- Może nie będzie im się to podobać, nie zamierzam jednak zniechęcać się tylko dlatego, że może to być trudne. Nie muszę pilnować nazwiska ani siebie i jeżeli trzeba zrobić to, co ułatwiłoby komuś pracę a w przyszłości i może uratowało jakieś życie przez lepiej prowadzone śledztwa, to jest to dobry powód aby zacząć chodzić po różnych miejscach. System też został po coś stworzony. – Tak jak w relacjach nie była najłatwiejsza, potykając się o drobne słowa albo szukając w głowie poprawnych zwrotów, tak w kwestiach pracy była nieugięta i nieustępliwa. Nie dawało jej to popularności ale w takich wypadkach zapraszała wszystkich do próbowania. Nic dziwnego, że to sama szef Biura Aurorów wciągnęła ją do Zakonu. A może po prostu liczyła na to, że Ashling przy okazji zje jakiegoś czarnoksiężnika. Z tą kobietą nigdy nie wiadomo.
- Jeżeli coś będę wiedziała odnośnie możliwości szkoleń, poinformuję cię gdybyś był chętny. – Umysł jej zaczął już pracować gdy myślała nad tym, jakie szkolenia można by przeprowadzić. Wspólne działania? Pojedynkowanie? Działania wzajemne na zasadzie uczenia się od siebie też powinny być rozważnie wykorzystywane. Westchnęła jeszcze, pozwalając sobie spojrzeć smętnie na drzwi, a przynajmniej dopóki kolejne słowa nie sprawiły, że nie uniosła brwi.
- Nie będzie procesu ponieważ nie pozwolę ci wziąć winy na siebie. Jeżeli już kogoś trzeba będzie o to obwiniać to zdecydowanie mnie. – Nie po to wchodzili tam razem tylko po to, aby jednak potem Ashling zostawiła go i pozwoliła wziąć mu winę. Zresztą, jej łatwiej by było odpowiedzieć za coś takiego…ale prawda była też taka, że póki co nie robili nic nielegalnego. To, że drzwi do archiwum były zamknięte nie znaczyło, że wejść do środka im zabroniono.
- Nie musisz mówić, że tego nauczyłeś się tego ode mnie. – Nie robiła tego często, ale nauczyła się otwierać drzwi gdy czasem zamykano ją w szkole w ramach żartów. Naparła na drzwi, podnosząc je lekko tak aby odsłonić zamek i łapiąc za akta, przesunęła je przez zamek, pozwalając mu na chwilę przesunąć się i przez to otworzyć drzwi. Nie zadziałałoby na bardzo skomplikowane zamki, ale w archiwum raczej nikt nie spodziewał się zastać wielkich zabezpieczeń.
- Nic nie ma poza tym wyjściem za naszymi plecami, uważaj… - Nie wiedziała, czy tylko chodziło o nią, ale czuła zaniepokojenie. Wyciągnęła różdżkę, pozwalając sobie wysunąć się przed Erika, w razie czego chcąc go ochronić gdyby się miało okazać, że ktoś ma wypaść na nich, wolała, aby jemu nic się nie stanie.
Miała wrażenie, że hałas dobiegł zza jednej z półek, uniosła więc palce dłoni, w której nie trzymała różdżki, odliczając na niej niemo do trzech aby zaraz przemierzyć zakręt.