Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
Góry Kaledońskie w Szkocji były wiekowe na tyle, że nie górowały majestatycznie nad horyzontem, a raczej ciągnęły się przez krajobraz, porośnięte trawą, tu i ówdzie urywające się na stromych klifach, a pośród nich tu i ówdzie majaczyły pokryte mgłą wrzosowiska, torfowiska albo jeziora.
Kiedy Brenna schodziła ostrożnie z jednego ze szczytów, w miejscu na tyle stromym, że mugol musiałby być szalony, by pokonywać tę odległość - oni pomagali sobie czasem teleportacją - spod jej porządnych, ciężkich butów za kostkę, prysnęły kamienie. Okolicę wypełniała mgła, a słońce dopiero powoli wstawało i musieli uważać na każdy krok, zwłaszcza, że nie było mowy o trzymaniu w ręku różdżki z lumos.
- Całkiem tu ładnie - oświadczyła Brenna, po czym zaskoczyła na skarpę nieco niżej i spojrzała na dolinę, spowitą mleczną mgłą, wijącą się wokół jeziora, leżącego w samym jej centrum. To był cel ich podróży, ale wpakowanie się tam ot tak po prostu, teleportacją czy nawet spacerem, nie wchodziło w grę.
W końcu mogli natknąć się na olbrzymy.
Pogłoska była niesprawdzona, ale z tych mrożących krew w żyłach: ktoś z "drugiej strony" zwerbował dwa olbrzymy i umieścił je w jaskiniach w szkockich górach, gdzie czekały na rozkazy. Brenna miała wielką nadzieję, że plotki te są fałszywe i informatorowi wciśnięto bajeczkę, ale ktoś musiał to sprawdzić. Wahała się długo, kogo poprosić o wsparcie i… w końcu padło na Erika. Heather wydawała się jej za młoda i zbyt świeża, żeby od razu wystawiać ją na coś takiego, a w przypadku Mavelle i Patricka… trochę się obawiała, że w głowie któregoś z nich obudzą się wspomnienia umarłych w najgorszym możliwym momencie. Na przykład, gdy olbrzym będzie próbował ich akurat rozgnieść. Rozważała, czy dwie osoby na pewno wystarczą, ale przecież nie mieli z nikim walczyć. Jedynie zobaczyć, czy znajdą jakieś ślady świadczące o tym, że przebywały tutaj te istoty.
Brenna irytowała się trochę, bo od rana miała wrażenie, że o czymś zapomniała. I martwiła się, że było to coś istotnego - może na przykład coś o olbrzymach albo ktoś wspomniał jej coś o tej okolicy, a ona nie mogła sobie przypomnieć...
– Sporo jedzą, więc może znajdziemy jakieś ślady posiłków. Albo stóp – mruknęła, chyba bardziej do siebie niż do niego, bo była to swego rodzaju oczywistość. Ale ot wygłoszenie jej na głos pozwalało Brennie pozbierać myśli, a jej wzrok zaczął błądzić po okolicy, kiedy szukała miejsc, w których mogłyby znajdować się wejścia do jaskiń, jakie koniecznie należałoby sprawdzić.