• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[13.06.72, po zmierzchu] Głosy umarłych

[13.06.72, po zmierzchu] Głosy umarłych
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#11
10.10.2023, 21:29  ✶  
To było… dziwne. Co najmniej. Pytanie zostało zadane – ale odpowiedź na nie znacznie odbiegała od wyobrażeń, jakie miała. Ale, żeby tego było mało, poczuła coś dziwnego. Coś, co chyba chciało się wydostać, coś, co powstrzymywała – nie wiedząc, co się dzieje. O co chodzi.
  Ale chwila, w której im oznajmił, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że umarł? To było jak cios prosto w serce; przez twarz kobiety przemknął cień. I nawet nie można powiedzieć, że nie mogła podejrzewać, dlaczego tak się działo.
  Pamiętała wyjaśnienia Victorii.
  Pamiętała – ale nie rozumiała. Co, do cholery, musiało dziać się z duszą w tym całym Limbo, żeby nie zorientować się, że nić życia została urwana, że nie ma już chodzenia do pracy, ścigania czarnoksiężników, rzucania sucharami czy w końcu przebywania w rodzinnym gronie?
  Pani Księżyca, dlaczego…? Czy tak miał wyglądać spokój po śmierci? Czy w ogóle zaznawał spokoju, skoro wspomnienie z przejścia znajdowało się w jej łepetynie? Chyba jednak wyrażenie zgody na ten rytuał okazywało się być błędem, rozdrapywaniem tego, co nie powinno być rozdrapane.
  Ale już, stało się, mogła – mogły – tylko spróbować zadać inne  pytania, część najzwyczajniej skreślając z listy.
  To coś dusiło coraz bardziej, aż uniosła dłoń do gardła, jakby to miało w czymkolwiek pomóc. Niespodzianka – absolutnie nie pomagało. Zacisnęła też wargi, wznosząc kolejny bastion obronny przeciwko temu, co się tak w niej kłębiło i…
  … poległa.
  - Nie widziałam żadnych widm poza tym jednym, z którym walczyłam na tle płonących drzew – wyrwało się jej nagle. I… wyglądało na to, że była bardzo, bardzo zaskoczona. Co się tu odwalało?
  Derwin mimo wszystko przemówił: nie przez Laurenta, tylko przez nią. Jak? Czy nie powinna mieć jedynie jego wspomnień i nic więcej? Zwłaszcza że on sam wydawał się być tak bardzo boleśnie nieświadomy…?
  Zdawała się wręcz zszarzeć.
  Ale nie, nie roztrząsała tego teraz. Teraz… teraz mieli połączenie. Więc zadziałała dość zadaniowo, po prostu przechodząc do następnego punktu; ot, nie mogła sobie teraz pozwolić na rozczulanie się. Niemniej, coś się w niej zdawało zmienić. Na twardsze, ostrzejsze… Zamknęła oczy, biorąc kilka głębszych wdechów. Część kwestii brutalnie odpadła, Brenna poruszyła co innego...
  - Widmo, o którym mówisz... Pamiętasz może coś więcej? Coś, co pozwoli nam je odnaleźć? – spytała, starając się brzmieć spokojnie. Tyle że spokojną, oczywiście, nie była za żadną cholerę. Zdawała sobie sprawę z tego, że szanse na to były nikłe, skoro wspomnienie kryło się w niej, ale i też: widziała tylko koniec. Co działo się wcześniej…? – I czy może masz wspomnienia, które nie pasują do całości? I wyglądają na takie, które należałyby do kogoś innego?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
13.10.2023, 09:30  ✶  

Nie skupił się na słowach Brenny, które były wypowiedziane szeptem, bo znaczyło to tyle, że nie były kierowane do niego. Może potem do niego dotrą, a może nie dotrą wcale - chwilowo skupiał się cały na duchu, którego obecność przenikała jego ciało i umysł. Zadziwiająco spokojnie. Miał poczucie, że ma wszystko pod kontrolą i w przeciwieństwie do ostatniego wywoływania nie będzie żadnego problemu. Raczej nie sądził, żeby chodziło o to, jak długo duch przebywa w Limbo, choć może..? Może te dusza naprawdę tam się zmieniały, tak samo jak zmieniał się człowiek brnąc przez ten swój marny żywot na ziemi? Starając się ukrywać swoje sekrety i nie odpowiadać na pytania, choć czuły się zobowiązane przez to miniaturowe więzienie, do jakiego trafiały? Zupełnie jak ludzie w tych czasach czuli się zobowiązani do trzymania pokerowych twarzy, żeby słabość nie wyszła na zewnątrz. Strasznym było, jak wiele osób wokół powtarzała to samo zagranie. "Inni mają gorzej - wytrzymam". Nie było mądrych, żeby to zatrzymać. Koniec końców nie prowadziło to wcale do niczego lepszego. Lecz sekret, póki pozostawał sekretem, nie pozwalał czasem nawet bliskim dowiedzieć się, jaki koszmar przeżywałeś. A wszystko to niby po to, żeby ich chronić. Hipokryzja.

- Czy wśród twoich wspomnień są takie których nie można zobaczyć? - Powtórzył pytanie Brenny, znowu zamykając oczy. Odpowiedź była nieoczywista. Brak pewności co do samego siebie, co do tego, co się z nim dzieje, co do tego, czy może mu brakować tych wspomień? Wsłuchiwał się w niego, w jego odczucia względem tego i czekał, czy jednak miał coś do powiedzenia na ten temat, albo może sam chciał o coś zapytać? - Jest tak samo jak w przypadku Victoria, która wymieniła się wspomnieniami ze swoim krewnym, jeśli to chciałyście wiedzieć. - Trochę to nim... wstrząsnęło. Nie spodziewał się, że któraś z nich... Mavelle. Zimna. No tak. Teraz wydawało się to przecież takie oczywiste... ale nie powiedział nic. To nie była jego sprawa, szczególnie, że kobiety nie znał. Jeśli mógł jej pomóc w ten sposób... - Pan Longbottom stracił część wspomnień. - Uzupełnił, żeby nie było wątpliwości, o czym mówi, bo w zasadzie to ani Brenna ani Mavelle nie musiały wiedzieć, o czym mówił. Nie wiedział, czy Victoria się z tego im zwierzała. No, Brennie przede wszystkim, bo Mavelle w ogóle nie znał.

- Czy spotkałeś widma tam gdzie poszedłeś? Czy pamiętasz ostatnie spotkanie z Mavelle?

- Nie... naprawdę nie wiem, o jakie widma mnie pytacie. Znam jedno widmo - Śmierciożercę, z którym walczyłem. To nie mógł być człowiek. To był upiór. - Wyczuł zgrozę i chyba jakąś część gniewu w mężczyźnie. Tego słusznego gniewu, który motywuje do walki i sprawia, że człowiek wypina pierś, ponieważ ma coś jeszcze do zrobienia... dobrze, że to odczucie nie pojawiło się wcześniej. Inaczej nie przeszedłby na drugą stronę. Ach, ten mężczyzna gotów byłby walczyć dalej za swoją rodzinę, za przyjaciół... Laurent czuł, jak coraz boleśniej uderza mu serce w klatce piersiowej.

- Pan Longbottom nazywa widmem Śmierciożercę, z którym walczył. Nazywa go też upiorem, mówi, że nie przypominał człowieka. Nie wie jednak nic o widmach, o jakie pytacie. - Albo: pytaMY. Ponieważ Laurent chciał zaryzykować ten proces z myślą właśnie o tym, że kto jeśli nie duch będzie w stanie im coś o widmach powiedzieć? - Wiesz coś o sposobie, w jaki można odwrócić to, co ją tam spotkało? - Tym razem odpowiedź była klarowna i jasna. - Nie wie, ale może Godryk wie. - Powtórzył to, bo w zasadzie nie wyłapał jeszcze tego kontekstu, że to brzmiało całkiem genialnie. Mogło być jakąś formą, hm... sarkazmu? Tak samo nie zwrócił uwagi na to, co w zasadzie powiedziała Mavelle, uznając to za jakiś komentarz, którym podzieliła się z Brenną dotyczący tego, co było tutaj mówione.

- Wiesz, albo pamiętasz coś o tym widmie, o którym mówisz, co umożliwi znalezienie go? - Och... naprawdę robiło mu się niedobrze od napięcia, jakie zaczęło powoli rosnąć. Miał nadzieję, szczerą nadzieję, że odpowiedź będzie pozytywna. Że się dowiedzą, że tak, mężczyzna wie, że chociaż jedna z ofiar zostanie pomszczona, że dostaną ślad... ale nie. Niestety - nie. Bo Laurent sądził, że do tego się odnosi pytanie Mavelle. - Pan Longbottom mówi, że podejrzewa, że to był jakiś wampir, albo coś mu podobnego. Ciągle mówi o "upiorze". Niestety niczego więcej nie wie. Dla niego to był Śmierciożerca w masce, szczegóły mu się rozmywają. - Pewnie dlatego, że nawet nie wiedział, że został zabity...

- Czy masz wspomnienia, które nie pasują do całości? Jakby należałyby do kogoś innego? - Tutaj odpowiedź była błyskawiczna. - Nie. - Powtórzył za nim Laurent. Sprawa jasna, a czy w czymkolwiek pomagała? Rozchylił powieki, żeby w świetle tych pytań odezwać się do dwóch kobiet. - Kiedy rozmawiałem z przodkiem Victorii powiedział on, że Zimni utracili energię, muszą ją więc czymś wypełnić. Proste przesyłanie energii jednak nie działa. Zapewne rytuał polega na wymianie, albo czymś bardziej skomplikowanym. Czy chciałybyście zapytać o coś jeszcze?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
13.10.2023, 18:04  ✶  
Każdy miał własną drogę. Brenna nie zgodziłaby się, że sama wybierała tę najgorszą dla siebie. Nie bez powodu w ich Departamencie było tak niewielu widmowidzów, chociaż potrzebowano ich rozpaczliwie – większość po prostu nie wytrzymywała. Ci, którzy przetrwali dłużej, zwykle stawali się zgorzkniali i obojętni. Odcinanie pewnych rzeczy, zostawianie gdzieś w ciemnościach i szukanie radości, pomogło jej przetrwać to, więc i to samo robiła w innych sferach życia, odkąd nadeszły wojenne cienie.
Poza tym na pewne rzeczy nie mogła sobie pozwolić.
Nie wspominając już o tym, że nawet nie musiała się starać – niektóre odruchy przychodziły jej naturalnie. Dlatego teraz siedziała spokojnie, prawie nie zmieniając wyrazu twarzy, zapatrzona w Laurenta, z dłonią na dłoni kuzynki. Z pozornym spokojem przyjmując wszystkie rewelacje. Nie była zdziwiona tym, co Laurent wspomniał o Victorii: ta wprawdzie się Brennie nie zwierzała, ale Brenna była świadkiem wyprawy na Nokturn i właściwie to ona zasugerowała wtedy Victorii, że może mieć nie swoje wspomnienia… Nie wiedziała tylko czyje. A reszta Zimnych wymieniła się informacjami. Przeszło jej przez moment przez głowę, że pozbycie się tych wspomnień i zabrania własnych mogłoby „naprawić” Zimnych, ale zaraz przypomniała sobie, że Atreus nie miał za sobą takiego spotkania. Odpowiedź musiała kryć się gdzieś indziej.
– A więc tych widm nie ma w limbo – mruknęła. Sądziła, że mogło być inaczej, skoro Bones i Steward twierdzili, że coś ich tam obserwowało. Może to jednak nie były one.
Nijak nie zareagowała na wspomnienie, że Godryk może coś wiedzieć, bo w nim nie pokładała nadziei. Jeżeli dziadek czegoś się domyślał, to nie zechciał się podzielić tym z Mavelle do tej pory, z pewnością więc nie wpadnie mu do głowy, aby im jednak pomóc po półtorej miesiąca. Ale to nie było coś, o czym chciała mówić Derwinowi. Za to drgnęła pierwszy raz, gdy wspomniano o „upiorze”.
Wampir?
Ghul?
Brenna odetchnęła. Może powinna zapytać o coś jeszcze, ale w tej chwili w jej głowie panował zamęt, a odpowiedzi wujka sprawiły, że część przygotowanych pytań straciła sens.
– Dziękuję. Wam obu – powiedziała miękko, wypuszczając wreszcie dłoń Mavelle. Zawahała się na parę sekund, bo to mógł być wielki błąd, ale ktoś musiał podjąć jakąś decyzję… – Laurent. Jeżeli inne duchy, z którymi się komunikowałeś, były świadome, że nie żyją, powiedz mu proszę… powiedz mu proszę, że przeszedł przez ogień do Limbo, na drugą stronę. I że kiedyś się tam spotkamy – poprosiła.
Może nawet zbyt szybko. Chociaż… czy to nie zawsze było „za szybko”?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#14
19.10.2023, 15:14  ✶  
Kolejne pytania, kolejne odpowiedzi. Już się to nie powtórzyło – to dziwne uczucie, kiedy coś chciało się z niej wyrwać. Znaczy… nie sięgało to wspomnień, które miała gdzieś u siebie? Nie była pewna tej teorii.
  Zresztą, jeśli cokolwiek wiedziała, to jedno: że tak naprawdę nie wiedziała nic. Miała strzępy i kolejne strępy otrzymywała, wyjaśnienia? To, czego chciała się dowiedzieć, i tak pozostawało, koniec końców, poza jej zasięgiem. Pewnie, jakiś trop wpadł, ale…
  Uch.
  Zacisnęła lekko wargo, gdy padła wzmianka o Godryku. Nie wspominała najlepiej nie tak dawnej rozmowy, podczas której najwyraźniej okazało się, że senior rodu za nic miał bezpieczeństwo innych. Cóż, wyglądało na to, że przez lata nosiła w sobie fałszywy obraz dziadka i dopiero teraz spadły maski. Trudno, pozostawało to zaakceptować.
  Czy chciały jeszcze o coś zapytać? Zapewne mogłaby prowadzić rozmowę jeszcze długo. Tylko… to już byłoby przeciąganie tego, co nieuniknione. I nie czułaby się z tym szczególnie dobrze.
  Przecież już przeszedł – cisnęło się na usta. Bo przeszedł, prawda? Spotkała go w Limbo, nie został wśród żywych. Pojechał tam ekspresem do Hogwartu i spotkał matkę. Więc… chyba że to całe wywoływanie jednak działało tak, że był wyrywany z Limbo? Nie była pewna. Stąd zostawiła to bez komentarza.
  Ale nie odpuściła ostatnich słów, jakie mogła mu ofiarować.
  - Powiedz mu... – urwała, splatając dłonie, biorąc głębszy wdech. Pożegnanie. To było ich pożegnanie i jednocześnie najlepsze, co mogła oferować człowiekowi, który już odszedł z tego świata – Powiedz, że sobie radzą. Że nie musi się o nie martwić. Radzą sobie i nigdy nie będą same – nie sprecyzowała, o kim dokładnie mówiła, ale też była całkiem pewna, że Derwin zrozumie.
  Bo pamiętała, o kogo się tak bardzo martwił, gdy życie z niego uchodziło. Gdy odchodził w ogień.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
19.10.2023, 17:50  ✶  

Widział to, wiedział i rozumiał - zatrzymanie się było kluczem do porażki. Jeśli pozwolisz, żeby ten paskudny deszcz spadł na ciebie i zmył z powierzchni twój cały kolor to będziesz jednym krokiem w stronę oddania wrogowi szansy na pokonanie cię. Nawet na szansę, że kiedy ten wróg przyjdzie pod drzwi twojego domu to nie będzie żadnego pukania. Sam otworzysz mu drzwi, uśmiechniesz się i powiesz "no wreszcie". Przywitasz Śmierć jak starego, dobrego przyjaciela, którym przecież nie powinna być, kiedy odchodzisz z tego świata przedwcześnie. Gdyby wiedział o widmowidzeniu Brenny pewnie nie potrafiłby nie otulić jej ramionami wtedy, na tamtej polanie, kiedy poprosiła go, żeby pokazał jej miejsce śmierci jej wuja. Zastanawiał się - kim był i kim jest, żeby to robić? Kiedy Brenna Longbottom miała wokół siebie mnóstwo ludzi, którzy rozumieli ją lepiej i którzy byli dla niej lepsi? Którym się zwierzała i z którymi dzieliła sekrety? Nie uważał się za nikogo istotnego w życiu tej dziewczyny, szczególnie, kiedy szkolna znajomość się rozeszła.

Drgnął, kiedy usłyszał swoje imię i uchylił oczy, żeby spojrzeć na Brennę i wysłuchać jej prośby. Nie to, że nie był pewien co do właściwości tej prośby, o której wspomniała Brenna, ale nie potrafił od razu przytaknąć głową, spoglądając na nią dokładnie tak, jak się czuł - ze smutkiem przecinającym sercem, które było aż ściskane przez to, czego się dowiedzieli. Nie tak to miało wyglądać, ale może trzeba się było po prostu dwa razy zastanowić wcześniej, zanim w ogóle się tego podjęli? Czy teraz przyjdzie powiedzieć: to było głupie, po co w ogóle się zgodziłam..? Przeniósł spojrzenie na Mavelle, kiedy niepewnie zaczęła, chyba chcąc uzupełnić prośbę Brenny. Skinął w końcu głową, czując dreszcz przecinający ciało. Ciężko było mu wydobyć z siebie jakieś słowo, bo jakie było dobre? Że mu przykro? Że im współczuje? Współczuł. Współczuł strasznie. Nie życzył czegoś takiego nikomu - utraty krewnego, który zmarł w bitwie, a przecież ta wojna ściągnęła już więcej żyć niż Derwina Longbottoma. Zamknął powieki, starając się nie dać owładnąć tym odczuciom, które zaczęły go wpychać pod powierzchnię.

Nastała cisza w pokoju. Przynajmniej dla Mavelle i Brenny. Derwin... zdawał się nie być bardzo zaskoczony. Chwilowy niepokój, pierwszy moment niezrozumienia, przerodził się w niepasujący do jego układanki puzzel - nadal obcy, ale przecież swój. Jego własny. Starał się to zrobić jak najdelikatniej. Z drugiej strony - jak powiedzieć delikatnie o tym, że przekroczył już granicę życia i śmierci? Derwin tego nie utrudniał, nie wypierał. Był jak żołnierz, który odetchnął na wiadomość, że jego służba została zakończona. Laurent chyba nie wiedziałby, jak inaczej te słowa określić. Uśmiech z żołnierzem na ustach.

- "Brenna obiecuje, że kiedyś się tam spotkacie. - Laurent nie potrafił tego powstrzymać. Ach, zawsze był beksą. Płakał, bo inni tak dzielnie się trzymali, a on nie rozumiał, jak. Łzy poleciały po jego policzkach spod zamkniętych powiek, kiedy niemal widział uśmiech Derwina przed sobą, a na pewno go czuł.

- "Niemądra dziewczyna! Niech nie będzie taka hop do przodu, bo jej tyłu zabraknie. Nie będę na nie czekał. Niech zajmą się życiem, a nie marnują je myśląc o staruszku." - Boże. Słodki Boże, jakie to było straszne i przerażające. Laurentowi zadrżały wargi, kiedy starał się powstrzymać ten płacz, ale łzy same sunęły w dół. Ta zjawiskowo oczyszczająca sól zmieszana z wodą podobna do oceanów pokrywających nasz świat.

- "Mavelle prosiła też, żeby powiedzieć, że sobie radzą. Nie musisz się o nie martwić. Radzą sobie i nie będą same." - To był... dobry człowiek. Po prostu dobry człowiek. Nawet mimo zimna zaświatów miał wrażenie, że mógł dotknąć jego ciepła, że Limbo nie zniszczyło go, jeśli w ogóle mogło. W życiu czegoś takiego nie przeżył, nie tak intensywnego. Ale to był jeden z powodów, dla którego nie mówił ludziom, że ma dar medium. Bo to... to było dla niego za dużo.

- Hahaha, zuchy... Dziękuję, Laurencie. Dobra z ciebie osoba. Mogę teraz odejść w spokoju...

To było jak oddech. Jak odetchnięcie. Derwin rozmył się, rozpłynął między jego palcami. Świece zgasły.

Laurent otworzył oczy i przechylił się w przód, obejmując się, ale zaraz chowając twarz w dłoniach. Płacząc jak dziecko. Chyba zrobili coś dobrego, prawda? Zrobili. Ktoś odszedł w pokoju, ktoś teraz w błogosławionym katharsis mógł czuwać nad tymi, których kocha i oczekiwać ich bez obawy o to, co się z nimi dzieje, czy sobie poradzą. Bez błądzenia i zastanawiania się, gdzie jest. Więc czemu to było takie cholernie trudne..?

- Przekazałem... - Odezwał się w końcu. - Powiedział... powiedział, że... - Uśmiechnął się miedzy łzami. - Żebyś nie była Brenno taka hop do przodu, bo ci tyłów zabraknie. - Zaśmiał się nieco między tymi łzami. - I że nie będzie na was czekał, bo powinnyście się zająć życiem, a nie myśleniem o nim. Odszedł... spokojny. - Zacisnął znów powieki. - Przepraszam. Przepraszam... - Sam nie wiedział za co. Za ten ból, za to wszystko, za to, że tak niewiele można było zrobić, że mógł tylko przekazywać im te słowa, a nie był w stanie... To zawsze było tak cholernie za mało. Czemu nie mógł zrobić niczego więcej? Czemu nikt tego człowieka nie mógł ocalić i zginął, zamiast trzymać Brenne i Mavelle za dłoń?

Teraz już nie była ducha, który by na to odpowiedział.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
19.10.2023, 18:24  ✶  
Miała wielu ludzi, których kochała i którzy kochali ją. Może nie zawsze ich rozumiała. Może oni nie zawsze rozumieli ją. Ale doskonale wiedziała, że ją kochają – i ta miłość wystarczała, aby popychać ją do przodu i sprawiać, że nie spadała w dół i nigdy nie traciła nadziei. A kim był Laurent? Może i głównie wspomnieniem przyjaciela, ale to przecież nie znaczyło, że nic nie znaczył: bo znaczył bardzo wiele.
Opuściła na moment powieki, zacisnęła je mocno, kiedy Laurent rozmawiał z Derwinem. A kiedy je uniosła, oczy miała suche. Nie była pewna, co czuje – była to mieszanka emocji, i tak, było tam mnóstwo smutku i tęsknoty, były gniew i gorycz, ale wcale nie przytłumiały tego innego uczucia, znacznie istotniejszego od pozostałych.
Bo tak bardzo ich wszystkich kochała.
Nie mogła powiedzieć, że coś zyskali, ale nie mogła też powiedzieć, że żałuje. Zwłaszcza, że Derwin nie wiedział, i że Mavelle chyba bardzo chciała przekazać mu te ostatnie słowa – że Danielle i Lucy przetrwają, że nigdy nie będą tu same. Może było warto tylko po to, aby te zdania padły?
Brenna obróciła się ku Mavelle, teraz już bez oporów przygarniając ją po prostu do siebie. Może i ta wolałaby nie być tak ściskana przy kimś całkiem obcym, ale Brenna nie umiała po prostu NIE sięgnąć ku niej, nie objąć i nie zakołysać w ramionach. Jakby chciała obiecać, że wszystko będzie dobrze, chociaż nie mogła przecież złożyć takiej obietnicy: nie przeszłaby jej przez usta. Mogła uciekać się do półprawd, ale nie chciała kłamać. A na pewno nie chciała okłamywać Mavelle.
Z jej ust uciekło westchnienie, gdy odwróciła się do Laurenta. Miała teraz wrażenie, że nie powinna była się zgadzać – nie ze względu na siebie, na Mav, czy nawet na wujka, ale na niego. Nie zastanawiała się nad tym aż tak głęboko wcześniej, ale teraz myślała, że kontakt z tą drugą stroną, z umarłymi mógł być za trudny dla kogoś takiego jak on.
Zawsze miał trochę za dobre serce.
I jeszcze je przepraszał. Za co i dlaczego?
Brenna przesunęła się po prostu ku niemu i niewiele myśląc ujęła jego twarz w dłonie, by musnąć ustami jego policzek.
– Za wiele przepraszasz, Lauri – powiedziała, odsuwając się, chociaż palce wciąż trzymała na jego twarzy, spoglądając na niego uważnie, bo wyglądał, jakby jego świat właśnie się rozpadał, a ona nie była pewna, czy seans nie pozostawiał po sobie jakichś paskudnych skutków. Może uczucia ducha, jego energia, osiadały w jakiś sposób na wywołującym, może ciężko było się po tym pozbierać? – Potrzebujesz czegoś?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#17
21.10.2023, 23:53  ✶  
Przez chwilę, krótką chwilę – a jednocześnie zdającą się ciągnąć w nieskończoność – wszystko stało się wręcz surrealistyczne. Cisza, która nie była ciszą, bo choć tego nie słyszały – rozmowa wciąż trwała. A potem słowa. Łzy.
  Dlaczego płakał, skoro nijak nie był powiązany z Derwinem, a przynajmniej nic o tym nie wiedziała…? A jednak. Łzy. Choć jej oczy w tej chwili pozostały jeszcze suche, mimo że gdzieś w środku to wszystko wzbierało i zapewne było kwestią czasu, kiedy tama puści.
  Jeszcze nie teraz.
  Jeszcze nie.
  Nie tylko dała się przygarnąć, ale też i sama objęła mocno Brennę. Bez żadnych słów, te w tej chwili naprawdę były zbędne. Nic nie było dobrze, a jeśli kiedykolwiek miałoby być… to już czas miał pokazać. Co nie znaczyło, że wszelkie blizny zostaną zaleczone, o nie – pozostaną, przypominając o wszystkim.
  Przynajmniej miały tu siebie.
  Odwróciła spojrzenie, kierując je gdzieś w bok, gdy kuzynka obróciła się w stronę Prewetta. Przepraszał… za co? Dlaczego?
  - Nie powinieneś przepraszać – wychrypiała - Muszę… muszę się przewietrzyć – stwierdziła cicho, podnosząc się z miejsca. Dłoń powędrowała do kieszeni, upewniając się, że znajduje się w niej paczka, do której zawartości miała zamiar wkrótce się dobrać.
  Potrzebowała chwili samotności. Zapewne potem miała się jeszcze pożegnać z Prewettem, może nawet podziękować za podjęcie wysiłku i przeprowadzenie seansu. Zapewne. Teraz… teraz naprawdę potrzebowała chwili samotności, więc skierowała się w stronę wyjścia, po drodze dając Brennie subtelny znak, żeby za nią teraz nie szła.

Postać opuszcza sesję
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
23.10.2023, 14:35  ✶  

Cofnął się lekko po tym dleikatnym pocałunku w policzki, kręcąc głową. Nie, niczego nie potrzebował. Niczego prócz uspokojenia się. Szczególnie od tego morderstwa wszystko zaczęło nim trzepać i telepać. Teraz już naprawdę chyba wszystko go przerastało. Choć może to nie miało związku. Może to po prostu jego zbyt empatyczna natura i taki żal, że nie wszystkim dało się pomóc ani nie wszystkich dało się uratować. Naprawdę nie było za co przepraszać? Może nie. W końcu każdy się zgodził i każdy też dobrze wiedział, na co się pisze. Mimo to pokiwał w kierunku Mavelle głową, nie bardzo potrafiąc zdobyć się na jakieś bogatsze słowa. Wyjątkowo - brakowało mu ich. Mądrych, pięknych słów, jakie można by było powiedzieć, żeby kogoś pocieszyć, żeby komuś ulżyć. Kiedy najbardziej były potrzebne - on ich nie miał.

- Nie... dziękuję, poradzę sobie... - Odetchnął głęboko i sięgnął po chustkę, żeby otrzeć te łzy. To, czego teraz potrzebował to zaszyć się w Keswick i udawać, że nie istnieje. I że poza jego łóżkiem też nie istnieje boży świat. Tylko on, miękka pościel i jej zapach kojarzony z domem - tym gościnnym jak i zupełnie niegościnnym zarazem. - Idź... możesz iść za Mavelle. - Zachęcił ją, bo przecież to nawet nie wypadało, żeby ona zostawał tu i teraz z nim. Co mu niby było? Nic. Po prostu był zupełnie przewrażliwionym człowiekiem, który zachowywał się zupełnie nie tak, jak przystawało mężczyźnie. Przynajmniej w jego mniemaniu. - Mam nadzieję, że... chociaż trochę to pomoże. - Albo pomogło. Nie wiedział. A może będzie tylko gorzej myśleć, że już go nie będzie? Ponoć ludzie potrafili poczuć ulgę, kiedy mieli okazję i możliwość powiedzenia tych ostatnich słów. Brenna jak zawsze wyglądała tak, jakby nic się nie stało. Albo stało - ale jej bliskim, a nie jej samej. Tylko chyba niczego mądrego nie mógł z tym zrobić. Miał jedynie nadzieję, że to nie było dociążenie tej wspaniałej kobiety, dla której chciał jak najlepiej. Że dogoni swoją krewniaczkę i że razem dadzą sobie wsparcie, bo nie wyobrażał sobie, że któraś z nich tego teraz nie potrzebowała. Czy to był wybór - spędzać czas samotnie? Raczej klątwa. Nikt nie powinien być sam w tych najcięższych chwilach.

Pożegnał się z Brenną i... chciał to wszystko olać, iść po prostu do Keswick, ale tego nie zrobił. Posprzątał tutaj najpierw, aż za dobrze wiedząc, że inaczej rano, kiedy tutaj wróci, to będzie mu tylko gorzej. Poprosił skrzata o pomoc, by ustawił to, co zostało ze świeczek tam, gdzie trzymał takie rzeczy, a sam, gdy już wszystko było poukładane wrócił do rodzinnej posiadłości Prewettów i wziął długą, bardzo długą kąpiel, emocjonalnie wyczerpany tym dniem. I echem tego ciepła i poczucia pustki po człowieku, którego nie znał. Duchu, który odszedł.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3015), Laurent Prewett (4218), Mavelle Bones (2128)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa