• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[30.06.72, King's Cross] Witaj w domu (wariatów)

[30.06.72, King's Cross] Witaj w domu (wariatów)
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
27.09.2023, 18:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 21:18 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Brenna miała szczery zamiar dotrzeć na stację kolejową, zanim pociąg Hogwarts Express wjedzie na peron. Ba, zaplanowała wszystko tak, aby dzisiaj wyjątkowo wyjść z pracy o czasie, a nie robić kilku nadgodzin do nadgodzin, wpaść do kilku sklepów, a potem pojawić się na stacji z odpowiednim wyprzedzeniem.
Jak zwykle jednak, plany sobie, a życie sobie. W chwili, gdy już, już wychodziła, wynikło kilka niespodziewanych okoliczności i chociaż bardzo starała się spieszyć, to jednak nie zdołała zrealizować pierwotnego harmonogramu…
W efekcie aportowała się w punkcie aportacyjnym przy 9 i ¾ w tej samej chwili, w której pociąg już zahamował. Zdążyła się przebrać z munduru brygady, owszem - w mugolskie, mugolską spódnicę i niezbyt pasującą do pogody koszulę z długim rękawem (w których w tłumie czarodziejów wyglądała jakby urwała się z jakiejś choinki, ale przecież Frank nie mógł się aportować, musieli przejść przez mugolski Londyn), tyle że… żadnego sklepu już nie odwiedziła, a rękawy koszuli tu i ówdzie były ponadpalane, a ręce i twarz Brenny nosiły ślady pośpiesznego usuwania z nich popiołów.
Doczyszczając twarz chusteczką, zaczęła przedzierać się przez tłum rodziców i innych krewnych, tego wieczora zaludniający stację. Tu dostała łokciem, tu w ostatniej chwili zgrabnym unikiem umknęła przed staranowaniem szkolnym kufrem. Wokół rozbrzmiewały pokrzykiwania, śmiechy, skrzeczenie sów i miauczenie kotów. Pierwsi uczniowie już wysypywali się z pociągu i wpadali w kochające ramiona bliskich, żegnali się ze szkolnymi kolegami, albo rozglądali się, usiłując namierzyć dorosłych, mających ich odebrać. Brenna też się rozglądała – za Frankiem albo za innymi domownikami, bo przecież doskonale wiedziała, że nawet jeżeli Augusta dziś przyjść nie mogła, to na pewno pojawią się tutaj inni domownicy. Uśmiechnęła się mimowolnie na widok grupki nastolatków, obejmującej się zbiorowo na peronie – zapewne siódmoroczni z jednego z Domów, którzy ukończyli ostatnią wspólną podróż z Hogwartu. Ten jej własny, ostatni przejazd Hogwarts Express, gdy próbowała być wszędzie, na moment stanął jej przed oczami.
A potem wreszcie wypatrzyła Franka i rozpromieniła się na jego widok.
W pewien sposób cieszyła, że chłopak był w Hogwarcie. Tam - Brenna głęboko w to wierzyła - był bezpieczny.
Ale dobrze będzie mieć go w domu, chociaż na parę tygodni.
- Cześć, młody! – zawołała już z daleka, chociaż mógł jej nie usłyszeć. Mignął jej w tłumie, nie była więc pewna, czy stoją już przy nim inni domownicy albo jacyś koledzy. Ruszyła w jego stronę, starając się przy okazji nie wpaść na pustoszejący pociąg. Wsunęła do kieszeni brudną chustkę: twarz i dłoń znów miała czyste, więc nie narobi mu aż takiego wstydu...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#2
27.09.2023, 22:04  ✶  

Wizyty na dworcu King's Cross miały to do siebie, że dla wielu osób bywały nadzwyczaj... magiczne. Na swój sposób te wszystkie wagony symbolizowały swobodę. Wolność wyboru, poprawił się w myślach Erik, podążając pewnym krokiem ku wejściu na peron 9¾. Wystarczyło kupić bilet, znaleźć swój przedział, a parę godzin później lądowało się w zupełnie innym miejscu.

Chociaż czarodzieje zdążyli wymyślić masę innych środków transportów, tak kolej zdawali się darzyć całkiem sporą sympatią. Swoją rolę na pewno odgrywała tutaj nostalgia. Chociaż dla wielu rytuał związany z przygotowaniami do pójścia do Hogwartu zaczynał się wraz z dostaniem listu, czy wizytą na Pokątnej, tak to tutaj podróż nabierała tempa. Dosłownie. Czasem ciężko było się powstrzymać przed tym, aby nie wskoczyć do pociągu za pierwszorocznymi.

— Tam pewnie jest teraz łatwiej — mruknął pod nosem Longbottom, rozglądając się na prawo i lewo. Gdy upewnił się, że nikt nie zwraca na niego większej uwagi, zniknął za zaczarowanym murem, aby doznać jednego wielkiego szoku. Prawie się spóźnił!

Gwar na magicznym peronie śmiało mógł się równać z dniem targowym na rynku w Dolinie Godryka lub świątecznym szałem zakupowym w centrum magicznej dzielnicy Londynu. Erika aż zamurowało, gdy zewsząd uderzyły go radosne okrzyki, tu i ówdzie łkanie, a nawet magiczne inkantacje sugerujące, że rodzice postawili na bezpośrednią teleportację do domu wraz ze swoimi pociechami. To tyle, jeśli chodziło o nostalgiczną wycieczkę.

— Augusta mnie zabije, jak go nie znajdę — uświadomił sobie Erik, przebijając się przez tłum ludzi. Wprawdzie nikt w rodzinie nie uzgodnił, że to on konkretnie sprowadzi Franka do domu, ale... To chyba rozumiało się samo przez się prawda? Był jedynym dorosłym facetem z ich pokolenia. Miał jakieś obowiązki, jak np. opieka nad młodym Longbottomem.

Na Merlina, te dzieci z roku na rok robią się coraz mniejsze[/i], pomyślał skonsternowany, gdy minęła go cała wycieczka... Jedenastolatków? Dwunastolatków? Z jego perspektywy wyglądali, jakby ledwo wyszli z przedszkola. Dumbledore miał wesoło w murach swojej szkoły, oj wesoło. Erik obejrzał się na prawo i lewo i wtedy... Usłyszał za filarem znajomy głos. Zbaraniał na krótką chwilę

— Osobiście wolę już „braciszku najukochańszy” lub „mój zaginiony instynkcie samozachowawczy” — odezwał się w ramach powitania, wychylając się zza filara. — Ale doceniam, że chcesz, abym czuł się wiecznie młody. — Uśmiechnął się od ucha do ucha. — Co ty tu właściwie robisz? — Chciał za nią dogonić, jednak był zmuszony się niespodziewanie zatrzymać. Pod nogi weszły mu jakieś trzy jedenastolatki, ciągnące za sobą wózki z kuframi i klatkami na sowy. Przyspieszył kroku, gdy przeszkoda sama zeszła mu z drogi. — Myślałem, że to ja dzisiaj odbieram Franka.

Podrapał się po policzku, taksując wzrokiem siostrę od stóp do głów. Chyba się nie dogadali.

— Przyprowadziłaś z domu kogoś jeszcze? — Jeśli siostra ruszyła do przodu, to on poszedł za nią.

Jeśli od razu wpadli na Franka, Erik pozwolił Brennie przywitać się jako pierwszej, a gdy przyszła jego kolej, poklepał mocno Franka po ramieniu, uśmiechając się do niego serdecznie.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Asystent Królowej Balu
Tony papieru, tony analiz
Genialne myśli, tłumy na sali
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma 165 cm wzrostu. Chuderlawy, blady, często z rumieńcami na policzkach (ma z tym problem). Przygarbiony, z reguły niepewny siebie, choć czasami ma przebłyski bohatera. Niebieskie oczy, brązowe włosy. Bywa w towarzystwie roślin albo zapalczywie chroni roślin.

Frank Longbottom
#3
28.09.2023, 21:06  ✶  
Wakacje. Niby człowiek się cieszył, bo fajrant, bo wolne, ale kiedy tak z Alice żegnaliśmy się na tych parę tygodni z naszymi kolegami i koleżankami, to było mi tak jakoś... smutno. Było mi smutno, kiedy uśmiech nie schodził z mojej twarzy, kiedy przytulaliśmy się do siebie i obiecywaliśmy sobie wakacyjne przygody, które zapewne i tak nie będą miały racji bytu. Ale plany były! I niebawem wrócimy do szkoły... Wrócimy i będziemy się bawić, i uczyć nowych rzeczy, i dojrzewać.
Cóż, westchnąłem ostatecznie ciężko, bo czekała mnie przeprawa niemożliwa. Nie przepadałem za momentem, kiedy moje kufry były zapakowane na wózek, a na kufrach jeszcze inne walizki, walizeczki, ze dwie książki luzem, co się nie zmieściły nigdzie, a na tym wszystkim jeszcze trzy doniczki, z czego czwarta pod moją pachą, bo nie potrafiłem zostawić moich liściastych pociech samych w Hogwarcie, gdzie uschłyby z tęsknoty i braku wody. Najgorzej, bo jeszcze zapomniałbym o ropusze, która teraz chciała mi spierdolić - nie mogłem w tym przypadku użyć innego słowa, gdyż to samo cisnęło mi się między zęby - w siną dal. Być może obrażona, a być może poczuła londyński klimat. Zakładałem, że to właśnie Tamiza była jej marzeniem, a nie moje towarzystwo.
- Oficjalnie zmieniam jej miano na Skaczącą Katastrofę - stwierdziłem do Alice Greengrass, która była moją najlepszą przyjaciółką od zawsze i miała zdecydowanie więcej energii i chęci do ciągnięcia swoich tabołów niż ja. Rzuciłem na nią wzrokiem nieco zbyt długim, po czym umknąłem przed widokiem jej piegów w kierunku tych wszystkich trzęsących się doniczek. Były pod chwilową kontrolą. Nic się z nimi nie działo...
- Nic się nie dzieje. Spokojnie. Dotrwamy - powiedziałem do tej roślinki w moich ramionach, a zaraz też pokiwałem głową do reszty. Nie podobała im się ta podróż, ale byłem pewien, że w domu będą bezpieczniejsze. Tam bardziej groziło im zalanie... Bo wątpiłem by wszyscy zapomnieli o moich doniczkach. To było niemożliwe. Oby to było niemożliwe.
- O, patrz! Tam są! - krzyknąłem jednak już ożywiony, kiedy ujrzałem wujka Erika. Jego nie dało się nie zauważyć, bo był niczym jedna z wież Hogwartu - wysoka i nie do przebicia. Taka, co nikt nie miał z nią szans. Może poza ciocią Brenną, bo ciocia Brenna potrafiła dokopać każdemu. I też tu była!
Stąd to ożywienie. Życie wstąpiło w moje wątłe kończyny. Roślinki aż zadrżały ze zgrozą, kiedy ruszyłem do przodu, chcąc pomachać ręką, ale niestety wszystkie miałem zajęte, a teraz nawet i brodą przytrzymywałem Skaczącą Katastrofę, która wcześniej musiała mieć jakieś trywialne imię - może Brygida? Obawiałem się, że Brygida Skacząca Katastrofa mogła za chwilę wyzionąć ducha. I mogłem się założyć, że ta dała nuta, kiedy tylko ruszyłem przytulić się na przywitanie do cioci Brenny.
Ale to nieistotne, bo oto właśnie wakacje zaczęły być ekscytujące pomimo tego, że mogłem zostać bez całej ekipy swoich rówieśników. Ludzie, ja w domu miałem drugą ekipę i całą masę plotek do odkrycia.
Widmo
Ludzie, którzy są szaleni rzadko zastanawiają się nad tym, czy są szaleni.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka zauważyć można łobuzerski, pewny siebie uśmiech, zielone oczy, które na każdego patrzą radośnie. Ma twarz pokrytą sporą ilością piegów i lekko zadarty nos. Włosy są ogniście rude, proste, sięgają nad ramiona. Alice ma 153 centymetry wzrostu i waży 47 kilogramów.

Alice Greengrass
#4
28.09.2023, 21:38  ✶  

Kolejny rok za nimi, a Alice nie mogła uwierzyć, że to zleciało tak szybko. Nie była w stanie objąć tego umysłem, że przez następne dwa miesiące nie będzie mogła uczestniczyć w treningach do meczów Quidditcha, że nie będzie mogła tak swobodnie latać nad tym cudownym miejscem jakim było boisko, że nie będzie mogła podokuczać Syriuszowi, że nie będzie mogła wyciągnąć Franka na noce eksplorowanie zamku. W sumie będzie mogła wyciągnąć go na zwiedzanie Doliny, ale słyszała, że teraz jest dosyć niebezpiecznie, więc nie była pewna, czy jej rodzice zakażą jej wychodzenia bez opieki poza mury jej domu. Czuła się tym przytłoczona, ale jednocześnie nie chciała teraz o tym myśleć. Pożegnała się z każdym z paczki i pobiegła za Frankiem pchając swój wózek z rzeczami. Jak ona chciałaby już znać zaklęcie pomniejszające. Schowałaby to wszystko do kieszeni i by miała problem z głowy.

Alice chichotała na widok zdenerwowania swojego przyjaciela. Była szczęśliwa, że mieszkała z nim w tej samej miejscowości, że nie rozstają się na wakacje. Będzie musiała jeszcze coś wymyślić, aby sprowadzić resztę ludzi, a zwłaszcza Syriusza – jej gwiazdeczkę. Rozglądała się w poszukiwaniu rodziny Franka, ale póki co nie mogła dostrzec ich za bardzo. Jej wózek był załadowany wielkim kufrem i dwoma mniejszymi. Jeden był wypełniony strojami do latania, oraz własną piłką do gry. Była tam też klatka z sową, która pohukiwała nerwowo, a także miotła, której kij wystawał ponad nią. Gdy Frank zerwał się do przywitania swojej rodziny Alice została w tyle, bo zobaczyła jak Ropucha jej przyjaciel szykuje się do ucieczki.

Greengrass nie zamierzała tego tak zostawić. Była ścigającą i złapie tego ropuszego kafla choćby miała się wywalić. Puściła swój wózek i rzuciła się w pościg za zwierzakiem. W końcu ją dopadła, ale wywróciła się o własne nogi i poleciała robiąc dwa długie kroki i ostatecznie lądując plackiem pod stopami Erika. Jęknęła z bólu trzymając żabę nad głową. Spojrzała do góry i uśmiechnęła się wesoło z łzami w oczach, gdyż zdarła sobie kolana i cholernie ją bolało, ale była Gryfonką z krwi i kości, więc nie miała zamiaru popłakać się jak mały bobas z powodu małego zadrapania, pf.

– Cześć Erik – przywitała się z wujkiem Franka.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
29.09.2023, 16:03  ✶  
– Mój instynkt samozachowawczy ma się świetnie, ale możesz być braciszkiem najukochańszym, przynajmniej przez większość czasu – zgodziła się Brenna, gdy obróciła się już z furkotem spódnicy ku bratu. Kiedy ją dogonił, wspięła się nawet na palce, żeby ucałować go w policzek, chociaż nie widzieli się zasadniczo raptem od wczoraj rana, bo ot się trochę mijali. Nie, nie była ani trochę zaskoczona, że Erik się tu pojawił, ale to, że spodziewała, że ktoś przyjdzie, nie znaczyło, że nie planowała się pojawić.
Poza tym nie chciała sytuacji, w której przypadkiem każdy uzna, że ktoś po chłopca wyjdzie, skoro robi to zawsze parę osób…
– Postanowiłam zmienić ścieżkę kariery i zostać maszynistką – zakpiła. – Jak to co? Stęskniłam się za młodym. I przyleciałam prosto z pracy, więc nikogo nie zabrałam, ale nie zdziwię się, jeśli na kogoś jeszcze wpadniemy – zrelacjonowała, już wędrując w stronę Franka.
Roześmiała się, całkiem szczerze, kiedy chłopak też ruszył ku niej i postanowił się przytulić. Sama nie pchała się z tym pierwsza, bo nie była pewna, czy w tym wieku będzie życzył sobie ciotczynych czułości, ale na całe szczęście – owszem. Brenna przechwyciła więc po prostu jedną z jego roślinek jedną ręką, a drugą przygarnęła najmłodszego Longbottoma, jedyną nadzieję ich rodu bo na brata już przestała liczyć do siebie.
– Wiem, że zabrzmię jak stara, nudna ciotka, ale do licha, jak ty wyrosłeś – powiedziała, odsuwając się nieco, by zmierzyć chłopaka spojrzeniem. Od ostatniej przerwy świątecznej jakby trochę się wyciągnął. A potem Brenna, wciąż z roślinką pod pachą, pochyliła się po prostu, żeby wolną ręką najpierw Alice złapać i postawić na nogi, a potem obdarzyć uściskiem także i ją, o ile tylko ta nie postanowiła uciec w popłochu. Raz, się nawinęła, dwa, Brenna znała ją, odkąd ta nauczyła się chodzić, była więc już na stałe wpisana na długą listę Brenny „moi”. (Ewentualnie „moje ofiary”.)
– No, no, wiem, że mój brat jest teraz bardzo sławny, odkąd został numerem dwa Czarownicy, ale nie musisz od razu padać mu do stóp. Cześć, pani zieleni, gdzie twoi rodzice? Jeżeli o tobie zapomnieli, możemy cię zabrać, tylko ostrzegam, nie wiem, czy potem oddamy – rzuciła lekko, prostując się. Spojrzenie brązowych oczu przesunęło się po morzu głów: pierwsze osoby znikały już z trzaskiem albo kierowały się w stronę wyjścia z peronu. – Hm, nie widzę ani nie słyszę żadnych wybuchów ani zamieszania ponadprzeciętnego, więc zakładam, że Jima Rozrabiakę już odebrali rodzice, co?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#6
30.09.2023, 21:10  ✶  

Jak przykładny brat, pozwolił się pocałować w policzek i nawet schylił się nieco, co by ułatwić Brennie te jakże trudne zadanie. Starał się przy tym zachować kamienną twarz, jednak chwilę później nie mógł się już powstrzymać.

— ”Świetnie”? — sarknął, zasłaniając usta dłonią, co by nie wybuchnąć gromkim śmiechem. — Dobry żart. W pracy już go słyszeli, czy dopiero go testujesz na rodzinie?

Mój instynkt samozachowawczy ma się świetnie, przedrzeźniał ją w myślach Erik. Gdyby nie to, że mieli teraz dużo bardziej istotne zadanie do wykonania, to chętnie wymieniłby jej całą listę przykładów, która przeczyła jej słowom. Ale może lepiej było w ogóle odmówić sobie tej przyjemności. Mavelle, Alastor lub Atreus na pewno bardzo chętnie wyprowadzą ją z błędu. O albo Patrick. Tak, z jego ust będzie to brzmiało dużo bardziej... rzetelnie.

— Że co. — Wybałuszył oczy, zdumiony tym, że Elise pozwoliłaby jej na tak drastyczne przebranżowienie się. Bądź co bądź, prestiż pracy w Ministerstwie Magii a jeżdżenia magiczną ciuchcią dzieliła dosyć spora przepaść. — Matka ci pozwoliła? Przecież to jest... — zawiesił na moment głos, a siostra wykorzystała tę chwilę, co by ukrócić jego nadchodzący monolog. — Haha, bardzo zabawne. A już sobie wyobrażałem, że będziesz przerzucała węgiel do pieca.

Przewrócił wymownie oczami, jednak bez większego wahania podążył za Brenną. Widok młodego Longbottoma go cieszył; wprawdzie Erik ufał, że z Albusem u władzy, Hogwart był bezpiecznym miejscem, tak dom pełny członków rodziny zawsze przywodził mu na myśl dawne, lepsze czasy. Mniej więcej z okresu, gdy razem z Brenną potrafili całe popołudnia ćwiczyć fechtunek w salonie, ku palpitacjom serca domowej skrzatki gotowej w każdej chwili wziąć się do sprzątania... pobojowiska.

— Albo ty zmalałaś — wtrącił, nie mogąc się powstrzymać przed tym drobnym przytykiem w stosunku do młodszej siostry. Po chwili zwrócił się do Franka, którego obdarzył szerokim uśmiechem. — Ale w tym przypadku faktycznie wyrosłeś. Co to jeden semestr w szkole potrafi zrobić z człowiekiem.

Zamrugał zaskoczony, gdy pod nogami wylądował mu nikt inny, jak panna Greengrass. Przekrzywił lekko głowę w bok i pochylił, co by upewnić się, że to faktycznie jedna ze stałych bywalczyń rodzinnej Warowni.

— Ma rację, wiesz? — rzucił do Alice. — Jeszcze ktoś pomyśli, że to jakaś nowa moda i wysmarują nowy artykuł. Z sesją zdjęciową. — Skrzywił się na samą myśl, jednak prędko odrzucił te nieprzyjemne przemyślenia na bok. Uśmiechnął się, widząc Franka i Alice obok siebie. — Ale mniejsza o to. Tęskniliśmy za waszą dwójką! Reszta domowników też. Chociaż ich jest teraz... hmm... więcej.

Zerknął kontrolnie na Brennę. Nie był pewny, czy Augusta przekazywała synowi coraz to nowe wiadomości z posiadłości. Nawet nie chodziło o liczbę ludzi, ale zwierząt. Na Merlina, psy dostaną absolutnego kręćka, kiedy pojawią się nowe osoby. To będzie bardzo ciekawy dzień.

— Pozwolisz? — rzucił, co by przejąć psotną ropuchę i odciążyć młodych. — Nie martw się, ty też wyrosłaś. Na swój... ropuszy sposób. — Uniósł zwierzę na wysokość twarzy, uśmiechając się krzywo.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Asystent Królowej Balu
Tony papieru, tony analiz
Genialne myśli, tłumy na sali
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma 165 cm wzrostu. Chuderlawy, blady, często z rumieńcami na policzkach (ma z tym problem). Przygarbiony, z reguły niepewny siebie, choć czasami ma przebłyski bohatera. Niebieskie oczy, brązowe włosy. Bywa w towarzystwie roślin albo zapalczywie chroni roślin.

Frank Longbottom
#7
01.10.2023, 16:31  ✶  
Nie spodziewałem się tego zachwalania mojego wzrostu, choć powinienem, a jednak potężne rumieńce wypełży nie tylko na moje policzki, ale też kark. Cały się zalałem zawstydzeniem i skrępowaniem, bo raczej wolałem sobie stać z boku, a nie być w takim centralnym centrum na centralnym dworcu... i centralnie się rumienić jeszcze na ich oczach, co jeszcze przyprawiało mnie o większe palpitacje serca. Bo nie były one spowodowane dziką naturą mojej przyjaciółki - do tego przywykłem, można by rzec, choć czasami też i przez to dostawałem mikro zawałów serca. Obawiałem się, że któregoś dnia Alice skończy marnie przez jakąś barwną głupotę typu - łapanie Brygidy za żabie udka. Dobra, to te palpitacje jednak były również przez Alice.
Odsunąłem się od cioci Brenny, patrząc się na czubek głowy Alice. Nie wiem, co właśnie sobie myślałem... Może o tym, co ja włożę na potencjalny pogrzeb? Ale kiedy tylko jęknęła, to mi ulżyło - oznaka życia, a kiedy podniosła na nas swoje uśmiechnięte, zielone spojrzenie to jakoś nagle mi świat stanął. Sam nie wiem dlaczego. Jakoś tak... To wyszło.
Odchrząknąłem zmieszany, kiedy przywitała się z wujkiem Erikiem, i postanowiłem - odciążony przez ciocię Brennę - pogrzebać w swojej podręcznej torbie, w której to gdzieś miałem odpowiednie zioło do memłania na właśnie takie alice’owe dolegliwości, czytaj: obtłuczenia i zadrapania. Może nie przyspieszy gojenia i nie zniknie siniaków, ale przynajmniej nie będzie bolało. Wcisnąłem jej porcję zielska z dłoń, tak bez słowa i wskazałem na Brygidę paluchem:
- Ropuchy są niereformowalne. Ma szczęście, że w przerwach od dokuczania mi, wyżera te paskudne szkodniki z doniczek... Inaczej zadbałbym by wylądowała w mugolskich laboratoriach - stwierdziłem może nieco mrocznie, a może typowo frankowo. Cóż, wzruszyłem ramionami sam do siebie, bo właściwie stwierdzałem fakt, a te mugolskie laboratoria bywały podłe. Czytałem coś gdzieś kiedyś. Jakieś czasopismo albo książka.
- Właściwie to... Z Alice rozmawialiśmy w pociągu, że bez problemu może się z nami zabrać. Mówiłem, że bez problemu będzie mogła... I jestem głodny. Alice zostanie na obiedzie. I jak to jest nas w domu więcej? Kogo przybyło? - mówiłem, stwierdzałem trochę za Alice, więc mogła mnie pacnąć po głowie albo i nie, a na koniec też dopytywałem. Wywnioskowałem, że trochę się działo pod moją nieobecność. Jak zwykle zresztą, przez co byłem pewien, że powrót do szkoły miał być mi równie trudnym jak powrót ze szkoły do domu.
Widmo
Ludzie, którzy są szaleni rzadko zastanawiają się nad tym, czy są szaleni.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka zauważyć można łobuzerski, pewny siebie uśmiech, zielone oczy, które na każdego patrzą radośnie. Ma twarz pokrytą sporą ilością piegów i lekko zadarty nos. Włosy są ogniście rude, proste, sięgają nad ramiona. Alice ma 153 centymetry wzrostu i waży 47 kilogramów.

Alice Greengrass
#8
01.10.2023, 18:28  ✶  

Gdy Brenna pomogła jej wstać uściskała ją równie mocno, aby wiedziała, że lubi jej towarzystwo. Alice była dorosła i nie potrzebowała uścisków, ale czasami inni ludzie byli zanadto emocjonalni, aby mogła im odmówić uściskania. Na jej ustach cały czas gościł uśmiech, bo musiała jakoś zamaskować ból w kolanach i łokciach. Nie chciała się tu rozpłakać, bo jeszcze zobaczy to Syriusz i będzie miał polewkę przez najbliższe sto lat. 

– Widziałam to! – krzyknęła, gdy Brenna przypomniała jej o tej liście z gazety. – Gratulacje, zasłużyłeś, ale moim zdaniem powinieneś być numerem jeden – wyszczerzyła się szeroko i oddała mu żabę, wytarła ręce w spodnie i wzięła od Franka liście, które wcisnęła do buzi żując. Był to ich standardowy dzień z życia. Alice się obijała o wszystko dookoła, nabijała siniaki, a Longbottom dawał jej ziółka na ból. Czasami nawet nie pytała go co jej daje, po prostu mu ufała, że jej to pomoże i tyle. Wiedziała, że Franek nie zrobi jej nic złego, że jest jej najlepszym przyjacielem, aż do śmierci i tak miało pozostać. Razem będą staruszkami, którzy będą hodować swoje własne, zmodyfikowane ziółka w jakiejś szklarni.

– Ja tam lubię te słodziaczki – pomiziała ropuchę trzymaną przez Erika i się zaśmiała, a potem skierowała wzrok na przyjaciela, który zaczął odpowiadać za nią. Przekrzywiła lekko głowę i dźgnęła go z łokcia w bok, gdy wspomniał, że ma zostać u nich na obiad. Alice trudno było zawstydzić, ale czasami czuła się niepewnie, gdy Frank tak oferował jej miejsce przy stole. – Mama napisała list, że nie da rady dzisiaj po mnie być i mam się zabrać z Frankiem. Nie wiem czy nie zapomniała poinformować o tym pani Augusty – podrapała się po głowie w zamyśleniu.

Jej mama miała chyba więcej pamięci do scenariuszy teatralnych niż rodzicielskich spraw. Częściej tata pamiętał o wszystkich wydarzeniach z jej szkoły i terminach u lekarzy, ale ponoć teraz mama miała się tym zająć, więc wątpliwe, aby doprowadziła sprawę do końca.

– Brenno nie mów, że masz dziecko i męża? – zapytała, gdy Erik spojrzał dziwnie na Brenne. Czyżby odbył się ślub i ich nie zaprosili?! W sumie nie pamiętała ile czasu potrzeba, aby urodzić dziecko. Koty chyba rodziły po trzech miesiącach, ale ludzie potrzebowali więcej, więc powinna widzieć, że Brenna ma brzuch, prawda?

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
01.10.2023, 19:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2023, 20:08 przez Brenna Longbottom.)  
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz - skwitowała Brenna, gdy brat wspomniał o świetnym żarcie. Przecież wcale nie żartowała. To nie tak, że absolutnie nie miała instynktu samozachowawczego, po prostu ten czasem się wyłączał razem z rozsądkiem. Ale na jej usprawiedliwienie: głównie wtedy, kiedy na przykład wielki troll chciał zabić jej brata maczugą.
Uśmiechnęła się tylko, kiedy Erik dał wiarę tak oczywistej kpinie, ale zaraz całą jej uwagę pochłonęła młodzież i małe zamieszanie, jakie powstało w wyniku ucieczek ropuch i różnych przewrotek. I ten uśmiech pozostał już na jej ustach, jakby przylepiony do twarzy, bo po prostu… dobrze było młodego znowu zobaczyć, a i Alice miała pewne miejsce w sercu panny Longbottom.
Brenna była dorosła, ale to ani trochę jej nie przeszkadzało w wyciąganiu rąk do innych. I obojętne, czy chodziło o Alice, lat czternaście, Mavelle, lat dwadzieścia osiem, czy babcię Potter, lat siedemdziesiąt siedem. Nie miała więc żadnych oporów.
- Augusta nic nie wspominała, ale w takim razie bierzemy Alice na obiad, i może zwolnimy ją do domu już w przyszły wtorek. Przemyślę to - zgodziła się Brenna bez oporów na oznajmienie młodego Longbottoma, że ustalili z Alice wspólną podróż. Zapewne nawet gdyby Frank czekał z obcymi dziećmi i oświadczył, że te jadą do nich na wakacje, Brenna co najwyżej sprawdziłaby ich sytuację rodzinną (ot dla kontroli, czy wszystko w porządku i czy rodzice nie chcą szpiegować za ich pomocą), a potem naszykowała pokoje. – A co do numeru dwa… No nie wiem, konkurencja była całkiem mocna, a gdyby tak opowiedzieć redaktorkom, jak wygląda gotowanie Erika, i w jaki sposób bezczelnie oskarża młodszą siostrę o braki instynktu samozachowawczego, na pewno spadłby jedno albo dwa oczka w rankingu – rzuciła.
Na dopytywania o nowych lokatorów i własnego męża, roześmiała się tylko i otoczyła Alice ramieniem. Na chwilę, bo zaraz puściła, by za to przejąć wózek, na którym znajdowały się rzeczy dziewczynki.
- Kto by mnie zechciał, Zielona Damo? Nikt o zdrowych zmysłach. Nie, żadnego męża i żadnych dzieci, dalej jestem cała wasza. Za to zastaniecie w domu cztery psy i dalekiego krewnego, który przyjechał z zagranicy i jakiś czas u nas zostanie – oświadczyła radośnie i zmierzyła bagaże nieco krytycznym spojrzeniem. Nie, do kominka to się z tym nie wcisną... – To co? Skoro Frankie jest głodny, a mamy tu te wszystkie rzeczy, ruszamy powoli do wyjścia, jakaś boczna alejka i wzywamy Błędnego Rycerza, prawda? Frank, Malwa specjalnie dla ciebie robi pieczeń z sosem i ziemniaczkami. Chyba postanowiła koniecznie udowodnić, że w niczym nie ustępuje skrzatom domowym z Hogwartu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#10
02.10.2023, 23:37  ✶  

— Miałem sporą konkurencję, Alice. — Wzruszył ramionami, ale zaczerwienił się nieco. Bądź co bądź, sam potem wystosował kolejny list do gazety w tej sprawie, chcąc poznać kryteria oceny... Na szczęście, w ostatniej chwili wprowadził do swojej korespondencji lekkie poprawki.

Erik puścił mimo uszy komentarz Brenny. Po ich ostatniej rozmowie na temat jego popularności powoli przestawał wierzyć w jej groźby. W końcu, próbując go pogrążyć w mediach, teraz sama by sobie robiła pod górkę. No, i całej organizacji. A zanim by to zrobiła, to chyba najpierw zjadłaby stary beret po prababci Potter.

— Może pobyt na wsi pozwoli jej się zrelaksować i da ci spokój? — spytał Franka, dalej przyglądając się ropusze.

Nie wydawała się przesadnie groźna... Z drugiej strony, to samo można było powiedzieć o Eriku. A jak zaczynał wywijać szabelką, to wazy same spadały z półek, co by przyspieszyć nieuniknione. Obyś była grzeczna, dopóki nie wrócimy do domu, pomyślał, wsadzając sobie ropuchę pod pachę, jednak dalej częściowo podtrzymując ją dłonią.

— Adoratorzy dobijają się drzwiami i oknami. Od rana do wieczora — mruknął przyciszonym głosem, zasłaniając usta dłonią, co by ukryć swój uśmiech. — Na szczęście Brenna zna istne setki sposobów na to, aby ich spławić. — Mrugnął do siostry porozumiewawczo. Wolał nie przesadzić. Ona n a p r a w d ę nie lubiła, gdy wtrącał się w ten aspekt jej życia. Chyba jeszcze bardziej niż Nora. — Wiecie, jak to jest... Musi się wyszaleć. Najpierw kariera, potem wychowanie stada psów, doprowadzenie brata do porządku... Dopiero wtedy można zacząć myśleć o jakimś „kolejnym etapie”.

Albo to z radości, że do domu wraca jedyny Longbottom, który nie przyprawia jej na co dzień o palpitacje serca, skomentował w myślach komentarz Brenny na temat ich domowej skrzatki. Bądź co bądź, nie miała łatwego życia w Warowni. Gdyby trafiła do innej rodziny czystej krwi, zapewne wszystko robiłaby sama, ale domownicy rezydencji mieli w zwyczaju ją wyręczać w jej obowiązkach domowych – a to samo w sobie pewnie doprowadzało ją do pasji.

Dodać do tego jeszcze fakt, że traktowali ją poniekąd jak członka rodziny – co wiązało się z dzieleniem się swoimi zmartwieniami – musiała słyszeć doprawdy okropne opowieści, od Erika narzekającego na zbyt dużą ilość raportów, przez Brennę opowiadającą o kolejnej misji Brygady Uderzeniowej, a kończąc na smutkach starszego pokolenia Longbottomów. Zdecydowanie przydałby się jej karnet do terapeuty, gdyby presja okazała się w końcu zbyt duża.

— Tak chyba będzie najszybciej — potwierdził Erik. — Możemy też spróbować jakiejś alternatywy. Od maja chyba wzrosła konkurencja dla Błędnego. — Uśmiechnął się kwaśno. Okoliczności tego boomu na publiczne środki transportu Londyn-Dolina Godryka nie należały do najprzyjemniejszych, jednak nie dało się ukryć, że komunikacja między tymi dwoma punktami nieco się poprawiła. — Chyba, że potrzebujecie jeszcze czegoś z Pokątnej?

Zerknął pytająco na Alice i Franka. Chociaż przed odjazdem pewnie mieli szansę zahaczyć o Hogsmeade, tak kto wie, czy nie chcieli się w coś zaopatrzyć w stolicy?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alice Greengrass (1220), Brenna Longbottom (1921), Erik Longbottom (1787), Frank Longbottom (1720)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa