Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
—05/06/1972—
Port, Niemagiczny Londyn
Erik Longbottom & Nora Figg
Longbottomów na tle innych rodzin wyróżniało to, że nawet w najtrudniejszych chwilach potrafili znaleźć przysłowiowego promyki nadziei na lepsze jutro. Mieli to we krwi. Tak przynajmniej lubił myśleć Erik, chociaż Brenna ze swym czarnowidztwem zdawała się do bólu skupiona na tym, aby zaprzeczyć tej tezie. Pomimo wielkich chęci, nawet Erikowi ciężko było uwierzyć, że zaledwie miesiąc po wielkiej tragedii świata czarodziejów w formie katastrofy na Beltane, świat mógł tak po prostu ruszyć do przodu i... rozkwitnąć.
Wydawało się to być niemalże nie w porządku. Czyż świat nie powinien być szarobury, pogrążony w niekończących się opadach deszczu, co by uzmysłowić wszystkim, że dobre czasy już przeminęły i może być tylko gorzej? Cóż, przeznaczenie najwidoczniej miało inne plany, gdyż pobłogosławiło Anglię niemalże sielankową pogodą. Na niebie nie było widać ani jednej chmurki, a trawniki i parki kwitły w takim tempie, że trudno było uwierzyć, że nie dzieje się tak z interwencji czarodziejów z sąsiedztwa.
W sumie mógłby być gorszy na odebranie najnowszej „inwestycji”, pomyślał przelotem Erik. A nie był to najtańszy wydatek w jego życiu. Gdyby wprowadził w to wcześniej siostrę i kuzynki, to pewnie dostałby po głowie za to, że trwoni pieniądze w dobie kryzysu. Należało mu się chyba jednak coś od życia, czyż nie? Longbottom zszedł po schodach prowadzących do przystani, rozglądając się czujnie na prawo i lewo.
Przechadzało się tędy wprawdzie parę osób, w tym nawet kilka par z dziećmi, jednak nie było tu tłumów. A to było dosyć istotne. Bądź co bądź, Longbottom sam nie do końca wiedział, czego powinien się spodziewać. Chociaż zakupił jacht już dobre dwa miesiące temu, tak nie widział go jeszcze po renowacji. Jego wzrok zaczął błądzić po burtach zacumowanych w okolicy łódek, licząc, że natrafi na swoją Ersę.
— Może to nie ta przystań? — Zmarszczył brwi, powoli czując, że stres zaczął nad nim brać górę. Wyszarpał z kieszeni spodni zmięty list od mechanika, zerkając na nakreślony w wiadomości adres. To, że zrobiłoby mu się przykro na wieść, że został oszukany na tak wysoką sumę, byłoby ogromnym niedopowiedzeniem. Poruszyłby wszystkie możliwe departamenty, żeby odzyskać łódkę. Do diabła z kasą! Nastawił się na ten jacht i zasługiwał na to, żeby... — O! Już jesteś!
Odetchnął z ulgą, gdy jego spojrzenie padło na Norę Figg. No tak, przecież umówił się z nią w tym konkretnie miejscu. Wolał nie informować jeszcze rodziny o tym, że załatwił sobie prywatną łódź. Widział ją przed remontem i wyglądała... Niezbyt dobrze. Pordzewiała, elementy barierek odpadały, a w środku był istny bajzel, jakby ktoś się tam włamał, a potem pomieszkiwał przez dwa tygodnie.
— Wyglądasz dziś... Zjawiskowo? — Uśmiechnął się pod nosem, czując, jak przyjemne ciepło rozlewa się po jego ciele, im dłużej przygląda się blondynce. Pokręcił głową, odcinając się od tych myśli. — Jak tam moja ulubiona chrześnica? Korzysta z wakacji?
Sam prezentował się dzisiaj niewiele gorzej od panny Figg. Chcąc wykorzystać dobrą pogodę, zarzucił na siebie pastelowo-niebieską koszulę z szerokim kołnierzem i długimi rękawami, beżowe spodnie z rozszerzającymi się ku dołowi nogawkami i letnie buty. Chociaż nie miałby nic przeciwko temu, aby paradować o tej porze roku w służbowych ciuchach, tak przebywali w mugolskiej dzielnicy Londynu, Musiał się nieco powściągnąć.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞