• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[19.07.1972] Laurent & Philip || It's the dinner conversation no one talks about

[19.07.1972] Laurent & Philip || It's the dinner conversation no one talks about
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#1
29.09.2023, 22:09  ✶  
It's been my best kept secret for a while now
No one ever sees it but it's all around
Its the dinner conversation no one talks about
Don't know how much longer I can keep this down

Czuł na sobie spojrzenia Laurenta, szukającego u niego oznak poirytowania, złości i utraty cierpliwości. To nie była wina samego Laurenta, że do nich doczepił się ten dziennikarz. Przez to oczekiwanie aż ten wywiad dobiegnie końca jedynie bardziej zgłodniał. I to był jeden z wielu powodów, dla których tak chętnie pożegnał uściskiem dłoni tego dziennikarza. Nie obejrzał się nawet w jego stronę, za to spojrzał na idącego po jego prawej stronie mężczyznę.

— Nie masz za co przepraszać. Też się tego nie spodziewałem. Jak dotąd to mnie zaczepiają dziennikarze. Było to zaskakujące. Nie cierpię polityki! Zawsze, gdy przychodzi mi odpowiadać na takie pytania podczas zaplanowanego wywiadu, za tym stoją prawdziwi specjaliści od wizerunku medialnego. Całkiem dobrze sobie z tym poradziłeś. — Jak się można spodziewać, Philip się posłużył się wariantem swojej zasady nigdy nie przepraszaj. Za to powinien przepraszać ich ten dziennikarz. Teraz mógł skomentować zaistniałą sytuację i bardzo chętnie to uczynił. Polityka stanowiła jego najmniej lubiany motyw wywiadów. Jedną z zalet bycia gwiazdą było to, że otaczał się ludźmi, którzy byli w stanie ująć wszystkie jego poglądy na dany temat w odpowiedni sposób, tak aby nie wywołać gwałtownej reakcji wśród czytelników. Zwłaszcza, że on słynął ze swojej bezpośredniości. Laurentowi należało się uznanie za poradzenie sobie bez udziału takiego zespołu.

Początkowo faktycznie zmierzali w kierunku ulubionej restauracji Philipa, jednak w pewnym momencie skręcił w zupełnie innym kierunku. Zmieniając obraną przez nich trasę, prowadził młodszego mężczyznę w stronę nie zachwalanego lokalu, tylko swojego domu na Ulicy Pokątnej. Było to podyktowane wieloma czynnikami, przede wszystkim tym że był już bardzo głodny i tym, że należąca do niego kamienica była bliżej. Przygotowując coś własnoręcznie również będzie to znacznie krócej trwało, niż w restauracji. Zdecydował, że do niej zaprosi Laurenta innym razem.

— Wchodzisz i zostajesz czy mam podać Ci adres tej restauracji? — Zatrzymał się dopiero pod drzwiami wejściowymi, które zamierzał dopiero otworzyć kluczem. Po ich otworzeniu i przekroczeniu progu pozostawił Laurentowi podjęcie decyzji odnośnie tego, czy chce wejść do środka czy ich spotkanie zakończy się na progu tego domu. Nie zamierzał zdejmować butów, za to zsunął z ramion marynarkę i rzucił ją na kanapę. Kucnął na moment, głaskając i tarmosząc za uszami swoje dwa psidwaki, które postanowiły przywitać swojego pana.

— Na słodko czy wytrawnie? — Zapytał wprost Laurenta, jeśli ten zdecydował się wejść do środka i zamknąć za sobą drzwi. Było oczywiste, że pytał o rodzaj śniadania, które mieli niebawem zjeść.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
29.09.2023, 23:28  ✶  

Wrócić na tory tego, o czym mówili, powrócić do zadawanych pytań, do tego małego podejścia, jakie robił do Philipa. Tworzył wokół tego całą otoczkę, jak pająk który powolutku przędzie swoją sieć. Musiała być w końcu idealna, by wyłapywać nawet krople porannej rosy. Potem przechodził przez nią człowiek, nieuważny, nie potrafiący docenić jej piękna, bo nawet jej nie zauważył. Klął jedynie w głos, że coś się do niego lepi, że obrzydliwe, że cholerne pająki. Tak reagowali ludzie. Odchodzący Bagshot kląć to nie klął, wydawał się wręcz całkiem zadowolony. Można było podejrzewać, że Laurent spełnił jakieś jego oczekiwania, przynajmniej on sam miał takie mniemanie o tym zajściu. Spodziewając się wywiadu przygotowałby się o wiele lepiej, miałby o wiele gładszą gadkę i nie, nie potrzebował od tego piarowca, chociaż druga głowa była zawsze przydatna z prostego powodu - druga osoba może zwrócić uwagę na rzeczy, których ty sam nie widziałeś. Człowiek był ograniczony własną wyobraźnią. Właśnie dlatego Laurent bardzo chętnie radził się innych i kiedy miał jakiś pomysł to go konsultował z osobami trzecimi. Czasami nawet takimi, które nie miały niczego wspólnego z tematem - i to też było celowe. Tak jak pytał Norę o to, co sądzi o tej zmianie praw, ewentualnej, czy ona, jako prosta cukierniczka, widziała to jako coś dobrego? Zdawał sobie przecież sprawę z tego, że jego głowa wędrowała po ideałach ludzkich i szukała utopii w świecie pełnym brudu i węgla. Wszystko to dlatego, że znał podstawę - przecież diament pod względem chemicznym był czystym węglem.

- Mnie również zaskoczyło nie mniej od ciebie. - Zapewnił go, gdyby miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego. Różniło ich głównie to, że Laurent rozumiał powodu kierujące tym mężczyznom i wiedział, że jego pytania nie były przypadkowym zbiorem randomowej garści wylosowanej z woreczka. Były całkiem konkretne i kręcące się wokół jednego tematu, pewnie sięgałyby głębiej, gdyby nie to, że panowie podziękowali mężczyźnie. - Ludzie nie chcą czytać i słuchać o prawdzie. Tak samo jak dziennikarze chcą pisać o sensacjach i podkoloryzowanej rzeczywistości. Dawanie im potencjalnej pożywki to... ale dobrze o tym wiesz. Dlatego w końcu masz osoby, które powstrzymają twój cięty i zbyt szczery niekiedy język. - Czy to był komplement, czy może przygana? Tak naprawdę ani to, ani to - stwierdzenie faktu. Kwestia tego, czy Philipowi się to spodoba, że z ust Laurenta nie będzie już płynął sam miód było jednym z wielu elementów do weryfikacji. Nie chciał przebywać przy osobie, przy której musiałby się ciągle pilnować. Nie chciał się pilnować. Nie chciał ciągle maniakalnie dobierać idealnie biżuterii do tych stroi, nie chciał przyglądać się sobie samemu w lustrze i stwierdzać, że nie wie, czemu wszyscy widzieli pięknego anioła w tej twarzy. Było bardzo wiele rzeczy, których nie chciał i nie potrzebował. Ale jak niczego innego potrzebował akceptacji i poczucia bezpieczeństwa. - Dziękuję. Kupowałem sobie czas na przemyślenie odpowiadając mu pytaniem na pytanie. Ludzie zazwyczaj tego nie zauważają, a to bardzo prosta sztuczka. Może kiedyś ci się przyda. - Uśmiechnął się ciepło w kierunku blondyna, ale to był już uśmiech szczery. Więc... co go w sumie różniło od identycznego, jaki posłał dziennikarzowi? Ano właśnie... nic. Przynajmniej na wierzchu.

Nie zwrócił uwagi na to, gdzie niosą ich kroki, dopóki nie weszli na znajomą uliczkę, gdy ta konwersacja się toczyła i nie stanęli przed znajomymi kamieniczkami. Serce zaczynało mu trochę mocniej bić, jakoś teraz, nagle, to miejsce nie kojarzyło się dobrze. Spojrzał z lekkim zaniepokojeniem na plecy Philipa, który wszedł na klatkę schodową, a potem otworzył drzwi, żeby zaprosić go do wnętrza. Sztorm myśli przesunął się przez jego głowę. Czemu tutaj? Czy to wszystko miało zatoczyć jakiś wielki krąg i jednak wrócić do początków? Ale jak ta głupia owca na rzeź zamiast pytać i wyrażać niepokój po prostu szedł za Philipem. I wszedł do środka również nie ściągając butów, znając zasady tu panujące jak świat światem. Powiódł spojrzeniem po otoczeniu, automatycznie obejmując się rękoma, jakby zrobiło się zimno.

I zaraz przeniósł wielkie oczy na Philipa. Niemal sarnie - duże, wdzięczne, pełne niewinności i spłoszenia. Różnił je chyba tylko kolor w tym krótkim momencie, nim sekundę później złapał rezon. Ale cisza z jego strony przedłużyła się na kolejne cztery. Że co? Zabrakło mu odpowiedzi - nie to, że mądrej. Jakiejkolwiek.

- Nie przepadam za słodkościami. - Nie to, że zawsze nimi gardził, oj nie, nie. Po prostu rzadko je jadał, a zresztą najlepszą jego dietą była sałata z sałatą i odrobiną sałaty. Aktualnie zresztą nie jedzenie mu było w głowie tylko próba dopasowania się do tej dziwnej i niespodziewanej sytuacji. Opuścił ręce wzdłuż ciała, nie chcą pozostać w tej pozycji - zamkniętej. Zsunął marynarkę z ramion, wziął tę od Philipa i poszedł je odwiesić na wieszaki. Tam, gdzie zawsze. Zaraz jednak wrócił do Philipa, który się zakotwiczył w... kuchni. - Co ty robisz? - Nie, niedowierzał własnym oczom. Nie rozumiał. Widział, ale do niego nie docierało. A szok zamiast maleć to tylko rósł.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#3
30.09.2023, 10:04  ✶  

Philip zarazem chciał dowiedzieć się, o czym będą musieli porozmawiać i zarazem obawiał się tej rozmowy. Był to swoisty strach przed nieznanym. Za tym stała świadomość, że przebieg tej rozmowy mógłby mu się nie spodobać. Podczas ich ostatniej rozmowy również niektóre jej momenty nie przypadły mu do gustu, choć na to nie mógł nic poradzić. Na to nie dawało się dobrze przygotować. Za sprostaniem temu nie będzie stać grupa specjalistów, którzy nie poinstruują go, co ma zrobić albo powiedzieć w danym momencie, jak się zachować w obliczu nieznanego.

— Dobrze o tym wiem. Jestem ulubieńcem Aarona Skeetera. Być może czytałeś jego artykuły na mój temat. Robią kawał dobrej roboty. — Stwierdził nie szczędząc sarkazmu podczas wspominania o swoim ulubionym dziennikarzu, goniącym za tanią sensacją z jego udziałem. Skeeter zdawał się ubóstwiać publikować artykuły na jego temat, zwłaszcza o jego romansach albo oskarżać go o sprzedawanie meczy. Gdyby nie ci wszyscy ludzie, odpowiedzialni za jego wizerunek, to ten pismak miałby znacznie więcej pretekstów do pisania na jego temat. Bo miał cięty język i bywał aż nazbyt szczery, co nie stało w sprzeczności z tym, że potrafił skutecznie kłamać. O ile tego chciał albo potrzebował.

— Skorzystałbym z niej w sytuacji, gdyby jakiś dziennikarz zadawał mi bardziej niewygodne pytania, na które chciałbym uniknąć odpowiedzi. — Odwzajemnił posłany mu ciepły, szczery uśmiech... przynajmniej w jego odczuciu. Nie zamierzał w tym momencie zaglądać pod powierzchnię tego gestu ze strony młodszego blondyna w poszukiwaniu w nim drugiego dna.

Zrealizowanie podjętego pod wpływem impulsu zamiaru przebiegło prawie bez zarzutu. Nie sposób było nie czuć na swoich plecach lekko zaniepokojonego spojrzenia Laurenta, z którego ust nie padło w tym momencie żadne słowo. Pozostawił mu wybór. Przekroczenie progu tego domu było tym lepszym wyborem. To, czy było jednak słusznym, to się jeszcze okaże. Nie uszło to jego uwadze, że Laurent obejmuje się rękoma, jakby zrobiło mu się zimno. W środku akurat było przyjemnie ciepło - nie za gorąco i nie za zimno. Błysk jako skrzat domowy spisywał się znakomicie.

Zatrzymał się na moment, poświęcając dłuższą chwilę na analizę skupionego na nim spojrzenia. Właśnie przez zawartą w nich gamę emocji, starając się zweryfikować ich prawdziwość lub zajrzeć pod stworzoną z nich maskę. Na domiar tego Laurent nie wypowiedział ani jednego słowa. Jakiegokolwiek. Nawet się nie zająknął. Trudno było mu przewidzieć, czy otrzyma jakąkolwiek odpowiedź na swoje pytanie. Dlatego rozważał jego ponowienie.

— Zapytałem, czy wchodzisz i zostajesz. — Poszedł za ciosem, być może pogłębiając stan, w którym najwyraźniej znajdował się Laurent. Zupełnie, jakby sprawdzał wpływ wypowiedzianych przez siebie słów na swojego gościa.

— Zatem wytrawne. — Philip tymi słowami podsumował podjętą przez Laurenta decyzję. W przeciwieństwie do niego uwielbiał słodycze i dania przyrządzane na słodko, także na śniadanie. Przygotowanie i spożycie wytrawnego śniadania nie stanowiło dla niego problemu, gdyż czekał na niego upieczony przez Błyska sernik. Wystarczyło po niego sięgnąć. Powieszenie na wieszaku należącej do niego marynarki postrzegał jako jeden z tych miłych gestów, tym bardziej że później musiałby to sam zrobić albo pozostawić to Błyskowi. Dowodziło to również tego, że tutaj Laurent czuł się mniej lub bardziej swobodnie, bo ktoś na jego miejscu raczej zapytałby o pozwolenie albo nawet się na to nie zdobył. Nie było to również coś, czego od niego wymagał.

— Śniadanie. Obawiasz się, że nie będzie Ci smakować? — Przed przystąpieniem do jego przygotowywania rozpiął mankiety koszuli i podwinął jej rękawy aż do łokci. Kuchnia stanowiła zwykle jedno z miejsc pracy Błyska, który przez większość czasu dbał o wyżywienie swojego pana. Philip rzadko gotował dla siebie, jeszcze rzadziej dla innych. Nie oznaczało to, że tego nie potrafi.

Skoro miało być wytrawnie to postanowił przygotować dwa omlety tak zwane z prawie wszystkim, co znalazł w spiżarni i co do siebie pasowało: szynką, serem i warzywami. Nie było to skomplikowane danie, przez co było dobrym wyborem na szybkie śniadanie. Będzie doskonale smakować z kawą, którą zamierzał wypić w swoim ulubionym kubku w złote znicze. Podczas gotowania podkarmiał pod stołem swoje psidwaki, które - jak dobrze wiedział - będą dopominać się smacznych kąsków od swojego pana i jego gościa.

O ile gotowanie nie sprawiało mu problemu, tak organizacja pracy pozostawiała wiele do życzenia - efektem tego był pełen zlew naczyń, które potem Błysk będzie musiał pozmywać. Philip wiedział, że skrzat zrobi to z ochotą. On natomiast zmywać naczyń wprost nie cierpiał i dlatego był zadowolony z tego, że Błysk go w tym wyręczy.

— Podano do stołu. — Stwierdził w chwili stawiania na kuchennym stole dwóch talerzy i kubków z kawą.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
30.09.2023, 11:49  ✶  

Och tak, mimo braku zainteresowania sportem Laurent interesował się, co słychać u Philipa. Chociażby dlatego, że potem mógł go zagadywać o różne rzeczy, kiedy leżeli w półmroku rozjaśnianym przez światło kominka czy zapalonej przy łóżku lampce. Więc i miał do czynienia z różnymi dziwnymi artykułami, które padały na jego temat - tymi bardziej czy mniej prawdziwymi. W większości naprawdę było widać, jeśli tylko ktoś go znał, że odpowiednie osoby, znające się na temacie psychologii ludzkiej, przygotowywały go do spotkania z dziennikarzami. Grunt, że Nott rozumiał, jak istotne jest udzielanie poprawnych odpowiedzi i to, że ludzie prawdy nie chcieli słyszeć. Szczególnie takiej, która mogła być bardzo obraźliwa. Philip do takich prawd miał niezwykły talent. Rzecz powiedziana na różne sposoby miała odmienną moc, ale chyba już o tym było? Sarkazm więc był bardziej niż zrozumiały - nie tylko z głosu, ale głównie z merytoryki. To było przykre. Życie gwiazdy może i potrafiło być słodkie, ale miało również bardzo wiele elementów, które słodyczy nie miały w sobie żadnej. Były tylko poszarganymi nerwami i paniczną potrzebą chronienia swojej prywatności. Nie, nie chciałby mieć takich problemów. Nawet nie wiedział, czy byłby w stanie wytrzymać taką presję i pod nią żyć. Potrzebna chyba była chyba stalowa czy żelazna wola kogoś takiego jak Nott, żeby to wytrzymać i jeszcze się przy tym wszystkim cieszyć. Łatwo w końcu patrzeć tylko i wyłącznie na jasną stronę księżyca - ona była przez wszystkich kochana. Tak jak łatwo było spoglądać na czyjąś twarz i kochać tylko te cechy, które wylewały się jako pierwsze. W końcu nie miał złudzeń, że gdyby nie wyglądał, jak wygląda, większość spotkań, jakie miał, nie skończyłyby się tak samo.

Sposób, w jaki Philip powtórzył swoje pytanie zabrzmiał dokładnie tak samo, jak Edward, kiedy się niecierpliwił. Niby pytał, ale oczywistym było, że to żaden wybór, żadne pytanie - to było tylko ponaglenie, żeby czynność została wykonana. Zawsze go to rozstrajało i szarpało dodatkowo struny nerwów już i tak napiętych, gdy jego mózg ruszał z kopyta. Należało go powstrzymać na etapie, na którym dopiero dopiero nabierał rozpędu, bo gdy już puści się cwałem w przód to nie będzie mądrych do ratunku póki się nie wymęczy biegiem. Więc tak, to było słuszne przypuszczenie, że było to dorzucenie kilku kamyczków do ciężaru, z jakim się aktualnie siłował.

- Słyszałem, o co pytałeś. - Odpowiedział z dystansem, zamykając na parę sekund oczy, biorąc powolny wdech, żeby równie powoli wypuścić dwutlenek węgla z płuc. - Przecież wszedłem. - Potrzebna było koniecznie na to słowna deklaracja? - Nie naciskaj. Wystarczającą niespodziankę sprawiłeś, żeby mi zamieszać w głowie. - Niespodzianki mogły mieć różny wydźwięk - pozytywny jak i negatywny. Ta jedna, konkretna, przygotowana przez Philipa (albo raczej całkowicie spontaniczna) na razie pląsała się na poziomie neutralnym i dopiero mogła nabrać swoich barw w zależności od słów, jakie tu padną oraz czynów, jakie zostaną wykonane. Jak mural, który ma zostać namalowany przez dwóch różnych artystów bez żadnego wspólnego ustalenia motywu ani kolorów przed przystąpieniem do prac.

Bardzo powoli i ostrożnie wkroczył do kuchni, z wielkim zaciekawieniem patrząc, jak Nott zaczął się po niej uwijać. O paradoksie - jakby był u siebie. Szok, prawda? Wydaje się to śmieszne, ale dla Laurenta to był szok. On ledwo wiedział, gdzie jest cukier w jego domu, bo sam nie słodził, a co dopiero znaleźć jajka, warzywa, a mąka? Dopóki Elaine nie postanowiła zrobić w jego domu jabłecznika to nawet nie zdawał sobie sprawy, że tyle produktów jest w jego kuchni. Ale Philip urzędował tutaj sobie jakby nigdy nic. Chyba nawet zadowolony? Takie sprawiał wrażenie. Laurent przyglądał mu się z tą ogromną ciekawością, zdziwieniem i podziwem włącznie. Tego o nim nie wiedział - że potrafił gotować. Może i omlet nie był daniem wybitnie trudnym do zrobienia, ale bogowie - nawet jakby to był najmniej smaczny w życiu Laurenta omlet to i tak byłby w pewien sposób jednym z tych najlepszych. Napełniało go to... sam nie wiedział, czym dokładnie. ale czuł te przyjemne uniesienie, czuł tę przyjemną rozkosz płynącą z prostej chwili, kiedy po prostu obserwował, nie wchodząc Nottowi w drogę. Nadal niedowierzał temu, co widzi. I nie chodzi nawet o to, że potrafił gotować. Raczej o to, że gotował im śniadanie. Czy kobietom, których nie wstydził się zatrzymywać nawet i do południa również przygotowywał tak gotował..?

- Nie, nie przyszło mi to nawet do głowy, po prostu... - Po prostu co? Jak to ująć, określić? - Nie wiedziałem, że potrafisz gotować. I nie pomyślałem, że będziesz kiedyś gotował... nam... śniadanie. - Laurent wcale nie brzmiał jak szczęśliwy człowiek, mówił jak na siebie cicho i bardzo wolno, jakby nie chciał podnosić swojego głosu nawet o decybel głośniej, bo bał się, że coś pęknie, że coś się tutaj rozbije i pryśnie jak kolorowa bańka mydlana unosząca się przed twarzą dziecka. Tylko obecność psidwaków, z którymi się przywitał z opóźnieniem, na moment oderwały go od tego obrazka.

Ale kiedy usiadł przy stole, kiedy zadowolony z siebie Nott siedział już z kubkiem kawy, kiedy psy ocierały się o nogi i kiedy ten zapach dotarł do Laurenta coś zaskoczyło w jego głowie. Coś, co sprawiło, że jego oczy rozbłysnęły, że jego twarz przyozdobił anielski uśmiech, tak ciepły i szeroki, pełen wzruszenia i szczęścia.

- Smacznego. - Odpowiedział ciepło, z radością, przymykając aż oczy w tym uśmiechu wręcz beztroskim, sprawiającym, że Prewett wydawał się młodnieć o kila dobrych lat. Po tych latach, różnych bankietach, kolacjach bardziej czy mniej oficjalnych Philip zdecydowanie nigdy nie widział, żeby wiecznie dłubiący z nieszczęściem Laurent w talerzu jadł coś z takim smakiem i prawie tak, jakby bał się, że ten talerz mu ktoś zaraz zabierze. W zasadzie wydawał się w takich skowronkach, jakby zaraz miał tu zacząć nucić pod nosem. - Ale dobre. - Pochwalił pracę ich dzisiejszego kuchmistrza.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#5
30.09.2023, 16:58  ✶  

Przez wszystkie lata ich znajomości Philip postrzegał to zainteresowanie ze strony Laurenta swoją osobą za bardzo miłe, zwłaszcza że wydawało mu się szczere. Jeśli kiedyś w prasie się pojawi artykuł, że znany sportowiec złamał dziennikarzowi nos to prawdopodobnie jego bohaterami będzie on i Aaron Skeeter. Nie będzie to dobre dla jego wizerunku, ale jego cierpliwość do tego pismaka miała swoje granice. W przypadku Skeetera nie dawało mu się nie dawać pożywki do tworzenia taniej sensacji, gdyż ten mężczyzna działał w jego opinii na zasadzie jeśli nic nie wywęszę to wymyślę jakąś bzdurę i to się sprzeda. Były sfery jego prywatności, które usilnie starał się chronić. Było tak wiele rzeczy, które nie powinny wyjść na światło dzienne.

Nie powinien wypowiadać się w ten sposób, jednak dobrze wiedział z czego to wynikało. Chciał wiedzieć, na czym stoi w tym momencie. Chciał w jakimś stopniu konkretów. Tym bardziej że zamierzał zrobić coś, czego dotąd nie zrobił przez wszystkie lata ich znajomości. To zamieszanie w głowie nie było jednostronne, w dodatku było pogłębiane przez samego Laurenta.

— Masz rację... nie powinienem był Cię naciskać. To była spontaniczna decyzja. — Wypowiedziane przez niego słowa w jakimś stopniu mogły uchodzić za przeprosiny, nawet jak nie padło to przepraszam. Jak dotąd nie żałował podjęcia decyzji o zmianie miejsca, w którym zjedzą śniadanie i nie chciałby tego zacząć żałował. Zapraszając go też do siebie stworzył względnie komfortowe środowisko do odbycia zapowiedzianej w listach rozmowy, o ile Laurent sam ją zacznie. On tego nie zrobi.

Jest panem tego domu i, pomimo posiadania służby w postaci skrzata domowego, powinien się orientować się w kwestii tego, co gdzie jest. Gotowanie potrafiło być przyjemne, o ile wiedziało się co robić i nie trzeba było później sprzątać. Poruszając się po swojej kuchni czuł na sobie zaciekawione, pełne zdziwienia i podziwu spojrzenie swojego gościa. Podczas podążania Aleją Horyzontalną powiedział, że Laurent mógłby przywyknąć do spożywania z nim śniadań w restauracji. Spożywanie śniadań przygotowanych przez niego w domowej kuchni to był wyższy poziom, zwłaszcza że przez te wszystkie lata po wspólnie spędzonej nocy rozstawali się na długo przed śniadaniem.

— Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. Nie przywyknąłbyś do tego? — Stwierdził z delikatnym uśmiechem, uwydatniającym dołeczki w policzkach, jednocześnie podszytym odczuwanym przez niego zmieszaniem. To wydawało się być przeznaczone dla kogoś, kto byłby na dłużej obecny w jego życiu, kogoś, kto nie opuszczałby tego domu przed świtem i jednocześnie to było coś, co było w zasięgu ręki Laurenta. Laurenta, który nie brzmiał na szczęśliwego i który mówił cicho, bardzo wolno.

Siedząc już przy stole z kubkiem kawy, nad talerzem ze swoim omletem, spoglądał dyskretnie na Laurenta i tylko tak mógł dostrzec w nim tę zmianę: ten ciepły i szeroki uśmiech, zawarte w nim wzruszenie i szczęście. Pogłębiło to odczuwane przez niego zadowolenie, nie tylko z siebie, ale z tego co właśnie miało miejsce. Udzielała mu się ta radość, ta beztroska i jak dotąd skrywane przez niego obawy zeszły na dalszy plan. Nie zniknęły całkowicie, bo to było niemożliwe, jednak straciły część swojej mocy. Przez to później mogą wrócić ze dwojoną siłą i zapewne tak będzie.

— Dziękuję i nawzajem. — Odparł w podobnym tonie, nie kryjąc odczuwanej przez siebie radości i beztroski, jaka płynęła z tej krótkiej chwili. Póki ona trwała. Nie dało się zignorować tego, że Laurent zdawał się wyglądać znacznie młodziej, podobnie jak tego, że po raz pierwszy jadł z takim smakiem, jak jeszcze nigdy podczas tych bankietów i wszystkich przyjęć. Nie zamierzał mu zabierać tego talerza, a zawsze znalazłaby się jakaś dokładka. Bardzo dobrze, że zamierzał wszystko zjeść, bo jego niedowaga rzucała się w oczy jemu, jako komuś kto dbał o zdrowie fizyczne. Jako sportowiec musiał utrzymywać ciało w dobrej kondycji i na to również składały się odpowiednie posiłki.

— Chcesz dokładkę? Bardzo mi smakowało. — Kierując się swoimi spostrzeżeniami względem Laurenta postanowił zaproponować mu dokładkę. W jego przypadku to zdecydowanie nie zaszkodzi, a nawet mogłoby pomóc w dłużej perspektywie czasu.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#6
30.09.2023, 21:36  ✶  

Rezonowali w tym momencie na trochę innym poziomie, z innymi potrzebami, a każda z nich brała się z niepewności drugiej strony. Tam, gdzie nie było pewnych ruchów rodziły się nieporozumienia. Łatwo było określić coś jak zły sygnał, negatywny, kiedy druga strona po prostu nie była nawet pewna tego, co chce nadać. Tak było tutaj. Trochę się mieszali, trochę się gubili, ale hej - żeby się odnaleźć czasem trzeba było pobłądzić, prawda? A oni chcieli odnaleźć - siebie wzajem. Siebie samych. Złapać za jakiś sens w tym, co jednak ich do siebie przyciągało, nadać temu formy i kształty. Cokolwiek to miało być. Czymkolwiek miało się stać.

- Ta spontaniczność nie jest problemem. Czasem potrzebuję chwili czasu na... dostrojenie się do sytuacji i miejsca. - Spróbował wyjaśnić to w jakiś prosty sposób. Nie zamierzał odmawiać Philipowi tych wyjaśnień, chociaż wcale też nie chciał mówić o wszystkim co krążyło w jego głowie. Czasem nie mówił o tym nawet Florence, a jeśli komuś się zwierzał to właśnie jej. Ta znajomość zaś była na zupełnie innym poziomie. Gdyby jednak nie wyjaśnił, nie powiedział, w czym tkwi tutaj rzecz, skąd bierze się jego reakcja, to jak Philip miałby zrozumieć? A chciał zrozumieć. Przynajmniej tak Laurentowi się wydawało - że chciał się uczyć... chyba jego. To wcale nie było dobre, kiedy tak w drugiej chwili o tym pomyślał. To mogło się zrobić strasznie niezdrowe - wszystkim tym, czego chciał unikać w swoim życiu, bo nie chciał zatopić się w jakimś nieszczęściu.

- Do twoich kuchennych popisów? Myślisz, że to coś, do czego powinieneś mnie przyzwyczajać? - Wydaje mi się, że nie, Philipie. Nawet jeśli to było naprawdę słodkie i powodowało tyle wzruszenia. A czy by mógł - na pewno. To był taki widok, którego mu brakowało w życiu. Który chciałby widzieć. Tylko... przecież nie mógł. Ani nikt z nim nie mógł doznać czegoś takiego. Wszystko to było snem, a chwile takie jak te tylko chwilowymi próbami pocieszenia siebie samego, że jednak nawet i tacy jak oni, wyklęci, mogli doświadczyć czegoś normalnego.

- O nie, dziękuję ci. Było to jedno z najlepszych śniadań, jakie miałem okazję zjeść. - Uśmiechnął się ciepło. Jego żołądek zdecydowanie nie był gotowy jednak na dokładkę. - Kiedy się nauczyłeś gotować? Albo kto cię nauczył? - Czy to było najważniejsze pytanie w tym wszystkim, co powinno zostać powiedziane? Zdecydowanie nie. Ale Laurent był rzeczywiście ciekaw. I tak, z całą pewnością było jeszcze sporo sekretów, które Philip chował poukrywane po kieszeniach. - Mówiłem, że zabierzesz nas do jakiejś szalenie drogie restauracji... - Zamruczał pod nosem, przymrużając przy tym oczy i umoczył usta w filiżance czarnej kawy. - Kto by się z takiego bezcennego śniadania wypłacił. - To nawet nie było pytanie tylko stwierdzenie. Och tak, to zdecydowanie było przyjemne, lekkie, takie inne. I takie nieodpowiednie. A może właśnie nie? Może tego potrzebowali? Tylko gdzie był początek a gdzie koniec tej linii? Jakaś granica, jakakolwiek? Anioł wcale nie czuł się dobrze, gdy nie mógł po swojej stronie otulić się własnymi skrzydłami, bo był zajęty próbami ustalenia tego, co działo się wokół niego i jak miał się poruszać. Tak, bo to było jak nauka chodzenia dla dziecka tylko cięższa. Bardziej skomplikowana i zawiła w ludzkich emocjach.

- Chciałbym się odwdzięczyć tym samym, ale niestety nie potrafię gotować. Poszukam więc kreatywniejszych sposobów na możliwość odpłacenia ci takim fantastycznym śniadaniem. - Może nie miał dwóch lewych rąk tak zupełnie, ale tak na dobrą sprawę za bardzo nie próbował, nie miał potrzeby. Przytrzymał filiżankę w dłoni w zastanowieniu, na moment milknąc, zanim ją odłożył, uśmiechając się ciągle pod nosem z niedowierzania, że Philip Nott zafundował mu taką niespodziankę. Naprawdę spodziewał się po nim wielu rzeczy, ale tym go zupełnie rozbroił.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#7
30.09.2023, 23:52  ✶  

Wszystkie oczekiwania zawsze weryfikowała rzeczywistość. Potrzebował tego aby to wszystko stało się proste, pozbawione chaosu i aby zagościł w tym wszystkim sens, którego nie potrafił znaleźć. To dzisiejsze spotkanie mogło mieć kilka zakończeń, jednak wszystko zależało od jego przebiegu. Na razie wszystko wydawało się iść po jego myśli. Było całkiem miło. Siedzieli sobie w kuchni podczas przygotowanego przez niego śniadania, pili kawę i rozmawiali powierzchownie muskając trudne tematy.

— Ostatnio przekonałem się jak to jest potrzebować czasu na to dostrojenie się do sytuacji, więc to rozumiem. — Po wysłuchaniu tych wyjaśnień odniósł się do tego momentu jak potrzebował dłuższego czasu na poradzenie sobie z sytuacją, w której się znalazł. Laurent to uszanował i w jakimś stopniu był mu winien to samo. W ostatnim czasie zwierzał się jedynie swojemu przyjacielowi, jednak jemu też nie mówił o wszystkim, co stało się w jego życiu w przeciągu tych kilku miesięcy.

— Do zaproszeń na śniadanie, z którymi one się wiążą. Rozsądnie byłoby odpowiedzieć że nie, jednak nie jest to niemożliwe. — W obu przypadkach odpowiedź wydawała się być jednoznaczna. Z zaproszeniem na śniadanie mogło wiązać się z zaproszeniem na kolacje, jeśli zostałyby spełnione pewne warunki... tyle, że nie zostaną.

— Dobrze. Nawet w najdroższej restauracji takiego nie zjesz. — Stwierdził z nieukrywanym zadowoleniem, które wyraził szczerym uśmiechem. Odsunął od siebie pusty talerz i oparł łokcie na stoliku, obejmując palcami swój kubek z pitą małymi łyczkami kawą. — Lata temu. Kiedy wybieram się pod namiot to nie będę zabierać ze sobą Błyska, który musi zarządzać domem pod moją nieobecność. Była to Złotogłówka, skrzatka domowa w moim domu rodzinnym. — Nie było to żadną tajemnicą, że Philip nawykł do wszelakich wygód i wspomniany przez niego namiot nie miał nic wspólnego z namiotami używanymi przez mugoli, tylko tymi przez czarodziejów. Po rozłożeniu one przypominały bardziej mały apartament - mieściły wygodne łóżko, część wypoczynkową i kuchenną z piecykiem. Pozwalało mu to spędzać czas na łonie natury bez utraty własnego komfortu.

— Nie pomyliłeś się. Tym nie musisz się martwić. — Zażartował jedynie. Dostawał coś w zamian za przygotowanie tego śniadania, które przed chwilą zjedli. Było zaskakująco miło, wręcz przyjemnie. Nawet jak to było coś nowego dla nich. Nowe nie musi oznaczać czegoś złego, jeśli odpowiednio się do tego podejdzie. Postanowił w pełni korzystać z tych chwil, póki one trwały. Prędzej czy później nadejdzie to, czego się obawiał i to najpewniej sprawi, że dobry nastrój pryśnie niczym bańka mydlana.

— Teraz to mnie zaintrygowałeś. — Odpowiedział z lekkim uśmiechem. Nie wymagał od niego tego rodzaju wdzięczności. Przeczuwał, że powinien na to mu pozwolić. Może zostać pozytywnie zaskoczony przez Laurenta, któremu nie brakowało przecież kreatywności. Pozostawało mu tylko poczekać.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#8
01.10.2023, 14:40  ✶  

Właściwie to było zaskakująco dobre odniesienie, więc Laurent uniósł brwi, otworzył szerzej powieki na parę chwil i pokiwał twierdząco głową, czy raczej - z uznaniem, że tak gładko znalazł sobie samemu punkt zaczepienia, porównał i uszanował drugą stronę. Tak zawsze było? Czy to wynik magicznej zmiany, jaka wyszła po Beltane? Philip nigdy nie był złym człowiekiem, nie chciał celowo dla kogoś źle, po prostu był niedelikatny. Ale nie ignorował drugiego człowieka ani jego potrzeb. Największym problemem było wyjaśnienie mu czegoś, co było sprzeczne z jego własną filozofią i charakterem. Na przykład tego, że Laurent nie potrafił mu wyjaśnić tego, że nie potrafił "nie przepraszać". Mógłby się zawziąć i tego nauczyć, był pewien, że Edward też by go zrugał od góry do dołu za takie zachowanie, ale nie miał siły ani ochoty na bardziej ostre przepychanki, kiedy można było po prostu dać temu przejść mimo uszu. Pozwolić się przeskoczyć, jak te zliczane przed snem owce kicające przez płotek. Jak widać jednak tych punktów odniesień szukał. Na ostatniej rozmowie też było widać, że chce zrozumieć, że się stara. Tylko wciąż - czy na pewno potrzebnie wobec osoby takiej jak on?

- Pozwolenie sobie na brak rozsądku nie należy do naszych luksusów, Philipie. - Jego głos był odrobinę cichszy, w uśmiechu pojawiła się nuta smutku, ale tylko jedna nutka, zaraz wszystko wróciło do normy. Troszkę bardziej stonowane, a jednak nadal czuł w piersi to przyjemne uczucie sprawiające, że miał ochotę śpiewać. Melodie same grały mu w głowie, kiedy przesuwał palcem po brzegu podstawki, na której stała filiżanka, żeby czasem jedna kropelka kawy nie ubrudziła obrusu. - Owszem, moglibyśmy być przyjaciółmi, którzy dokaźnie jedzą razem posiłki, nie byłoby w tym niczego dziwnego. Zadowala cię to? - Pytał lekko, ale w sumie to pytanie wcale nie było takie lekkie. Kręciło się wokół tych wszystkich "nie wiem" i "nie jestem pewien". Więc owszem - odpowiedź była jednoznaczna, ale pytanie, czy była satysfakcjonująca? Pokiwał głową z uśmiechem na jego odpowiedź na temat kuchennych nauk jego życia. Ciekawe. Rzeczywiście Philip bardzo dużo podróżował. Chyba, tak teraz myślał, zazdrościł mu tego życia. Powiódł wzrokiem po mieszkaniu, w którym akurat wytrzymać by nie mógł, ale to głównie dlatego, że nie mógłby żyć w Londynie.

Owszem, kreatywności mu nie brakowało, ale był bardziej ograniczony nią, niż się Philipowi wydawało. W tej chwili jednak cały ciężar tego, jak samego siebie można było nie doceniać, jak czuło się bezwartościowym, słabym, jak wewnętrznie brzydkim, choć na zewnątrz prezentowało się niemal zawsze idealnie znikał. Leżał u stóp i żeby go dosięgnąć musiałby się schylić. W każdym momencie te diabły mogły powstać i znów szarpać za włosy, ale nie teraz. Nie w tym momencie.

Stuknął równo wypiłowanym paznokciem w porcelanę filiżanki.

- Jestem zmęczony, Philipie. - Wyznał mężczyźnie, choć zdecydowanie nie uważał blondyna za kogoś, komu mógłby się zwierzać tak otwarcie. W zasadzie to... z tych rzeczy nie zwierzył się nigdy nikomu. - Nie chcę żyć tak, jak żyję. Nie chciałbym się z tobą pożegnać, ale nie mogę wrócić do tego, co było. Jesteś celebrytą, twoja reputacja jest dla ciebie w zasadzie wszystkim. A ja jestem, koniec końców, tylko doraźnym ciałem przewijającym się przez ramiona. - Mówił to z całkowitym spokojem. Nie czuł... niczego. Było nawet w tym coś pokrzepiającego, wypowiedzieć słowa, które zawsze krążyły w jego umyśle, na głos. Upił znowu łyk kawy z uśmiechem na ustach. Choć w jego głowie brzmiało to o wiele dosadniej. W swojej głowie był, sam przed sobą, tym, na kogo nie chciał wypadać. Dziwką. Obrócił głowę w kierunku okna. - Kiedy Brenna trzymała mnie w rękach gdy upływała ze mnie krew, wiesz, o czym pomyślałem? Że dostanę więcej kwiatów na swój grób, niż dostałem za życia. A kilka dni później Brenna przysłała mi wieniec. - Uśmiechnął się ciepło na to wspomnienie, choć było w zasadzie... całkiem tragiczne. Tragicznie smutne. - Nie chcę się czuć jak dziwka całe swoje życie. - Uśmiech zniknął z jego ust. - Nie chcę być idealny. Nie chcę być ciągle tym aniołem, za którego mnie mają. Nie jestem nim. Nie chcę nim być.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#9
01.10.2023, 18:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2023, 18:39 przez Philip Nott.)  

Docierali powoli do sedna sprawy, do prawdziwego powodu do tego spotkania. W pozytywną atmosferę tego poranka wkradł się chłód, jakby siedzieli zbyt długo przy otwartym oknie. Poczuł jak kąsał jego skórę, jednak jeszcze nie przenikał do szpiku kości. Philip często robił rzeczy wbrew zdrowemu rozsądkowi, teraz jednak było inaczej. Starał się być rozsądny. Jednak nie szło po jego myśli. Podejmował takie decyzje, które zdawały się przekreślać jego wszystkie starania. Ciężko było wyzbyć się dawnych przyzwyczajeń i w pełni porzucić dawny tryb życia, jednak był gotów spróbować doświadczyć czegoś nowego. Za coś nowego można było uznać obecną sytuację. Podobało mu się to i to również kształtowało jego nowe poglądy odnośnie relacji z drugim człowiekiem.

— Od kilku miesięcy staram się być rozsądny, z niezadowalającym mnie skutkiem. Było prościej, kiedy nie musiałem tego robić. — Stwierdził z nutą niezadowolenia w głosie. Paradoksalnie żyło mu się lepiej, kiedy mniej rozważnie stawiał każdy swój krok i nie analizował tak wielu rzeczy. Po prostu żył. A konsekwencje? Nie dbał o nie. Nie musiał się z nimi tak zmagać, jak teraz.

— Dużo o tym myślałem w ostatnim czasie, czego oczekuję i... nie. — Przez te kilka miesięcy miał naprawdę sporo czasu na przemyślenia. Zdarzało mu się spotykać się z przyjaciółmi na śniadaniu albo na obiedzie. Zdołał dostrzec już wszystkie rysy na łączącym ich do niedawna układzie, wyraźnie wady tego rozwiązania i zdecydował postawić się wyraźne granice po to aby spróbować doświadczyć czegoś nowego z drugim człowiekiem i to mogła być osoba, której jeszcze nie poznał. Nie kwestionował tego, że to wszystko, co ich łączyło było pozbawione znaczenia. Po prostu wiedział na co może liczyć, choć bardziej właściwym byłoby stwierdzenie, że był przekonany.

— Już od dłuższego czasu zastanawiałem się, kiedy przejdziesz do meritum. Słucham Cię. — Przyznał z cichym westchnięciem, odstawiając na stół kubek z niedopitą kawą. Przestała mu smakować. Skoro zdecydował się z nim porozmawiać to nie zamierzał się z tego nagle wycofać. Nawet, jeśli przeczuwał czego będzie dotyczyć ta rozmowa i nie został wyprowadzony z błędu. Znajdował punkt odniesienia względem swojego życia, które do niedawna nie odstawało niczym od życia, jakie wiódł do tej pory Laurent. Pełne przygodnych znajomości i to nie było sprzeczne z ich naturą. Tyle, że to jemu właśnie ten mężczyzna pomógł dostrzec tak wiele rzeczy i zrozumieć stan, w którym się znalazł. Dlatego był w stanie zrozumieć potrzebę zmiany swojego dotychczasowego życia, z własnej woli zamiast pod wpływem rytuałów. Jak to miało w miejsce jego przypadku. Nie było to dla niego miłe doświadczenie i tego chciałby każdemu oszczędzić.

— Sam powiedziałeś mi, że nigdy nie jest za późno aby szukać czegoś nowego. Nie ma w tym nic złego, jeśli sobie na to pozwolisz. Twój świat się przez to nie zawali. Jeśli czegoś nie chcesz zrobić to nie musisz tego robić. Powrót do tego co było... mógłby być nieco trudny przez wzgląd nie tylko na Ciebie, ale i na mnie. Pod wpływem ostatnich wydarzeń w swoim życiu zacząłem poszukiwać czegoś głębszego w relacjach międzyludzkich. To wszystko nie było pozbawione znaczenia, lubiłem spędzać z Tobą czas i dlatego pozwalałem temu trwać. Nie za bardzo rozumiem, dlaczego mieszasz w to, to że jestem celebrytą... nawet jeśli to prawda, że moja reputacja jest dla mnie bardzo istotna. Dbanie o wizerunek stanowi element mojej pracy, która w tym momencie nie jest przedmiotem naszej rozmowy. Nie jesteś. — Postanowił przytoczyć młodszemu mężczyźnie wypowiedziane przez niego słowa, tak adekwatne w obecnej sytuacji. Jeśli czegoś nie chciał robić to tego po prostu nie robił. Należało wreszcie to powiedzieć, licząc że zostanie dobrze zrozumiany. To, że poszukiwał czegoś nowego, czegoś głębszego w swoim życiu, niż przygodny seks z osobą, której imienia nawet nie zapamięta, nie oznaczało, że przestał go uprawiać w oczekiwaniu aż stworzy z kimś związek. Stanowił on jedną z potrzeb każdego człowieka i tego w żaden sposób się nie dało się zmienić.

To, co łączyło go z Laurentem, było niezwykle satysfakcjonujące pod wieloma względami i dlatego pozwalał temu trwać przez tyle lat. To był jego najdłuższy i najwyraźniej najbardziej udany związek, o ile tak można wyrazić się o ich układzie. Przez ten czas w jego życiu były inne osoby, zarówno na dłużej, jak i na chwilę.

Poruszenie tego, że jest celebrytą i dba o swoją reputację wystarczyło aby zmarszczył brwi i pozwolił sobie na grymas niezadowolenia. Reputacja była dla niego niezwykle istotna, bowiem jeśli będzie w miarę pozytywna to nie w prasie nie będą pojawiać niektóre artykuły na jego temat, ludzie nie będą wygwizdywać go z trybun podczas meczów, będzie zapraszany na przyjęcia, będzie mógł udzielać wywiadów i, co ważniejsze, będzie mógł nadal grać w barwach Zjednoczonych z Puddlemere. W showbiznesie było tak, że trzeba było zrobić wszystko aby utrzymać się na powierzchni. Popularność miała swoją cenę.

Byli mężczyznami. Zwykle nie przegapią okazji ku temu aby się z kimś przespać. To wydawało się szczere, choć niekonieczne zdrowe. Nie sprzyjało zawieraniu wartościowych znajomości ani założeniu rodziny, co było niejako postrzegane jako życiowy cel. Jego spełnienie narzucało społeczeństwo. Od lat jego matka próbowała wepchnąć go przed ołtarz z jakąkolwiek kobietą, byleby nie musiała czytać kolejnych artykułów o jego romansach z innymi kobietami.

— To... tragiczne. Najważniejsze, że przeżyłeś. Takie sytuacje sprzyjają jednak refleksji nad własnym życiem i pomagają je przewartościować. Dość... makabryczne. — Przyznał po dłuższej chwili milczenia, którą można było utożsamiać z tym, że wyraźnie go to zaszokowało. Nic tak nie wpływało na człowieka jak bliskość śmierci. Wysyłanie komuś wieńca nie uważał za właściwe.

— Nie powinieneś myśleć o sobie w ten sposób. Nie musisz sobie stawiać takich wymagań ani spełniać oczekiwań innych. Nie uważam Cię za dziwkę. — Postanowił podzielić się z nim co myśli na ten temat. Philip dobrze znał te wszystkie plotki na temat Laurenta, ale niekoniecznie się z nimi zgadzał. To było bardziej złożone zagadnienie dotyczące ludzkiej natury. Na tym świecie nie było ideałów. Dbanie przede wszystkim o siebie było przejawem zdrowego egoizmu. Czuł, że powinien to powiedzieć.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
01.10.2023, 20:12  ✶  

Co mógłby doradzić Philipowi? Że egoizm jest zdrowy? Och, to na pewno. I na pewno wszystko było łatwiejsze, kiedy nikim i niczym się nie przejmowałeś i dbałeś tylko o siebie samego. Czy jednak przynosiło to aż tyle przyjemności, jak ta chwila, którą ze sobą podzielili? Mógł niczego nie mówić, niczego nie zaczynać. Mogli nacieszyć się tym towarzystwem i rozejść w swoją stronę, czując słodki smak w ustach. Słodkie były cukierki, które dzieliłeś z innymi. O wiele słodsze niż te, które chciałeś wziąć tylko dla siebie i tylko sam się nimi cieszyłeś. Tylko że wtedy mogłeś ich zjeść więcej - proste, prawda? Nie musiałeś się niczym przejmować, nikt cię nie ograniczał. Nikt by na ciebie też nie krzyczał, gdybyś je w zasadzie wyrzucił do kosza, bo akurat taką miałeś zachciankę.

- Uważasz, że teraz jest gorzej? - Miał doskonałe porównanie - Beltane wywróciło jego życie do góry nogami. I nie tylko jego - wiele osób miało przez to straszne problemy, a niektórzy kończyli naprawdę tragicznie nie potrafiąc sobie poradzić z tym, co się działo. Philip i tak radził sobie dobrze. I całe szczęście, że udało się to zerwać i jemu chociaż trochę to wszystko poukładać. Tylko czy było lepiej? Nie wyglądało na to. Choć w oczach Laurenta Philip w zasadzie zyskał.

Spodziewał się tej odpowiedzi. Odpowiedzi: nie. Spodziewał się po Philipie też innych rzeczy - miał problem z utrzymaniem rąk przy sobie, ale już sam nie wiedział, czy to on samemu sobie za dużo dopisuje i dodaje, czy... przecież każde ich spotkanie prywatne kończyło się seksem. I to było w zasadzie okej, przecież sam tego chciał. Dopóki Philip nie przyszedł tamtego dnia, a on po prostu nie potrafił odmówić, bo dobrze wiedział, że to poprawi Nottowi nastrój. Pomieszało mu to w głowie. Pomieszało to wszystko, czym ta relacja była i w co się przerodziła. A była teraz istną papką. Człowiek zaczynał rozumieć drugą stronę, kiedy przytrafiało mu się coś, co ułatwiało to zrozumienie drugiej strony.

Aaach... to, co sam mówił. Laurent uniósł jeden kącik warg do góry rozpoznając te słowa i był pozytywnie zaskoczony, że Philip je zanotował. Chyba naprawdę wziął je sobie do serca bardzo głęboko. Czar polegał na tym, że Laurent czasem nawet sobie radził z tym, żeby komuś pomóc. Ale pomóc samemu sobie? W świecie, gdzie i tak dotykał go ostracyzm społeczeństwa? Teraz o wiele mniej niż kiedyś, ale to zostało, tkwiło jak zadra i ciągle go otaczało, ciągle do niego wracało. Nie ważne, jak mocno uderzył tę piłką i posłał ją w dal, w końcu dotaczała się z powrotem pod jego nogi. Tak jak wcale nie zdziwiło go to, że nie było tu zrozumienia dla tego, czemu został poruszony motyw sławy. Czy naprawdę tak było, jak mówił Philip i jak zapewniał? Tak mu się cały czas wydawało - no jasne, że Nott go lubił i traktował go na swój sposób wyjątkowo, ale z której strony na to nie spojrzał i tak ograniczało się to do tego samego. Tak jak i teraz nie zadowoliłoby Philipa zostanie przyjaciółmi. A czy samego Laurenta by to zadowoliło? Byłoby to na pewno najbardziej bezpieczne i zdrowe dla niego samego. Bądź mądry, człowieku, posiadaj jakiś kręgosłup moralny, jakąś... cokolwiek.

- Poruszam ten temat, ponieważ nie satysfakcjonuje mnie chowanie się po kątach jak złodziej i przestępca, skoro nie zrobiłem niczego złego. Ponieważ to byłby skandal i nie sądzę, żeby ludzie kochali cię dalej tak samo po takim skandalu. - Nawiązał z Philipem kontakt wzrokowy. Nie było w Laurencie złości czy smutku, ciągle był tylko ten łagodny uśmiech, jakby zło i znoje tego świata nie mogły osiąść na jego śnieżnych piórach, a skoro tego nie mogły, umykając przez Bożym światłem, to spływały po nich i skapywały na dół. Albo skapywały na Philipa, któremu chyba jednak wcale nie podobało się to, o co zahaczyli i co powiedziane zostało. - Nie jestem osobą, która myśli w krótkich perspektywach czasu. - Nie zatrzymywał się na tym, co będzie jutro. Chciał widzieć przed sobą plan działania, który pozwoliłby mu się uchronić przed ich ewentualnym impaktem, albo do czegoś dążyć. To, szczególnie w związkach, było według niego naprawdę istotne. Choć... ha, co on mógł tam wiedzieć o związkach...

- To prawda. Pomagają. - Laurent chyba nigdy dotąd nie pomyślał, że lepiej by było, gdyby zniknął. A pomyślał tak chyba dwa razy od czasu tamtego wydarzenia. I znajdował to całkiem makabrycznym - tak tamtą sytuację jak i to, że takie myśli pojawiły się w jego głowie. Ale tego już nie powiedział - i nie pomyślał nawet, że makabrycznym nazwał ten piękny wianuszek, jaki otrzymał. Bo był fantastyczny - i nadal wisiał u niego, podtrzymywany czarem, by kwitł. - Wiem. - Że nie uważał go za kurtyzanę. Ale czy naprawdę nie musiał sobie stawiać wymagań? Kim byłby wtedy? Żałosną wersją siebie z czasów Hogwartu. Teraz przynajmniej był coś wart, ktoś musiał się z nim liczyć, miał jakiekolwiek możliwości wpływania na swój świat.

Odsunął się od stołu z krzesłem, założył nogę na nogę i rozluzował krawat niedbale. Zaraz będzie go poprawiał, ale to zaraz.

- Aaach, to właściwie moja wina, prawda? Mieszam ci w głowie. Nie ułatwiam ci poradzenia sobie z tym wszystkim. Tworzę niepotrzebne komplikacje. - Odetchnął.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8735), Philip Nott (7084)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa