• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[06.03.1972] Ministerstwo Magii | Erik i Ashsling

[06.03.1972] Ministerstwo Magii | Erik i Ashsling
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
12.11.2022, 00:10  ✶  
- Jeżeli mógłbyś wybadać zainteresowanie wśród innych Brygadzistów i zechciałbyś dać mi znać…nie zamierzam tego wymagać, ale szybciej dotarłbyś do potencjalnych chętnych gdyby były takie plany. – Potarła jeszcze nadgarstek, zastanawiając się nad nowymi sprawami albo możliwościami połączenia jakoś obydwu zespołów, gdy jednak Erik wydawał się jednak bardziej realistą w całym tym spojrzeniu. Rzuciła mu pilne spojrzenie, analizując chwilę to, co powiedział, wzruszając ostatecznie ramionami. Wielu ludziom miało się nie podobać to, co robiła Brygada i Biuro Aurorów, zwłaszcza po całym ogłoszeniu rzeczy przez Voldemorta.
- Może nie będzie im się to podobać, nie zamierzam jednak zniechęcać się tylko dlatego, że może to być trudne. Nie muszę pilnować nazwiska ani siebie i jeżeli trzeba zrobić to, co ułatwiłoby komuś pracę a w przyszłości i może uratowało jakieś życie przez lepiej prowadzone śledztwa, to jest to dobry powód aby zacząć chodzić po różnych miejscach. System też został po coś stworzony. – Tak jak w relacjach nie była najłatwiejsza, potykając się o drobne słowa albo szukając w głowie poprawnych zwrotów, tak w kwestiach pracy była nieugięta i nieustępliwa. Nie dawało jej to popularności ale w takich wypadkach zapraszała wszystkich do próbowania. Nic dziwnego, że to sama szef Biura Aurorów wciągnęła ją do Zakonu. A może po prostu liczyła na to, że Ashling przy okazji zje jakiegoś czarnoksiężnika. Z tą kobietą nigdy nie wiadomo.
- Jeżeli coś będę wiedziała odnośnie możliwości szkoleń, poinformuję cię gdybyś był chętny. – Umysł jej zaczął już pracować gdy myślała nad tym, jakie szkolenia można by przeprowadzić. Wspólne działania? Pojedynkowanie? Działania wzajemne na zasadzie uczenia się od siebie też powinny być rozważnie wykorzystywane. Westchnęła jeszcze, pozwalając sobie spojrzeć smętnie na drzwi, a przynajmniej dopóki kolejne słowa nie sprawiły, że nie uniosła brwi.
- Nie będzie procesu ponieważ nie pozwolę ci wziąć winy na siebie. Jeżeli już kogoś trzeba będzie o to obwiniać to zdecydowanie mnie. – Nie po to wchodzili tam razem tylko po to, aby jednak potem Ashling zostawiła go i pozwoliła wziąć mu winę. Zresztą, jej łatwiej by było odpowiedzieć za coś takiego…ale prawda była też taka, że póki co nie robili nic nielegalnego. To, że drzwi do archiwum były zamknięte nie znaczyło, że wejść do środka im zabroniono.
- Nie musisz mówić, że tego nauczyłeś się tego ode mnie. – Nie robiła tego często, ale nauczyła się otwierać drzwi gdy czasem zamykano ją w szkole w ramach żartów. Naparła na drzwi, podnosząc je lekko tak aby odsłonić zamek i łapiąc za akta, przesunęła je przez zamek, pozwalając mu na chwilę przesunąć się i przez to otworzyć drzwi. Nie zadziałałoby na bardzo skomplikowane zamki, ale w archiwum raczej nikt nie spodziewał się zastać wielkich zabezpieczeń.
- Nic nie ma poza tym wyjściem za naszymi plecami, uważaj… - Nie wiedziała, czy tylko chodziło o nią, ale czuła zaniepokojenie. Wyciągnęła różdżkę, pozwalając sobie wysunąć się przed Erika, w razie czego chcąc go ochronić gdyby się miało okazać, że ktoś ma wypaść na nich, wolała, aby jemu nic się nie stanie.
Miała wrażenie, że hałas dobiegł zza jednej z półek, uniosła więc palce dłoni, w której nie trzymała różdżki, odliczając na niej niemo do trzech aby zaraz przemierzyć zakręt.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
13.11.2022, 18:15  ✶  

Pokiwał głową. Zdobycie wiedzy na temat tego, jakie podejście do tego pomysłu mają przedstawiciele Brygady oraz Biura Aurorów było jednym z ważniejszych aspektów tego przedsięwzięcia, chociaż na razie istniało głównie w ich głowach. W tych czasach byli tak zawaleni robotą, że nawet drobna przewaga względem współpracy między działami mogłaby się okazać na wagę złota. Może powinien porozmawiać o tym z Brenną i Thomasem? Coś czuł, że mieliby sporo do powiedzenia na ten temat i być może razem zdołaliby wybadać resztę grupy w której pracowali.

— Masz ku temu odpowiednie nastawienie. Tego nie sposób Ci odmówić — stwierdził, chociaż przez jego twarz przetoczył się cień zdziwienia na dźwięk siły w słowach kobiety. — Dobrze, że dzielisz się swoimi pomysłami z innymi. Stawanie na własną ręką przeciw całemu systemowi rzadko kiedy dobrze się kończy. Grupę przynajmniej zauważą też postronni, a kto wie, może nawet się przyłączą, aby wesprzeć odpowiednią ideę.

Zauważył zmianę w jej nastawieniu. Jeszcze chwilę temu, gdy go zaczepiła, zachowywała się, jakby sama do końca nie wiedziała, co robi, jednak teraz w tonie jej głosu pobrzmiewała pewność siebie. Zaskoczyła go tym, jednak z drugiej strony, może powinien był się tego spodziewać? Bądź co bądź, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie przyjmował wszystkich, jak leci i przeprowadzali odpowiednią selekcję w tym i tę dotyczącą tego, czy dana osoba ma predyspozycje do tej pracy. Mimo to przemiana Ashling wydała mu się nad wyraz interesująca.

— Oh, branie winy na siebie. Klasyka. Chociaż w tym przypadku współudział dalej mógłby któremuś z nas zostać zarzucony, gdybyśmy faktycznie robili coś złego — rzucił, wbijając na wpół rozbawione, a na wpół ponure spojrzenie w ciężkie drzwi. Chociaż cała ta sytuacja robiła się z każdą chwilą coraz bardziej podejrzana, tak musiał przyznać, że przynajmniej wzbudziło to jego ciekawość. Co też ich uciekinier robił w archiwum, że teraz nie mogli nawet wejść do środka?

— Postaram się nie rozgadywać tego, co mam teraz przed oczami — obiecał.

Z początku sądził, że będzie to pokaz jakiegoś mało znanego zaklęcia odblokowującego zamki. Ash zdecydowała się jednak sięgnąć po nieco inne środki. Erik przekrzywił z zaciekawieniem głowę w bok. Nie powstrzymał jej, a zamiast tego po prostu obserwował, mając nadzieję, że nagle nikt im nie przeszkodzi i nie zacznie suszyć głowy za próbę włamania. Nawet jeśli byli tu w dobrej wierze. Ciekawe, ile jeszcze niespodzianek w sobie skrywasz, pomyślał, gdy wchodzili już do środka.

Nie był aurowidzem ani żadnym innym specjalistą od odczytywania energii danego pomieszczenia, jednak im głębiej wchodził w archiwalne pomieszczenie, tym bardziej odczuwał większą podejrzliwość. Niby na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się spokojne i ciche, jednak było tutaj aż zbyt normalnie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że pokój ten jeszcze chwilę wcześniej został dokładnie zablokowany od wewnątrz. Erik skręcił w jeden z działów, stawiając ostrożnie kroki. Wprawdzie wątpił, aby przy swojej wzroście i ciężarze mógł zachować kompletną ciszę podczas poruszania się, jednak wypadało chociaż spróbować.

W pewnym momencie usłyszał ciche trzaśnięcie, jakby na podłogę właśnie opadła cała sterta gazet czy innych papierzysk. Przygryzł lekko dolną wargę. Może jednak przesadzali i faktycznie trafili po prostu na pracownika, który po prostu chciał załatwić to, co miał do zrobienia i iść do domu. Zrobił jeszcze kilka kroków i właściwie był już u celu.

— Ekhm — rzucił na głos, sprawiając, że osóbka klęcząca na płytkach przed stosem dokumentów nagle poderwała się na równe nogi. Wzrok Longbottoma automatycznie podążył za postacią i przez chwilę mierzyli się wzrokiem, jakby tocząc pojedynek siły woli.

Zerknął kątem oka na porozwalane na podłodze oficjalne dokumenty Ministerstwa Magii. Nie wyglądało to na normalny proces archiwizacji, ale też nie przypominało to nielegalnego kopiowania własności Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. O co tutaj więc mogło chodzić?

— A-a! Nawet nie próbuj! — ostrzegł Erik, widząc, że ich nowy problem rozgląda się dookoła, jakby szukał wyjścia awaryjnego z tej sytuacji. Detektyw postanowił zawołać swoją towarzyszkę na wypadek, gdyby sytuacja eskalowała: — Ashling?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
26.11.2022, 15:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2023, 15:27 przez Morgana le Fay.)  
- Mam nadzieję, że znajdą się na to chętni, ale nie chcę też odpuszczać sytuacji, jeżeli ktoś nie będzie chciał mnie poprzeć bo nie spełniam czyichś wymagań. – A patrząc na ostatnie sytuacje z Ministrami Magii, chyba nie było nic dziwnego, że łatwo było zepchnąć kogoś na dno bo nie podobało się nazwisko bądź nie podobała się krew.
Tak jak w życiu prywatnym była niepewna i nieśmiała, tak w pracy była jednak zupełnie inną osobą. Postrzegała się tu bardziej jako narzędzie, mniej jako osobę. Pozwalało to zdystansować się od problemów kiedy była jedynie dźwignią która ułatwiała dalsze działania, niekoniecznie zaś człowiekiem który musiał się martwić, że wygłupi się przed swoją randką.
- Niestety ja skłamać całkowicie nie mogę – nie chcę – ale zawsze możesz spróbować powiedzieć, że był to metamorfomag. – Cała ta teoretyczna sytuacja stawała się co raz bardziej paradoksalna i teraz, gdy patrzyła na niego, wydawało się, że zaraz za drzwiami nie będzie czekać na nich podejrzany, a czarnoksiężnik który podróżuje pomiędzy wymiarami na swoich mrocznych, czarnoksięskich delfinach. W tej pracy chyba już nic nie miało ją zdziwić.
- Dziękuję. – Może nie było to aż tak poważne, ale lubiła mieć zawsze przewagę. Pomagały jej te drobne rzeczy gdy była jeszcze w szkole. Gdy uczniowie uczyli się otwierać zamki magicznie aby wpadać do łazienki gdzie się chowała, trzeba było nauczyć się jak zamknąć je tak, by samo zaklęcie nie wystarczało. Gdy zamykali ją w bibliotece i zabierali różdżkę, uczyła się wychodzić bez użycia magii. Dopiero kurs aurorów wydobył z niej odwagę, ale wciąż umiała to, co zaskakiwało innych.
Wychynęła zza regału, gotowa zaatakować zagrożenie i unieruchomić zagrożenie, które mogło się tu znajdować, przekazując je potem drugiej stronie która mogłaby gagatka usadzić na miejscu i dowiedzieć się, czemu wyszukiwał czegoś w dokumentach państwowych i czego dokładnie. Zamiast tego widziała jak nieznajomy podskoczył na ich widok, wyraźnie zestresowany. Gotowy byłby do ucieczki, gdyby nie musiał liczyć się z faktem, że nagle znajdował się w obecności ludzi, którzy wydawali się wiedzieć coś więcej o różdżce, niż to, że trzyma je się od grubszego końca.
- Przepraszam! – Mężczyzna wyglądał, jakby zaraz miał się popłakać. Ash westchnęła, chciała powiedzieć coś więcej, ale ten nie dał jej nawet dojść do słowa, od razu wyrzucając z siebie potok slów. - NaprawdęniechciałemtuzrobićniczłegoalechciałemtylkozerknąćsobienasprawęCiaranaCampbellabobyłatakaciekaw- Mężczyzna chciał chyba wziąć oddech, ale Ash uniosła dłoń. Nie, nie trzeba było jej więcej wiedzieć, najwidoczniej ktoś skorzystał sobie ze znajomości, które miał w towarzystwie i teraz odbijał to sobie czytając interesujące go dokumenty.
- Erik...- spojrzała na swojego tymczasowego partnera w akcji, który, przynajmniej z jego punktu widzenia, wydawał się równie zaskoczony wobec tego, co właśnie tutaj zastali, ale chyba lepiej przeżyć rozczarowanie w tę stronę, niż gdyby okazało się, że nagle mają tutaj kreta…albo gorzej. – Czy byłbyś tak uprzejmy i odprowadził naszego towarzysza na jego własne stanowisko? Może przy okazji się dowiesz, kto był tak uprzejmy, aby wpuścić tu naszego nowego kolegę? – Spojrzała na niego, wiedząc, że teoretycznie była nieco wyższa rangą, ale wszystko było wciąż prośbą.
- Ja tu poczekam na kogoś, kto rzeczywiście tu pracuje… - spojrzała jeszcze na ich niespodziewanego gościa. - …a potem wrócę z materiałami. – Najpewniej będzie czekało ich jeszcze wiele pracy, ale w tym czasie można było zająć się niezbyt rozgarniętym kolegą. 
Postacie opuszczają sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (3142), Erik Longbottom (2800)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa