tego wniosek - po prostu tego nie analizował. Tak gdzieś go pchnęły myśli i po prostu się temu poddał. W całkowitym spokoju, bez zanurzania się w emocjonalnych rozterkach.

Przez moment zagościła między nimi cisza. Rozweselony Duma skakał jeszcze przez moment, nim w końcu się uspokoił, nie przejmując obecnością Nicholasa. A Laurent patrzył. Jedną dłoń wyciągał do psa, zabawiając go odruchowo, machinalnie. Bo jego uwaga zfokusowana była na tym wysokim, chłodnym, przystojnym mężczyźnie. I w końcu zrobił ku niemu dwa kroki, niszcząc odległość, którą narzucił sam między nimi. Przywracając świat do stanu poprzedniego.

- Myślę, że powinniśmy się kiedyś spotkać na kawę, Nicholasie Yaxleyu. Obiecałem ci w końcu piosenkę. - Uśmiechnął się ciepło, opuszczając, jakby zawstydzony, wzrok na zieloną trawę. Jego postawa całkowicie złagodniała, mięśnie przestały się napinać, jakby stał się miękką, podatną na zmiany modeliną. Wystarczy mały nacisk, żeby zmienić jej formę, odpowiednie przesunięcie palców, żeby wygładzić krawędzie. - Na razie pozwól, że dokończymy formalności. - Uniósł na niego wzrok, tak zaintrygowany odrobinkę jak i uspokojony. Powietrze z niego zeszło. Zaprosił gestem mężczyznę do powrotu, skoro nie chciał się przejechać na abraksanie.

I tak jak zapowiedział - dokończyli sprawy formalne.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#16
23.09.2023, 20:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2023, 20:41 przez Nicholas Travers.)  

Co takiego było, że Nicholas nie zapomniał? Osobowość Laurenta. Zaintrygował go swoją poezją, uległością, wyglądem i ogólnie całym sobą. Stwierdzając, że jedno spotkanie, było za mało. Z jakiegoś powodu myśli wokół osoby Prewetta wracały do jego umysłu. Nicholas nie szukał miłości. Jak już wcześniej określał ją uciążliwym balastem emocjonalnym, była utrapieniem. Wystarczyło przecież dobrze się zabawić, zaspokoić swoje pragnienia i żyć dalej w poczuciu spełnienia. Bez żadnych zobowiązań, wierności jednej osobie. Czemu nie skorzystać ze wszystkiego, co jest nam dostępne? A nawet zakazywane? Nie miłość go tutaj przywiodła. A ciekawość, chęć sprawdzenia jak Laurent sobie radzi. Choć tylko z początku interes miał być związany z abraksanami, zmieniło się w temat o ich samych. O przeszłości, która miała być przez gospodarza tego miejsca zapomniana. Nicholas nie zapomniał. Co chciał, to dostawał. Co chciał, to brał, ale też dawał. Niczego nie robił za darmo.

Podziękował? Nic wielkiego Yaxley nie zrobił. Tylko przyznał rację słowom głoszonym przez innych czarodziei, którzy mieli styczność z Prewettem, aby stwierdzić u jego dar poetycki w mowie. Obrazowaniu i kolorowaniu świata, jaki według niego ludzie powinni widzieć. Jedynie Nicholas, pozostawał w swoim zimnym obrazie śmierci. Przywykł do tego i nie chciałby zmieniać.

Nicholas nie chciał niczego udowadniać ani usprawiedliwiać. Zachował odpowiedź dla siebie, nie chcąc zbyt mocno zagłębiać się w temat, doszukując się niewiadomego. Nie chciał też pogłębiać za bardzo relacji między nimi. Ważne, że się w jakimś stopniu dogadują i rozumieją. Każdy z nich ma swoje cele i obowiązki względem rodziny. Jeżeli nie samego siebie. Dlatego temat został zakończony niewiadomą. Tajemnicą owianą w ukrytych słowach, czynach, niewypowiedzianych, nie ukazanych. Po tym jak Laurent wyraził swoje zdanie na temat interpretacji, Nicholas nie odpowiedział już nic. Ich uwaga została przeniesiona na przybyłego i radosnego jarczuka. Zapanowała chwilowa cisza, w której Prewett zaspokoił potrzeby pieszczot i zabaw istoty zwierzęcej. Kiedy stworzenie postanowiło podejść bliżej, Nicholas schylił się aby dać mu powąchać swoją dłoń i otrzymać zgodę na pogłaskanie.
Pieśń. Jaką tym razem zamierzał mu zaśpiewać? Nicholas z jarczuka przeniósł spojrzenie na Laurenta. Zawstydził się? Miał już łagodniejsze nastawienie do jego mrocznej osoby? Szybko ulegał ciemnej aurze, jaka mogła otoczyć jego tęczową mieszankę barw.

- Zatem jesteśmy umówieni.
Po tych słowach, zbliżył się do niego bardziej. Jeżeli Laurent nie przystąpił kroku w tył, aby dać znać o zachowaniu dystansu, Nicholas pochwycił jego podbródek jak wtedy, pochylił się i złączył ich usta. Pocałunek był krótki, ale namiętny. Przerwawszy go, skierował swoje usta do jego ucha.
- Daj znać, kiedy będziesz gotów.
Szepnął mu do ucha i odsunął się puszczając jego podbródek. Cofnął się.
- Wyślij mi wiadomość, kiedy wypijemy wspólnie kawę.
Według Nicholasa, formalności zostały w ten sposób zakończone. Do sprawy abraksanów, mogą wrócić w następnym, najbliższym czasie. Nie spieszyło mu się. Odchodząc, spojrzał w stronę abraksanów o archanielskich imionach, składając ukłon Michaelowi, jeżeli go wciąż obserwował.
Yaxley oddalił się, aby opuścić to miejsce.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (5870), Nicholas Travers (3660)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa