• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[19 VI 1972, biuro BUM] Czy naprawdę muszę tu podchodzić? || Stanley & Brenna

[19 VI 1972, biuro BUM] Czy naprawdę muszę tu podchodzić? || Stanley & Brenna
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
18.10.2023, 20:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:43 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I

19 czerwca 1972, poranek
Biuro BUM, obszar oddalony o około 10 metrów od strefy bezpiecznej, czyli biurko Brenny
Stanley Andrew Borgin & Brenna Longbottom


3 dni lub... 72 godzinu lub... 4320 minut lub... 259 200 sekund... Tyle trwał błogi stan Stanleya spowodowany nieobecnością Brenny w Ministerstwie. To był najpiękniejszy czas w całej jego kilkuletniej karierze. Brak Longbottom w biurze był trochę dziwny, wszak ta była zawsze i według rozpiski urlopowej, Brenna miała jakieś -38 dni wolnego wykorzystanego, co pewnie wynikało to z tych wszystkich nadprogramowych nadgodzin i innych aktywności, które reszta brygady uważała za podejrzane (nikt nie mógł mieć tyle sił i chęci do biegania wszędzie - sprawa dla reportera czy toksykologa aby upewnić się, że nie zażywała żadnych nielegalnych substancji), a ona za obowiązek. Borgin mimo wszystko upewniał się, że to nie jest żaden głupi żart. Pi razy drzwi zapamiętał stan biurka swojej "koleżanki".

Kiedy pojawił się w biurze o poranku, dostrzegł jak coś mu nie pasowało na biurku Brenny. Zupełnie jakby ktoś ruszył jakieś papiery albo zabrał listy. Ktoś tutaj grzebał... No kurwa nie... Wróciła Westchnął ciężko, załamując głowę we własnych dłoniach. Te piękne czasy przeminęły, a wszystko wskazywało, że kolejny taki moment nadejdzie... nigdy. Stanleyowi nie pozostało nic jak zapalić papierosa ze względu na kilka rzeczy. Po pierwsze - potwór powrócił. Po drugie - w rachubę ponownie zaczął wchodzić podział na trzy strefy - bezpieczną, neutralną oraz wrogą... Chociaż ta bezpieczna też się stawała zaraz wrogą, ponieważ Brenna nie respektowała jednostronnych traktatów o nienaruszaniu granic. No i po trzecie - musiał w końcu powiedzieć Longbottom o swoich postępach sprzed dwóch tygodni, a jakoś tak wypadło, że wcześniej nie miał czasu, a raczej chęci aby tam podchodzić.

Jeden papieros to był za mało, aby tam podejść. Borgin potrzebował nastawić się psychicznie co by tam przypadkiem nie oszaleć w jej obecności. W przeciągu kolejnych trzech minut, wypalił jakieś 4 czy 5 fajek i z pewnością siebie ruszył w kierunku strefy wroga. Teraz ja naruszę tę konwencję. Jak Brenna Stanleyowi, tak Stanley Brennie... pomyślał i podszedł do biurka Longbottom - Dzień dobry Brenno! - odparł z pięknym uśmiechem na ustach - Wróciłaś? Wakacje jakieś nieplanowane? Nudno tu było bez Ciebie - zapewnił ją, zaciągając się jednak szybko papierosem, ponieważ czuł jak zaczyna mu brakować tlenu, a ciśnienie wchodzi na zwiększone obroty - Nie wiem co robisz... Albo jak to robisz... Ale odkąd wspomniałaś o tych dwóch psycholach ze snów, moi znajomi też zaczęli ich spotykać - zawiadomił ją, trochę po fakcie ale lepiej później niż wcale, czyż nie? - Pozwolisz, że sobie usiądę - zapytał, a później mimo wszystko usiadł, nie czekając na żadną zgodę czy też jej brak - Tym razem słyszałem o tym drugim wariacie. Odwiedził moją znajomą we śnie - dodał, opierając się plecami o oparcie. Czy istniała lepsza rzecz, niż pogawędką ze swoją ulubioną koleżanką z roboty o samym poranku? Oczywiście, że nie! Nic tak bardzo nie budziło w człowieku chęci do samobójstwa, niż właśnie taka gadka.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
18.10.2023, 20:36  ✶  
Miała w cholerę do nadrobienia.
To nie tak, że Brenna była w Biurze codziennie. Wszak były jeszcze patrole i terenowe akcje. I czasem trzeba było się przespać a poza tym Rhynda nie pozwalała jej brać za dużo dyżurów, bo podobno jakieś przepisy zakazywały wracać do pracy po sześciu godzinach, jeśli wcześniej byłeś w niej szesnaście. Ale zaiste, w tym roku wzięła dokładnie jeden dzień wolny, i był to dzień po balu Longbottomów… gdy ostatecznie i tak wylądowała w pracy, bo „przypadkiem” znalazła dwa ciała niby to sprawdzając, czemu koleżanka nie przyszła na bal.
I było to wolne zaległe.
Ze stycznia 1971.
Te trzy dni zwolnienia sprawiły jednak, że pojawiła się przy swoim biurku godzinę wcześniej niż powinna i teraz, prawie trzy godziny później, załamywała teraz w duchu ręce, próbując jednocześnie uzupełnić raport, przejrzeć inny raport i jeszcze napisać listy do trzech osób, by umówić się z nimi na przesłuchania. Co gorsza jeszcze na jej biurko spływały kolejne listy z punktu odbioru poczty, wysyłane przez Prewetta, chyba tylko po to, żeby ją bardziej wnerwić (w dodatku pracownik stamtąd pół godziny wcześniej wpadł wyraźnie zirytowany, że sowa Vincenta absolutnie nie współpracuje i musi odebrać jeden sama, więc straciła cenne pięć minut na bieg na górę). Kilka liścików zaścielało więc teraz róg jej biurka, zepchnięte tam przez raporty.
Obrażenia prawie się wygoiły. Prawie. „Prawie” sprawiało jednak, że dziś musiała siedzieć za biurkiem i wstrzymać się z patrolami, przesłuchaniami i tak dalej przynajmniej do jutra. I że na szyi wciąż miała zawiązaną chustkę, ot tak, by nikt nie pytał o blade ślady.
– Dzień dobry – przywitała się uprzejmie, podnosząc głowę, kiedy Stanley podszedł bliżej. W duchu rzecz jasna pomyślała, że byłby to dobry dzień, gdyby zdechł, ale nie, nie przejęła się, że podszedł do „strefy wroga”, bo nie miała pojęcia, że Biuro na takie podzielono. Może i dobrze, bo pewnie wtedy częściej zbliżałaby się do jego biurka, tylko dlatego, że wiedziałaby, jak bardzo go to wkurza. – Ależ skąd, to tylko moja zła siostra bliźniaczka – powiedziała, odchylając się na krześle, by na niego spojrzeć, i obdarzyć uśmiechem, w którym fałszu dopatrzyłby się tylko aurowidz. – Drobny wypadek. Naprawdę, to bardzo miłe, że tak za mną tęskniłeś, pewnie równie mocno, jak ja za tobą. I obawiam się, że to nie ja to robię. Ewidentnie nasilił działalność, obawiam się, że znalazł jakiś sposób, by stała się dla niego łatwiejsza… i ludzie teraz, gdy rozchodzą się informacje, chętniej to zgłaszają – mruknęła. Wyprostowała się zresztą zaraz, i odruchowo sięgnęła po notatnik.
Kurwa, kolejny przypadek.
Przynajmniej tym razem ten drugi, mniej morderczy wariant.
– Nie z czwartego na piątego i nie z piętnastego na szesnastego? – spytała od razu, nie protestując, kiedy Borgin usiadł. Mogła go znieść, dla dobra sprawy. I dla dowiedzenia się, czy mogło dojść do dwóch przypadków w trakcie jednej nocy.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
19.10.2023, 20:23  ✶  

Co? zadał sobie pytanie w głowie. Jak to Brenna miała siostrę bliźniaczkę? Czy zdawała sobie sprawę jak wszelkie chęci do życia Stanleya właśnie spadły o jakieś 86,5 procenta? Dlaczego o tyle procent? Nie wiedział - na szybko wymyślił sobie jakaś wartość liczbową, która odzwierciedlałaby niezadowolenie z takiego obrotu spraw. Jedna Longbottom to było za dużo, a co dopiero dwie takie same... Ale chwila... To była zła siostra bliźniaczka. To może była po stronie... Lorda Voldemorta? Nie, nie. To się nie trzymało w ogóle całości. Brenna nie mogła mieć żadnego rodzeństwa w postaci siostry bliźniaczki, ponieważ już dawno dostałby tutaj jakiejś choroby sierocej czy opętania.

Borgin rzeczywiście się nad tym zastanawiał, łącząc wszystkie znane sobie fakty w całość. Doszedł do jednego, prostego wniosku - robiła go w tak zwane bambuko. Oszukała. Wyprowadziła w las i zostawiła na pastwę losu (lasu?) - Oczywiście, że tak. Było tutaj... Za spokojnie? Nikt nie biegał w tę i we wte? - przyznał, opisując jej co nie co jak dobrze tutaj było bez niej - Czyli też słyszałaś o nowych przypadkach... - pokiwał głową ze zrozumieniem ale wcale nie był zadowolony z tego co usłyszał.

- Blisko ale jednak nie to... Z trzeciego na czwartego czerwca - odparł - Tym razem ofiarą... Można nazwać ofiarą? Świadkiem tych wydarzeń? - spojrzał pytająca w kierunku Brenny, nie bardzo wiedząc jak powinni to określać. O ile w przypadku pierwszego mężczyzny, ofiara, była jak najbardziej dobrym określeniem, tak w kwestii drugiego już nie tak bardzo - Padło na rodzinę Bellów. Cyrkowców - wyjaśnił - Stacjonowali akurat w Little Hangleton i odwiedził niejaką Elaine. Dziewczyna nie miała wcześniej styczności z żadnym z nich. Nie padła atakiem pierwszego ale mimo wszystko przybył do niej ten myśliwy ze strzelbą - dodał, sięgając po swój notatnik - Najbardziej bałam się tego, że ktoś mnie ewidentnie śledził. Ciągle czułam na sobie czyjeś spojrzenie... - zacytował jedne ze słów rudowłosej dziewczyny - Dodatkowo wspominała, że dwa dni wcześniej uratowała jakiegoś chłopaka i sądziła, że może próbują się na niej zemścić... Ale nie wydaje mi się żeby to mogło mieć jakiekolwiek połączenie z całą tą sprawą - rzekł znad zapisków, a następnie dalej do nich powrócił aby może odnaleźć coś jeszcze ciekawego - No, a reszta to wiadomo... Otwarte okno i brak żadnych śladów. Wokół jej wozu nie było nic co by wskazywało na jakąś aktywność. Nikt z jej rodziny też nic nie widział - zamknął notatnik, chowając go do kieszeni. W końcu mógł zaciągnąć się ponownie papierosem - już zbyt dużo czasu minęło od ostatniego odstresowania się od Brenny.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
19.10.2023, 20:52  ✶  
Ach, zostawić Stanleya w lesie. Takim głębokim, pełnym dzikich bestii, z którego nie można się teleportować. To byłby chyba najpiękniejszy dzień w życiu Brenny. Niestety, nie miała takich możliwości, a jej wypowiedź była zwykłym żartem. Z którego byłaby podwójnie dumna, gdyby dowiedziała się, jak bardzo Borgin się przeraził na myśl o tym, że faktycznie może mieć siostrę bliźniaczkę. Może nawet postanowiła udawać, że taką ma? Mavelle na pewno zgodziłaby się na mały występ.
Uśmiechnęła się tylko, uprzejmie i nieszczerze, kiedy wspomniał, że było tutaj za spokojnie. A potem spoważniała i zaczęła błyskawicznie notować wszystko, co Borgin mówił. Bo nieważne, jak bardzo go nie cierpiała, nie mogła pozwolić, aby prywatne animozje przełożyły się na jej pracę. I co gorsza, aby ktoś ucierpiał, bo Brenna postanowiła zignorować Borgina.
– Bellowie – powiedziała, zamierając na moment, ale zaraz podjęła przerwanie notowanie. Kiwała co jakiś czas odruchowo głową, jakby wszystko, co opowiadał, wpasowywało się w jakąś większą teorię. – W takim razie potwierdza się, że mężczyzna ze strzelbą powstrzymuje atak. Niestety, mamy już potwierdzenie, że nawet jeżeli jest w stanie na jakiś czas odpędzić napastnika, do napaści może dojść ponownie – poinformowała go, głównie dlatego, że sam uratował Avery, a Brenna w końcu nie mogła zakładać, że każdy, kogo zna Stanley Borgin był zły i zasługiwał na śmierć. Nie mogli zakładać, że ta jest bezpieczna. Przypadek Brenny był tego dowodem.
Z drugiej strony, ona bardzo tego człowieka wkurzyła. Może to, że się na nią uwziął, było tylko jednostkowym przypadkiem?
Trzeci czerwca. Do licha, było za późno, aby pognać do cyrku i samej poszukać jakichś śladów. Ale nawet nie zgłaszała pretensji, że nie przyszedł do niej od razu, bo w końcu czego spodziewać się po Borginie? A i wtedy i tak latała jak oszalała, w związku z napaścią na młodego Prewetta…
– Dziwi to okno… brak śladów nie. Morderca nie wchodzi do pokoju w fizycznej formie, nie otwiera okien i drzwi, nie ma go w pobliżu. Porusza się w niematerialnej formie albo rzuca jakieś zaklęcie, które łączy umysły. To też już potwierdzone – zrelacjonowała beznamiętnie. Gdyby było inaczej, Patrick by tego człowieka przecież dostrzegł. Musiałby coś zauważyć. W takim wypadku powracali do teorii, że napastnik musiał upatrzyć sobie ofiarę wcześniej. – Okno wskazywałoby, że mężczyzna ze strzelbą działa trochę inaczej niż sam morderca, ale wciąż mamy za mało danych. Przekaż mi kopię zeznań, to przygotuję kolejny raport, chyba że wolisz wysłać go do Harper sam.
W końcu lubił podrzucać jej do biura różne miłe prezenty. Ostatnio to była na przykład głowa, o czym jednak Brenna na razie nie miała pojęcia.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
22.10.2023, 17:35  ✶  

Kiedy Brenna napomknęła o tym, że wizyta drugiego wcale nie wyklucza pierwszego, Stanley złapał się palcami za swoję skroń. Kiedy zaś wspomniała, że do napaści może dojść ponownie, ciężko westchnął i przejechał dłonią po twarzy. Kurwa... Dlaczego ona zawsze musiała przynosić złe wieści? Borgin nie byłby oczywiście sobą gdyby nie zaciągnął się mocniej papierosem i to tym razem nie z powodu Longbottom, chociaż po części tak właśnie było. Gdyby jednak rozpatrywać, że to na jej słowa musiał to zrobić - to fakt, wtedy to była całkowita wina Brenny.

Lekko spanikował ale starał się tego nie dać po sobie poznać. Dużo rzeczy mogło go zdradzać - drżące dłonie, powieka czy nerwowe sięganie po kolejnego papierosa. Nie był w stanie pilnować Avery 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. To było po prostu nie wykonalne, a on czyhał - A ktoś kto został zaatakowany przez pierwszego, został zaatakowany ponownie? Jest znany taki przypadek? - dopytał aby mieć pewność, że dobrze zrozumiał. Może chociaż na to pytanie będzie mogła odpowiedzieć pozytywnie, tak jakby chciał to usłyszeć.

- No dobra... Ale dlaczego morderca miałby łączyć umysły? Gdzie on w tym wszystkim ma jakiś zysk? -  zdziwił się. To było bardzo dziwne i raczej nie zrozumiałe. "Fachowi" mordercy raczej nie robili takich sztuczek czy rzeczy tego pokroju. Działali po cichu i bez zbędnej atencji, a ten właśnie robił wszystko na odwrót - Chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu? - zaproponował, widząc w tym jakieś wytłumaczenie, wszak innego nie był w stanie sobie wyobrazić. A może był to pewnego rodzaju test? Może chciał dać komuś drugą szansę?

No i zagrała va banque. Słowa Brenny utkwiły na dłuższą chwilę w jego głowie - przekaż mi kpię zeznań albo wyślij go sam do Harper. Nabrał powietrza do płuc. Z jednej strony nie chciał nic jej dawać, a z drugiej nie chciał iść do Moody - do niej miał też nie po drodze, dokładnie tak jak do Longbottom - Jasne... - pokiwał głową, a następnie sięgnął po kartkę aby przepisać jej na szybko zeznania - Za chwilę dostaniesz swoją kopię - zapewnił, skrobiąc już drugą wersję - W sumie... To czy ktoś zerkał do starych wydań Proroka lub innych gazet? Może ktoś opisywał kiedyś podobny przypadek? - podniósł na moment głowę znad kartki ale momentalnie powrócił do dalszego pisania. Im szybciej skończy to robić, tym szybciej będzie mógł się stąd oddalić na tak bardzo zasłużoną przerwę... Chociaż przebywanie z Brenną prosiło się o jakiś tydzień urlopu albo z trzy dni odpoczynku.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
22.10.2023, 21:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2023, 21:08 przez Brenna Longbottom.)  
- Mam na myśli połączenie umysłu mordercy z umysłem ofiary. Druga osoba może pojawiać się z dwóch przyczyn, przynajmniej moim zdaniem. Albo ten gość jest tak chory, że organizuje igrzyska, albo to kwestia tego, że… pojawia się ktoś, komu na tej osobie zależy. Jakby… otwierają ją na siebie, w efekcie ubocznym przyciąga też kogoś, po kim ta osoba spodziewałaby się ratunku? Obstawiałabym to drugie, bo zdawał się mnie nie spodziewać, ale nie mamy pewności – wyjaśniła Brenna, bardzo cierpliwie, i jak na siebie wypowiadając wszystkie słowa powoli i wyraźnie, żeby Borgin na pewno zrozumiał. I pomyśleć, że ten człowiek był kuzynem tak niesamowicie inteligentnej Dory. Widać Suzanne zabrała w loterii genetycznej prawie wszystkie szare komórki przodków, przekazała je swoim dzieciom i dla takiego Stanleya niewiele zostało.
Zawahała się nieco przy jego pytaniu, ale ostatecznie ściągnęła z szyi chustkę, czyniąc ten dzień pewnie jednym z najszczęśliwszych w jego życiu. Bo wciąż znajdowały się tam bardzo blade siniaki. Tyleż radości dla Borgina: ktoś próbował ją zabić! Tyleż rozczarowania: ten ktoś nie zdołał osiągnąć celu!
- Tak, ja – przyznała, bo w końcu to było w raportach, które przesyłała do Biura. I cóż, wizytę w Mungu ciężko było ukryć, uzdrowiciele plotkowali. I jej brat plotkował. Oczywiście, rodzinie i przyjaciołom nie zamierzała się przyznać, że celowo się wystawiła, wiedząc, że atak nastąpi, ale akurat Stanley na pewno nie będzie tym zmartwiony albo zły. Najwyżej pożałuje, że nie wiedział, by trzymać kciuki. Za mordercę, oczywiście. – W ten sposób przy okazji sprawdziliśmy, czy pojawia się fizycznie. Niestety: nie. Ale trudno powiedzieć, na ile jestem przypadkiem miarodajnym, bo chyba bardzo go wkurwiłam, jeśli nie za pierwszym, to za drugim razem, gdy wpadłam na niego w cudzych snach.
Mógł się uprzeć przy ponowieniu ataku, chociaż raz go odstraszono, bo po prostu zirytowała go gdzieś w momencie, w którym zepchnęła go z trybun w sennej stadninie Prewettów. Po tym, jak już raz nie pozwoliła mu dorwać Victorii.
– Prorok, nekrologi, wszystkie tajemnicze przypadki, gdy znaleziono kogoś martwego we własnym łóżku… przekopuję się przez to – mruknęła Brenna. W porządku, nawet Stanley czasem miewał dobre pomysły, ale w końcu jakoś musiał się utrzymać w tej pracy przez tyle lat. Chyba nie wszystko dało się załatwić na piękne oczy. Na Caspiana zresztą ta metoda by nie podziałała. – Na razie nie mam tropu. A czy robią to aurorzy? Nie wiem. Nie dostałam nawet informacji, czy ktoś przejął śledztwo.
Wzruszyła ramionami, niby to obojętnie, chociaż w głębi ducha wkurwiała się na to naprawdę niesamowicie. Jakby nie było, ona tu żadnego śledztwa nie prowadziła, co oznaczało, że wszystko, co robiła, robiła dodatkowo, po godzinach. Co też ją wkurzało, bo nie mogła na przykład wystąpić po oficjalne informacje z Departamentu Tajemnic. Może jednak ktoś działał – a po prostu z jakichś powodów utajniono całą sprawę?
Albo ten człowiek… był nieuchwytny? Nie istniał sposób, aby go dorwać?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#7
29.10.2023, 19:30  ✶  

Brennie trzeba było przyznać jedno - tłumaczyła całkiem dobrze i może powinna przemyśleć jednak karierę w Hogwarcie dla świętego spokoju wszystkich, a zwłaszcza Borgina. Prawda też była taka, że z ich dwójki to ona była panią detektyw i to jej płacili za rozwiązywanie problemów czy zagadek seryjnych morderców, a on miał tylko przynieść, podać i pozamiatać, ewentualnie wypełnić setny raport, którego zapewne i tak nikt nie przeczyta.

- Nie dobrze, nie dobrze... - pokiwał głową - Mam nadzieję, że nic złego Ci się nie stało - przyznał. Oczywiście nie było w tym ani grama prawdy, ponieważ najchętniej to chciałby aby coś się stało, chociaż 3 dni w Mungu świadczyły, że nic takiego nie miało miejsca... A szkoda. Czy dało się jakoś skontaktować z tym przestępcą? Stanley z wielką chęcią złożyłby zamówienia na kolejne ataki na Brenne, wszak to mogło spowodować kolejne wolne dni od jej towarzystwa - Ty to lubisz igrać z losem - westchnął, wszak nie taką wersję wydarzeń chciał usłyszeć. I nie chodziło już o to, że Brennie nie stała się większa krzywda - pal licho. Rozchodziło się o fakt ponownych ataków - ktoś kto przeżył to raz, mógł zostać zaatakowany ponownie i to było właśnie niepokojące w tym wszystkim. Czy ona chociaż raz nie mogła przynieść dobrych wieści? Jakiś pozytywów? Jak widać nie, aż by się chciało powiedzieć - tam gdzie pojawia się Brenna, pojawiają się też problemy - Lepiej nie wpadaj na niego trzeci raz bo mu jeszcze żyłka jakaś pęknie... - dodał, a następnie przepisał kolejne zdanie do raportu dla Longbottom.

- I nic? Naprawdę Aż się wierzyć nie chce, że przez tyle lat nic nie miało miejsca... - stwierdził, zaciągając się papierosem, ponieważ limit słów powoli zbliżał się do wyczerpania, a tak to następował reset licznika - A jakby wysłać listy do innych Ministerstw? Gdzieś za granicą poszukać? - zaproponował. Może to była kwestia nowa w Wielkiej Brytanii ale gdzie indziej już mogli o tym słyszeć? Chociaż inne ministerstwa nie mogły mieć takiej Brenny... A może każdy kraj miał swoją Brennę? Cholibka... To byłby prawdziwy problem. Taka Brennotopia jakby je wszystkie zebrać? Aż zastygł w pisaniu na taką myśl. Stanley uspokój się. To nie może być prawdą - Prędzej czy później będą się musieli tym zająć... Bo albo nas ten gość wykończy albo Ty to rozwiążesz - stwierdził z lekkim wzruszeniem ramion, podsuwając Longbottom dwa raporty - Ten dla Ciebie, a to mój oryginał. Możesz sobie je porównać - wytłumaczył, wskazując na odpowiednie kartki papieru. Borgin specjalnie dał jej drugą do sprawdzenia jakby chciała się upewnić, że ten nic nie przekręcił ani nie zmienił. Obydwie miały taką samą zawartość - W teorii można by pewnie jeszcze jakiś wniosek napisać do pani Moody o rozpoczęcie pracy nad tą sprawą... Coś by się pewne wymyśliło do tego dokumentu - dodał, opierając się ponownie na krześle i łapiąc oddech "prawie wolności". Czuł, że jeszcze chwila, jeszcze moment i stanie się ponownie wolnym człowiekiem. Oczywiście wolnym od Brenny, bo o to mu chodziło.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
30.10.2023, 21:17  ✶  
Za rozwiązanie tej konkretnej zagadki jej nie płacili, niestety. Oczywiście, nie był problemem sam brak zapłaty, za to już to, że bez oficjalnych zezwoleń w wielu sprawach miała związane ręce.
– To bardzo miło z twojej strony – zapewniła Brenna, w duchu myśląc o tym, że Stanley pewnie właśnie złorzeczył mordercy w myślach, że nie postarał się dostatecznie dobrze. – Bez tego życie byłoby nudne – stwierdziła lekko, chociaż w istocie przecież to nie tak, że chciała się w to pchać. Była gotowa zaryzykować pójście spać, wiedząc już, że jest celem, głównie dlatego, że jej bliscy byli zagrożeni. – Gdyby żyłka mu pękła, mielibyśmy spokój, więc to byłby całkiem niezły interes.
Czy naprawdę tam, gdzie się pojawiała, pojawiały się problemy? A może pojawiała się tam, gdzie były? Ewentualnie miała talent do ich znajdowania? Słyszała od małego, że szuka kłopotów albo je przyciąga. Może sama była kłopotem, ale wolała się nad tym nie zastanawiać.
– Niekoniecznie „nic”. Przekopałam się przez dopiero część archiwów i numerów Proroka Codziennego. Możliwe, że jeszcze nie dotarłam do odpowiednich teczek. Dokumenty mogą być w Biurze Aurorów, nie tutaj. Być może taka sprawa już się zdarzyła, ale jest w teczkach z zamkniętymi śledztwami, bo na przykład skazano męża, skoro żona umarła od ran kłutych u jego boku? – wyrecytowała, pocierając skroń, bo opowiadanie o tym tylko jeszcze mocniej jej uświadamiało, w jak beznadziejnej są sytuacji i jak wiele rzeczy musiała przetrząsnąć. W większości po godzinach, bo nie – prowadziła – tego – śledztwa. – Hm… to dobry pomysł – przyznała. Ton miała normalny, minę również, ale dowolny aurowidz z pewnością od razu dostrzegłby, z jak wielką niechęcią przyznała, że Stanley Borgin mógł wpaść na coś takiego jak dobry pomysł.
Sięgnęła do notatnika i zapisała sobie, by spróbować skontaktować się z innymi ministerstwami. Ostatecznie zabójca mógł pochodzić zza granicy. Albo zetknięto się tam z podobnym przypadkiem? Pytanie, ile takich listów mogła wysłać nie do końca oficjalnie…
– Mam nadzieję, że Biuro Aurorów rozwiąże to znacznie szybciej niż ja – westchnęła Brenna, bo nie czuła się ani trochę bliżej rozwiązania zagadki niż wcześniej. A to naprawdę był przypadek, w którym ścigali się z czasem. Sięgnęła po kopię raportu Stanleya, zerkając na treść, kiwając głową i zwalczając w sobie chęć poprawienia na jego oczach jednego przecinka. Zrobiłaby to z dziką satysfakcją, ale przecież od lat kontynuowała misję nie – pokazywania – po – sobie – jak – bardzo – nie – lubi – Stanleya. Nie do końca świadoma, że on robił to samo (był więc w tym dobry!), bo zakładała, że w świecie Borgina była raczej tak nieistotnym elementem, że niewartym uwagi… Kto wie, może nawet poczułaby odrobinę satysfakcji, gdyby poznała prawdę?
– Obawiam się, że wysyłam do niej jakieś informacje o tej sprawie z taką częstotliwością, że za taki wniosek wyrzuci mnie przez najbliższe okno – mruknęła. – Dziękuję za informacje – powiedziała, z pewnym trudem przepychając te słowa przez gardło. Ale podziękowałaby każdemu innemu, musiała więc podziękować i jemu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#9
01.11.2023, 18:38  ✶  

To raczej była kwestie wyuczonej formułki czy zachowania, niż prawdziwe, szczerze życzenia skierowane w kierunku Brenny. Pójście spać w jej wykonaniu było całkiem niepokojące, ponieważ wtedy nie mogła robić nadgodzin ani tych wszystkich nadprogramowych rzeczy o które nikt nie prosił. Czy pójście spać aby na pewno jej nie przerastało?

- No to obawiam się, że to może być większy bajzel, niż nam się wydaje. No bo skoro skazano ludzi de facto za niewinność? Wiesz ile to może być rozpraw do ponownego rozpatrzenia? - westchnął - Jak tylko pójdzie fama, że coś takiego mogło mieć miejsce to każdy z nich będzie chciał się odwołać od swojego wyroku albo przynajmniej ugrać skrócenie. Wizengamot będzie zawalony od rana do późnej nocy - stwierdził. W tym momencie już współczuł Atreusowi i całej reszcie Aurorskiej śmietanki na te setki godzin, które będą musieli spędzić aby przyjrzeć się wszystkim sprawom ponownie. Przeżyć drugi raz to samu i zadecydować czy dany przypadek wpisuje się w ramiona działalności tych dwóch psychopatów.

Na słowa swojej najdroższej i najbardziej ulubiony koleżanki w całym Ministerstwie, uśmiechnął się od ucha do ucha. Toż to był prawdziwy komplement - nawet jeżeli wymuszony to nadal komplement i to z ust Brenny. Borgin wiedział jak bardzo jej zależy na rozwiązaniu tej sprawy, więc od razu rzucił swoim pomysłem aby nie był zmuszony przychodzić tutaj ponownie za 2 tygodnie.

- Kto wie, kto wie. Na pewno byliby bliżej rozwiązania całej sprawy gdyby wzięli to na priorytet - rzekł. Na całe szczęście tylko ten brak jednego przecinka dało się zauważyć na pierwszy rzut oka. Dopiero później Brenna byłaby w stanie dostrzec, że brakuje tam może z 3 czy 4 przecinków... no ale to chyba nie było najważniejsze w tym momencie. Liczył się raport, który właśnie otrzymała i mogła sobie zrobić z nim co tylko chciała - nawet wysłać Moody.

- Może wtedy poszłabyś w końcu na urlop - wzruszył ramionami - Dobrze by Ci zrobił taki weekend bez myślenia o pracy - dodał, chowając swój raport do notatnika aby następnie się podnieść i zebrać powoli do strefy bezpiecznej, gdzie będzie mógł się rozkoszować papierosem w zaciszu własnego biurka - A ja dziękuje za spotkanie. Trzymaj się Brenna i uważaj na siebie - uśmiechnął się, żegnając jakby miał właśnie wyjeżdżać do miasta obok czy nawet państwa, a szedł przecież... 10 metrów dalej. I chcąc czy nie chcąc nadal mogli utrzymywać kontakt wzrokowy tak długo, aż inni funkcjonariusze nie zajęli biurek na linii ich wzroku w strefie neutralnej.

Co było ciekawe - dużo prościej przeszło mu podziękowanie Brennie, chociaż poczuł jak coś, a raczej ktoś czuje go za płucko. Kim był Stanley aby odmówić swojemu uzależnieniu? Zrobił to co musiał, więc i nagroda mu się należała. Wstał, przysunął krzesło i odszedł w siną daną... znaczy na korytarz aby zapalić i po krótkiej przerwie wrócić do siebie.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
02.11.2023, 10:53  ✶  
- Nie wiemy, czy tak było. Dopuszczam możliwość - powiedziała Brenna, wzruszając ramionami. Na całe szczęście, rana na ramieniu była już w pełni wygojona, ten gest nie niósł więc ze sobą bólu. - Trudno mi sobie wyobrazić większy bałagan niż człowiek, który potrafi mordować innych w snach.
Ostatecznie nawet Voldemort nie posiadał takiej mocy. Osoba władająca snami i potrafiąca krzywdzić w nich ludzi, mogła strącić całą Wielką Brytanię w otchłań chaosu. Wystarczyło, że nie wybrałby na cel takiej Brenny czy Elaine Bell - a zaatakował Minister Magii, arcykapłana Macmillanów, sędziów Wizengamotu...
Nie wiedziała, czy jego uśmiech jest szczery czy wręcz przeciwnie. Chyba nie chciała tego nawet wiedzieć. Przez ułamek sekundy rozmyślała o tym, jak cudownie byłoby wybić mu zęby - i dzięki temu zdołała nawet ten uśmiech odwzajemnić.
- Może pójdę - skwitowała jedynie jego sugestię, chociaż rzecz jasna gdyby wzięła urlop od pracy, to po to, żeby pomyśleć o Zakonie Feniksa. Ale on nie tylko nie musiał, ale absolutnie nie powinien tego wiedzieć. Chociaż i tak na to wolne, przynajmniej na razie się nie zanosiło - Brenna należała do tej beznadziejnej kategorii pracoholików, którzy nie potrafili odpuszczać. - Dziękuję za raport. Stanley. Życzę miłej pracy.
Może wyślą go na przykład na patrol na Nokturn i ktoś ją wyręczy, wybijając mu te zęby.
Sięgnęła po wręczone jej kartki, a kiedy się odwrócił, odruchowo zaczęła poprawiać przecinki. W końcu nie mogła podsłać tego do Harper w takim stanie...

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2094), Stanley Andrew Borgin (2308)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa