Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Brenna miała szczery zamiar dotrzeć na stację kolejową, zanim pociąg Hogwarts Express wjedzie na peron. Ba, zaplanowała wszystko tak, aby dzisiaj wyjątkowo wyjść z pracy o czasie, a nie robić kilku nadgodzin do nadgodzin, wpaść do kilku sklepów, a potem pojawić się na stacji z odpowiednim wyprzedzeniem.
Jak zwykle jednak, plany sobie, a życie sobie. W chwili, gdy już, już wychodziła, wynikło kilka niespodziewanych okoliczności i chociaż bardzo starała się spieszyć, to jednak nie zdołała zrealizować pierwotnego harmonogramu…
W efekcie aportowała się w punkcie aportacyjnym przy 9 i ¾ w tej samej chwili, w której pociąg już zahamował. Zdążyła się przebrać z munduru brygady, owszem - w mugolskie, mugolską spódnicę i niezbyt pasującą do pogody koszulę z długim rękawem (w których w tłumie czarodziejów wyglądała jakby urwała się z jakiejś choinki, ale przecież Frank nie mógł się aportować, musieli przejść przez mugolski Londyn), tyle że… żadnego sklepu już nie odwiedziła, a rękawy koszuli tu i ówdzie były ponadpalane, a ręce i twarz Brenny nosiły ślady pośpiesznego usuwania z nich popiołów.
Doczyszczając twarz chusteczką, zaczęła przedzierać się przez tłum rodziców i innych krewnych, tego wieczora zaludniający stację. Tu dostała łokciem, tu w ostatniej chwili zgrabnym unikiem umknęła przed staranowaniem szkolnym kufrem. Wokół rozbrzmiewały pokrzykiwania, śmiechy, skrzeczenie sów i miauczenie kotów. Pierwsi uczniowie już wysypywali się z pociągu i wpadali w kochające ramiona bliskich, żegnali się ze szkolnymi kolegami, albo rozglądali się, usiłując namierzyć dorosłych, mających ich odebrać. Brenna też się rozglądała – za Frankiem albo za innymi domownikami, bo przecież doskonale wiedziała, że nawet jeżeli Augusta dziś przyjść nie mogła, to na pewno pojawią się tutaj inni domownicy. Uśmiechnęła się mimowolnie na widok grupki nastolatków, obejmującej się zbiorowo na peronie – zapewne siódmoroczni z jednego z Domów, którzy ukończyli ostatnią wspólną podróż z Hogwartu. Ten jej własny, ostatni przejazd Hogwarts Express, gdy próbowała być wszędzie, na moment stanął jej przed oczami.
A potem wreszcie wypatrzyła Franka i rozpromieniła się na jego widok.
W pewien sposób cieszyła, że chłopak był w Hogwarcie. Tam - Brenna głęboko w to wierzyła - był bezpieczny.
Ale dobrze będzie mieć go w domu, chociaż na parę tygodni.
- Cześć, młody! – zawołała już z daleka, chociaż mógł jej nie usłyszeć. Mignął jej w tłumie, nie była więc pewna, czy stoją już przy nim inni domownicy albo jacyś koledzy. Ruszyła w jego stronę, starając się przy okazji nie wpaść na pustoszejący pociąg. Wsunęła do kieszeni brudną chustkę: twarz i dłoń znów miała czyste, więc nie narobi mu aż takiego wstydu...