• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [14.06.72 ranek, Góry Kaledońskie] Rachunek sumienia. Popatrzyliśmy w ogień

[14.06.72 ranek, Góry Kaledońskie] Rachunek sumienia. Popatrzyliśmy w ogień
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
17.09.2023, 22:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 15:21 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka

Odkryj wiadomość pozafabularną
Rachunek sumienia po końcu w ogniu. Wspomnienia, prompt: góry (moc)

Góry Kaledońskie w Szkocji były wiekowe na tyle, że nie górowały majestatycznie nad horyzontem, a raczej ciągnęły się przez krajobraz, porośnięte trawą, tu i ówdzie urywające się na stromych klifach, a pośród nich tu i ówdzie majaczyły pokryte mgłą wrzosowiska, torfowiska albo jeziora.
Kiedy Brenna schodziła ostrożnie z jednego ze szczytów, w miejscu na tyle stromym, że mugol musiałby być szalony, by pokonywać tę odległość - oni pomagali sobie czasem teleportacją - spod jej porządnych, ciężkich butów za kostkę, prysnęły kamienie. Okolicę wypełniała mgła, a słońce dopiero powoli wstawało i musieli uważać na każdy krok, zwłaszcza, że nie było mowy o trzymaniu w ręku różdżki z lumos.
- Całkiem tu ładnie - oświadczyła Brenna, po czym zaskoczyła na skarpę nieco niżej i spojrzała na dolinę, spowitą mleczną mgłą, wijącą się wokół jeziora, leżącego w samym jej centrum. To był cel ich podróży, ale wpakowanie się tam ot tak po prostu, teleportacją czy nawet spacerem, nie wchodziło w grę.
W końcu mogli natknąć się na olbrzymy.
Pogłoska była niesprawdzona, ale z tych mrożących krew w żyłach: ktoś z "drugiej strony" zwerbował dwa olbrzymy i umieścił je w jaskiniach w szkockich górach, gdzie czekały na rozkazy. Brenna miała wielką nadzieję, że plotki te są fałszywe i informatorowi wciśnięto bajeczkę, ale ktoś musiał to sprawdzić. Wahała się długo, kogo poprosić o wsparcie i… w końcu padło na Erika. Heather wydawała się jej za młoda i zbyt świeża, żeby od razu wystawiać ją na coś takiego, a w przypadku Mavelle i Patricka… trochę się obawiała, że w głowie któregoś z nich obudzą się wspomnienia umarłych w najgorszym możliwym momencie. Na przykład, gdy olbrzym będzie próbował ich akurat rozgnieść. Rozważała, czy dwie osoby na pewno wystarczą, ale przecież nie mieli z nikim walczyć. Jedynie zobaczyć, czy znajdą jakieś ślady świadczące o tym, że przebywały tutaj te istoty.
Brenna irytowała się trochę, bo od rana miała wrażenie, że o czymś zapomniała. I martwiła się, że było to coś istotnego - może na przykład coś o olbrzymach albo ktoś wspomniał jej coś o tej okolicy, a ona nie mogła sobie przypomnieć...
– Sporo jedzą, więc może znajdziemy jakieś ślady posiłków. Albo stóp – mruknęła, chyba bardziej do siebie niż do niego, bo była to swego rodzaju oczywistość. Ale ot wygłoszenie jej na głos pozwalało Brennie pozbierać myśli,  a jej wzrok zaczął błądzić po okolicy, kiedy szukała miejsc, w których mogłyby znajdować się wejścia do jaskiń, jakie koniecznie należałoby sprawdzić.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#2
19.09.2023, 22:20  ✶  

Majestatyczne, a zarazem tajemnicze Góry Kaledońskie wyraźnie kontrastowały z humorem, jaki mu tego dnia towarzyszył. Przede wszystkim: nie wyspał się, a samo to było zbrodnią samą w sobie. Co więcej, jakby tego było mało, nie zdążył wypić swojej porannej herbaty, przez co dręczyły go bóle głowy, tylko pogarszającego jego nastawienie. W trakcie, gdy Brenna zdawała się wyspana i pełna wigoru, jej brat sapał i co chwilę zatrzymywał się, aby otrzeć pot z czoła. Nawet jeśli ułatwiali sobie trasę doraźną teleportacją z jednego punktu w drugi, tak wciąż uszczuplali swoje zasoby energii. Przynajmniej tak wydawało się Erikowi.

— Owszem, jest tu całkiem ładnie — potwierdził automatycznie, oświetlając sobie różdżką dalszą część trasy. Zatrzymał się na krawędzi, spoglądając na siostrę z góry. Westchnął ciężko. — Mam nadzieję, że nie będziemy musieli wchodzić do jakichś jaskiń. — Wzdrygnął się na samą myśl i opuścił się na skarpę. — Z dwojga złego już wolę otwarte przestrzenie. Nawet jeśli są zamglone i wyglądają, jakby zaraz coś miało na mnie wyskoczyć.

Nie musiał wspominać wprost o swojej klaustrofobii. Wychowali się razem, toteż siostra musiała być w pełni świadoma tego, że Erik nie przepadał za małymi, ciasnymi pomieszczeniami, a już zwłaszcza takimi stworzonymi przez naturę. Póki był w budynkach wzniesionych przez ludzi, potrafił sobie wmówić, że nic mu nie grozi, bo przecież w latach '70 istniały już jakieś normy bezpieczeństwa! Z jaskiniami, jamami i tunelami było gorzej. W każdej chwili coś ci mogło spaść na głowę i pogrzebać żywcem. Brr.

— Trzeba było podpytać Patricka, czy Zakon nie ma jakichś kontaktów w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami — żachnął się na wzmiankę o olbrzymach-głodomorach. — Powinni znać ich zwyczaje, czy coś takiego. Przydałoby nam się to teraz. — W trakcie, gdy Brenna przyglądała się okolicy, Erik ruszył naprzód, zeskakując na kolejną skarpę. Dopiero po kolejnym skoku zorientował się, że siostra dalej uważnie taksuje wzrokiem otoczenie. — Czego ty tak właściwie szukasz? Widzisz tam coś w ogóle przez tą mgłę?

Skrzywił się, zirytowany tym, że nie dzieli się swoimi przemyśleniami na głos. Nawet nie miał pojęcia, jak bardzo pożałuje swojego pytania, gdy Brenna w końcu raczy podzielić się z nim informacją na temat tego, czego tak wypatrywała. Eh, a mógł zostać w domu i nauczyć Ponuraka nowej sztuczki. To nieeeee.... Trzeba było się wepchnąć prosto w paszczę niebezpieczeństwa! Z drugiej strony, ktoś musiał tej dziewczyny pilnować. Ocalił ją od utonięcia, więc może tym razem przyjdzie mu uratować ją przed bliskim spotkaniem z maczugą olbrzyma.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
19.09.2023, 22:51  ✶  
Niewyspanie było już dla Brenny tak naturalnym stanem, że jej organizm zaczynał protestować dopiero, kiedy obywała się bez snu dwie noce. Ratowała się dużą ilością kawy, cukru oraz kalorii i na razie dawała radę całkiem nieźle. Może dzięki wrodzonej nadpobudliwości. W każdym razie niezadowolenie brata ignorowała – nie powinien narzekać, bo jego na takie mordercze wypady zabierała dość rzadko, częściej prosząc o wsparcie Mavelle albo Patricka. Mógł raz się poświęcić i dać tamtej dwójce się wyspać… Był przecież w Zakonie, żeby walczyć. Swoją rolę mógł zmienić dopiero, jak już – bo kiedyś to się stanie – istnienie Zakonu wyjdzie na jaw, będą potrzebowali dobrej prasy i twarzy, która będzie ich firmowała. Na pewno zwiększyłaby się liczna chętnych do dołączenia…
– Jeśli Voldemort faktycznie ukrył sobie tu jakiegoś olbrzyma, albo jakiś olbrzym zaszedł sobie sam na jakiś dziki spacer, chociaż mam cholerną nadzieję, że ktoś za dużo wypił i opowiada bzdury, to obawiam się, że szukałabym właśnie w jaskiniach – poinformowała Brenna, zerkając na brata. – Jeśli cię to pocieszy, to jeżeli takiego zobaczymy, spierdalamy? – dodała, bo tak, może i jej instynkt samozachowawczy nie działał najlepiej, ale jednak istniał. Pojawili się tutaj na rekonesans, nie po to, aby walczyć z istotami mającymi po kilkanaście metrów wysokości, częściowo odpornymi na czary. – Kurwa, kolejny Departament, w którym powinniśmy kogoś zwerbować – westchnęła na słowa brata i szarpnęła kosmyk włosów. Miała wrażenie, że do zrobienia jest za wiele rzeczy, mieli za mało ludzi, potrzebowali więcej ludzi, ale werbowanie ludzi też było rzeczą do zrobienia…
Pokręciła głową, otrząsając się z tych myśli, po czym – upewniwszy się, że stąd nikogo ani niczego nie widać – bez słowa znikła, z cichym trzaskiem. Tylko po to, by pojawić się kilkanaście metrów niżej, już na dnie doliny. Mgła snuła się wokół niej, sięgając mniej więcej do kolan. Brenna uniosła rękę, odwracając się do Erika i machnęła kilka razy, by zobaczył, gdzie teraz się znajduje.
A potem jej sylwetka skurczyła się gwałtownie i wilczyca o ciemnej sierści opadła na cztery łapy, by zacząć węszyć przy ziemi. Kręciła się po okolicy, szukając tropów. Zastrzygła uszami, kiedy wyłapała nietypowy zapach i pomknęła przez mgłę prosto ku skałom. Nie, Erik nie musiał się obawiać, nie znalazła żadnego olbrzyma… wtedy nie gnałaby do niego tak beztrosko, niezależnie od tego, co brat o niej myślał… ale wyczuwała woń padliny. I rzeczywiście, u stóp jednego z klifów znajdowały się resztki truchła jakiegoś sporego zwierzęcia. Na oko leżały tu dwa czy trzy dni, niewiele po nich zostało, a po resztkach krążyły owady…
Cokolwiek tego zwierzaka zabiło, na pewno potem zeżarło większość mięsa i pogruchotało kości. Erik nie musiał być magomedykiem, by móc to zauważyć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#4
22.09.2023, 19:47  ✶  

Brenna miała sporo racji w kwestii tego, jaka była rola Erika w Zakonie Feniksa. Chociaż, owszem, nadawał się do innych działań poza zwalczaniem Śmierciożerców w aktywnych potyczkach, tak ciężko było ukryć, że to właśnie w tym był najbardziej uzdolniony. Już w czasach szkolnych jego ścieżka edukacji została utorowana w sposób, który miał mu pomóc zwalczać czarnoksiężników. Przystojna twarz i hipnotyzująca osobowość były jedynie dodatkami, które po prostu lubiły wybijać się na pierwszy plan. W czasach niedawnego jeszcze pokoju ludzie woleli słuchać plotek o ładnych ludziach, niż zaprzątać sobie głowę tym, że powstrzymano atak wandali, którzy ledwo zanurzyli kostki w arkanach czarnej magii. Teraz sprawy miały się nieco inaczej.

— Mam wrażenie, że te doniesienia to tylko plotki. Pewnie ktoś się zmęczył podczas spaceru po górach i zobaczył jakieś złudzenie optyczne — machnął ręką, starając się nie myśleć o tym, że będzie musiał zajrzeć do jaskini. Ugh. — Jesteśmy pośrodku niczego. To znaczy niczego ważnego. Chyba że tym razem Śmierciożercy planują zaatakować mugolski festiwal w którejś z tych wioseczek na dole.

Sama myśl o tym, że Czarny Pan wychowywał sobie tutaj jakiegoś olbrzyma, wydawała mu się irracjonalna. Przecież to tak, jakby Zakon sobie urządził gdzieś hodowlę smoków lub centrum szkoleniowe. Niektórych rzeczy nie dało się ukryć, bo prędzej czy później wyszłoby to na jaw. Erik zmarkotniał. Chyba że to właśnie ten moment, gdy dowiadujemy się prawdy, pomyślał, jednak ten wniosek wcale nie nastroił go pozytywnie do następnego etapu ich wyprawy.

Na sugestię siostry skinął krótko głową. Zrobiło mu się minimalnie lżej na duszy, że Brenna jednak nie przeceniała swoich zdolności do przesady. Niektóre starcia przerastały nawet Brygadę Uderzeniową. A spotkanie ze wściekłym olbrzymem – i to na jego terytorium – wręcz prosiło się o to, aby wezwać wsparcie w formie jakichś sojuszników. Najlepiej w kilku sztukach i odpowiednich kwalifikacjach.

— Niesamowite, że przy obecnych koneksjach prędzej byśmy uzyskali fundusz z Departamentu Skarbu na bliżej nieokreślone działania mające na celu poprawę dobrobytu magicznej społeczności i wsparcie krajowych działań obronnych niż opinię eksperta od górskich potworów.

Westchnął cicho. Może nie byłoby to wybitnie łatwe zadanie, ale wierzył, że przy użyciu odpowiednich argumentów zdołałby dogadać z Elliotem podobną transakcję. Mimo wszystko wiedział, że to nie rozwiązywało problemu. Mieli problemy z ludźmi. Przynajmniej w ich komórce. O ile było ich więcej niż jedna. Nie miał pojęcia, czy Dumbledore miał na podorędziu inne grupy w kraju, które działały podobnie do nich. W każdym razie ich zbieranina w dużej mierze składała się z ludzi obytych z walką. Ale potrzebowali czegoś więcej. Zwłaszcza teraz, gdy widmo otwartego konfliktu praktycznie wchodziło im do domu przez frontowe drzwi.

Kiedy Brenna buszowała po okolicy pod postacią wilka, Erik starał się rozeznać w okolicy. Nie cieszyła go myśl na tym, że miałby zbadać cały system jaskiń w poszukiwaniu gniazda olbrzymów, ale jak mus to mus... Zakon dawał zadanie, on pytał o to, w jakim terminie należało je wykonać. Nawet gdyby próbował się stawiać, to pewnie najbliżsi krewni szybko doprowadziliby go do porządku. Longbottom akurat badał jakąś podejrzaną skałę, gdy zorientował się, że siostra ruszyła w mgłę. A on – oczywiście – ruszył za nią.

— Tylko się w tym nie wytarzaj — ostrzegł, przyglądając się z niesmakiem martwemu zwierzęciu. Przykląkł przy truchle, oglądając je pod różnymi kątami. — No. Godzinę temu to mu się nie umarło. — Oczywista oczywistość, biorąc pod uwagę stan rozkładu ciała i ilość robactwa w pobliżu. — Łapiesz jakiś trop? Może został tu jakieś kłaki olbrzyma?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
22.09.2023, 20:19  ✶  
Brenna wierzyła w umiejętności bojowe brata. Ale wiedziała też doskonale, że… cóż… wolałby pewnie ten ranek spędzić śpiąc niż włócząc się z nią po górach.
Nie przeszkodziło jej jednak go tutaj wyciągnąć.
– Gdybyś chciał nasłać na kogoś olbrzymy, wykorzystując do konkretnego ataku, trzymałbyś je gdzieś w ukryciu, skąd w razie potrzeby je przetransportujesz, czy może zabrałbyś je na środek Pokątnej, żeby każdy mógł zobaczyć je wcześniej? – spytała retorycznie. – Mam nadzieję, że to plotki i zaraz pójdziemy stąd na ciasteczka, ale grupa mugoli widziała „potwory”, trzy osoby zaginęły tu w ciągu dwóch tygodni, a nasz informator przysięga, że widział olbrzyma i że w okolicy kręcili się tajemniczy ludzie…
Erik nie musiał się martwić. Tak, jego siostra nie miała instynktu samozachowawczego, ale z olbrzymem próbowałaby walczyć tylko, gdyby ktoś inny znalazł się w niebezpieczeństwie. Nie chciała rzucać się w absolutnie niepotrzebne i prawie niemożliwe do wygrania starcie.
– Ministerstwo nie może się dowiedzieć – powiedziała, a w jej ton wkradły się ostrzejsze nuty. Problem z ludźmi polegał na tym, że nie mogli wciągnąć ich zbyt wielu, bo każdy mógł okazać się słabym ogniwem. Mieli wiele osób „na uboczu”, z których usług korzystali, ale jednak… trzonem Zakonu była zaledwie grupka.
A Brenna wciąż śniła koszmary, w których ktoś z nich został wzięty żywcem, torturowany i wydał wszystkich innych. Czy to byłby koniec Zakonu, czy tylko nowy początek? Nie chciała o tym nawet myśleć.
Chwilę później buszowała po okolicy jako wilk. Gdy Erik do niej gadał warknęła cicho, nie z agresją, a raczej jakby chciała powiedzieć „nie przeszkadzaj”. Jej czuły nos był bombardowany przez setki zapachów – i Erik jak na jej gust użył o wiele za dużo wody kolońskiej, pewnie nowego produktu Potterów… ale woń padliny oraz jeszcze inna, bardzo nieprzyjemna, wybijały się ponad ten zapach. Kręciła się przez chwilę, po czym podniosła łeb w górę, węsząc w powietrzu. Chwytając trop.
Trzasnęło i na wilgotnej ziemi znów kucała Brenna.
– Dzięki za powstrzymanie, bez tego jak nic nie dałabym rady się powstrzymać – powiedziała i potarła nos. Znów czuła „normalnie”, ale miała wrażenie, że te poprzednie zapachy przylgnęły jakoś do niej. – Coś tu cuchnie. Okropnie i nie jest to ta padlina. Trop prowadzi do…
Mówiąc uniosła głowę, spoglądając na prawo, chcąc pokazać skały, ku którym biegł trop. Ale urwała nagle, zamarła, po prostu wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Nigdy nie była w tej okolicy, góry kaledońskie widziała wyłącznie z daleka, ale mogłaby przysiąc, że poruszyły coś, gdzieś, głęboko, głęboko w niej. Kolana Brenny zaryły w ziemię, a spojrzenie stało się zamglone, gdy…
…biegła przez las, pijana radością, adrenaliną i poczuciem mocy, już nie człowiek, a wilczyca, bo udało się, udało, drzewa Zakazanego Lasu migały wokół szybko, niebo było czarne, i wilczyca zawyła do księżyca, wyśpiewując swoją pieśń zwycięstwa. Była wilkiem, wilk zawsze czaił się tam gdzieś wewnątrz i…
…Brenna mrugnęła.
Usiłując skupić się na tym wspomnieniu, które zdawało się wymykać, próbować uciec.
Jak w ogóle mogła zapomnieć? Ten pierwszy raz, gdy się przemieniła, gdy odkryła jakąś część siebie i… była szczęśliwa, nie tylko dlatego, że osiągnęła cel, ale też bo sama sobie zdała się wreszcie kompletna…? Nieważne, jak głupio brzmiałoby to dla kogoś innego...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#6
24.09.2023, 18:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 01:51 przez Erik Longbottom.)  

Z niemałym trudem powstrzymał się od tego, aby nie wywrócić oczami. Chociaż wiedział, że Brenna miała trochę racji, nie miał zamiaru tego otwarcie przyznawać. Miał reputację, którą musiał bronić.

— Przede wszystkim, gdybym chciał znaleźć broń masowego rażenia, to sięgnąłbym po inne środki niż klan szkockich olbrzymów — obruszył się Erik, gdy wytknięto mu dosyć podstawowe braki w logicznym podejściu do sprawy. — Uważam, że dobry rytuał dałby sobie radę dużo lepiej. Poza tym, jak w ogóle dogadać się z tymi czortami? — Zerknął na siostrę. Brenna była taka wszędobylska przez pakowanie się w coraz to nowe kłopoty, że mogła coś słyszeć na ten temat. — Myślisz, że zawarł z nimi jakąś umowę? Powalił jednego w pojedynku? Zastraszył?

Im bardziej się nad tym zastanawiał, tym bardziej nietypowe mu się to wydawało. Czarny Pan zdawał się nie być zbyt subtelny w swoich działaniach, gdy chciał dostać coś w swoje ręce. Zapragnął potęgi ognisk z Beltane, to rozpętał taki chaos, że nikt nie miał już raczej złudzeń, że jego organizacja kogokolwiek chroni. A sojusze z olbrzymami? Może zabił ich poprzedniego przywódcę lub „obiecał”, że jeśli wesprą jego sprawę, to pozwoli im siać spustoszenie na nizinach?

— I tak by nam niezbyt pomogli. Przez to, że tam pracujemy i tak mamy dobry dostęp do ogólnych informacji. Byłoby gorzej, gdybyśmy wywodzili się kompletnie z zewnątrz — stwierdził ugodowo, po dłuższej chwili. Zauważył, że ton Brenny uległ zmianie, jednak nie chciał jej prowokować do dyskusji. Zwłaszcza, że byli w górach. Nie chciał ryzykować, że jak powie coś, co się jej nie spodoba, to wepchnie go do pierwszej jaskini, jaka rzuci jej się w oczy. — Poza tym nie opowiadam o tym wszystkim na około.

Erik starał się nie myśleć o tym, że każdego dnia, gdy stawiali opór wobec działań Czarnego Pana, ryzykowali, że któreś z nich może nie wrócić do domu lub nie zjawić się na kolejnym spotkaniu organizacji. Może była to kwestia przyzwyczajenia. Gdy połowa twojej rodziny pcha się do jednego z najmniej bezpiecznych zawodów na rynku, w pewnym momencie niepokój staje się stałą częścią życia, a w zmartwienia wkrada się rutyna. W przypadku pracy z Zakonem Feniksa mogło być podobnie. Tylko na dużo większą, większą skalę. Zawsze jednak trzeba było mieć nadzieję, że będzie lepiej. Tak jak widok wschodzącego słońca przynosił nadzieję, na lepsze jutro[/u].


Musi być lepiej, przecież to nie może już... Tak zostać, pomyślał, zaciekle trzymając się tej myśli. Przykryty kołdra, przekręcił się na prawy bok, starając się nie patrzeć na twarz drzemiącej przy jego łóżku matki. To było tylko draśnięcie, zadrapanie, podgryzienie...

Polała się krew, ale przecież szybko otrzymał pomoc. Okej był nieprzytomny, ale przecież to niemożliwe, żeby ta jedna – cholerna – noc miała teraz sprawić, że do końca życia będzie w każdą pełnię zmieniał w ponad dwumetrową, bezmyślną bestię! Uzdrowiciele coś wymyślą. Muszą. Przecież to nie mogło tak się skończyć. To był przypadek. Nieszczęśliwy wypadek. To nigdy nie miało się tak...

Drzwi wejściowe do sali uchyliły się, a do środka wpadło światło z korytarza. Erik momentalnie zacisnął powieki. Nieznajomy podszedł do jego łóżka, jednak nie odezwał się do niego, a jego matki.

— Pani Longbottom? Pani Longbottom, mamy nowe wyniki badań.

Skrzyżował palce pod kołdrą. To musiał być dobry znak, prawda? Musiał. Okaże się, że coś sknocili przy badaniu i tak naprawdę nic mu nie grozi. Tak, to musiało być to. Wierzył w to, że wszystko skończy się po jego myśli i tak będzie musiało być. Nadzieja jednak nie była matką głu...



— Co do... — wymruczał pod nosem, wstrząśnięty tym, że w swoich rozmyślaniach zawędrował tak daleko w przeszłość. Nie był do tego przyzwyczajony. Wspomnień ze spotkania z wilkołakiem, który go przemienił, wystrzegał się za wszelką cenę. W tym kolejnych dni, które spędził na obserwacji w szpitalu św. Munga.

Dopiero, gdy wspomnienie rozbrzmiało w głowie, zdał sobie sprawę, że coś było nie tak. Był świadomy tego, że powinien kojarzyć tę konkretną noc, w końcu z każdej otoczona była nieprzyjemnymi wspomnieniami, jednak zdał sobie też sprawę z tego, że poniekąd wymykała mu się ona w ostatnich dniach... A może nawet i dłużej. Zacisnął dłonie w pięści, aby po chwili rozluźnić palce. Pierwsze oznaki zaawansowanego wieku, a może coś więcej...? Ruszył dalej za Brenną.

— Właśnie wiem. To bardzo dobry kąsek dla zgłodniałej wilczycy po kilku godzinach intensywnego wysiłku fizycznego — odbił, odwracając wzrok od truchła, które przyszło im zbadać. Starał się skupić na możliwych śladach, które mógłby wykryć, jednak gdzieś z tyłu głowy cały czas, starał się poskładać do kupy, czemu zaliczył taki skok w przeszłość.

Przekrzywił głowę, kiedy siostra wpatrywała się przez dłuższą chwilę w jeden punkt. Podniósł się z ziemi i podszedł do niej, stając na palcach, jakby miało mu to jeszcze bardziej pomóc w dostrzeżeniu celu.

— Jakiejś jamy? — spróbował zgadnąć.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
24.09.2023, 18:32  ✶  
- Obstawiałabym podarki, zabicie wodza, jeśli ich nie przyjmował i kolejne podarki dla nowego.
Brenna wzruszyła ramionami, jakby chcąc w ten sposób pokazać, że nie wie, nie jest pewna. Voldemort był gotów na wszystko, dlaczego nie miałby wypuścić na kraj armii olbrzymów, skoro poważył się wejść do Limbo?
- Przecież nie musi nawet im rozkazywać. Wypuści taki klan na jednym końcu Szkocji, my ruszymy ich powstrzymać, a on w tym czasie zrobi coś w Anglii – westchnęła. – Gdybym chciała przejąć władzę nad krajem i miała armię olbrzymów, zrobiłabym właśnie coś takiego.
A Voldemort był przecież sprytniejszy od niej. Na pewno wpadłby i na takie zastosowanie olbrzymów i na kilka innych.
Nie dostrzegła, że Erik zaliczył moment zawieszenia, bo była wtedy jeszcze wilczycą, szukającą tropów. A potem… gdy sama walczyła o zachowanie wspomnienia, wymykającego się jej, próbującego gdzieś umknąć… nie odpowiedziała i na jego przytyk odnośnie dobrego kąska, chociaż normalnie by sobie tego nie darowała. Przesunęła palcami po skroniach, przez moment spanikowana, że może jakimś cudem spotykało ją to samo, co Mavelle… że może to było cudze wspomnienie, wnikające go umysłu, tak, że wydawało się własne…
…ale przecież pamiętała, co było przedtem, co było potem. Była wilczycą. Zmieniła się w Zakazanym Lesie. To było jej wspomnienie. Wpasowywało się idealnie w całą resztę, brakujący element układanki, którego zniknięcia Brenna wcześniej nawet nie dostrzegła.
Jak mogła zapomnieć?
– Ja… – zaczęła, kiedy zapytał o jamy. – Cholera, po prostu nagle…
Nie zdążyła jednak powiedzieć, co po prostu nagle. Bo dokładnie ze strony, w którą chciała wskazać, jako tę, z której dobiegał straszliwy smród… dobiegł ryk. A potem spomiędzy skał wyłoniła się postać. Nie był to olbrzym – na całe szczęście – ale sytuacja wcale nie była wiele lepsza. Istota, która wygrzebała się z jamy, miała dobre jedenaście stóp wysokości, bladoszarą skórę, łysą czaszkę, a w ręku trzymała ogromną maczugę.
Troll górski zwrócił na nich spojrzenie.
A potem… ruszył biegiem w ich kierunku.
Szarżował prosto na Erika, na całe szczęście był jednak na tyle wolny, że Erik miał jeszcze szansę wykonać unik…

Rzuty trolla


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#8
26.09.2023, 19:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2023, 20:13 przez Erik Longbottom.)  

Westchnął głęboko, przyznając tym gestem siostrze rację. Faktycznie, to było najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie. Ktoś pokroju Lorda Voldemorta nie byłby w stanie znieść słowa nie. Zwłaszcza z ust istoty niebędącej człowiekiem. Nie tolerował mugoli, a pewnie miał i ograniczoną cierpliwość do czarodziejów i czarownic czystej krwi, więc Erikowi trudno było uwierzyć, że okazałby olbrzymom łaskę, gdyby odrzucili jego ofertę.

— A planujesz przejąć władzę? — Uniósł pytająco brew. — Mamy szczęście, że jesteś po naszej stronie — przyznał kwaśno, będąc niejako pod wrażeniem kreatywności i pomyślunku swojej siostry. — Patrick powinien częściej konsultować z tobą plany organizacji. Może to właśnie takiego stylu przywództwa potrzebujemy, żeby ruszyć z kopyta.

Gdyby miał zgadywać, stwierdziłby, że przenikliwość Brenny wywodziła się w dużej mierze z jej czarnowidztwa. Kiedy wszędzie widziało się najgorsze możliwe konsekwencje, dostrzeżenie drobnych zdarzeń, które w przyszłości mogły wstrząsnąć światem, na pewno było prostsze. Co więcej, miała wysoko rozwinięte zdolności dedukcyjne. Tutaj akurat raczej nikt się temu nie dziwił. Praca w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów poniekąd zobowiązywała do tego, aby wypracować sobie tę umiejętność.

— Chyba faktycznie będziesz najodpowiedniejszą osobą do tego, aby poprowadzić w przyszłości moją kampanię na Ministra Magii. — Pokręcił głową. Jeszcze na początku roku uznałby taką propozycję za żart, jednak teraz, gdy był wypychany na przód celem obrony interesów rodziny i Zakonu... Nie byłby zaskoczony, gdyby droga celebryty zaprowadziłaby go do kuluarów Ministerstwa Magii.

Czy martwiło go to, że siostra potrafiła bez zająknięcia zasugerować tak brutalny, a przy tym błyskotliwy plan? W jakimś stopniu na pewno jednak zazdrościł jej też lotności umysłu. Chociaż uważał, że w gierkach słownych radził sobie całkiem nieźle, tak bezceremonialność Brenny mogłaby strącić z pantałyku nawet najlepszych mówców. Osobiście Erik miał nadzieję, że nie podpadnie nigdy siostrze na tyle, aby ta musiała sięgnąć po tę broń w starciu z nim. Bez względu na to, jak bardzo by sobie nie nadepnęli na odcisk, tak zawsze byli dla siebie oparciem.

Zwłaszcza tuż po przemianie, rozpamiętywał Erik. Podczas pobytu w Mungu nie przyjmował zbyt wielu gości. Nie chciano rozgłosu, nie chciano plotek, a przede wszystkim bano się konsekwencji. Po wakacjach miał przecież wrócić do szkoły, czy dyrekcja w ogóle wyraziłaby na to zgodę? Czy musiałby przejść na nauczanie domowe? Jak by się to odbiło na reszcie rodziny? Co mówiłyby media? W trakcie, gdy rodzice i dziadek gorąco dyskutowali o tych sprawach na szpitalnych korytarzach, to Brenna była zawsze przy nim, dotrzymując mu towarzystwa i...

Poczuł intensywne dzwonienie w uszach, a potem ból głowy, który sprawił, że na moment aż się skulił w sobie. Jakby ktoś mu wbijał szpilkę w samo centrum mózgu. Czy wspomnienia naprawdę powinny tak boleć? A może to po prostu efekt zbyt długiego przebywania w górach? W końcu był nizinnikiem, a nie góralem. To by wyjaśniało, czemu trzymał się go taki dziwny humor.

— Co do... — zaczął, gdy spomiędzy skał doszedł ich potworny ryk. Erik cofnął się o krok, jednak szybko miało się okazać, że było to za mało, aby ukryć się przed zagrożeniem.

Troll górski. Szarżujący. Prosto. Na. Niego. Kurwa. Skok w bok był jedyną odpowiedzią, jakiej mógł udzielić. Machanie różdżką zajęłoby zbyt dużo czasu.



Aktywność Fizyczna: Erik próbuje zrobić unik
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!

Jakimś cudem Erikowi udało się uniknąć spotkania z rozjuszonym trollem. Miał jednak świadomość tego, że to wcale nie był finał tej rozgrywki.

— Jakiś mały ten olbrzym — sarknął do siostry, jednak wcale nie było mu do śmiechu. Wycofał się, licząc, że Brenna podąży za nim. — Teleportacja? Jak chcesz to rozegrać?

Jego wzrok powędrował ku monstrum, które na nich napadło. Te po tym, jak nie zdołało w niego trafić, miotało się obecnie na prawo i lewo, próbując rozeznać się w sytuacji. Nie minie jednak dużo czasu, zanim ponownie skupi na nich swą uwagę...



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
26.09.2023, 21:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2023, 22:19 przez Brenna Longbottom.)  
Była bezceremonialna. Przynajmniej w gronie osób, którym ufała - na tyle, na ile Brenna umiała komukolwiek zaufać, zwłaszcza po roku 1970. W pewnych sprawach zresztą ta bezceremonialność wylewała się z niej także na co dzień, niezależnie od tego, kto jej akurat towarzyszył.
Chociaż wykorzystywania olbrzymów do zasiana grozy w kraju na pewno nie komentowałaby do każdego. Erik był jednak jej bratem. Członkiem Zakonu.
- Przejmować władzę? Po co? Władanie innymi na pewno jest bardzo nudne - powiedziała tylko Brenna, nie rozwijała już jednak tematu.
*

Z ust Brenny wydobył się okrzyk, kiedy wielki troll zaszarżował na jej brata. Schwyciła różdżkę, ale czar, który rzuciła, przemknął nad głową stwora, gdy ten się pochylił, atakując...
...Erik jednak uniknął ataku.
Tyle że troll ani myślał rezygnować. W tej samej chwili, w której Erik zaczął mówić do siostry, potwór odwrócił się ku nim, porywając głaz. Ten poszybował prosto ku Brennie - na tyle szybko, że udało się jej tylko uniknąć stania się bardzo martwą, i bardzo połamaną Brenną, ale już nie potoczenia się po trawie i wypuszczenia z dłoni różdżki.
A troll znów obrał za cel Erika. Może dlatego, że ten był wyższy. Albo trollowi nie podobał się zapach wilkołaka.
Pochylił się ponownie i pędem ruszył ku Longbottomowi...

Rzut Z 1d100 - 24
Akcja nieudana


rzuty trolla - ten dodatkowy to rzut w Bren


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#10
28.09.2023, 22:27  ✶  

Według Longbottoma, to fakt, że był jej bratem i znał ją od urodzenia, był dużo ważniejszym powodem otwartości Brenny. Owszem, przynależność do Zakonu Feniksa wiązała ich ze sobą jeszcze mocniej, jednak nawet w szeregach organizacji lojalność i zaufanie nie wyglądały jednakowo. Z każdym trzeba było wypracować swego rodzaju relację. Mało kto pokładał pełną wiarę w osobach, które nieraz widział po raz pierwszy w życiu. Bo i takim osobom mogło zdarzyć się, wylądować w szeregach Zakonu. Zwłaszcza w nadchodzącym czasie, skoro mieli wzmocnić rekrutację. Kto wie, czy Dumbledore nie przyśle im kogoś z zewnątrz?

— Faktycznie, źle się wyraziłem — poprawił się Erik, chociaż w głębi ducha wiedział, że siostra jedynie czepia się szczegółów. — Miałem na myśli obalenie obecnej władzy na świecie, zastraszanie społeczeństwa, a następnie pójście na emeryturę w jakiejś odizolowanej głuszy pośrodku niczego. W ten sposób na pewno być została zapamiętana.

Niestety, nie dane mu było zapoznać się z bliżej z taktyką, jaką planowała zastosować jego siostra. Ich przeciwnik zdecydowanie nie był w nastroju na to, aby dać im chwilę przerwy, aby przegadać wszystkie sprawy... I właśnie szykował się do ataku. Czemu to zawsze muszę być ja?, pomyślał, przeklinając w duchu swą atrakcyjną aparycję. Ładni zawsze mają ciężej na tym żałosnym padole łez.

To oczywiste, że troll zwrócił na niego uwagę ze względu na posturę ciała i to, że bardziej rzucał się w oczy. Poza tym, wbrew pozorom nie cuchnął zmokłym psem. To jest, o ile akurat nie wracał ze spaceru z psami. Jednakże, bez względu na to, co też zainteresowało trolla osobą Longbottoma, młody detektyw miał poważne kłopoty... Gdyż potwór ponownie rzucił się w jego stronę.

— No świetnie — wymamrotał, rozglądając się na boki. Nie musiał długo się zastanawiać. Planował ponownie uskoczyć w bok. Pytanie tylko, czy i tym razem mu się uda?


Aktywność Fizyczna: Erik próbuje zrobić unik
Rzut Z 1d100 - 30
Akcja nieudana


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2918), Erik Longbottom (3256)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa