23.09.2023, 15:14 ✶
Miała jakieś niedobre przeczucie. I nawet nie chodziło już o to, że nie ma szans na to, iż Arrow się oświadczy, tylko te dziury w pamięci, to gonienie własnego ogona, niepewność wspomnień? Nie wyglądało to dobrze.
Bardziej, jakby… jakby coś wymazało jej fragmenty pamięci, ale... czy w ogóle dało się komuś odebrać jego wspomnienia?
Kobieta powinna mieć dumę.
Zerknęła w stronę matki, rozważając coś. Wolał inną. Zazdrość i desperacja, to były całkiem potężne uczucia, na tyle potężne, żeby próbować zdobyć coś za wszelką cenę. Tylko, czy to o to chodziło?
Czy mogło o to chodzić? Czy to naprawdę mogłoby być możliwe? Bo też nie widać było, żeby Anne bardzo, bardzo mocno uderzyła się w głowę; od tego coś się czasem mogło pomieszać, zdaje się.
Zawahała się, zaciskając lekko palce na dłoni Anne. Czy powinna pójść tam z siostrą? A może jednak: powinna podejść sama do Marianne i spytać się jej, o co tu we wszystkim chodzi? Albo porozmawiać z kimś innym, zapytać o tym, co sądzi o danej sytuacji, o to, co dalej robić…? Tylko kto to mógłby być? Bo matka nie zdawała się jednak odpowiednią osobą do takich rozważań. Zauważyła dziwność własnej córki, ale…
- Dobrze, chodźmy do Marianne – zgodziła się cicho, wstając powoli – Zaraz wrócimy, mamo – obiecała. To tylko trzy kajuty dalej, tak?
Bardziej, jakby… jakby coś wymazało jej fragmenty pamięci, ale... czy w ogóle dało się komuś odebrać jego wspomnienia?
Kobieta powinna mieć dumę.
Zerknęła w stronę matki, rozważając coś. Wolał inną. Zazdrość i desperacja, to były całkiem potężne uczucia, na tyle potężne, żeby próbować zdobyć coś za wszelką cenę. Tylko, czy to o to chodziło?
Czy mogło o to chodzić? Czy to naprawdę mogłoby być możliwe? Bo też nie widać było, żeby Anne bardzo, bardzo mocno uderzyła się w głowę; od tego coś się czasem mogło pomieszać, zdaje się.
Zawahała się, zaciskając lekko palce na dłoni Anne. Czy powinna pójść tam z siostrą? A może jednak: powinna podejść sama do Marianne i spytać się jej, o co tu we wszystkim chodzi? Albo porozmawiać z kimś innym, zapytać o tym, co sądzi o danej sytuacji, o to, co dalej robić…? Tylko kto to mógłby być? Bo matka nie zdawała się jednak odpowiednią osobą do takich rozważań. Zauważyła dziwność własnej córki, ale…
- Dobrze, chodźmy do Marianne – zgodziła się cicho, wstając powoli – Zaraz wrócimy, mamo – obiecała. To tylko trzy kajuty dalej, tak?