18.10.2023, 00:08 ✶
Kiwał lekko głową, dając jej znać, że słucha tego co do niego mówi. Cztery razy to wcale nie był taki słaby wynik, ale w aktualnej sytuacji też wydawało się to o cztery za dużo. Jakże cudnie byłoby, gdyby w ogóle nie musieli się tymi widmami przejmować i nikt nie musiałby umierać, czy tracić parę lub paręnaście lat życia. Zamiast tego jednak tkwili tutaj, nie do końca wiedząc z czym właściwie się zmagali, albo jak efektownie sobie z tymi kreaturami poradzić.
- Przynajmniej żyje - powiedział sucho, jednak na jego twarzy dało się dostrzec pewną dozę współczucia. Mimowolnie jego myśli uciekły do limba i momentu, kiedy się tam znajdował. Czy widma były tam cały czas, w jakiś sposób kryjąc się przed nimi? A może czekały po drugiej stronie tego błękitnego ognia, który tak kusił by w niego wejść? Jakkolwiek nie brzmiała odpowiedź, dla niego była tak samo niepokojąca i nieprzyjemna.
- Zamieszkały? Czyli, że co? Ktoś spał w moim łóżeczku, ktoś jadł z mojej miseczki? - uniósł lekko brew, przytaczając słowa z popularnej bajki o misiach, której analogia w tym momencie absolutnie nie napawała rozbawieniem, mimo że w każdym innym przypadku zamiast wypowiadać te słowa ponurym tonem, posiliłby się na jakiś o wiele bardziej uszczypliwy czy żartobliwy.
- Nie wiem czy bardziej pocieszałaby mnie wizja, że zrobił to specjalnie, czy że udało mu się wypuścić je zupełnie przypadkiem - pokręcił głowa, jakby z niedowierzaniem, bo po prawdzie sam nie wiedział co by wybrał. Absolutną kontrolę czy jej całkowity brak. - W każdym razie, potem zbiorę wszystko co mam w tej sprawie i podzielę się teczką - rzucił jeszcze, chowając ubrania, które posłużyły im do widmowidzenia. - Chociaż nie ma tego dużo więcej ponad to co powiedziałem, lub co wynika z twoich spraw.
- Przynajmniej żyje - powiedział sucho, jednak na jego twarzy dało się dostrzec pewną dozę współczucia. Mimowolnie jego myśli uciekły do limba i momentu, kiedy się tam znajdował. Czy widma były tam cały czas, w jakiś sposób kryjąc się przed nimi? A może czekały po drugiej stronie tego błękitnego ognia, który tak kusił by w niego wejść? Jakkolwiek nie brzmiała odpowiedź, dla niego była tak samo niepokojąca i nieprzyjemna.
- Zamieszkały? Czyli, że co? Ktoś spał w moim łóżeczku, ktoś jadł z mojej miseczki? - uniósł lekko brew, przytaczając słowa z popularnej bajki o misiach, której analogia w tym momencie absolutnie nie napawała rozbawieniem, mimo że w każdym innym przypadku zamiast wypowiadać te słowa ponurym tonem, posiliłby się na jakiś o wiele bardziej uszczypliwy czy żartobliwy.
- Nie wiem czy bardziej pocieszałaby mnie wizja, że zrobił to specjalnie, czy że udało mu się wypuścić je zupełnie przypadkiem - pokręcił głowa, jakby z niedowierzaniem, bo po prawdzie sam nie wiedział co by wybrał. Absolutną kontrolę czy jej całkowity brak. - W każdym razie, potem zbiorę wszystko co mam w tej sprawie i podzielę się teczką - rzucił jeszcze, chowając ubrania, które posłużyły im do widmowidzenia. - Chociaż nie ma tego dużo więcej ponad to co powiedziałem, lub co wynika z twoich spraw.