Przyczepa Elaine – Cyrk Bellów
Elaine miała jak zwykle rozpuszczone włosy, które kręciły się jej i falami opadały na ramiona. Ubrała tym razem białą sukienkę na cienkich ramiączkach. Sięgała ona jej niżej kolan. Przez piersi przechodziły jasne guziki, które były tylko ozdobą. Było ciepło i przyjemnie, ale w sercu dziewczyny zasiany był strach, a to nie było nic dobrego, nic co sprawiłoby, że dziewczyna czułaby się bezpiecznie nawet we własnej przyczepie. Opowiedziała Stanleyowi o tym, że wczoraj cały czas czuła na sobie czyjeś spojrzenie, że ktoś ją ciągle śledził i jakiś cień czający się na każdym rogu. Uznała to za złudę, za psoty jej strachliwego umysłu. Zawsze bała się ciemności, więc dlaczego nie może bać się cienia w drzewach letniego słońca? Ostatnio też nie spała za dobrze, ponieważ cały czas myślała o tym chłopaku, którego ktoś zaatakował w okolicach stacji. W nocy jednak strach miał jeszcze większe oczy, ponieważ przyśnił jej się mężczyzna ze strzelbą, a okno, które zamknęła przez swój strach przed nocą było otwarte.
Wprowadziła mężczyznę do swojej przyczepy, która w środku była powiększona. Był tam aneks kuchenny, przy którym zawsze piekła ciasta i gotowała przepyszne obiady. W niewielkim garnku gotował się właśnie gulasz, a na parapecie stygł placek z jabłkami, który przygotowała dla Stanleya. Pachniało tu pięknie. W rogu łóżka stał okrągły stolik z dwoma krzesłami, na jego środku stał wazon ze stokrotkami. Na ścianach było pełno ususzonych ziół, powieszonych chochli i innych przyrządów kucharskich. Pod ścianą obok zagłówka łóżka stała skrzynia, w środku były wszystkie jej rzeczy, miała specjalnie powiększone dno. W drugim rogu przyczepy było sporo pustej przestrzeni, na jej środku była rura. Elaine zawsze tam ćwiczyła do swoich występów, a także relaksowała się, gdy była zdenerwowana.
– W tym śnie spałam w swoim łóżku, a nade mną stał mężczyzna ze strzelbą, o dokładnie tutaj – stanęła przed łóżkiem, za sobą miała jedyne okno w pomieszczeniu – powiedział, że się go pozbył i będę mieć na jakiś czas spokój, ale kogo się pozbył? Nic nie rozumiem. Potem się obudziłam i okno było otwarte. Co jeśli mi się to nie śniło? Co jeśli to była prawda i ktoś tutaj był? – spojrzała na Borgina, a potem przypomniała sobie o gościnności. – Napijesz się czegoś? Chcesz obiadu, a może od razu deser? – wskazała ciasto.