Ale chwila, w której im oznajmił, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że umarł? To było jak cios prosto w serce; przez twarz kobiety przemknął cień. I nawet nie można powiedzieć, że nie mogła podejrzewać, dlaczego tak się działo.
Pamiętała wyjaśnienia Victorii.
Pamiętała – ale nie rozumiała. Co, do cholery, musiało dziać się z duszą w tym całym Limbo, żeby nie zorientować się, że nić życia została urwana, że nie ma już chodzenia do pracy, ścigania czarnoksiężników, rzucania sucharami czy w końcu przebywania w rodzinnym gronie?
Pani Księżyca, dlaczego…? Czy tak miał wyglądać spokój po śmierci? Czy w ogóle zaznawał spokoju, skoro wspomnienie z przejścia znajdowało się w jej łepetynie? Chyba jednak wyrażenie zgody na ten rytuał okazywało się być błędem, rozdrapywaniem tego, co nie powinno być rozdrapane.
Ale już, stało się, mogła – mogły – tylko spróbować zadać inne pytania, część najzwyczajniej skreślając z listy.
To coś dusiło coraz bardziej, aż uniosła dłoń do gardła, jakby to miało w czymkolwiek pomóc. Niespodzianka – absolutnie nie pomagało. Zacisnęła też wargi, wznosząc kolejny bastion obronny przeciwko temu, co się tak w niej kłębiło i…
… poległa.
- Nie widziałam żadnych widm poza tym jednym, z którym walczyłam na tle płonących drzew – wyrwało się jej nagle. I… wyglądało na to, że była bardzo, bardzo zaskoczona. Co się tu odwalało?
Derwin mimo wszystko przemówił: nie przez Laurenta, tylko przez nią. Jak? Czy nie powinna mieć jedynie jego wspomnień i nic więcej? Zwłaszcza że on sam wydawał się być tak bardzo boleśnie nieświadomy…?
Zdawała się wręcz zszarzeć.
Ale nie, nie roztrząsała tego teraz. Teraz… teraz mieli połączenie. Więc zadziałała dość zadaniowo, po prostu przechodząc do następnego punktu; ot, nie mogła sobie teraz pozwolić na rozczulanie się. Niemniej, coś się w niej zdawało zmienić. Na twardsze, ostrzejsze… Zamknęła oczy, biorąc kilka głębszych wdechów. Część kwestii brutalnie odpadła, Brenna poruszyła co innego...
- Widmo, o którym mówisz... Pamiętasz może coś więcej? Coś, co pozwoli nam je odnaleźć? – spytała, starając się brzmieć spokojnie. Tyle że spokojną, oczywiście, nie była za żadną cholerę. Zdawała sobie sprawę z tego, że szanse na to były nikłe, skoro wspomnienie kryło się w niej, ale i też: widziała tylko koniec. Co działo się wcześniej…? – I czy może masz wspomnienia, które nie pasują do całości? I wyglądają na takie, które należałyby do kogoś innego?