• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[30.06.72, King's Cross] Witaj w domu (wariatów)

[30.06.72, King's Cross] Witaj w domu (wariatów)
Asystent Królowej Balu
Tony papieru, tony analiz
Genialne myśli, tłumy na sali
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma 165 cm wzrostu. Chuderlawy, blady, często z rumieńcami na policzkach (ma z tym problem). Przygarbiony, z reguły niepewny siebie, choć czasami ma przebłyski bohatera. Niebieskie oczy, brązowe włosy. Bywa w towarzystwie roślin albo zapalczywie chroni roślin.

Frank Longbottom
#11
03.10.2023, 20:33  ✶  
Alice to miała parę. Musiałem się nieźle natrudzić by utrzymać równowagę po jej delikatnym dźgnięciu w bok. Poprawiłem niby to pedantycznie sweter. Cóż tu rzec, zmieszałem się ponownie. Jakoś już tak miałem, że wychodziłem przed Alice na kompletnego nieudacznika, czasami nawet potykając się o własne doniczki. Albo nogi. A pragnąłem być wyluzowany i rozchwytywany jak James. Albo Syriusz. Tyle energii w nich było, a we mnie taka spokojna, nudna sadzawka. Z żabami na ramieniu.
Ale nie roztrząsałem tego jakoś zanadto, gdyż zaraz uśmiechnąłem się usatysfakcjonowany, kiedy ciocia Brenna obroniła mojej obiadowej prawdy - Alice zostaje z nami. Co prawda żartowała o tym wtorki, ale też nie pogardziłbym, gdybym miał Alice u siebie w domu, tak na wyciągnięcie ręki. Zdecydowanie to ułatwiłoby nam wakacyjne planowanie, a też trzeba było zrobić przegląd roślin w domu. Nie mogłem się doczekać aż znowu je wszystkie zobaczę. Może powinienem wszystkich pospieszyć, żeby szybciej się znaleźć na miejscu? Ale najwyraźniej dobrze im się rozmawiało na stacji, wśród tego gwaru.
Aby mogliśmy nie wspominać kunsztu kulinarnego wujka Erika. Skrzywiłem się na to, ale nic nie powiedziałem. Po prostu przed sobą miałem widok spalonej kaszy i ten paskudny swąd. Ugh. Nie sądziłem, że można było być w kuchni tak beznadziejnym. Jednakże wierzyłem, że zawsze można było znaleźć sposób na to by ochronić świat przed gotowaniem tego konkretnego Longbottoma.
Podobnie jak nie widziały mi się dyskusje o jakimkolwiek zamążpójściu cioci Brenny, jak i kolejnych etapach - jak to ujął wuj Erik. Wydawało się być paskudnie-paskudne takie śluby, dzieci i kto wie, co jeszcze. Ciocia Brenna była ciocią Brenną i tak jej było najlepiej. Może jednak trzeba było ich pospieszyć, więc ucieszyłem się, że padło hasło o Błędnym Rycerzu.
- O nie! Żadnych podróży na Pokątną! Roślinki są i tak straumatyzowane. Nie ma co im dokładać więcej niż to potrzebne - stwierdziłem stanowczo, łapiąc za wózek i też tak kontrolnie sprawdzając, jak się mają moje towarzyszki. Pociągnąłem wózek, dając znać, że idziemy stąd natychmiast. - A ty ciociu opowiadaj... Jakiego dalekiego krewnego? I naprawdę przygotowała pieczeń z sosem i ziemniaczkami? - zapytałem z nieskrywaną ciekawością i apetytem wilka. Jak pomyślałem o tej pieczeni, to aż mi ślinka niemalże wyciekała. Głupio trochę, ale chętnie zjem. Nawet z dokładką. Albo dwiema!
Przemknąłem spojrzeniem wokół, upewniając się, że Alice z nami idzie. Kto wie? Może znowu wylądowała na podłodze.
Widmo
Ludzie, którzy są szaleni rzadko zastanawiają się nad tym, czy są szaleni.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka zauważyć można łobuzerski, pewny siebie uśmiech, zielone oczy, które na każdego patrzą radośnie. Ma twarz pokrytą sporą ilością piegów i lekko zadarty nos. Włosy są ogniście rude, proste, sięgają nad ramiona. Alice ma 153 centymetry wzrostu i waży 47 kilogramów.

Alice Greengrass
#12
09.10.2023, 11:52  ✶  

Alice już nie dostrzegła tego, że Erik się zarumienił. Nigdy nie zwracała na takie rzeczy uwagi, a w jej oczach Longbottomowie byli naprawdę potężnymi czarownikami. Jej ojciec siedział głównie z roślinami, raz czy dwa przyłapała go jak prowadził z nimi pełne konwersacje, a jej mama zaczytuje się w komediodramatach, scenariuszach wojennych i innych podobnych historiach, aby szukać coraz to nowszych inspiracji do odgrywania postaci na scenach. Nie walczą, nie robią nic dla społeczeństwa, co by się wyróżniało. Jej mama zabawia znudzonych miłośników sztuki, a jej ojciec tworzy nowe gatunki roślin – tyle. Wujkowie Franka byli naprawdę wspaniali i lubiła spędzać z nimi czas, lubiła patrzeć jak ćwiczą i stają się wielkimi czarodziejami.

– Jakbym była facetem to na pewno bym cię chciała – odpowiedziała uśmiechając się wesoło. Brenna była naprawdę fantastyczną osobą i taką pewną siebie, że Alice naprawdę jakby miała być facetem by na nią leciała, ale nie była i już miała swojego wybranka. Miłośnika roślinek i szalonych przygód, które mu fundowała.  – Psy?! Zaklepuje pierwsze wyjście na spacer! – krzyknęła i odwróciła się żeby spojrzeć na Franka, a to spowodowało, że potknęła się o wystającą płytę chodnikową i po prostu znowu runęła na ziemię jak długa. Nie było jednak znowu płaczu, a po prostu śmiech – Wolę podróżować na miotle – burknęła próbując wstać z ziemi.

Nawet nie była w stanie zarejestrować tego, że Longbottomowie chcą ją porwać na więcej dni niż tylko odstawienie jej do domu, ale ziemniaczki z pieczenią chętnie zje. Chętnie spędzi z nimi czas, bo przy nich czuła się naprawdę dobrze.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
09.10.2023, 12:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.10.2023, 12:14 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna nie zgodziłaby się z tym, że tworzenie nowych gatunków roślin czy gra w teatrze są mniej ważne niż ich praca. Może były nawet ważniejsze? Ale nie znała przemyśleń dziewczynki.
– Naprawdę? Żadnego nie zauważyłam. Musisz mi wskazać konkretną osobę, chociaż idę o zakład, że okaże się, że to ktoś, kto chciał, żebym odwiedziła jakiś grobowiec pełen nieumarłych – odparła Erikowi, dając mu kuksańca w bok. Owszem, znała wielu mężczyzn, ale byli to przyjaciele… i nie, nawet nie pomyślała, że brat „pije” do Atreusa, bo zdawał się dawać wiarę temu, co mu powiedziała odnośnie próby morderstwa z tamtej nocy. (Zresztą: przecież nie skłamała ani jednym słowem. Po prostu nie powiedziała wszystkiego.)
I zasadniczo, irytowała się głównie dlatego, że jej brat mógł narobić problemów jakiemuś bogini ducha winnemu człowiekowi. To on przecież reagował bardziej alergicznie – ależ się wściekł, kiedy tylko zapytała o wianek Nory, a przecież nawet nie wpadło jej do głowy ich swatać, bo raz, nie chciałaby zrobić czegoś takiego bratu ani zranić przyjaciółki.
– Mam najpierw doprowadzić do porządku brata…? W takim razie ustalone. Nigdy nie wolno mi wyjść za mąż – stwierdziła lekko, zerkając na Erika z ukosa. Och, to była misja na całe życie, przynajmniej jej zdaniem, bo jednak pewnie każdy rozsądny człowiek powiedziałby, że jeżeli któreś z rodzeństwa potrzebowało doprowadzenia do porządku, to raczej Brenna. Ale ona była przypadkiem beznadziejnym, należało więc skupić się na tym, dla kogo była jeszcze nadzieja...
Zaraz jednak przeniosła wzrok na Franka, obdarzając go szerokim uśmiechem.
– Franky, skarbie. Ja nigdy nie żartuję, kiedy chodzi o pieczeń z sosem i ziemniaczkami – stwierdziła, wbrew temu uśmiechowi bardzo poważnym tonem. Mogła rzucać przeróżne żarty, na przykład grozić bratu organizacją ślubu albo zapowiadać karierę maszynistki, ale przecież nie mówiłaby, że przygotowano pieczeń, która tak naprawdę nie czekała w domu. - Są pewne świętości.
Kiedy Alice potknęła się po raz kolejny, Brenna puściła wózek i znów się pochyliła, by postawić ją na równe nogi.
- Zmiana planów. Erik, bierz wózek, ty niesiesz to... - zadecydowała, wpychając w ramiona Greengrass doniczkę Franka. I potem pochyliła się, by porwać dziewczynkę na ręce. Z obcą nastolatką by sobie na to nie pozwoliła, ale Alice znała odkąd ta była małym szkrabem. A uniesienie jej nie stanowiło wielkiego problemu, bo Greengrass pozostawała drobna, gdy sama Brenna raczej przerastała większość kobiet. - A ja niosę ciebie - dokończyła, po czym obejrzała się na resztę. - To do wyjścia, wycieczko - zarządziła, ruszając w rzednący powoli tłumek.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#14
14.10.2023, 11:00  ✶  

Każda praca miała znaczenie. Po prostu osobom spoza danego środowiska ciężko było w stu procentach zrozumieć specyfikę danego zawodu i to ile potu i łez kosztowało zdobycie umiejętności pozwalających na to, aby osiągnąć odpowiedni poziom zaawansowania w swojej profesji. Erik może i potrafił wznieść imponującą tarczę czy wyczarować świetliste więzy, ale nie był też alfą i omegą. Gdyby ktoś go wysłał bez instrukcji z obrazkami do lasu, każąc mu nazrywać roślin, aby potem uwarzyć eliksir, to zapewne naznosiłby do domu najbardziej trującego zielska, jakie można było znaleźć w okolicy.

— Aż tak tragiczny przypadek? — Jego prawa brew uniosła się w rozbawieniu. — A myślałem, że wystarczy ci jeszcze tak od trzech do pięciu lat.

Może nie zawsze mówił o tym wprost, ale niezmiernie doceniał to, że jako rodzeństwo pozostali ze sobą tak blisko, pomimo wkroczenia w dorosłość. Widział na własne oczy, jak tego typu relacje w innych rodzinach ulegały rozpadowi i już nigdy nie dało się ich potem poskładać w jedną całość. Trudno było mu sobie wyobrazić życie bez swojej siostry u boku. Była nie tylko wspaniałą towarzyszką, ale też przyjaciółkę, do której mógł się zwrócić z każdym problemem, bez względu na jego wagę. Mógł tylko liczyć na to, że gdy siostra napotka jakiś problem, zwróci się z nim także do niego.

— A więc wracamy prosto do Doliny. — Pokiwał z uśmiechem głową na słowa Franka.

Zobaczymy, co powiesz, gdy zobaczysz tę ferajnę, pomyślał Erik. Doceniał entuzjazm Alice i naprawdę chciał zobaczyć jej minę, gdy to stadko wychyli łebki z salonu i rzuci się im na powitanie. Zanim zdołał wymyślić w głowie gotowy scenariusz z uwzględnieniem działań poszczególnych psiaków, panna Greengrass ponownie zaliczyła bliskie spotkanie pierwszego stopnia z chodnikiem.

— To ja wezmę wózek — potwierdził, odbierając toboły młodych, gdy ruszyli ku wyjściu z magicznego peronu. Co rusz rzucał jednak Brennie podejrzliwe spojrzenie. Wiedział, że miała jako taką krzepę – w końcu pracowali w tym samym departamencie – jednak nie spodziewał się, że będzie mogła bez większego wysiłku wziąć na ręce nastolatkę. Szacunek.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Asystent Królowej Balu
Tony papieru, tony analiz
Genialne myśli, tłumy na sali
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma 165 cm wzrostu. Chuderlawy, blady, często z rumieńcami na policzkach (ma z tym problem). Przygarbiony, z reguły niepewny siebie, choć czasami ma przebłyski bohatera. Niebieskie oczy, brązowe włosy. Bywa w towarzystwie roślin albo zapalczywie chroni roślin.

Frank Longbottom
#15
14.10.2023, 22:39  ✶  
Choć przed samym wyjazdem z Hogwartu zdążyliśmy zjeść śniadanie, to na myśl o pieczeni z sosem i ziemniaczkami ślinka mi chciała cieknąć, ledwo ją powstrzymywałem, a na domiar złego - a właściwie może bardziej dobrego - zaczynałem odczuwać pustkę w żołądku. Zjem z dokładką, jak nic zjem w dokładką tę pieczeń i będę się rozpływał w sosie, bo to bóstwo było. Musiałem koniecznie nauczyć się wypiekać taką pieczeń. Może udałoby mi się zaimponować Alice, że ja taki wprawny kucharz jestem... Kto wie?
Tak sobie szedłem za nią, wpatrując się w tył jej głowy. Cieszyłem się, że się tak ze wszystkimi dogaduje świetnie, to może ciocia Brenna zatrzyma ją na jeszcze dłużej, nie wypuści z naszej posiadłości i będę ją miał tylko dla siebie w te wakacje? Nawet nie musiałbym się spotykać z nikim innym ze szkoły, bo po co?
Nawet przestałem się wsłuchiwać w rozmowę bliskich, więc w szoku wstrzymałem oddech, ogólnie zatrzymałem się w miejscu, kiedy Alice odwróciła się do mnie. Taka podniecona, zadowolona, rozświetlona uśmiechem. Przez chwilę myślałem, że wyczuła, że się na nią gapię, ale... Trwało to setną sekundy. Musiałem wyglądać przy tym na niezwykle przerażonego, bo od razu też zaczęła lecieć na ziemię. Chciałem to powstrzymać całym sobą, ale nie miałem jak. Gdyby nie dzielił nas mój wózek, pewnie rzuciłbym się by ją złapać, ale nie miałem szans. Jakichkolwiek.
Nie koniec to był jednak z rewelacjami, bo zaraz ciocia Brenna wzięła Alice na ręce i choć zrobiła to nadzwyczaj lekko, to jakoś nie byłem przekonany, żeby to był dobry pomysł, szczególnie że tu blisko były torowiska, ciocia Brenna była jednak drobną kobietą, może wysoką, ale również zanadto energiczną. Nie, to nie mogło się źle skończyć, szczególnie że moja droga roślinka też skakała od człowieka do człowieka... Ale bardziej martwiłem się o Alice. Roślinkę sobie wyhoduję, ale przyjaciółki już nie.
- Nie jestem pewny, czy to dobry pomysł... Eee... Będziemy zwracać uwagę mugoli - zauważyłem, na poczekaniu wymyślając argumenty ku temu. Raczej to niecodzienny widok by taką dużą dziewczynkę nosiła młoda kobieta na ramionach. - Może wezmę... Alice pod ramię? Albo za rękę? - zaproponowałem nieco zmieszany, nieco zawstydzony, wpatrując się uparcie w swój wózek. Miałem nadzieję, że przez tę chwilę jak mówiłem, nikt na mnie nie patrzył ani nie widział tych błysków nadziei w moich oczach, bo wpatrywałem się tak w pozostałe doniczki, jak gdybym chciał je przepalić wzrokiem. Nic z tych rzeczy, moje drogie... Jak wrócimy, to was podleję biedne.
Ech, zachowywałem się znowu dziwnie. Zreflektowałem się i drgnąłem, chcąc zostawić swój wózek, ale w sumie nie byłem tu dorosły w tym gronie, więc wolałem żeby ciocia Brenna albo wuj Erik podjęli decyzję, ale miałem nadzieję, że rozsądną. Więc tak się zawiesiłem w pół kroku, bo pewnie pójdziemy dalej tak jak teraz byliśmy... Za dużo myśli, za dużo myśli w tej głowie, Frank.
Widmo
Ludzie, którzy są szaleni rzadko zastanawiają się nad tym, czy są szaleni.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka zauważyć można łobuzerski, pewny siebie uśmiech, zielone oczy, które na każdego patrzą radośnie. Ma twarz pokrytą sporą ilością piegów i lekko zadarty nos. Włosy są ogniście rude, proste, sięgają nad ramiona. Alice ma 153 centymetry wzrostu i waży 47 kilogramów.

Alice Greengrass
#16
15.10.2023, 18:46  ✶  

Nim zdążyła zarejestrować co się dzieje wokół już była w ramionach Brenny. Uśmiechnęła się wesoło. Może i miała już czternaście lat, ale być na rękach Brenny Longbottom nie zdarza się być często, bo kobieta ma swoje na głowie i zwykle jest zalatana jak zając na Wielkanoc. Zarzuciła jej ręce na ramiona. Taki transport to ona rozumiała jak mało kto.

– Wygodnie – skomentowała. – Prawie jakbym była twoją żoną – zaśmiała się wesoło. Oczywiście, że żartowała. Nie mogła być żoną Brenny, bo śluby biorą kobieta z mężczyzną, a nie kobieta z kobietą. Ciekawe byłoby takie życie jakby się było z osobą tej samej płci. Hm...

Słysząc jak Frank mówi, że mógłby ją trzymać za rękę puściła buraka i schowała się za ramieniem jego ciotki, aby tego nie widział. Miała nadzieję, że Brenna tego nie skomentuje i nie pozwoli jej pokazać się tak Frankowi. To byłoby jeszcze bardziej zawstydzające, gdyby wiedział, że ją zawstydza to, że on mógłby ją trzymać za rękę. Tak, trzymali się za te dłonie nie raz, ale to zwykle było tak, że ona go gdzieś ciągnęła, a tak było szybciej niż czekając, aż on zorientuje się co ma zrobić.

– Tu jest wygodnie i wszystko widać – odpowiedziała przyjacielowi patrząc przed siebie. Czuła jak niektórzy na nich patrzą, ale to ją nie zrażało. Tak było bezpieczniej, bo Franek nie widział jej zawstydzonej buzi.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
15.10.2023, 20:48  ✶  
– Zobaczymy za pięć lat – powiedziała Brenna, chociaż gdzieś w jej głowie – jak zawsze w takich chwilach – zagościła myśl, że za pięć lat pewnie będzie już martwa. Oby Erik wciąż wtedy pozostawał przy życiu. Nie dała jednak poznać po sobie ponurej myśli, na ustach wciąż miała uśmiech. – Odstawię ją, jak wyjdziemy z tłumu – roześmiała się Brenna. Przerastała właściwie nie tylko niemal wszystkie znane sobie kobiety – może z dwoma czy trzema wyjątkami – ale też całkiem wielu mężczyzn, a Alice wcale nie ważyła szczególnie wiele. – Co, Franky, zazdrościsz? – rzuciła jeszcze, chociaż rumieńca na twarzy Alice nie skomentowała. Udała, że go nie dostrzega, chociaż nawet ktoś tak mało ogarnięty w pewnych dziedzinach życia jak ona, mógł domyśleć się przyczyn.
– Powiedziałabym, że gdybym była mężczyzną, zaraz bym ci się oświadczyła, ale jesteś dla mnie trochę za młoda – roześmiała się Brenna na komentarz panny Greengrass. – Chodźmy, poznacie nasze cztery psy. I może uda się wam przedstawić Julesa – dodała jeszcze.
Skierowali się wszyscy ku barierce, wiodącej na Kings Cross, gdzie Brenna wreszcie postawiła Alice z powrotem na nogi, chociaż trzymała się wciąż blisko, by złapać ją w razie kolejnego upadku. Wraz z tłumem innych uczniów potem wmieszali się w tłum mugoli (jak zwykle – w te dwa dni w roku pracownicy chyba czuli się tutaj trochę… dziwnie i zastanawiali, co się wyprawia), a potem ruszyli ku jednej z bocznych uliczek Londynu, by tam przywołać Błędnego Rycerza.
A potem trójka Longbottomów i jedna już – za – jakiś – czas – Longbottom wrócili wspólnie do Doliny Godryka.
Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alice Greengrass (1220), Brenna Longbottom (1921), Erik Longbottom (1787), Frank Longbottom (1720)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa