12.10.2023, 05:52 ✶
Już był kiedyś na tych statku. Chyba. Ale przecież to było niemożliwe, prawda? A może mu się już zwyczajnie w głowie od tego wszystkiego mieszało. W końcu widział zalewającą wodę, kołyszące się niebezpiecznie żyrandole i...
Mimowolnie spojrzał na Maddie, którą wciąż trzymał na rękach, teraz tak żywą i tak realną. Mimo jednak nagłego olśnienia, jakiego zdawał się doznać, nie wypuścił jej, wciąż przyciskając do siebie, kiedy stawiał kolejne kroki na schodach.
- Maddie, pamiętasz co było potem? - wybuch, bal, każde kolejne wynurzenie. Cokolwiek. Miał zwyczajnie nadzieję, ze skoro on i Brenna zdawali się już pamiętać, to może i dziewczynka w jakiś sposób przestała być tylko i wyłącznie fragmentem wspomnień.
Jego spojrzenie przesunęło się ku kobiecie, która schodziła po schodach i wtedy zimny, nieprzyjemny dreszcz wspiął mu się po plecach, kiedy uświadomił sobie, kim ona była. W jakiś sposób to co widział wcześniej, napawało go jakimś dziwnym, pierwotnym strachem. To jak ciężko kłębiła się dookoła niej czarna smolista aura, jak ociekał nią cały statek wprawiało go, jako aurowidza, w stan absolutnego szoku i tej obrzydliwej bezradności, której tak nienawidził. Bo zwyczajnie nie miał pojęcia, jak sobie z tym czym była poradzić.
- Mógł tam iść po zabójstwie, to nie ono musiało go sprowokować - powiedział cicho do Brenny, nie puszczając jednak jej dłoni. Jej ciepło jakoś dodawało mu otuchy, pomimo tego że jak zawsze magia zwyczajnie splatała ich razem, zachęcając tylko do przedłużenia tego gestu. Było jednak coś jeszcze, bo Bulstrode czuł, że jeśli tylko ją puści, ta zrobi coś absurdalnie wręcz głupiego, ale jak się niezaskakująco okazało, Brenna miała dwie ręce i dwie pięści. I właśnie tą, której on nie trzymał, chciała przyłożyć schodzącej po schodach kobiecie.
Chciał ją pociągnąć dalej za sobą ku górze schodów, może na tyle sprawnie, że nie zdążyłaby wykonać ciosu. A przynajmniej miał taką nadzieję.
- Mavelle, słyszysz mnie? - spróbował sięgnąć falami do Bones, bo może też udało jej się odzyskać świadomość i może też znajdowała się gdzieś niedaleko.
Mimowolnie spojrzał na Maddie, którą wciąż trzymał na rękach, teraz tak żywą i tak realną. Mimo jednak nagłego olśnienia, jakiego zdawał się doznać, nie wypuścił jej, wciąż przyciskając do siebie, kiedy stawiał kolejne kroki na schodach.
- Maddie, pamiętasz co było potem? - wybuch, bal, każde kolejne wynurzenie. Cokolwiek. Miał zwyczajnie nadzieję, ze skoro on i Brenna zdawali się już pamiętać, to może i dziewczynka w jakiś sposób przestała być tylko i wyłącznie fragmentem wspomnień.
Jego spojrzenie przesunęło się ku kobiecie, która schodziła po schodach i wtedy zimny, nieprzyjemny dreszcz wspiął mu się po plecach, kiedy uświadomił sobie, kim ona była. W jakiś sposób to co widział wcześniej, napawało go jakimś dziwnym, pierwotnym strachem. To jak ciężko kłębiła się dookoła niej czarna smolista aura, jak ociekał nią cały statek wprawiało go, jako aurowidza, w stan absolutnego szoku i tej obrzydliwej bezradności, której tak nienawidził. Bo zwyczajnie nie miał pojęcia, jak sobie z tym czym była poradzić.
- Mógł tam iść po zabójstwie, to nie ono musiało go sprowokować - powiedział cicho do Brenny, nie puszczając jednak jej dłoni. Jej ciepło jakoś dodawało mu otuchy, pomimo tego że jak zawsze magia zwyczajnie splatała ich razem, zachęcając tylko do przedłużenia tego gestu. Było jednak coś jeszcze, bo Bulstrode czuł, że jeśli tylko ją puści, ta zrobi coś absurdalnie wręcz głupiego, ale jak się niezaskakująco okazało, Brenna miała dwie ręce i dwie pięści. I właśnie tą, której on nie trzymał, chciała przyłożyć schodzącej po schodach kobiecie.
Chciał ją pociągnąć dalej za sobą ku górze schodów, może na tyle sprawnie, że nie zdążyłaby wykonać ciosu. A przynajmniej miał taką nadzieję.
- Mavelle, słyszysz mnie? - spróbował sięgnąć falami do Bones, bo może też udało jej się odzyskać świadomość i może też znajdowała się gdzieś niedaleko.